'
Text Size
Po Drugie M?lokszta?ty

 

 

Annie BESANT

W miar?, jak wzrasta poznanie, zachowanie si? nauki w stosunku do ?wiata niewidzialnego podlega znacznym modyfikacjom. Ziemia wraz ze wszystkim, co si? na niej znajduje i ?wiaty fizyczne, które j? otaczaj? nie s? ju? jedynym przedmiotem bada?, poci?gaj?cym uwag? uczonych; s? oni zmuszeni szuka? jeszcze dalej i dochodzi? do hipotez, o naturze materii i energii znajduj?cych si? w sterach, dok?d nie przenikaj? przyrz?dy, jakimi badacze ci rozporz?dzaj?. 

Eter stanowi obecnie integraln? cze?? dziedziny wiedzy i nie jest ju? tylko prost? hipotez?. Mesmeryzm pod swoim nowym imieniem hipnotyzmu przesta? ju? by? usuwany z granic oficjalnej wiedzy. Promienie Roentgena przekszta?ci?y niektóre dawne pogl?dy w przedmiocie materii, podczas gdy rad zrewolucjonizowa? je i poci?gn?? prawdziw? nauk? poza granice eteru – na kra?ce ?wiata astralnego. Przegrody mi?dzy materi? o?ywion? i materi? nieo?ywion? zosta?y zburzone. Zauwa?ono, ?e magnetyzerzy znajdowali si? w posiadaniu w?adzy prawie niebezpiecznej, zdolnej do udzielania niektórych rodzajów chorób w sposób, który nie jest jeszcze zadawalaj?co wyt?umaczony. Telepatia, jasnowidzenie, telemetria (przenoszenie ruchu bez dotkni?cia), nie stanowi? jeszcze cz??ci wspó?czesnej nauki, ale wkrótce zajm? tam swoje miejsca.

Nauka posuwaj?c swoje poszukiwania tak daleko, da?a dowód tak rzadkiej pomys?owo?ci w zg??bianiu natury, okaza?a tak? niezmordowan? cierpliwo?? we wszystkich swoich poszukiwaniach, ?e otrzyma?a w ko?cu nagrod?, dawan? tym, którzy szukaj?. Si?y i istoty najbli?szego nam planu natury, zaczynaj? si? ukazywa? na najodleglejszej granicy naszego horyzontu fizycznego.

“Natura nie czyni skoków" i w miar?, jak uczony zbli?a si? do kra?ców swojego królestwa, jest g??boko poruszony b?yskami, które do niego dochodz? z nowego planu, zwi?zanego ?ci?le z jego w?asnym.

Jest on zmuszony przyjmowa? niewidzialne istnienie, aby znale?? racjonalne wyt?umaczenie fenomenów fizycznych, którym nie mo?na zaprzeczy? i powoli daje si? poci?ga? o wiele dalej, i nie zdaj?c sobie jeszcze z tego sprawy, jest ju? w kontakcie z planem astralnym. Studia te, my?l?, s? jednymi z najbardziej interesuj?cych w dziedzinie, która si? rozpo?ciera pomi?dzy ?wiatem fizycznym i ?wiatem astralnym. Nasi uczeni oddaj?c si? najpierw studiom anatomii i fizjologii mózgu, próbuj? z nich uczyni? podstawy racjonalnej psychologii. Przechodz? nast?pnie w sfer? snów, z?udze? i halucynacji; od chwili, gdy próbuj? utworzy? nauk? do?wiadczaln?, maj?c na widoku ustalenie klasyfikacji i praw, przedostaj? si? natychmiast na plan astralny. Dr. Baraduc z Pary?a by? ju? w punkcie przekraczania tej granicy, fotografuj?c obrazy astralno-rny?lowe i otrzymuj?c w ten sposób reprodukcje tego, co ze stanowiska materialistycznego by?oby rezultatem wibracji szarej substancji mózgu. Wszyscy ci, którzy badali powa?nie te kwestie, wiedz?, ?e odbicia fotograficzne, o których mówimy, s? wywo?ane przez promienie ultrafioletowe, pochodz?ce od przedmiotów, które w granicach widma s?onecznego nie s? widzialne. Prawdziwo?ci zezna? niektórych jasnowidz?cych mo?na by?o dowie?? przez pojawienie si? na czu?ych p?ytach fotograficznych postaci i przedmiotów niewidzialnych dla oczu fizycznych, które oni jednak widzieli i opisywali. Jest niemo?liwe dla cz?owieka dobrej woli, odrzuci? w ca?o?ci zeznania, z?o?one przez ludzi powa?nych, którzy byli w stanie dowie?? ich wielokrotnie. Mamy nawet poszukiwaczy, którzy zaj?li si? gorliwie poszukiwaniem obrazów i subtelnych kszta?tów, wynajduj?c specjalne metody, ?eby z nich zrobi? dok?adn? reprodukcje. Dr. Baraduc, zdaje si?, by? jednym z najszcz??liwszych w swoich do?wiadczeniach i wyda? ksi??k?, w której opowiada o swoich poszukiwaniach, i która zawiera reprodukcje fotografii przez niego otrzymanych.

“Szukam – jak mówi – si? subtelnych, przy pomocy których dusza – b?d?ca wed?ug niego inteligencj?, dzia?aj?c? pomi?dzy cia?em i duchem – próbuje si? wypowiedzie?".

Stara? si? notowa? te ruchy przy pomocy przyrz?du, który powodowa? ruch ig?y na tarczy i mia? zbiera? na czystych p?ytach niewidzialne wibracje ?wietlne. Uda?o mu si? unikn?? w swoich do?wiadczeniach omy?ek, które mog?yby pochodzi? z dzia?ania ciep?a lub elektryczno?ci. Mo?emy pomin?? jego studia nad biometri? (mierzeniem ?ycia przez ruch) i zatrzyma? si? chwil? nad jego badaniami nad ikonografi?. Chodzi tu o reprodukcje niewidzialnych pr?dów, które wed?ug niego s? tej samej natury, co ?wiat?o, i którymi dusza pos?uguje si?, aby wytwarza? kszta?ty, mog?ce by? pochwycone przez fotografie. Niektóre z tych fotografii przedstawiaj? pod swoimi postaciami eterycznymi albo magnetycznymi, rezultaty fenomenów fizycznych; nie zatrzymamy si? na tym, jakkolwiek owe rezultaty by?yby interesuj?ce same przez si?, jednak nie maj? bezpo?redniego zwi?zku ze specjalnym przedmiotem, który nas zajmuje. My?l?c silnie o pewnym przedmiocie, dr Baraduc da? pocz?tek my?lokszta?towi my?li. Uderzaj?cy jest typ, który przedstawia swoj? si?? skierowan? na zewn?trz (na przyk?ad modlitwa). Jedna modlitwa b?dzie podobna jako kszta?t do li?ci paproci; inn? b?dzie mo?na porówna? do ?uku tryskaj?cej fontanny. Trzy osoby my?l?ce o uczuciu, które je ??czy, dadz? rzut my?li, która mo?e by? porównana do faluj?cej masy, pod?u?nego kszta?tu. Ma?y ch?opiec, pe?en smutku nad cia?em martwego ptaszka, jest otoczony przep?ywem emocjonalnym zakrzywionych w?ókien, które si? wzajemnie przenikaj?. Uczucie g??bokiego smutku przypomina silny wir. Patrz?c z uwag? na serie tych “reprodukcji” tak szczególnie interesuj?cych, zdajemy sobie jasno spraw?, ?e to, co otrzymujemy, nie jest wyobra?eniem my?lokszta?tu, lecz efektem wywo?anym w materii eterycznej przez wibracje, które mu towarzysz?; jest zatem niezb?dne zna? dok?adnie my?l, któr? si? bada, aby zrozumie? otrzymane rezultaty.

By? mo?e po?yteczne b?dzie przedstawi? uczniom, nieco ja?niej, ni? dotychczas, pewne fakty, które czyni? bardziej zrozumia?ymi rezultaty, otrzymane przez dr Baraduca. Te ostatnie s? naturalnie niedoskona?e, bowiem aparat fotograficzny i czu?e p?yty (klisze) nie s? narz?dziami skonstruowanymi dla badania ?wiat?a astralnego; niemniej jednak, jak to zobaczymy, rezultaty owe s? w najwy?szym stopniu interesuj?ce przez to, ?e s?u?? jako ogniwo pomi?dzy badaniami czysto naukowymi, a tymi, które zawdzi?czamy jasnowidz?cym.

W epoce, gdy to piszemy, obserwatorzy stoj?cy poza Towarzystwem Teozoficznym, próbuj? wyt?umaczy? w jaki sposób nast?puj?ce po sobie wzruszenia zmieniaj? kolory aury, która otacza nas wszystkich. Artyku?y w tym przedmiocie ukazuj? si? w przegl?dach nie maj?cych ?adnego zwi?zku z naszym Towarzystwem i pewien lekarz specjalista, Dr Booker, dzi?ki wielkiej liczbie obserwacji, ustali? kolor aury rozmaitych typów i ró?nych temperamentów. Rezultaty jego poszukiwa? zbli?aj? si? bardzo do wyników, otrzymanych przez filozofów jasnowidz?cych i zupe?na zgodno?? mi?dzy dwiema metodami jest wystarczaj?cym udowodnieniem faktów, których oczywisto?? nie mo?e by? poddana w w?tpliwo??. Ksi??ka “Cz?owiek widzialny i niewidzialny" autorstwa C.W. Leadbeatera zajmuje si? aur? z ogólnego punktu widzenia. Niniejsze studium tego? autora i jednej z jego kole?anek, ma za zadanie posun?? si? nieco dalej; jak s?dzimy, po?yteczne b?dzie przej?? umys? ucznia t? ide?, ?e my?l i pragnienie, ?yj? i dzia?aj?, i ?e ich wp?yw rozci?ga si? na wszystko, z czym si? zetkn?.

 

Rozdzia? I
O trudno?ci w przedstawieniu my?lokszta?tów

Zapewne niejednokrotnie s?yszeli?cie ju? o tym, ?e my?li s? to rzeczy realne i wielu spo?ród was jest przekonanych o prawdziwo?ci tego twierdzenia, jednak?e tylko bardzo nieliczni zdaj? sobie jasno spraw?, czym w istocie jest my?l i ksi??ka ta, ma w?a?nie za zadanie przyj?? im z pomoc? w wyja?nieniu tego problemu.

Mamy przed sob? powa?n? trudno?? wynikaj?c? z naszej koncepcji przestrzeni. Widzimy j? w istocie tylko w trzech wymiarach, praktycznie za? ogranicza si? do dwóch, gdy próbujemy j? rysowa?. W rzeczywisto?ci nawet przedstawienie przedmiotów w trzech wymiarach jest mocno niedok?adne, a linia lub k?t naszego rysunku s? odtworzone niezbyt ?ci?le. Je?li nasz szkic przedstawia drog? w perspektywie, pierwszy plan musi by? o wiele wi?kszy ni? najdalszy, jakkolwiek w rzeczywisto?ci rozmiary wsz?dzie s? te same.

Je?eli model, który mamy przed oczami jest domem, to k?ty proste, które go ograniczaj? staj? si? k?tami ostrymi lub rozwartymi, stosowanie do miejsca, w którym si? obserwator znajduje i rysunek przedstawia te ró?nice jeszcze silniej. W rzeczywisto?ci rysujemy rzeczy nie takimi, jakie one s? w rzeczywisto?ci, ale stosownie do tego, jakie si? przedstawiaj? naszym oczom. Artysta usi?uje w istocie da? z?udzenie trzech wymiarów, rozmieszczaj?c zr?cznie linie na powierzchni p?askiej, zawieraj?ce tylko dwa z nich.

Jest to mo?liwe tylko dlatego, ?e ci, którzy patrz? na malowid?a s? ju? oswojeni z przedmiotami podobnymi i s? gotowi przyj?? idee, któr? im one podaj? (sugeruj?). Osoba, która nigdy nie widzia?a drzewa, nie mog?aby sobie o nim wyrobi? ?adnego poj?cia, nawet gdyby mia?a przed oczami jego dok?adny obraz. Je?eli do tej trudno?ci dodamy jeszcze drug? powa?niejsz? trudno?? ograniczania ?wiadomo?ci i je?eli przypu?cimy, ?e pokazujemy to malowid?o osobie, która zna tylko dwa wymiary przestrzenne, zdajemy sobie spraw?, ?e jest absolutnie niemo?liwe sprawi?, aby zrozumia?a krajobraz, który mamy przed oczami. Taka jest w?a?nie przeszkoda, jak? napotykamy na naszej drodze i to w najostrzejszej formie, gdy próbujemy przedstawi? najprostszy my?lokszta?t. Olbrzymia wi?kszo?? tych, którzy patrz? na obraz, ma tylko ?wiadomo?? trzech wymiarów i – co wi?cej – nie maj? najmniejszego poj?cia o ?wiecie wewn?trznym, w którym my?lokszta?ty ukazuj? si? w ca?ym swoim wspania?ym blasku i w ró?norodno?ci swoich kolorów.

Wszystko, co mo?emy uczyni?, to tylko przedstawi? przekrój my?lokszta?tów, a jeszcze pomimo to, ci, którym ich zdolno?ci pozwol? widzie? sam my?lokszta?t, b?d? bardzo zawiedzeni, gdy im postawimy przed oczami jego niedok?adny opis; jednak ci, którzy w obecnej chwili nie s? w stanie nic zobaczy?, b?d? mieli w ten sposób chocia? przybli?one pojecie o tym, co to s? my?lokszta?ty i wyci?gn? z tego realn? korzy??.

Wszyscy uczniowie wiedz?, ?e to, co nazywamy aur? cz?owieka, jest zewn?trzn? cz??ci? substancji ob?oku jego wy?szych cia?, tej substancji, która je przenika wszystkie, i która przekracza znacznie granice jego cia?a fizycznego, najmniejszego ze wszystkich. Wiedz? tak?e, ?e dwa z naszych cia? – cia?o my?lowe i cia?o pragnie? – s? w szczególnym zwi?zku z tym, co nazywamy my?lokszta?tem. Ale, aby przedmiot ten by? ?atwy do zrozumienia, nawet dla tych, którzy nie maj? praktyki w wyk?adach teozoficznych, jest niezb?dne powtórzy? tutaj pokrótce pierwsze zasady tego zagadnienia.

Cz?owiek prawdziwy, my?liciel, jest w ciele z?o?onym z niezliczonych kombinacji materii subtelnej planu mentalnego; to cia?o jest mniej lub wi?cej oczyszczone, mniej lub wi?cej zorganizowane dla funkcji, które ma spe?nia?, stosownie do stopnia rozwoju intelektualnego, do jakiego cz?owiek doszed?. Cia?o mentalne jest cudownie pi?kne i subtelne; cz??ci, z których si? sk?ada, daj? mu pozór ?ywego ?wiat?a i im bardziej rozwija si? inteligencja w celu czystym i bezinteresownym, tym bardziej zyskuje ono na wspania?o?ci i blasku.

Wszelka my?l daje pocz?tek szeregowi wibracji, które dzia?aj? skutecznie na materie cia?a mentalnego; towarzyszy jej wspania?a gama barw, która da si? porówna? z gr? ?wiat?a s?onecznego w kroplach fontanny, ale o rozwoju tysi?c razy kompletniejszym i bardziej intensywnym. Cia?o pod wp?ywem lego pop?du, wyrzuca na zewn?trz drgaj?c? cz?stk? siebie samego, która przybiera kszta?t, okre?laj?cy sam? natur? tych wibracji. W ten w?a?nie sposób na kr??ku pokrytym piaskiem, formuj? si? pewne figury pod wp?ywem tej lub innej nuty muzycznej; w tym dzia?aniu wytwarza si? rodzaj si?y przyci?gaj?cej materi? elementarn? ?wiata mentalnego, materi? o naturze szczególnie subtelnej. Mamy w ten sposób my?lokszta?t czysty i prosty, i to jest rzeczywi?cie ?ywa istota o intensywnej dzia?alno?ci, kierowana przez my?l, która da?a jej pocz?tek. Jakkolwiek ukszta?towana jest z materii niezmiernie subtelnej, jest tak pot??na i energiczna, ?e mo?e pod kierunkiem spokojnej i silnej woli, odgrywa? ogromne znaczenie. Podam nieco dalej szczegó?y tej osobliwej dzia?alno?ci.

Gdy energia cz?owieka jest skierowana na zewn?trz, ku przedmiotom swojego pragnienia, czy te? zu?ywa si? na akty wzruszenia lub nami?tno?ci, energia ta, ma jako pole swojego dzia?ania, rodzaj materii o wiele mniej subtelny ni? materia ?wiata mentalnego, jest to materia ?wiata astralnego. To, co nazywamy cia?em pragnie?, jest utworzone z owej materii bardziej skupionej i ona to, w ka?dym cz?owieku ma?o jeszcze rozwini?tym, tworzy najwi?ksz? cze?? aury. Je?li cz?owiek nale?y do typu prostackiego, jego cia?o pragnie? jest ukszta?towane z najbardziej skupionej materii planu astralnego, jej kolor jest ciemny, barwy br?zowe, brudno-zielone, a czerwone odgrywaj? tam najwi?ksz? role. Stosownie do tego, czy ta lub inna nami?tno?? objawia si?, wola powoduje, ?e ?wiec? tam po kolei te charakterystyczne kolory. Przeciwnie, cz?owiek typu podnios?ego ma cia?o pragnie? z?o?one z najsubtelniejszych jako?ci materii astralnej. Kolory s? b?yszcz?ce i czyste, zarówno na powierzchni, jak i wewn?trz. Cia?o to jest mniej subtelne i mniej ja?niej?ce, ni? cia?o mentalne, niemniej jednak ca?o?? jest wspania?a i w miar?, jak si? eliminuje egoizm, wszystkie plamy ciemne i zamglone znikaj? razem z nim.

Cia?o astralne albo cia?o pragnie? – daje pocz?tek drugiej klasie istot, podobnych w swojej budowie do my?lokszta?tów, które poprzednio opisywali?my, ale których egzystencja jest ograniczona do planu astralnego, i które umys? produkuje tylko pod wp?ywem natury zewn?trznej .

Formy te zawdzi?czamy dzia?alno?ci zewn?trznego “Manas”, padaj?cego na zewn?trz poprzez cia?o astralne. Jest to inteligencja opanowana przez pragnienie. W tym wypadku wibracje umiejscawiaj? si? w ciele pragnie? lub w ciele astralnym i pod wp?ywem tego, cia?a wyrzucaj? na zewn?trz drgaj?c? cz?stk? jego samego, forma której jest przypisana, jak w poprzednim wypadku, przez sam? natur? tych wibracji, wytwarza wtedy si?? przyci?gania esencji elementarnej, odpowiadaj?cej ?wiatu astralnemu. My?lokszta?t tego rodzaju ma zatem jako otoczk? te esencje elementarn?, a jako o?rodek, pragnienie lub nami?tno??, która go stworzy?a; si?a my?lokszta?tu b?dzie zale?na od ilo?ci energii mentalnej zwi?zanej z tym elementem nami?tno?ci lub pragnienia. Formy te, zarówno, jak formy nale??ce do planu mentalnego, otrzyma?y nazw? “elementów sztucznych” i s? one najpospolitsze, gdy? u zwyk?ego cz?owieka istnieje niewiele my?li, które by nie by?y splamione pragnieniem, nami?tno?ci? lub wzruszeniem.

 

Rozdzia? II
Podwójne dzia?anie my?li

Ka?da wyra?nie okre?lona my?l, wywo?uje podwójny skutek: wibracj? promieniuj?c? i pewien kszta?t, zdolny unosi? si? w powietrzu. My?l – mówi?c w?a?ciwie – ukazuje si? jasnowidz?cemu najpierw jako wibracja mentalna, a cia?o to mo?e si? objawi? w postaci skomplikowanej lub prostej. Je?eli my?l jest absolutnie prosta, znajduje si? w grze tylko jeden gatunek wibracji i otrzymamy tylko jeden rodzaj materii mentalnej, która b?dzie mocno zmodyfikowana. Cia?o mentalne w rzeczywisto?? jest z?o?one z materii w ró?nym stopniu skupienia, któr? dzielimy zwykle na “klasy”, odpowiadaj?ce ró?nym podplanom. Ka?dy z nich dzieli si? na kilka poddzia?ów i je?eli badamy je klasyfikuj?c stosownie do ich stanu skupienia w rozmaitych dzia?ach poziomych, po?o?onych jeden nad drugim, mo?emy – aby lepiej rozró?ni? ich rozmaite w?a?ciwo?ci – klasyfikowa? je, tym razem przedstawiaj?c je jako linie prostopad?e do poprzednich i przecinaj?ce je pod k?tem prostym. S? wiec liczne odmiany tej materii mentalnej i przekonano si?, ?e ka?dy z nich ma swój specjalny i dok?adnie okre?lony sposób wibracji, do którego wydaje si? najbardziej przyzwyczajona, do tego stopnia, ?e mu odpowiada automatycznie i d??y w sposób naturalny aby do niego powróci?, gdy zostanie oddalona przez my?l lub uczucie szczególnie silne.

We?my jako przyk?ad moment, gdy cz?owiek jest pod wra?eniem silnej emocji, jego cia?o astralne jest miotane gwa?townymi zmianami i jego zwyk?e barwy s? prawie zupe?nie zaciemnione przez nap?yw karminu, b??kitu, szkar?atu, odpowiadaj?cych stopniowi wibracyjnemu tego szczególnego wzruszenia. Zmiana ta jest tylko chwilowa, trwa jedynie kilka sekund i cia?o astralne przybiera szybko z powrotem swoj? zwyk?? fizjonomi?. Jednak?e ka?de z tych gwa?townych wzrusze? powoduje skutek niezmienny: dorzuca ono zawsze co? ze swojej w?asnej barwy do normalnego odcienia cia?a astralnego w ten sposób, ?e za ka?dym razem, gdy cz?owiek poddaje si? pewnemu wzruszeniu, staje si? dla niego ?atwiejsze podda? mu si? na nowo, poniewa? jego cia?o astralne przyzwyczaja si? do wibrowania w pewien specjalny sposób. Jednak?e wi?ksza cz??? ludzkich my?li jest bardzo daleka od prostoty. Wzruszenie absolutne, czyste, istnieje bez w?tpienia, ale znajdujemy je najcz??ciej zabarwione pych? lub egoizmem, zazdro?ci? lub prawie zwierz?c? nami?tno?ci?. To znaczy, ?e dwie wibracje bardzo ?ci?le odgraniczone – a czasem nawet wi?cej – ukazuj? si? naraz w ciele mentalnym i w ciele astralnym. Wibracja promieniuj?ca jest wówczas z?o?ona i my?lokszta?t b?d?cy jej wynikiem, posiada wiele barw, zamiast jednej.

 

Rozdzia? III
Sposób w jaki tworzy si? wibracja

Wibracje promieniuj?ce, o których w?a?nie mówili?my, jak wszystkie wibracje natury, staj? si? mniej pot??ne w miar?, jak oddalaj? si? od o?rodka, który je wytwarza; jednak?e mo?liwe jest, ?e si?a ta zmienia si? raczej w stosunku do sze?cianu, ni? do kwadratu odleg?o?ci z powodu interwencji nowego wymiaru.

Wibracje te, podobnie jak wszelkie inne, maj? tendencje do powtarzania si? za ka?dym razem, gdy zdarzy si? po temu okazja, i gdy zaczynaj? one dzia?a? na inne cia?a mentalne, natychmiast powstaje w nich tendencja, aby sk?ania? tamto do wtórowania. To znaczy, ?e u cz?owieka, którego cia?o mentalne jest dotkni?te przez owe fale, wibracje te zmierzaj? do wytworzenia w jego umy?le my?li tego samego typu, co utworzone ju? poprzednio w mentalu my?liciela, który wytworzy? pierwotn? fal?. Odleg?o??, na jak? dzia?aj? te fale my?lowe, si?a i moc, z jak? przenikaj? do cia?a innych osób, zale?? od si?y i wyrazisto?ci my?li pierwotnej (twórczej). Cz?owiek wysy?aj?cy my?l, w tym wypadku mo?e by? porównany do kogo? mówi?cego. Jego g?os wprawia w ruch fale d?wi?kowe, które promieniuj? we wszystkich kierunkach i zanosz? jego s?owa tym wszystkim, którzy znajduj? si? w pewnej od niego odleg?o?ci i je?li ten g?os jest silny, i wys?owienie wyra?ne, przebyta odleg?o?? nie b?dzie mia?a granic. Tak samo maj? si? rzeczy, je?li mamy do czynienia z siln? my?l?, która dochodzi o wiele dalej, ni? my?l s?aba i niezdecydowana, ale i w tym wypadku si?a jest mniej wa?na, ni? jasno?? i precyzja. W ko?cu, podobnie jak g?os mówcy wpada cz?sto do uszu nieuwa?nych, gdy ludzie, do których mówi, maj? inne rado?ci lub inne troski, tak samo i fala my?li mo?e przej?? obok jakiej? istoty tak, ?e ona jej nie zauwa?y, je?li przypadkowo jej my?l jest ju? zaj?ta czym innym.

Ta promieniuj?ca wibracja, przenosi ze sob? charakter my?li, która j? o?ywia, ale nie przedmiot tej my?li. Hindus, pogr??ony w swojej medytacji, my?li o Krisznie; fala my?li, która z niego emanuje, obudzi my?li pobo?ne u tych wszystkich, których dosi?gnie; u Mahometanina b?dzie to adoracja Allacha, a u Chrze?cijanina – Jezusa. Cz?owiek, który usilnie my?li o przedmiotach wznios?ych, wydob?dzie z siebie wibracje, która u innych podniesie my?l do tego samego poziomu, co jego w?asna, nie wywo?uj?c jednak w ich umys?ach tego przedmiotu, który – zajmuje jego. Wibracje te dzia?aj? naturalnie ze szczególn? si?? na umys?y przyzwyczajone ju? do tych zagadnie? o specjalnym charakterze; jednak maj? one tak?e wp?yw na cia?o mentalne, które napotka?y na swojej drodze w ten sposób, ?e zmierzaj? do rozbudzenia pot?gi my?li wy?szej u tych, którzy nie s? jeszcze do niej przyzwyczajeni. Jest wiec oczywiste, ?e ka?dy cz?owiek, który my?li o rzeczach podnios?ych, spe?nia bezwiednie prace propagandy.

Rozdzia? IV
My?lokszta?t i jego skutki

Zajmijmy si? teraz drugim skutkiem my?li: stworzeniem okre?lonego kszta?tu. Wszyscy ci, którzy studiowali zajmuj?ce nas obecnie kwestie, znaj? esencj? elementaln?, (elemental) t? osobliw? manifestacj?, na wpó? inteligentn?, która nas otacza, o?ywiaj?c równocze?nie materi? planu astralnego i planu mentalnego.

Materia ta poddaje si? tak?e z wielk? ?atwo?ci? wp?ywowi my?li ludzkiej i wszelki pop?d, któremu daje ona pocz?tek z cia?a mentalnego lub cia?a astralnego, stwarza sobie natychmiast rodzaj czasowego przewodnika otaczaj?c si? t?, obdarzon? ?ywotno?ci? materi?. W ten sposób my?l lub pop?d staje si? na pewien czas rodzajem ?ywej istoty, której dusz? b?dzie my?lokszta?t, za? cia?em materia o?ywiona. Pisarze teozoficzni zast?puj? wi?c dawne okre?lenie: materia astralna lub mentalna o?ywiona przez esencj? monadyczn?, w jednym ze stadiów królestwa elementarnego, przez proste s?owo “esencja elementalna", a cz?sto nawet nadaj? my?lokszta?towi nazw? “elementu”. Mo?e by? wielka ró?norodno?? w kolorze i wygl?dzie tych my?lokszta?tów, bo ka?da my?l przyci?ga wokó? siebie materi?, i ka?e tej materii wspó?dzia?a? ze swoj? w?asn? si??. W ten sposób charakter my?li decyduje o jej kolorze, a badanie zmian i kombinacji, jakie mo?e on spowodowa? jest w najwy?szym stopniu interesuj?ce.

My?lokszta?t taki mo?e by? przyrównany do prawdziwej butelki lejdejskiej; sama butelka symbolizuje wówczas otoczk? ?ywej esencji, a elektryczno??, któr? jest na?adowana – energi? my?li. Je?eli my?li cz?owieka lub jego uczucia s? wysy?ane w kierunku danej osoby, my?lokszta?t wynikaj?cy jako rezultat tej operacji, pójdzie prosto do swojego celu i przyjmuje na wskro? przewodniki: astralny i mentalny tego, który je odbiera. Je?eli my?l jest egoistyczna, je?eli istota, która j? zrodzi?a my?li tylko o sobie (a tak bywa najcz??ciej), b?dzie ona b??dzi?a nieustannie dooko?a tego, który jej da? pocz?tek, zawsze gotowa reagowa? na niego, za ka?dym razem, gdy si? znajdzie w warunkach biernych. We?my na przyk?ad: cz?owiek, który poddaje si? cz?sto my?lom nieczystym, mo?e o nich zapomnie?, jak d?ugo b?dzie uwik?any w codzienny bieg swoich spraw, chocia? my?lokszta?ty unosz? si? w nim, podobne do g?stej chmury, gdy? jego dzia?alno?? mentalna jest skierowana w inn? stron? i jego cia?o astralne jest czu?e tylko na wibracje tej samej natury. Ale gdy czynno?ci zewn?trzne os?abn?, gdy cz?owiek odpoczywa po pracy i gdy jego mental jest bierny, wówczas poczuje marsz nieczystych wibracji, kieruj?cych si? ku niemu. Je?eli sumienie tego cz?owieka jest rozbudzone do pewnego stopnia, nie b?dzie on móg? ignorowa? tego zjawiska i zawo?a, ?e “ta pokusa jest dzie?em demona”, prawd? jest, ?e ten atak z?a pochodzi z zewn?trz, i jest jedynie reakcj? na niego jego w?asnych my?lokszta?tów.

Ka?dy cz?owiek porusza si? w przestrzeni, zamkni?ty niby w klatce, któr? sam zbudowa? otoczony przez t?um my?lokszta?tów, stworzonych przez jego zwyk?e czynno?ci my?lowe; poprzez to ?rodowisko widzi ?wiat i oczywi?cie zabarwia ka?d? rzecz kolorem, który ma przewag?, wobec czego ca?a gama wibracji dosi?gaj?cych go jest mniej lub wi?cej zmodyfikowana przez jego w?asn? osobist? barw?. W ten sposób cz?owiek nie widzi nic dok?adnie, dopóki nie nauczy si? kontrolowa? swoich uczu? i my?li; a? do tego czasu wszystkie jego obserwacje musz? by? czynione poprzez jego w?asne ?rodowisko, które zniekszta?ca i zmienia kolor wszystkiego, podobnie do z?ego zwierciad?a. Je?eli my?l nie jest skierowana zdecydowanie w czyim? kierunku, je?li nie czepia si? istoty, do której jest wys?ana, unosi si? ona po prostu w atmosferze, emanuj?c bezustannie wibracje analogiczne do tych. które by?y wprowadzone w ruch przez jego twórc?. Je?eli my?l nie wchodzi w kontakt z innymi cia?ami mentalnymi, wibracja ta traci stopniowo swoj? energi?, co doprowadza w ko?cu do zniweczenia my?lokszta?tu; przeciwnie, je?eli uda si? jej obudzi? w s?siednim ciele mentalnym wibracje sympatyczne, wówczas pomi?dzy tymi wibracjami zachodzi przyci?ganie i my?lokszta?t bywa po wi?kszej cz??ci zaabsorbowany przez to nowe cia?o mentalne.

W ten sposób widzimy, ?e wp?yw my?lokszta?tu nie rozci?ga si? tak daleko, jak wp?yw wibracji pierwotnej, ale w granicach swojego dzia?ania post?puje z wi?ksz? precyzj?, jego wp?yw na cia?o mentalne daje pocz?tek my?li nie tylko podobnej do niego samego, lecz nawet tworzy t? sam? my?l. Tysi?ce istot mog? by? dotkni?te przez promieniowanie, o którym w?a?nie mówili?my, i które wytworzy w nich my?l tego samego rz?du, jakkolwiek mo?e si? zdarzy?, ?e ?adna z niech nie b?dzie dok?adnie podobna do orygina?u. My?lokszta?t mo?e by? nawet zaabsorbowany przez kilka osób, lecz w tym do?? rzadkim wypadku odtworzy my?l pierwotn?.

Twórczo?? przy pomocy wibracji pewnego kszta?tu geometrycznego lub innego, jest rzecz? zwyk?? dla tych, którzy studiowali akustyk? i odtwarzali cz?sto w laboratoriach fizycznych tak zwane figury “Ohladniego”. Opiszemy je dla tych spo?ród naszych czytelników, którzy nie s? obeznani z tym zagadnieniem.

P?yta d?wi?kowa Ohladniego jest zrobiona z miedzi lub szk?a; ziarenka drobnego piasku s? rozsypane na jej powierzchni, a brzeg p?yty jest lekko podniesiony. Piasek bywa wyrzucany w powietrze przez drgania p?yty i opadaj?c przybiera regularne formy. Dotykaj?c brzegu p?yty w rozmaitych punktach, otrzymujemy ró?ne d?wi?ki, i co za tym idzie, ró?ne figury. Je?eli podany tutaj przyk?ad porównamy z figurami otrzymanymi wskutek wibracji g?osu ludzkiego, zauwa?ymy zadziwiaj?ce podobie?stwo. Figury g?osowe opisane, przez Margaret Watts Hughes, s? prawdziwymi ?wiadkami faktu, który my staramy si? przedstawi?. Praca, któr? cytujemy, winna si? znale?? w r?kach wszystkich interesuj?cych si? tymi zagadnieniami.

Niewiele jednak?e osób zdaje sobie spraw?, ?e formy opisywane w tej pracy, zawdzi?czamy dzia?aniu i przeciwdzia?aniu wibracji, które je tworz?. Wielu nie wie równie?, ?e istnieje proste urz?dzenie wykorzystuj?ce wahade?ka, przy pomocy którego wibracje mog? by? dok?adnie zanotowane. Zast?pmy ruch wahade?ka przez wibracje, jakie zawdzi?czamy cia?u astralnemu i cia?u mentalnemu, i otrzymamy sposób, w jaki odbywa si? tworzenie kszta?tów przez wibracje astralne lub mentalne.

Opisy, które dalej nast?pi?, s? zaczerpni?te z bardzo interesuj?cej pracy: “Kszta?ty, jakie zawdzi?czamy wibracjom”, F. V. Bonda, który przy pomocy wahade?ek zanotowa? wielk? liczb? bardzo pi?knych rysunków.

Wahade?ko jest zawieszone na ostrzu z hartowanej stali i mo?e wykonywa? ruchy tylko pod k?tami prostymi do ostrza. Cztery wahade?ka poruszaj?ce si? pod k?tami prostymi jedne wzgl?dem drugich s? umieszczone po dwa i zwi?zane nitkami, ??cz?cymi wahade?ka ka?dej pary z ko?cami lekkiej deszczu?ki, ze ?rodka której wychodz? inne nitki; te nitki przenosz? ruchy ka?dej pary na kawa?ek lekkiej, drewnianej listewki, zawieszonej przy pomocy spr??yny i unosz?cej pióro. Pióro jest w ten sposób poddane po??czonemu ruchowi czterech wahade?ek ruch ten jest notowany przy pomocy pióra na kartce papieru. Nie ma teoretycznie granic dla liczby wahade?ek, które mog? by? po??czone w ten sposób. Ruchy s? z?o?one z linii prostych, a dwie wibracje prostolinijne, o pewnej amplitudzie przy dzia?aniu jednej na drug? pod k?tem prostym daj? pocz?tek ko?u, je?eli ruchy s? na przemian regularne – elipsie za?, je?eli s? mniej regularne lub nierówne. Wibracja kolista mo?e by? równie? otrzymana z wahade?ka bujaj?cego si? swobodnie w ?rodku powierzchni, na której odzwierciedlono ruch obrotowy. Otrzymano w ten sposób cudown? serie rysunków, których podobie?stwo do my?lokszta?tów jest zadziwiaj?ce.

Wystarczaj? one, aby wykaza?, jak ?atwo wibracje mog? by? przekszta?cone w figury. Jest rzecz? cudown?, ?e mo?na skonstatowa?, i? wiele rysunków, zrobionych na pozór przypadkowo przez maszyn?, o której by?a mowa, odpowiada dok?adnie najwy?szym typom my?lokszta?tów, które by?y stworzone podczas medytacji. Jeste?my przekonani, ?e niewyczerpane skarby bogactw naukowych zawieraj? si? w fakcie, który cytowali?my w tej chwili i nic nie szkodzi, ?e b?dzie trzeba jeszcze d?ugich poszukiwa?, zanim b?dziemy mogli ustali? w sposób zupe?nie pewny dok?adne znaczenie tych fenomenów.

Znaczy to oczywi?cie, ?e je?eli dwie si?y planu fizycznego, zale??ce jedna od drugiej w jakikolwiek sposób, mog? utworzy? kszta?t, który b?dzie odpowiada? dok?adnie kszta?towi wytworzonemu na planie mentalnym przez z?o?on? my?l – my?l owa, aby mog?a by? sformowana musia?a wprawi? w ruch dwie si?y symetryczne planu mentalnego.

Pozostaje tylko przekona? si?, czym s? te si?y, i jak one dzia?aj?; je?eli oka?e si? kiedykolwiek, ?e b?dziemy zdolni do rozwi?zania tego problemu, by? mo?e otworzy on dla nas nowe pole niezmiernie u?ytecznych wiadomo?ci.

 

Rozdzia? V
Zasady ogólne

Istniej? trzy ogólne zasady, które kieruj? wytwarzaniem wszystkich my?lokszta?tów:

1. Jako?? my?li okre?la barw?.

2. Tre?? my?li okre?la kszta?t.

3. Dok?adno?? my?li poci?ga za sob? wyrazisto?? konturów.

ZNACZENIE BARW

Nie b?d? szczegó?owo opisywa? znaczenia poszczególnych kolorów, gdy? opis ten by? podany w “Cz?owieku widzialnym i niewidzialnym” C.W. Leadbeatera, i by?o by to niepotrzebnym powtarzaniem. To, co by?o powiedziane o tych kolorach w odniesieniu do cia? cz?owieka, mo?na tak?e powtórzy?, je?li chodzi o my?lokszta?ty, które s? zrodzone przez te cia?a. Dla czytelników nie znaj?cych ksi??ki, o której mowa, lub nie maj?cych jej ?wie?o w pami?ci, powiem w skrócie, ?e kolor czarny znaczy nienawi?? i z?o??, czerwony w ca?ej swojej gamie, od ciemnoczerwonego ceglastego do szkar?atu wykazuje gniew; gniew brutalny objawia si? przez ciemnoczerwone b?yskawice, przebijaj?ce g?ste, brunatne chmury, podczas gdy szlachetne oburzenie uka?e si? jako bardzo ?ywy szkar?at, daleki od brzydoty, jakkolwiek niemi?y z powodu swojego blasku: kolor czerwony, ciemny i odpychaj?cy, prawie dok?adnie taki, który nazywamy “czerwieni? smoczej krwi” jest wska?nikiem zwierz?cych nami?tno?ci i wszystkich zmys?owych ??dz. Jasnobr?zowy, znany jako sienna palona, oznacza sk?pstwo; smutny szaro-br?zowy wykazuje egoizm – ten kolor spotyka si?. niestety a? nazbyt cz?sto; ciemnoszary jest oznak? depresji, podczas gdy jasnoszary i siny oznacza strach; zielono-szary znamionuje podst?p, podczas gdy zielono-br?zowy, poplamiony punktami i szkar?atnymi b?yskami oznacza zazdro??.

Zielony zdaje si? zawsze towarzyszy? zdolno?ci przystosowania; w najgorszym wypadku, gdy jest pomieszany z egoizmem, zdolno?? ta staje si? cz?sto oszustwem, fa?szem; pó?niej, gdy ewolucja jest ju? wy?sza, barwa staje si? szczersza, czystsza – oznacza ona, ?e istota, która j? posiada, chce si? sta? oddan? wszystkim, nawet, gdyby do tego projektu wchodzi?o wiele osobistych uczu?, pragnienie popularno?ci albo dobrej opinii. Zielony, subtelny i jasny, w swojej postaci najbardziej podnios?ej, wyra?a bosk? moc sympatii.

Przywi?zanie objawia si? przez, ca?? gam? od karmazynowego do ró?owego; barwa karminowa, jasna i czysta, oznacza silne i zdrowe przywi?zanie, a je?eli kolor ró?owy zanieczyszcza gesty, ciemnobr?zowy, wskazuje na uczucie egoistyczne, podczas gdy ró?owy, jasny i czysty, nale?y do mi?o?ci absolutnie bezinteresownej, która jest udzia?em natury podnios?ej. Podobna do pierwszych b?ysków jutrzenki, mi?o?? przechodzi od ciemnego karminu uczu? pospolitych do delikatnych kolorów ró?owych, coraz s?odszych, w miar?, jak uczucie oczyszcza si? z wszelkiego egoizmu i rozwija coraz dalej, obejmuj?c w swoim hojnym i czu?ym wspó?czuciu wszystkie istoty, które jej potrzebuj?.

Ten cudowny kolor, pomieszany lekko z b??kitem nabo?no?ci, mo?e wyrazi? silne uczucie zrealizowania powszechnego braterstwa. Ciemno-pomara?czowy, wskazuje na pych? lub ambicj?, a ca?a gama ?ó?tego nale?y do intelektualizmu; ?ó?ta ochra, ciemna – wyka?e inteligencj? przystosowan? do zadowolenia osobistego egoizmu, podczas gdy jasno-?ó?ta b?dzie oznacza? podnios?? osobowo?? intelektualn?. ?ó?ta, blada i ?wiec?ca jest wska?nikiem najwy?szej i najbardziej bezinteresownej inteligencji i jest to czysty rozum skierowany do celów duchowych.

My?l pe?na mi?o?ci pobo?nego serca, daje pocz?tek cudownym kolorom, podobnym do g??bokiego b??kitu letniego nieba. Czasami poprzez chmury tego wspania?ego b??kitu, ja?niej? z?ote gwiazdy b?yszcz?ce ze wszystkich stron, jak deszcz iskier.

Uczucie sk?adaj?ce si? równocze?nie z przywi?zania i uwielbienia, objawia si? przez barw? fio?kow?, której najdelikatniejsze odcienie towarzysz? z najwi?ksz? dok?adno?ci? ró?norodnym zdolno?ciom dusz odpowiadaj?cym koncepcji wznios?ego idea?u.

W ogóle blask i g??boko?? barw, daje miar? si?y i aktywno?ci uczucia, które je zrodzi?o. Nie nale?y równie? zapomina? o rodzaju materii, z której owe my?lokszta?ty s? utworzone.

Je?li jaka? my?l jest czysto intelektualna, nieosobista, je?li my?liciel np. usi?uje rozwi?za? zadanie matematyczne lub geometryczne, my?lokszta?t i jego forma wibracyjna b?d? nale?a?y wy??cznie do planu mentalnego. Przypu??my nast?pnie, ?e my?l jest czysto duchowa, ?e jest zabarwiona mi?o?ci? i podnios?ymi aspiracjami lub zupe?nym zaparciem siebie samego – wówczas wzniesie si? ona ponad plan mentalny i zapo?yczy wiele wspania?o?ci i chwa?y z planu buddhi. W tym wypadku jej wp?yw jest bardzo pot??ny. My?l ta stanowi? b?dzie zawsze znaczn? si??, mog?c? wywo?a? tylko dobroczynne skutki na “mental” tych, których b?dzie mog?a dosi?gn??, pod warunkiem jednak?e, ?e potrafi? j? odczu? i na ni? odpowiedzie?.

Z drugiej strony, je?eli jaka? my?l zawiera w sobie co? egoistycznego, jakie? pragnienie osobiste, jej wibracje powracaj? wstecz i otaczaj? si? materi? naturaln?, tworz?c? rodzaj odzie?y dla materii mentalnej, z której cala my?l jest z?o?ona. My?l tego typu b?dzie wi?c dzia?a? zarówno na cia?o astralne ludzi, jak na ich inteligencje i w ten sposób rozbudzi nie tylko ich my?l, lecz tak?e i ich uczucia.

 

Rozdzia? VI
Trzy kategorie my?lokszta?tów

Je?eli rozpatrujemy my?li z punktu widzenia my?lokszta?tów, jakie tworz?, mo?emy sklasyfikowa? je w trzech kategoriach:

I. My?lokszta?ty, które odtwarzaj? obraz my?liciela.

Gdy cz?owiek widzi si? w my?li w tym lub innym oddalonym miejscu, albo gdy ?ywo pragnie by? tam, w istocie stwarza on my?lokszta?t, który go przedstawia, i który ukazuje si? w owym upragnionym miejscu. Podobny kszta?t mo?e by? widziany cz?sto przez inne osoby i niejednokrotnie ju? bywa? brany za cia?o astralne lub widmo samego cz?owieka. W tym wypadku, widz?cy musi posiada? do?? silny dar jasnowidzenia w danej chwili, aby móc obserwowa? to widmo astralne, albo te? my?lokszta?t musi posiada? dostateczn? si??, by si? zmaterializowa?, tzn. przyci?gn?? dooko?a siebie czasowo pewn? ilo?? materii fizycznej.

My?l zdolna uformowa? kszta?t tego rodzaju, musi z konieczno?ci by? pot??na, i zu?ywa wielk? ilo?? materii cia?a mentalnego. Jakkolwiek ten kszta?t by? ma?y i sp?aszczony, gdy opuszcza? my?liciela, otacza si? on znaczn? ilo?ci? materii astralnej i rozwija si? a? do rozmiarów istoty ?ywej, zanim dostanie si? do miejsca swojego przeznaczenia.

II. My?li, które przybieraj? kszta?t przedmiotów materialnych.

Gdy cz?owiek my?li o swoim przyjacielu, formuje przy pomocy swojego cia?a mentalnego dok?adny obraz tego przyjaciela; wysuwa si? on cz?sto z jego umys?u i po wi?kszej cz??ci unosi si? przed nim w powietrzu. Tak samo, je?eli cz?owiek my?li o jakim? pokoju, o jakim? domu lub krajobrazie, drobne obrazki tych przedmiotów kszta?tuj? si? w ciele mentalnym i w nast?pstwie ukazuj? si?. Jest to równie? mo?liwe, gdy ?wiczy si? wyobra?nie. Malarz, który my?li o dziele, jakie ma stworzy?, buduje je z materii zaczerpni?tej z jego cia?a mentalnego, nast?pnie emanuje je w przestrze? przed sob?, zatrzymuje przed swoim wzrokiem mentalnym i kopiuje je na p?ótno. Powie?ciopisarz równie? konstruuje obrazy swoich bohaterów z materii mentalnej, pó?niej za?, wysi?kiem woli powoduje ruch tych marionetek z jednej i z drugiej strony, rozdzielaj?c je lub grupuj?c; w ten w?a?nie sposób intryga rzeczywi?cie roztacza si? przed nim.

Dzi?ki naszej dziwnej i fa?szywej koncepcji rzeczywisto?ci, trudno jest nam zrozumie? w jaki sposób obrazy mentalne mog? rzeczywi?cie istnie? i bywaj? tak doskonale przedmiotowe, ?e jasnowidz?cy mo?e je spostrzec natychmiast oraz, ?e mog? nawet by? przekszta?cone przez kogo? innego, nie tylko przez ich twórc?.

Kilku powie?ciopisarzy zauwa?y?o powierzchownie, takie przypadki i stwierdzili, ?e bohaterowie raz stworzeni w ich wyobra?ni, rozwijaj? tam swoj? wol? i powoduj? zmian? kierunku intrygi, czasami nawet w znaczeniu zupe?nie przeciwnym do pierwotnego planu autora. Przyczyn? powy?szego zjawiska jest to, ?e czasami my?lokszta?ty bywaj? jakby o?ywione przez ?artobliwe duchy natury, albo te?, jak to si? cz??ciej zdarza, ?e jaki? zmar?y powie?ciopisarz, czuwaj?cy z planu astralnego nad prac? swojego kolegi s?dzi, ?e mo?e w niej wprowadzi? post?p i wybiera t? metod?, aby wyrazi? swoje rady.

III. My?li, które przybieraj? kszta?t ca?kowicie oryginalny, i które wyra?aj? si? w materii przyci?gni?tej woko?o siebie.

Tylko tej kategorii my?lokszta?ty, mog? by? z korzy?ci? przedstawione na ilustracjach, poniewa? my?lokszta?ty dwóch poprzednich serii s?, jednym s?owem, tylko krajobrazami lub portretami. Co si? tyczy tych typów my?li, rozpoznajemy w nich na?ladowanie form nale??cych do planu fizycznego, ale oddane w materii astralnej. Za? w trzeciej grupie, przeciwnie, mamy blask kszta?tów, nale??cych w swojej naturze do planu astralnego i planu mentalnego. To w?a?nie czyni owe my?lokszta?ty g??boko interesuj?cymi, ale równocze?nie wznosi nieprzebyt? przeszkod? dla ich dok?adnego odtworzenia.

My?lokszta?ty tej kategorii objawiaj? si? prawie zawsze na planie astralnym, gdy? w wi?kszej cz??ci s? wyrazem nie tylko my?li, lecz i uczu?. Te spo?ród nich, których wzory tutaj podajemy, nale?? prawie wszystkie do tej klasy, wyj?wszy niewielk? liczb? cudownych my?lokszta?tów, bior?cych pocz?tek w medytacji tych, którzy dzi?ki d?ugiej praktyce doszli nareszcie do tego, ?e umiej? my?le?.

My?lokszta?ty skierowane do danego osobnika wywo?uj? zupe?nie okre?lone skutki; skutki te s? odtworzone po cz??ci w aurze tego, który odbiera my?li i w tym wypadku wzmacniaj? ca?kowity rezultat, albo tez s? odrzucane.

My?l pe?na mi?o?ci i pe?na pragnienia opiekowania si?, skierowana usilnie do istoty kochanej, stwarza kszta?t, który kieruje si? do tej osoby i pozostaje w jej aurze jako stró?, jako tarcza; ten my?lokszta?t b?dzie szuka? wszelkiej okazji, by si? sta? po?yteczny, aby opiekowa? si? i broni? tego, ku któremu jest wysy?any i to nie przez akt ?wiadomej woli lecz przez ?lepe pos?usze?stwo pop?dowi twórczemu; rezultatem tego b?dzie wzmocnienie pr?dów dobroczynnych kr???cych w aurze i os?abienie pr?dów szkodliwych, które mog?yby si? tam znajdowa?. W ten sposób stwarzamy i utrzymujemy w pobli?u tych, których kochamy, prawdziwych anio?ów stró?ów i niejedna matka modl?ca si? za swoje oddalone dziecko, zbudowa?a naoko?o niego ochronne przedmurze, chocia? sama nie wie, jak si? to sta?o, ?e jej pro?by zosta?y wys?uchane.

W tym wypadku, gdy my?li z?e, czy dobre, s? skierowane ku danym osobom, aby spe?ni?y swoj? misj?, musz? znale?? w aurze tego, który je odbiera, materia? zdolny odpowiedzie? na ich wibracje. ?adna kombinacja materii nie mo?e wibrowa? poza pewnymi granicami, pomi?dzy którymi aura jest zdolna do wibracji, i czasami nie mo?e ona przenikn?? owej aury w ?aden sposób. Co za tym idzie, my?l odskakuje ku temu, który j? sformowa?, z si?? proporcjonaln? do energii zu?ytej na wyrzucenie jej. Dlatego mówi si?, ?e serce czyste i umys? wznios?y s? najlepszymi obro?cami przeciwko atakowi my?li nienawistnych, poniewa? umys? i serce czyste zbuduj? cia?o astralne i cia?o mentalne, które to cia?a nie b?d? mog?y odpowiada? na wibracje nale??ce do materii ci??kiej i brutalnej. Je?eli jaka? my?l nienawistna wprawiona w ruch dla przewrotnych celów, spróbuje uderzy? o cia?o czyste, jak to, o którym w?a?nie mówili?my, jest ona odepchni?ta i odskakuje wstecz z ca?? swoj? energi?; obiera ona drog? najmniejszego oporu, któr? w?a?nie przesz?a i przybywaj?c do tego, który j? stworzy?, ukarze go. Poniewa? posiada on w materii tworz?cej jego cia?o astralne i mentalne, elementy podobne do tych, które tworz? ów my?lokszta?t, wch?ania on w owe wibracje i ostatecznie, b?d?c twórc? tej z?ej my?li doznaje w?a?nie tych cierpie?, które chcia? zada? innemu. Tak wi?c przekle?stwa i b?ogos?awie?stwa mo?na porówna? do ptaków, które powracaj? same do gniazda. Widzimy st?d niebezpiecze?stwo kierowania my?li nienawistnych do cz?owieka o wysokim stopniu rozwoju; my?lokszta?ty wys?ane przeciwko niemu s? bezsilne i nie mog? go dosi?gn??, lecz w zamian powracaj? do swoich twórców i rani? ich my?lowo, moralnie i fizycznie.

Podobne wypadki by?y wiele razy zaobserwowane przez cz?onków Towarzystwa Teozoficznego i s? im bardzo dobrze znane. Tak d?ugo, jak pozostaje co? brutalnego i niskiego w jakim? osobniku, co?, co jest podobne do z?a i egoizmu jest on nara?ony na ataki tych, którzy chc? mu uczyni? co? z?ego; ale gdy wyeliminowa? on to ca?e z?o przez oczyszczenie siebie samego, jego wrogowie nie mog? nic uczyni? przeciwko niemu, kroczy on cichy i spokojny po?ród pocisków, które mu gro??. Inaczej jednak si? dzieje z autorami tych nienawistnych my?li

Zanim przejdziemy do studiowania ró?nych typów my?lokszta?tów nale?a?oby zwróci? uwag? na jeszcze jedn? rzecz, mianowicie, ?e ka?da z podanych tutaj my?li by?a zaobserwowana w ?yciu realnym; nie s? one wytworami wyobra?ni nauczyciela, lecz obrazem kszta?tów zaobserwowanych rzeczywi?cie, wys?anych przez m??czyzn i kobiety w stanie normalnym, i zosta?y opisane z najwi?kszym staraniem i najskrupulatniejsz? dok?adno?ci?, przez tych, którzy je widzieli, b?d? przy pomocy pisarzy, którym by?y opisane.

Dla u?atwienia orientacji my?lokszta?ty tego samego typu zosta?y zgrupowane.

UCZUCIA PRZYWI?ZANIA I ?YCZLIWO?CI

1 – Uczucie czyste, ale nieokre?lone. My?lokszta?t jest ob?okiem, wiruj?cym, czystym uczuciem, i gdyby nie jego niewyra?ny kszta?t, przedstawia?by on uczucie doskona?e. Osoba, od której pochodzi taki my?lokszta?t jest szcz??liwa, w zgodzie ze wszystkimi i marzy w sposób nieokre?lony o przyjacielu, którego obecno?? by?aby jej mi?a. Nie ma nic gor?cego ani silnego w tej my?li, jakkolwiek nale?y do rz?du istot dobroczynnych i chocia? znajduje si? w niej pragnienie wolne od egoizmu, w ch?ci zbli?enia si? do tych, których kochamy. Uczucie, które da pocz?tek podobnemu ob?okowi, b?dzie czyste w swojej istocie, ale nie b?dzie posiada?o ?adnej si?y zdolnej do wydania okre?lonych rezultatów. Jasnowidz?cy móg?by odró?ni? analogiczn? form? woko?o mrucz?cego z zadowoleniem kota. Promieniuje ona wtedy ?agodnie woko?o zwierz?cia jako szereg koncentrycznych ?usek, ró?owych chmurek, które rozpo?cieraj? si? stopniowo, aby znikn?? w niewielkiej odleg?o?ci od swojego zadowolonego i uk?adaj?cego si? do snu twórcy.

2 – Uczucie nieokre?lone i egoistyczne. My?lokszta?t przedstawia równie? ob?ok przywi?zania, lecz tym razem jest on do g??bi zabarwiony uczuciem niesko?czenie mniej dobrym. Pos?pny i twardy szaro-brunatny kolor egoizmu, ukazuje si? wyra?nie po?ród karminu mi?o?ci i ?atwo zauwa?y?, ?e uczucie znajduj?ce si? w tej chwili, jest zwi?zane wewn?trznie ze wspomnieniem ?ask otrzymanych w przesz?o?ci i z nadziej? innych wzgl?dów spodziewanych w przysz?o?ci. Jakkolwiek uczucie twórcze poprzedniego my?lokszta?tu by?o bardzo nieokre?lone, pozbawione by?o jednak tej barwy egoizmu i wskazywa?o na pewn? szlachetno?? tego, który je wysy?a?. Niniejszy my?lokszta?t przedstawia to uczucie na ni?szym stopniu ewolucji. Rzadko si? zdarza, aby takie dwa ob?oki mog?a opanowa? ta sama osoba podczas tego samego wcielenia. Istniej? wprawdzie pewne dobre cechy w cz?owieku, który informuje ów drugi ob?ok, lecz cz?owiek ten jest jeszcze ma?o rozwini?ty. Wi?ksza cz??? po?rednich sympatycznych uczu?, rozpowszechnionych w ?wiecie, nale?y do tego ostatniego typu. I tylko bardzo powoli i stopniowo transformuj? si? one, i staj? si? typem bardziej wznios?ym, jak opisywany poprzednio.

3 – Uczucie wyra?nie okre?lone. Mamy tutaj do czynienia z czym? zupe?nie innym, czym? pot??nym i zdolnym do wywo?ania okre?lonych skutków. Kolor jest podobny, jak ten w my?lokszta?cie pierwszym, jednakowego blasku i g??boko?ci, ale w pierwszym wypadku by?o to tylko proste uczucie, podczas gdy obecnie znajdujemy si? wobec woli pe?nej si?y, po??czonej ze ?mia?ym czynem. Ci, którzy znaj? ksi??k? “Cz?owiek widzialny i niewidzialny” przypomn? sobie, ?e przedstawia on podobne skutki nag?ego, czystego i bezinteresownego przywi?zania, takiego, jakie si? ukazuje w ciele astralnym matki, gdy przyciska dziecko do serca i okrywa je pieszczotami.

Ró?ne zmiany mog? by? wywo?ane przez nag?e wybuchy wzruszenia; jednym z nich jest formowanie si? w ciele astralnym karmazynowych w??y lub wirów otoczonych “?ywym ?wiat?em”. Ka?dy z nich jest my?lokszta?tem g??bokiego, sympatycznego uczucia, stworzonym w sposób, jaki w?a?nie wskazali?my i kieruj?cym si? natychmiast ku istocie, która wywo?a?a to uczucie. Jest to my?lokszta?t, który w?a?nie opu?ci? cia?o astralne swojego twórcy i kieruje si? do swojego celu.

Ciekawe jest spostrze?enie, ?e prawie pó?kolisty kszta?t my?li, zmieni? form? w ten sposób, ?e przypomina pocisk lub g?ow? komety; ?atwo zrozumie?, ?e zmiana owa zosta?a spowodowana szybkim ruchem tego kszta?tu z powodu nag?ego wzruszenia. Przejrzysto?? koloru ?wiadczy o czysto?ci wzruszenia, które da?o pocz?tek temu my?lokszta?towi, podczas gdy precyzja jego konturów jest niezaprzeczonym dowodem pot?gi i energii woli. Dusza zdolna stworzy? podobny my?lokszta?t dosz?a ju? z pewno?ci? do pewnego stopnia rozwoju.

4 – Uczucie promieniuj?ce. Daje nam pierwszy przyk?ad my?lokszta?tu, stworzonego z intencj? przez jego autora, który usi?uje si? odda? ca?kowicie my?lom pe?nym mi?o?ci dla wszystkich istot. Nie nale?y zapomina?, ?e wszystkie te formy s? nieustannie w ruchu. Ta, która nas obecnie zajmuje rozpo?ciera si? z si?? bardzo podobn? do fontanny tryskaj?cej z jakiego? centrum, rozmiarów których nie mo?emy sobie wyobrazi?. Uczucie tego rodzaju wywo?uje skutki tak rozleg?e, ?e jest rzecz? trudn? opisa? je z dok?adno?ci? i jasno?ci?. Przedstawiony przez nas rny?lokszta?t posiada dok?adne zarysy i mo?na zauwa?y? w istocie, ?e liczne promienie, które emanuj? s? absolutnie wyra?ne i nie maja nic nieokre?lonego.

5 – Pokój i pomoc. Ma?o jest my?lokszta?tów pi?kniejszych i bardziej pe?nych wyrazu ni? ten. Jest to my?l pe?na mi?o?ci i pokoju, b?ogos?awie?stwa i pomocy, wysy?ana przez kogo?, kto mo?e pomóc.

Ma?e jest prawdopodobie?stwo, aby w momencie tworzenia go znajdowa?a si? w umy?le tego, który mu da? pocz?tek, wizja jakiego? uskrzydlonego kszta?tu; niemniej jednak jest mo?liwe, ?e jakie? pod?wiadome wspomnienie dawnych opowiada? z czasów dzieci?stwa o anio?ach stró?ach mog?o mie? wp?yw w owej chwili. Jakkolwiek by si? rzecz mia?a, szczere pragnienie niesienia pomocy przybra?o ten kszta?t, o tyle wdzi?czny, o ile wymowny, uczucie przywi?zania, które go spowodowa?o, da?o mu mi?y, ró?owy kolor, a inteligencja, która nim kierowa?a, o?wietla go jak promie? s?o?ca. W ten w?a?nie sposób stwarzamy prawdziwych anio?ów stró?ów, czuwaj?cych nad tymi. których kochamy i opiekuj?cych si? nimi; niejedno przyjazne ?yczenie, pozbawione egoizmu, przybra?o ten kszta?t, jakkolwiek jego autor nie zdawa? sobie z tego sprawy.

6 – Uczucie wy??czno?ci ni?szego rz?du. My?lokszta?t tego uczucia daje nam przyk?ad przywi?zania tego rodzaju, je?eli dostojne miano mi?o?ci mo?e by? dane podobnemu uczuciu. Wiele kolorów wspó?pracuje w utworzeniu jego niemi?ych i pozbawionych blasku odcieni; zmys?owo?? wypowiada si? przez przy?mione ?wiat?o, ?ciemnione jeszcze b?otnist? plam? egoizmu. Kszta?t tej my?l posiada bardzo charakterystyczne pozaginane haczyki, podobne spotyka si? tylko tam, gdzie jest gor?ce po??danie. Jest oczywiste, ?e autor podobnego my?lokszta?tu nie ma najmniejszego wyobra?enia o tym, co to jest po?wiecenie przez mi?o??. Nie wie tak?e, co to jest radosne wyrzeczenie si? i nigdy nic zapytywa? siebie samego: “Co móg?bym da?”. Przeciwnie, nie przesta? mówi? sobie: “Co móg?bym zyska?”. Przedstawia to mnóstwo krzy?uj?cych si? krzywych linii. Nie ma w tej my?li wzniecenia Ducha, jak w tylu innych; wyp?ywa ona jakby z ?alem z cia?a astralnego; jest to, smutna karykatura boskiego uczucia mi?o?ci, jest tam jednak?e rzeczywisty post?p i nowy etap ewolucji.

UCZUCIE RELIGIJNE

7 – Nieokre?lone uczucie religijne. My?lokszta?t jest nieokre?lon? i bezkszta?tn? chmurk?, lecz tym razem nie jest ona karmazynowa, lecz b??kitna. Przedstawia ona uczucie religijne nieokre?lone, mi?e, b?d?ce raczej wra?eniem wiary, ni? prawdziwym wzniesieniem Ducha; stan spotykany cz?sto u tych, którzy posiadaj? wi?cej pobo?no?ci, ni? inteligencji. W niejednym ko?ciele mo?na widzie? wielk? chmur? przy?mionego b??kitu, unosz?c? si? nad g?owami wiernych; jej kontury s? niewyra?ne poniewa? tworz?ce j? my?li s? mgliste i nieokre?lone: zbyt cz?sto tak?e mo?na w niej odró?ni? brunatne i szare plamy. Bo nie?wiadoma pobo?no?? przyci?ga z ?atwo?ci? wszystko, co przypomina egoizm lub strach. Mimo to my?l ta jest zarodkiem tego, czym mo?e sta? si?: prawdziw? manifestacj? si?y, przy pomocy której dusza powraca do Boga, z którego wyp?ywa pobo?no?? i poznanie.

Ciekawe jest obserwowa? okoliczno?ci, które towarzysz? obecno?ci tej chmury o niezdecydowanym b??kicie, a cz?sto zreszt? jej nieobecno?? nawet mówi o niej wi?cej, ni? jej obecno??. Szukamy jej na pró?no w niejednym miejscu eleganckiego kultu, zamiast niej znajdujemy mglisty t?um my?lokszta?tów o typie, który przedstawia form? przedmiotów materialnych. Zamiast symbolów pobo?no?ci, widzimy bujaj?ce ponad g?owami wiernych formy astralne przedstawiaj?ce kapelusze, klejnoty, przepyszne toalety, powozy i konie, samochody, butelki z alkoholem i obfite obiady; cz?sto tak?e s? skomplikowane obliczenia wskazuj?ce, ?e m??czy?ni i kobiety podczas tych godzin po?wieconych nabo?e?stwu my?leli tylko o swoich interesach, o swoich przyjemno?ciach i byli przywi?zani tylko do swoich zwyk?ych trosk, do swoich szarych, codziennych zaj??. Jednak?e bywaj? pokorne ?wi?tynie, skromne ko?cio?y, sale zebra?, gdzie si? spotykaj? dusze pobo?ne i proste, gdzie ujrzymy unosz?ce si? stale ponad o?tarzem ob?oki g??bokiego b??kitu, ?wiadcz?ce o powa?nym uczuciu religijnym dusz, które im da?y pocz?tek. W rzadkich, wypadkach, ujrzymy, pomi?dzy tymi b??kitnymi ob?okami, b?yszcz?cy kwiat po?wiecenia siebie samego. Tak? oznak? wysokiego rozwoju rzadko spotyka si? w ?rodowiskach, o których w?a?nie mówili?my.

8 – Uniesienia religijne. My?lokszta?t 8 jest w tym samym zwi?zku z my?lokszta?tem 7, jak my?lokszta?t 3 o konturach tak ostro zaznaczonych, z ob?okiem my?lokszta?tu l.

W istocie nie mo?e by? wi?kszego kontrastu, jak ten, który istnieje pomi?dzy bezkszta?tnym ob?okiem my?lokszta?tu l i my?lokszta?tem 8, który jest mocno zarysowanym, wspania?ym sto?kiem, i który ma dla nas symbolizowa? uczucie religijne najbardziej rozwini?te. Nie chodzi tutaj o my?l nieokre?lon? i na wpó? uformowan?, przeciwnie, jest to prawdziwa manifestacja silnego wzruszenia, które ma g??bokie korzenie w poznaniu faktów. Cz?owiek, który do?wiadczy? tego uczucia, wie, w kogo wierzy; istota, która da?a pocz?tek tej my?li, nauczy?a si? ju?, jak nale?y my?le?. Kierunek tego kszta?tu zale?y nie tyle od odwagi, co od powo?ania, podczas gdy ostro?? jego konturów wskazuje na jasno?? umys?u, który go wytworzy?, za? zadziwiaj?ca czysto?? jego barwy ?wiadczy o zupe?nym oddaniu siebie samego.

9 – Odpowied? na nabo?ne uniesienie. Na my?lokszta?cie tym widzimy rezultaty poprzedniej my?li, odpowied? Logosu na wezwanie wys?ane ku Niemu. Jest to prawda na której si? opiera, tym, co ma najbardziej podnios?ego, wiara b?agaj?ca uporczywie o wys?uchanie pro?by. Wymaga to kilku s?ów wyja?nie?.

Na ka?dym planie Jego systemu s?onecznego, nasze Logos rozpo?ciera swoje ?wiat?o, swoj? pot?g?, swoje ?ycie – oczywi?cie na najwy?szych planach ta ekspansja Boskiej Si?y musi by? najkompletniejsza. Zej?cie z jakiego? planu na plan ni?szy przedstawia rodzaj ograniczenia, parali?u; to ograniczenie jest prawie nie do poj?cia, wyj?wszy tych, którzy przy pomocy do?wiadczenia zrozumieli najwy?sze mo?liwo?ci ludzkiej wiedzy wewn?trznej. W ten sposób ?ycie Boskie rozpo?ciera si? z o wiele wi?ksz? pe?ni? na planie mentalnym, ni? na astralnym; tak samo jego chwale na planie mentalnym przewy?sza w swojej wspania?o?ci chwa?a planu buddhi. Ka?da z tych pot??nych g??bi, rozpo?ciera si? na swoim w?asnym planie, poziomo, je?eli si? tak mo?na wyrazi?, ale nie przechodzi w ciemno?? planu ni?szego, chyba tylko w celu, dla którego by?a pierwotnie przeznaczona.

Jednak?e istniej? warunki, dzi?ki którym b?ogos?awie?stwo i si?a nale??ce do planu bardziej podnios?ego, mo?e si? rozla? na plan ni?szy i wywo?a? tam dobroczynne skutki. Jest to mo?liwe tylko wtedy, gdy znajdzie si? otwarta droga pomi?dzy tymi dwoma planami, i gdy praca mo?e by? wykonana przez cz?owieka na ni?szym planie.

Wyja?nili?my ju? poprzednio, ?e za ka?dym razem, gdy my?l lub uczucie cz?owieka s? splamione egoizmem, energia wytworzona w ten sposób porusza si? w zamkni?tym kole, i niezawodnie, owa si?a powraca i rozpo?ciera si? na swoim w?asnym planie; natomiast gdy my?l jest absolutnie bezinteresowna, energia ta porusza si? naprzód pod postaci? otwartej linii krzywej i wskutek tego nie mo?e ju? powróci? do swojego planu (ni?szego) w zwyk?ym znaczeniu, lecz przenika do niego przez plan wy?szy, poniewa? tylko tam, w stanie bardziej podnios?ym, my?l ta dzi?ki nowemu wymiarowi przestrzennemu, ma mo?liwo?? ca?kowitej ekspansji.

W podobnym przenikaniu, my?l lub uczucie, o którym mowa, trzyma – je?li mo?na si? w ten sposób wyrazi? – otwarte drzwi o rozmiarach równych swoim w?asnym i otwiera tak?e niezb?dn? drog?, przez któr? Boska si?a wy?szego planu, mo?e przenikn?? do planu ni?szego. Osi?gnie wskutek tego cudowne rezultaty, nie tylko dla tego, który my?li, ale dla wszystkich. My?lokszta?t 9 przedstawia t? dzia?alno?? i daje odczu? t? wielk? prawd?, ?e niesko?czona fala wy?szej si?y jest zawsze gotowa skorzysta? z drogi, która si? przed ni? otwiera, tak samo, jak zatamowana woda wydostaje si? pierwszym wolnym przej?ciem.

Rozpo?cieraj?c si? w ten sposób, ?ycie Boskie, przynosz?ce sob? wielkie umocnienie, daje wielko?? duszy, która wkroczy?a na Drog? do jego przej?cia, pozwala jej korzysta? z najlepszego i najpot??niejszego wp?ywu. Cz?sto nazywano podobny rezultat wys?uchaniem modlitwy, a ignorancja zrobi?a z niego nawet bezpo?redni? interwencj? opatrzno?ci, zamiast niezawodnego dzia?ania niewzruszonego prawa Boskiego.

10 – Samo wyrzeczenie. W my?lokszta?cie tym znajdujemy inn? form? nabo?no?ci, zupe?nie nowego dla nas typu, i której wygl?d jest pi?kny. Mo?na by nawet s?dzi? na pierwszy rzut oka, ?e chodzi tu tylko o prost? kopi? natury. My?lokszta?t ten przywodzi na my?l kwiat w p?czku, który si? na wpó? otwiera. Inne formy przypominaj? muszle, li?cie itp. Jednak?e te kszta?ty nie s? i nie mog? by? kopiami form ro?linnych, czy zwierz?cych i zdaje si? prawdopodobne, ?e to wielkie podobie?stwo ma jakie? g??bsze znaczenie. Zachodzi tak?e fakt analogiczny i jeszcze bardziej znacz?cy: my?lokszta?ty bardzo z?o?one, jak to powiedzieli?my wy?ej, mog? by? na?ladowane przez wspó?dzia?anie niektórych si? mechanicznych. Je?eli w obecnym stanie naszej wiedzy nie jest wskazane próbowa? wyja?ni? ten szczególnie zajmuj?cy problem tych nadzwyczajnych podobie?stw, zdaje si? jednak, ?e jeste?my w istocie na progu królestwa niesko?czenie tajemniczego, je?li przy pomocy pewnych my?li tworzymy kszta?t, który istnieje ju? w naturze, mo?emy przypu?ci?, ?e te same kszta?ty dzia?aj? analogicznie do czynno?ci twórczej samej my?li. Poniewa? ?wiat sam jest my?lokszta?tem Boga, by? mo?e, ?e cz?stki tego ?wiata zawdzi?czamy istotom drugorz?dnym, pracuj?cym obok niego; mo?emy w ten sposób wyobrazi? sobie, co znacz? owe 330 milionów Devaz, o których mówi? hinduskie ksi?gi. Wracaj?c do naszego my?lokszta?tu, jest to kszta?t o najdelikatniejszym lazurowym b??kicie, ca?y otoczony i przenikni?ty cudownym, bia?ym ?wiat?em. Jest to bez w?tpienia symbol tego, co katolik nazwa?by: “prawdziwym aktem pobo?no?ci”, a jeszcze lepiej: “aktem zupe?nego wyrzeczenia si?”.

INTELIGENCJA

11 – Nieokre?lona rozkosz intelektualna. My?lokszta?t przedstawia mglisty ob?ok tego samego rodzaju, co wyobra?ony przez my?lokszta?t l i 7; jest on barwy ?ó?tej w miejsce karmazynowej lub b??kitnej. Kolor ?ó?ty jest zawsze, oznak? zdolno?ci intelektualnych; zmieniaj? si? tylko odcienie i mog? by?, w niektórych wypadkach, do?? skomplikowane wskutek domieszki innych kolorów. W ogóle, je?eli inteligencja jest skierowana ku celom, którym brak podnios?o?ci, je?eli przedmioty, ku którym si? wyt??a, nale?? do rz?du osobistych – kolor ?ó?ty ma odcie? przy?miony i zag?szczony. We?my cz?owieka interesów ?redniego typu; cia?o astralne i mentalne b?d? koloru ?ó?tej ochry, podczas gdy inteligencja po?wi?cona studiom filozofii b?dzie koloru z?ocisto-?ó?tego, który przybierze barwy coraz czystsze, zbli?one do cytrynowego i bardzo jasno?ó?tego, gdy owa inteligencja zostanie oddana ca?kowicie i bez zastrze?e? egoistycznych, na us?ugi ludzko?ci.

Wi?kszo?? my?lokszta?tów ?ó?tych ma kontury szczególnie wyra?ne i rzadko si? spotyka ob?oki tego koloru. W takim wypadku jest to oznaka rozkoszy intelektualnej, uznanie dla aktu zr?czno?ci i zadowolenie z pomy?lnie wykonanej pracy.

U cz?owieka przeci?tnego uczucie przyjemno?ci, które rodzi si? z kontemplacji jakiego? obrazu, zale?y przede wszystkim od przyzwyczajenia do wzrusze?, jakie zawdzi?czamy podziwowi, sympatii, lito?ci, które bior? z niego pocz?tek; cz?sto nawet, je?li ten obraz przedstawia scen? dobrze mu znan?, jego g?ówny czas zawiera si? w mocy obudzenia wspomnie? minionych rado?ci. Jednak?e, u artysty rozkosz b?dzie mia?a zupe?nie inny charakter, oparty raczej na doskona?o?ci wykonania i na zr?czno?ci u?ytej w okre?lonym celu. Czyste zadowolenie intelektualne objawi si? wtedy pod postaci? ?ó?tego ob?oku; b?dzie tak samo, gdy zechcemy odda? rado??, wywo?an? doskona?ym wykonaniem utworu muzycznego lub subtelno?ciami zr?cznego dowodzenia. Ob?ok tego gatunku nie miesza si? nigdy z, osobistym wzruszeniem; gdyby tak by?o, kolor ?ó?ty by?by natychmiast zabarwiony odpowiedni? barw? osobist?.

12 – ??dza wiedzy. My?lokszta?t ten jest interesuj?cy ze wzgl?du na to, ?e daje nam wskazówk? w kwestii rozwoju my?lokszta?tu. Uczestniczymy w wypadku do?? cz?stym, który oznacza ch?? rozwi?zywania problemów, trwa?y zamiar, by wiedzie? i rozumie?. Cz?sto teozof-nauczyciel widzi emanuj?ce z jego audytorium i kieruj?ce si? ku niemu podczas jego przemówienia, ca?e mnóstwo tych ?ó?tych w??owych kszta?tów i przyjmuje je jako dowód inteligencji, z jak? jego s?uchacze id? za jego dowodzeniem i ich gor?ce pragnienie, aby je zrozumie? do g??bi i poznawa? je coraz lepiej. Analogiczne my?lokszta?ty towarzysz? cz?sto zadawanym pytaniom; je?eli jest to wywo?ane estetyk? i ch?ci? wykazania zr?czno?ci tego, który je postawi?, my?lokszta?t, o który chodzi b?dzie mocno zabarwiony g??bokim kolorem pomara?czowym, który jest oznak? zadowolenia z samego siebie. Fakt ten wydarzy? si? na zebraniu teozoficznym, gdzie w?a?nie by?o postawione pytanie znamionuj?ce bardzo wielk? ostro?? my?li. Odpowied? pocz?tkowa nie zadowoli?a pytaj?cego, który jak si? zdawa?o, mia? wra?enie, ?e nauczyciel usi?uje omin?? zagadnienie. Niemniej jednak coraz silniej utwierdza?o si? w nim postanowienie otrzymania odpowiedzi, która by da?a pe?ne zadowolenie, tak ?e my?lokszta?t pierwotny stawa? si? poma?u coraz ciemniejszy, aby przybra? form? korkoci?gu. Leniwa i pusta ciekawo?? rodzi nieustannie kszta?ty podobne do powy?szego, ale poniewa? w tym przypadku inteligencja nie odgrywa ?adnej roli, kolor nie jest ju? ?ó?ty, ale przybiera barw? zepsutego mi?sa, co? w rodzaju my?lokszta?tu, który przedstawia cz?owieka pijanego i domagaj?cego si? o swój ulubiony napój.

13 – Wznios?a ambicja. Charakterystyczny dla ambicji jest kolor pomara?czowy o bogatym i g??bokim tonie; za? cech? charakterystyczn? ??dzy s? haczyki, które poprzedzaj? kszta?t w ruchu. My?li tego rodzaju bywaj? tylko dobre i czyste; gdyby w pragnieniu by?o co? niskiego lub osobistego wyrazi?oby si? to przez pojawienie si? odcienia, który przy?mi?by kolor pomara?czowy, przyciemniaj?c go promieniami czerwonymi, br?zowymi lub szarymi. Cz?owiek, którego my?li przedstawili?my, nie po??da w?adzy dlatego, aby z niej wyci?gn?? osobist? korzy??, ale raczej w tym celu, aby spe?ni? swój obowi?zek i czyni? najlepiej ku po?ytkowi innych, swoich braci .

14 – Ambicja egoistyczna. Przeanalizujmy teraz typ ambicji egoistycznej. Nie tylko mo?emy tu stwierdzi? obecno?? przy?mionej, szarobrunatnej barwy egoizmu, lecz tak?e znaczn? ró?nic? w formie, jakkolwiek znajdujemy si? wobec tej samej dok?adno?ci konturów. W my?lokszta?cie 13 wyczuwa si? sta?e d??enie w gór?, ku okre?lonemu przedmiotowi, dlatego cz??? ?rodkowa przybiera kszta?t pocisku. My?lokszta?t ambicji egoistycznej, przeciwnie, jest kszta?tem, który jeszcze unosi si? w powietrzu, oczywista oznaka nieskrywanej ??dzy po?o?enia r?ki na wszystkim, co znajduje si? na widoku, w celach wy??cznie osobistych.

GNIEW

15 i 16 – Mordercza w?ciek?o?? i uporczywy gniew. S? to dwastraszliwe przyk?ady przera?aj?cych skutków gniewu. ?wiec?ca b?yskawica, która wymyka si? z ciemnych chmur, jest my?lokszta?tem cz?owieka, który w?a?nie zamordowa? kobiet?; w chwili, gdy podniós? r?k?, ?eby j? uderzy?, b?yskawica rzuci?a si? na ni? – wywo?uj?c przera?aj?ce uczucie trwogi – jak gdyby mia?a ona sama przez si? zada? ?mier?. B?yskawica z zaostrzonym jak sztylet ko?cem jest my?lokszta?tem powstrzymywanej z?o?ci; jest oznak? intensywnej ??dzy zemsty, rodzajem wezwania do morderstwa, datuj?cym si? od d?ugich lat i skierowanym ku osobnikowi, który ich twórc? dotkn?? wielkim upokorzeniem. Je?eliby ten ostatni by? w posiadaniu silnej i wy?wiczonej woli, podobny my?lokszta?t móg?by zabi?, jego twórca nara?a si? na niebezpiecze?stwo zostania morderc?, czynem lub my?l? w przysz?ym wcieleniu. Zauwa?my, ?e te dwa my?lokszta?ty maj? wygl?d b?yskawicy, jakkolwiek egoizm znajduje si? tak?e u jego podstaw, my?l ta znikn??a wobec gwa?towno?ci i uporczywo?ci wybuchu gniewu. Gdyby?my przestudiowali aur? cz?owieka ogarni?tego strachem w “Cz?owieku widzialnym i niewidzialnym” mogliby?my zda? sobie spraw?, ze stanu cia?a astralnego, daj?cego pocz?tek podobnym kszta?tom; widok tych obrazów by?by, prawdziw? lekcj? ukazuj?c? ca?e niebezpiecze?stwo ulegania straszliwej nami?tno?ci, jak? jest gniew.

17 – Napad gniewu. My?lokszta?t w tym wypadku jest zupe?nie innego rodzaju. Nie jest to ju? powstrzymywana nienawi??, lecz po prostu gwa?towny wybuch niezadowolenia. Podczas, gdy twórcy my?lokszta?tów 15 i 16, skieruj? swoj? nienawi?? przeciwko osobnikowi ?ci?le okre?lonemu, osoba, która stwarza kszta?t 17, jest w sianie wojny z ca?ym ?wiatem. Taki jest na przyk?ad stan irytacji k?ótliwego starca, który wyobra?a sobie co chwil?, ?e obra?aj? go i chc? mu uczyni? co? z?ego; w istocie pomara?czowe wybuchy gniewu, pomieszane ze szkar?atem wskazuj?, ?e jego pycha zosta?a powa?nie wystawiona na prób?.

Interesuj?ce jest porówna? my?lokszta?t 17 z 4. W pierwszym przypadku mamy oznak? prawdziwej, gwa?townej eksplozji, lecz nieregularnej w skutkach,, pró?nia pozostawiona w ?rodku wskazuje nam, ?e uczucie, które j? wywo?a?o, nale?y ju? do przesz?o?ci, i ?e ?ci?le mówi?c, stworzenie innej si?y nie mia?o miejsca. W my?lokszta?cie 4 przeciwnie, ?rodek jest najwa?niejsz? cz??ci?; i to w?a?nie pokazuje nam, ?e powód (ego gniewu nie jest rezultatem przej?ciowego ataku, lecz, przeciwnie, istnieje tam sta?y rozwój energii, podczas gdy promienie wykazuj? przez swoj? jako??, d?ugo?? i równo?? rozdzielenia, sta?y wysi?ek, który je stworzy?.

18 – Niespokojna zazdro?? i gniew. Bardzo interesuj?cy my?lokszta?t mimo swojego nieprzyjemnego kszta?tu. Brunatno-zielony kolor wskazuje jasnowidz?cemu, ?e jest on wyrazem zazdro?ci, a jego ciekawa forma jest dowodem zapa?u, z jakim jego twórca czuwa nad celem, który ?ciga. To nadzwyczajne podobie?stwo do w??a podnosz?cego g?ow?, wykazuje dziwne uprzedzenie osobistej zazdro?ci, która celuje w odkryciach, i która ostatecznie dochodzi do zobaczenia tego, co sobie ?yczy. W chwili, kiedy zaczyna widzie? lub te? wyobra?a? sobie, ?e widzi, my?l przybiera kszta?t o wiele lepiej znany, i która jest po??czeniem zazdro?ci i gniewu. Trzeba zreszt? zwróci? uwag? na to, ?e tutaj zazdro?? objawia si? raczej pod postaci? nieokre?lonego ob?oku, jakkolwiek przebijanego przez wybuchy gniewu, gotowe uderzy? tych, przez których wydaje si? by? obra?ony ich twórca.

SYMPATIA

19 – Nieokre?lona sympatia. My?lokszta?t ma tak?e form? mglistego ob?oku, tak, jak my?lokszta?t 11, ale tym razem kolor zielonywskazuje nam, ?e jest to manifestacja uczucia sympatii.

Mo?emy wywnioskowa? z niewyra?nego charakteru tego kszta?tu, ?e nie chodzi tu o sympati? czynn? i ?ci?le okre?lon?, gotow? przekszta?ci? my?l i czyn; chodzi raczej o uczucie wspó?czucia, które mo?e by? obudzone w duszy cz?owieka czytaj?cego opis smutnego wypadku lub patrz?cego przez drzwi sali szpitalnej na chorych, którzy si? tam znajduj?.

TRWOGA

20 – Nag?y strach. Niewiele rzeczy w naturze przedstawia widok bardziej ?a?osny, jak cz?owiek lub zwierz? pochwycone nag?ym strachem. Gdy przeanalizujemy aur? cz?owieka opanowanego silnym strachem w “Cz?owieku widzialnym i niewidzialnym”, widzimy, ?e w tych okoliczno?ciach, cia?o astralne nie przedstawia lepszego widoku, ni? cia?o fizyczne. W my?lokszta?cie tym formom w kszta?cie pó?ksi??yca towarzysz?ce linie, jeszcze bardziej nadaj? ca?o?ci wygl?d eksplozji. Wszystkie formy, pó?ksi??yce z prawej strony, wykazuj? tylko szaro-siny odcie? strachu; ale w chwil? potem, cz?owiek przyszed?szy do siebie po pierwszym ciosie zaczyna ?a?owa?, ?e da? si? zaskoczy? przez strach. Wtedy powstaj? nowe pó?ksi??yce, s? podkre?lone czerwonym szkar?atem, co wskazuje na mieszanin? gniewu i strachu.

PO??DANIE

21 – Po??danie egoistyczne. Mamy tu przyk?ad po??dania egoistycznego typu jeszcze ni?szego, ni? w przyk?adzie 14. Nale?y zwróci? uwag?, ?e znajdujemy si? wobec uczucia, które nie posiada nawet tyle si?y, ile mo?e mu da? ambicja, lecz dzi?ki b?otnisto-zielonemu odcieniowi, jaki si? tam zawiera, zdobywamy pewno??, ?e osoba wysy?aj?ca ten nieprzyjemny my?lokszta?t jest zdolna pos?ugiwa? si? oszustwem aby zdoby? to, czego pragnie. Podczas gdy my?lokszta?t 14 ukazuje ambicje w ogóle, my?lokszta?t 21 wyra?a pragnienie skierowane ku zupe?nie okre?lonemu przedmiotowi, który usi?uje osi?gn??. Nie nale?y zapomina?, ?e tutaj, tak samo, jak my?lokszta?t 6, ów my?lokszta?t pozostaje przyczepiony do cia?a astralnego za pomoc? d?ugich pazurów.

Kszta?ty uzbrojone w pazury tego rodzaju mo?na zauwa?y? cz?sto skierowane ku kobiecie, maj?cej na sobie now? toalet? lub zwracaj?cy uwag? klejnot. Barwa tego my?lokszta?tu mo?e zmienia? si? stosownie do stopnia zawi?ci lub zazdro?ci, pomieszanej z chciwo?ci?.

Cz?sto widzi si? zatrzymuj?cych si? przed wystawami sklepów przechodniów, którzy rzucaj? poprzez szyby haczyki materii astralnej podobne przy egoistycznym po??daniu.

22 – Nami?tne pragnienie napojów. Mamy tu odmian? tej samej nami?tno?ci w stopniu jeszcze ni?szym i bardziej zwierz?cym. Chodzi w tym wypadku o kszta?t stworzony przez cia?o astralne cz?owieka w chwili, gdy przekracza próg szynku; z niecierpliwo?ci? my?li o piciu i jego zgubna nami?tno?? wyra?a si? przez ów ohydny twór znajduj?cy si? przed nim. Haczykowate wypustki tego my?lokszta?tu wskazuj? na nienasycone pragnienie, podczas gdy jego barwa i grubo poplamiona tkanka dowodz?, ?e po??danie to jest niskie i zmys?owe. ??dze p?ciowe objawiaj? si? cz?sto w identyczny sposób.

Ludzie daj?cy pocz?tek podobnym my?lokszta?tom dopiero od niedawna wyszli ze stanu zwierz?cego; w miar?, jak b?d? si? wznosi? na drabinie ewolucji, my?lokszta?t ów zast?pi ob?ok podobny do ob?oku w my?lokszta?cie 6. Bardzo powoli posuwaj?c si? naprzód w rozwoju, kszta?t ów przejdzie przez etapy wskazane w l i 2, a? na koniec, po przezwyci??eniu wszelkiego egoizmu i przekszta?ceniu wszelkiego pragnienia posiadania w pragnienie dawania, znajdujemy si? wobec wspania?ych rezultatów wykazanych na 3 i 4.

RÓ?NE WZRUSZENIA

23 – Podczas rozbicia okr?tu. Panika, która spowodowa?a powstanie interesuj?cej grupy my?lokszta?tów, jest niebezpieczna. My?li te by?y widziane równocze?nie, po?ród nieopisanego zamieszania, lecz ich po?o?enie jednych w stosunku do drugich zosta?o zachowane. By?y one wywo?ane przez przera?aj?cy wypadek i s? bardzo pouczaj?ce, poniewa? obja?niaj?, w jak odmienny sposób, ludzie mog? by? poruszeni przez nag?e i straszne niebezpiecze?stwo. Jeden z licznych kszta?tów przedstawia tylko zamglony sino-szary wybuch, strachu, wznosz?cego si? jako masa najwy?szego egoizmu, ale w wypadku o którym mowa, kszta?t ów nie by? na nieszcz??cie, jedynym w swoim rodzaju. Wygl?d eksplozji, jaki posiada ów my?lokszta?t wskazuje nam na gwa?towny i bezwzgl?dny charakter trwogi, dowodzi, ?e ca?a dusza jej twórcy jest opanowana przez szalony i ?lepy strach, i ?e istnieje tam nieodparte poczucie osobistego niebezpiecze?stwa, wy??czaj?c wszelkie inne.

Drugi my?lokszta?t przedstawia przynajmniej próbk? kontroli samego siebie i pokazuje nam postaw?, przyj?t? przez osob? posiadaj?c? pewn? sum? uczu? religijnych. Autor tej my?li, kobieta, szuka ulgi w modlitwie i próbuje w ten sposób przezwyci??y? swój strach, co nam wskazuje ma?y cypel szaro-b??kitny, wznosz?cy si? nie?mia?o; kolor ca?o?ci dowodzi, ?e ten wysi?ek nie zosta? uwie?czony zupe?nym powodzeniem. Zauwa?amy, ?e dolna cze?? my?lokszta?tu o kszta?cie nieregularnym i poszarpanym, wykazuje trwog?, prawie tak samo bezwzgl?dn?, jak kszta?t poprzedni. Ale przynajmniej ta kobieta b?dzie mia?a do?? przytomno?ci umys?u, aby przypomnie? sobie, ?e powinna si? modli? i próbowa? wyobrazi? sobie, ?e nie przejmuje jej tak wielka trwoga, jakiej doznawa?a w rzeczywisto?ci, podczas gdy u poprzedniego nie istnia?o nic oprócz egoistycznego strachu. Ta zachowa?a jeszcze co? ludzkiego, jak?? mo?liwo?? kontroli samej siebie, tamten odrzuci? na bok wszelki szacunek dla siebie i by? ju? tylko spodlonym niewolnikiem mia?d??cego strachu.

Jaki? uderzaj?cy jest kontrast pomi?dzy upokarzaj?c? s?abo?ci? tych dwóch kszta?tów, a wspania?? si?? i niezachwian? stanowczo?ci? trzeciego! Tutaj nie mamy ju? bezkszta?tnej masy o drgaj?cych liniach, ani fragmentów w stanie eksplozji – mamy my?l pot??n?, bardzo zdecydowan? i okre?lon? wyra?nie, pe?na si?y i woli. Jest to my?l oficera odpowiedzialnego za ?ycie i bezpiecze?stwo pasa?erów, wznosi si? ona na wysoko?? tej krytycznej sytuacji w sposób najbardziej zadowalaj?cy.

?adnego uczucia strachu, na to nie ma czasu! Jakkolwiek odcie? szkar?atny zaostrzonego wierzcho?ka tej my?li, która przybra?a form? harpuna, pokazuj? nam gniew, wywo?any przez sam wypadek – harde, pomara?czowe wygi?cie, które po nim nast?puje dowodzi, ?e potrafi stawi? czo?o trudnej sytuacji. B?yszcz?cy, ?ó?ty kolor w my?lokszta?cie oznacza, ?e rozum jest gotowy do rozwi?zania problemu, podczas gdy towarzysz?cy mu zielony, dowodzi sympatii, jak? czuje dla tych, których próbuje uratowa?. Owe trzy my?lokszta?ty tworz? grup? bardzo uderzaj?c? i pouczaj?c?.

24 – Wieczór przed pierwszym przedstawieniem. Jest tak?e interesuj?c? próbk? my?lokszta?tu, gdy? przedstawia stan my?li aktora, podczas oczekiwania na moment, gdy ma si? ukaza? na scenie, wieczorem w dniu premiery; szeroki, pomara?czowy kolor w ?rodku jest jasny i wyra?a mocno ugruntowana, w siebie ufno??, wspomnienie poprzednich sukcesów i oczekiwanie, niemal pewnego, nowego powodzenia, jednak?e mimo tej ufno?ci widzimy w tym my?lokszta?cie znaczn? cz??? nieuniknionej niepewno?ci, co do tego, jakie przyj?cie zgotuje nowej sztuce kapry?na publiczno??; tak wiec ufno?? i ambicja s? zrównowa?one przez, zw?tpienie i obaw?; widzimy wi?cej sino-szarej barwy, ni? pomara?czowej, a ca?y my?lokszta?t wibruje jak chor?giew trzepocz?c? na wietrze, pasmo pomara?czowe jest najzupe?niej jasne i wyra?ne, podczas, gdy cze?? szara jest o wiele bardziej nieokre?lona.

25 – Gracze. Kszta?ty opisane ni?ej zosta?y zaobserwowane w tej samej chwili w jednej z sal kasyna w Monte Carlo. Obydwa przedstawiaj? jedn? z najni?szych nami?tno?ci ludzkich i z trudno?ci? przysz?oby nam zrobi? miedzy nimi wybór, jakkolwiek jeden z nich pochodzi od gracza wygrywaj?cego, drugi za? od przegrywaj?cego.

Kszta?t u do?u jest bardzo podobny do ciemnego iskrz?cego si? oka; jest to po prostu zbieg okoliczno?ci, poniewa?, je?li ów my?lokszta?t poddamy analizie, ró?ne cz??ci, z których si? sk?ada oraz ich kolory, mo?na doskonale wyt?umaczy?. Podstaw? my?lokszta?tu jest nieregularny ob?ok g??bokiej depresji, w którym egoizm jest silnie zaznaczony barw? brunatno-szar?, a trwoga sinym odcieniem. W ?rodku ob?oku znajduje si? obr?cz szkar?atu, która jest dowodem silnego gniewu, jaki gracz odczuwa na niesprzyjaj?cy los i w ko?cu tak bardzo charakterystyczne czarne ko?o zajmuj?ce jej ?rodek, wyra?a nienawi?? cz?owieka zrujnowanego, do tych. którzy wygrali jego pieni?dze. Istota zdolna stworzy? podobny my?lokszta?t znajduje si? bez w?tpienia w bardzo gro?nym i bardzo bliskim niebezpiecze?stwie, gdy? jest ju? na samym dnie otch?ani rozpaczy; b?d?c graczem nie posiada prawdopodobnie zasad, które by go mog?y podtrzyma?; dojdzie, by? mo?e do tego, ?e zechce szuka? ucieczki w samobójstwie – schronieniu z?udnym, gdy? przebudziwszy si? na planie astralnym, przekona si?, ?e zmieni? swoje smutne istnienie na stan jeszcze smutniejszy – co ma zawsze miejsce po samobójstwie; jego nikczemny czyn oddali go od pokoju i szcz??cia, które towarzysz? zazwyczaj ?mierci. Kszta?t drugiego gracza jest, by? mo?e, mniej niebezpieczny w skutkach; przedstawia bowiem stan duszy, gracza szcz??liwego, który po?era oczami swój ?atwo nabyty zarobek, Tutaj forma jest bardzo wyra?na, a pragnienie cz?owieka, by i?? dalej obran? drog?, jest oczywiste. Szeroka pomara?czowa wst?ga, wskazuje jasno, ?e gdy ten gracz przegrywa, czyni za to odpowiedzialnym swój los, gdy wygrywa, przypisuje swoje powodzenie swojemu niepospolitemu geniuszowi. Prawdopodobnie wynalaz? jaki? system, na którym opiera swoj? ufno??, i z którego jest nadzwyczajnie dumny; lecz mo?na równie? zauwa?y? w jego my?lokszta?cie ciemne wst??ki egoizmu, które unosz? si? na prawo i na lewo! Pokazuje nam to, ?e pycha mo?e sta? si? sk?pstwem. Co wi?cej! Ko?ce tego my?lokszta?tu w postaci pazurów wykazuj? jasno pospolit? ??dze zysku.

26 – Wypadek na ulicy. My?lokszta?t stworzony podczas tego zdarzenia jest pouczaj?cy z tego wzgl?du, ?e przedstawia nam ró?ne formy, jakie mo?e przybra? to samo uczucie u ró?nych osób. Manifestacje bardzo widocznego uczucia by?y zaobserwowane równocze?nie u dwóch osób spo?ród widzów wypadku na ulicy: kto? zosta? potr?cony i lekko zraniony przez powóz.

Osoby, które stworzy?y dwa my?lokszta?ty by?y bardzo o?ywione najserdeczniejszym wspó?czuciem dla ofiary tego wypadku i pe?ne g??bokiej lito?ci dla jego cierpie?; ich my?lokszta?ty wskutek tego posiadaj? te same barwy, chocia? forma ich jest ró?na.

Osoba, ponad któr? unosi si? nieokre?lona, barwna kula, my?li: “Biedny, nieszcz??liwy! Jakie? to smutne”. Podczas gdy druga, która da?a my?lokszta?t w formie kr??ka, o liniach wyra?nie zaznaczonych, jest ju? gotowa biec w poszukiwaniu pomocy, dowiadywa? si?, w jaki sposób mog?aby odda? przys?ug?. Pierwszy jest marzycielem obdarzonym wielk? wra?liwo?ci?, drugi jest cz?owiekiem czynu.

27 – Na pogrzebie. Mamy tu uderzaj?cy przyk?ad korzy?ci, jakie przynosi poznanie prawdy i zasadniczej zmiany wywo?anej w stanie duszy cz?owieka przez jasne zrozumienie wielkich praw natury, którym musi by? pos?uszny. Owe my?lokszta?ty nie s? do siebie podobne ani barw?, ani form? i przedstawiaj? uczucia bardzo ró?ne. By?y one obserwowane równocze?nie i przedstawiaj? dwa sposoby zapatrywania si? na jeden i ten sam wypadek. By?y one zauwa?one na pogrzebie i wyobra?aj? uczucia wywo?ane u dwóch spo?ród uczestników, przez kontemplacj? ?mierci.

Dwaj twórcy tych my?li mieli te same uczucia ?yczliwo?ci dla zmar?ego, ale podczas gdy jeden z nich jest jeszcze pogr??ony w g??bokiej nieznajomo?ci ?ycia po tamtej stronie – co na nieszcz??cie jest tak cz?ste obecnie – drugi posiada nieocenion? przewag? o?wiecenia, jak? daje teozofia. W my?li pierwszego nie rozró?niamy nic oprócz, g??bokiej depresji, trwogi i egoizmu. Widok ?mierci uderzaj?cej blisko niego z pewno?ci? obudzi? w jego umy?le ?wiadomo?? faktu, ?e on tak?e b?dzie musia? kiedy? umrze? i ta gro?ba wydaje mu si? tak straszliwa, jakkolwiek nie wie dok?adnie, co to jest ?mier?! Ob?oki, po?ród których objawiaj? si? jego uczucia s? dostatecznie nieokre?lone, co nam wykazuje jego ignorancj?. Jego jedynie ?ci?le okre?lone uczucia to: rozpacz i poczucie tego wszystkiego co straci? osobi?cie – na to wskazuj? nam regularne brunatno-szare i o?owianoszare wst??ki; haczykowata forma u do?u, która spuszcza si? do grobu i zaczepia o trumn? – jest wyrazem uczucia pe?nego egoizmu, który pragn??by przywo?a? umar?ego do fizycznego ?ycia. Pocieszaj?ce jest, opu?ciwszy ten ponury obraz, zwróci? si? ku odbiciu wspania?ych skutków, wywo?anych w tych samych okoliczno?ciach przez umys? cz?owieka pojmuj?cego wypadki, w których bierze udzia?. Nale?y zwróci? uwag?, ?e pomi?dzy tymi dwoma lud?mi nie ma ani jednego wspólnego wzruszenia; w pierwszym wypadku wszystko jest przygn?bieniem i strachem, natomiast w drugim znajdujemy tylko wyraz uczu? najpi?kniejszych i najwznio?lejszych.

U podstawy tego my?lokszta?tu rozpoznajemy uczucie g??bokiej sympatii dla tych, którzy p?acz?; ta sympatia, podzielaj?ca ich smutek, wyra?a si? w b?yszcz?cej, zielonej barwie, podczas gdy widoczny równie? ciemniejszy, zielony pasek, wskazuje na zachowanie si? my?liciela w stosunku do samego umar?ego; g??boka ró?owa barwa jest oznak? ?yczliwo?ci zarówno dla zmar?ego, jak i dla ?ywych; górna cz??? my?lokszta?tu w kszta?cie sto?ka i gwiazdy, które si? z niego unosz?, ?wiadcz? o uczuciach obudzonych w umy?le twórcy tej my?li, przez rozwa?ania na temat ?mierci; kolor b??kitny wskazuje na o?ywiaj?ce go uczucie religijne, fiolet – na mo?liwo?? wzniesienia si? ku idea?owi i odpowiedzenia mu, a ziole gwiazdy, s? ?wiadectwem duchowych aspiracji, które przywiod?a kontemplacja ?mierci. Jasno?ó?ty pasek, id?cy przez ?rodek my?lokszta?tu, jest bardzo znacz?cy, gdy? wykazuje, ?e ca?a postawa wewn?trzna tego cz?owieka ma za zasad? prawdziwe zrozumienie intelektualne sytuacji, na co nam tak?e wskazuje regularny uk?ad kolorów i wyrazisto?? oddzielaj?cych je linii. Porównuj?c te dwa my?lokszta?ty, zdajemy sobie bardzo jasno spraw? ze znaczenia nauk teozoficznych. Wiedza, jak? przynosz?, sprawia, ?e znika bezpowrotnie wszelka obawa ?mierci, czyni ?ycie ?atwiejszym do zniesienia, poniewa? rozumiemy jego cel i jego koniec oraz przedstawia nam jako co? realnego tez?, ze ?mier? jest wypadkiem najzupe?niej naturalnym, b?d?cym cz??ci? naszej ewolucji. Wszystkie narody chrze?cija?skie powinny zna? dok?adnie te spraw?, jednak?e tak nie jest i zarówno w tej kwestii, jak i w wielu innych, teozofia niesie pos?annictwo dla ?wiata. Mówi ona, ?e poza grobem nie ma niezg??bionych i ciemnych przepa?ci, ale przeciwnie, jest tam ?wietlany ?wiat ?ycia, który kiedy? poznamy tak samo jasno i tak samo dok?adnie, jak ?wiat fizyczny, gdzie ?yjemy obecnie. To tylko naszym zwyczajem stworzyli?my ten strach i te przepa?ci, jak dzieci, które bawi? si? przera?aniem samych siebie przez opowiadania straszliwych historii. Zejd?my w g??b zagadnienia, a wszystkie te urojone chmury si? rozprosz?. Na tym punkcie ponosimy ci??ar przykrego dziedzictwa; odziedziczyli?my po naszych ojcach strach i wstr?t przed wszystkim, co dotyczy ?mierci; przyzwyczaili?my si? do nich i nie widzimy niedorzeczno?ci, i potworno?ci tego orszaku. Staro?ytni byli pod tym wzgl?dem od nas m?drzejsi; nie kojarzyli oni ze ?mierci? cia?a ca?ej tej okropno?ci, po cz??ci dlatego, ?e usuwali cia?a w sposób bardziej racjonalny ni? my – metod?, któr? b?ogos?awili tak ?ywi jak i umarli, a tak?e, poniewa? znie?li w ten sposób przykre wyobra?enia dotycz?ce rozk?adu cia?a. O wiele lepiej znano ?mier? w przesz?o?ci i z tego powodu mniej si? smucono znikni?ciem ukochanych i bliskich osób.

28 – Spotkanie z przyjacielem. Zdarzenie to dostarcza nam doskona?ego my?lokszta?tu, jasno okre?lonego, o sko?czonym wyrazie, którego barwy odró?niaj? si? wyra?nie jedne od drugich. Przedstawia on uczucie cz?owieka, który widzi znowu przyjaciela po d?ugiej roz??ce. Wypuk?a cz??? my?lokszta?tu w kszta?cie, ksi??yca jest najbardziej zbli?ona do my?liciela, a dwa jego zaostrzone ko?ce kieruj? si?, jak dwa ramiona ku nadchodz?cemu przyjacielowi. Kolor ró?owy wyra?a oczywi?cie przywi?zanie, jasnozielony – sympatie, a ?ó?ty – rozkosz intelektualn?, z jak? autor my?lokszta?tu przygotowuje si? do odnawiania wraz z przyjacielem wspomnie? przesz?o?ci.

29 – Przed obrazem. Do?? z?o?ony my?lokszta?t, który zawdzi?czamy uczuciom wzbudzonym przez studiowanie obrazu przedstawiaj?cego przedmiot religijny. Kolor ?ó?ty jest oznak? podziwu dla zawodowej zr?czno?ci artysty, podczas gdy inne barwy wyra?aj? wzruszenie ró?nego rz?du, które przyjmuj? u widza w chwili rozmy?lania nad godnym uwagi dzie?em sztuki. Zielony kolor oznacza sympatie dla g?ównej postaci obrazu; uczucia religijne ukazuj? si? nie tylko w szerokim pasie b??kitnym, ale tak?e w samym zarysie kszta?tu, podczas gdy fioletowy jest oznak? obudzenia si? – w duszy tego, który podziwia malowid?o – szlachetnego idea?u, któremu chwilowo odpowiada. W my?lokszta?cie tym mnóstwo ma?ych pr?dów wymyka si? ze ?rodka fioletu i rozpo?ciera si? na z?otym tle; oznacza to zupe?nie jasno, ?e najszlachetniejsze aspiracje nie s? ani troch? nieokre?lone, lecz ?e je zawdzi?czamy dok?adnej znajomo?ci celu i metod, które pozwalaj? go osi?gn??.

MYSLOKSZTA?TY STWORZONE W MEDYTACJI

30 – Sympatia i mi?o?? dla wszystkich istot. Zajmowali?my si? do tej pory my?lokszta?tami, które zawdzi?czamy ró?nym wzruszeniom lub wp?ywom zewn?trznym. Obecnie musimy przestudiowa? kilka kszta?tów stworzonych przez my?li obiektywne; wytwory medytacji, które zawdzi?czamy ?wiadomemu wysi?kowi my?liciela, usi?uj?cego zrealizowa? ??dany pomys? lub próbuj?cego osi?gn?? pewien stan duszy. My?li tego rz?du s? zawsze ?ci?le okre?lone, poniewa? cz?owiek stosuj?cy te metod? uczy si? my?le? jasno i dok?adnie. Wi?kszo?? i regularno?? wytworzonych kszta?tów zale?y od rozwoju pot?gi astralnej. W wypadku, który nas zajmuje, stwierdzamy u my?liciela postanowienie kochania wszystkich, którzy go otaczaj? i mamy przed oczami ca?y szereg harmonijnych linii, o ?wietlistej, zielonej barwie sympatii, które wyra?nie odbijaj? si? na tle b?yszcz?cej, ró?owej barwy przywi?zania. Linie te s? do?? szerokie i do?? wyra?nie oddzielone jedna od drugiej. W kilku my?lokszta?tach najwznio?lejszego typu, linie s? tak delikatne i tak ?ci?le przylegaj? jedna do drugiej, ?e jest niemo?liwe odró?ni? je od siebie, i zobaczy? jakie s? w rzeczywisto?ci. Kontury tego kszta?tu podobne s? do li?ci drzewa; musimy tu równie? stwierdzi? fakt – co przy my?lokszta?cie 10 – kiedy to zwrócili?my uwag? na analogi?, jaka istnieje pomi?dzy niektórymi my?lokszta?tami, a pewnymi przedmiotami spotykanymi w przyrodzie.

31 – Wysi?ek, aby obj?? wszystkie rzeczy. Mamy tu przyk?ad tego samego rodzaju, tylko jeszcze bardziej rozwini?ty. My?lokszta?t ten zosta? stworzony podczas medytacji przez osob?, która ze wszystkich swoich si? skoncentrowa?a swoj? my?l na gor?cym pragnieniu, aby wszyscy ludzie przyj?li idea? ukazuj?cy si? tak jasno jej oczom. Dlatego to wytworzony kszta?t zdaje si? wymyka? ze swojego twórcy, aby si? wygi?? w oddaleniu i powróci? do swojego punktu wyj?cia. Z tego samego powodu cudowny kszta?t jest zabarwiony ?wietlistym fioletem, a wspania?a ca?o?? ja?nieje z?ocistym blaskiem, niemo?liwym, niestety do opisania. Faktem jest, ?e wszystkie linie obserwowane w danym momencie, które wydaj? si? nadzwyczaj zagmatwane s? w istocie tylko jedn? lini?, otaczaj?ca my?lokszta?t z niezmordowan? cierpliwo?ci? i dok?adno?ci?. Jest niemo?liwe opisa? jego barwne efekty; je?eli spróbowaliby?my nakre?li? na ?ó?tym tle bardzo delikatne fioletowe linie otrzymaliby?my niewyra?n?, szar? barw?, która w niczym nie b?dzie przypomina?a orygina?u.

32 – My?l wys?ana w sze?ciu kierunkach. Przedstawiany my?lokszta?t jest rezultatem innej próby rzucania we wszystkich kierunkach mi?o?ci i sympatii; wysi?ek ten jest bardzo podobny do my?lokszta?tu 30, jakkolwiek otrzymany wynik jest ró?ny. Powody tej ró?no?ci zarówno, jak i ciekawy wygl?d stworzonego w tych okoliczno?ciach kszta?tu, ilustruje w sposób niezwykle interesuj?cy rozwój my?lokszta?tu, o którym mowa. Zobaczymy, ?e w wypadku, który nas zajmuje, my?liciel wprawi? w gr? wyj?tkowe uczucie pobo?no?ci, i ?e uczyni? ponadto – barwa ?ó?ta i b??kitna dowodz? nam tego – bardzo znaczny wysi?ek intelektualny, aby osi?gn?? spe?nienie swoich pragnie?. Z pocz?tku my?lokszta?t ten mia? form? kolist? i dominuj?c? ide? by?o oczywi?cie, aby zielony kolor sympatii znajdowa? si? na zewn?trz, zwracaj?c si? we wszystkich kierunkach, podczas gdy mi?o??, pozostaj?c w ?rodku, tworzy?a co? w rodzaju serca my?li i by?a panem wszystkich jej si?. Ale autor tego kszta?tu przeczyta? ksi?gi hinduskie i jego metody my?lenia zosta?y od tego czasu bardzo zmodyfikowane.

Studiuj?cy literatur? wschodni? wiedz? dobrze, ?e Hindus mówi nie o czterech kierunkach, jak to my czynimy (pó?noc, wschód, po?udnic, zachód), lecz o sze?ciu, poniewa? zaliczaj? do nich z wielk? s?uszno?ci? Zenit i Nadir. Nasz przyjaciel wierzy?, ?e powinien rzuci? w sze?ciu kierunkach “swoja mi?o?? i sympati?”, nie rozumiej?c dok?adnie, co znaczy tych sze?? kierunków, skierowa? fale swojego uczucia ku sze?ciu równo oddalonym punktom swojego ko?a. Gwa?towno?? jego my?li zmodyfikowa?a zarys kszta?tu, który zbudowa? i w ten sposób zamiast otrzyma? ko?o, jako przekrój jego my?lokszta?tu, mamy ciekawy sze?cian o bokach wci?ni?tych do wewn?trz.

Widzimy wi?c, jak ka?dy my?lokszta?t wiernie przypomina swoj? form? post?powanie, które mu da?o pocz?tek, odtwarzaj?c je w sposób perfekcyjny.

33 – Intelektualna koncepcja porz?dku kosmicznego. Przeanalizujmy teraz rezultat usi?owania realizacji intelektualnej koncepcji porz?dku kosmicznego. My?liciel by? oczywi?cie teozofem i zobaczymy, ?e próbuj?c my?le? o dzia?aniu Ducha na materi?, sam stosuje si? do linii symbolicznej, która wyra?a emblemat Towarzystwa. W istocie, ten trójk?t o wierzcho?ku zwróconym ku niebu, jest to podwójna posta? Ducha, za? owa druga figura trójk?ta, której wierzcho?ek skierowany jest ku do?owi, przedstawia materi?. Zazwyczaj górny trójk?t jest bia?y lub z?oty, za? dolny – barwy ciemniejszej, b??kitnej lub czarnej, ale nale?y zwróci? uwag?, ?e w tym wypadku my?liciel jest tak zaj?ty swoim usi?owaniem intelektualnym, ?e mo?e si? tam znale?? jedynie barwa ?ó?ta.

Nie ma tam miejsca ani dla wzrusze?, które bior? pocz?tek w pobo?no?ci, ani dla tych, które pochodz? ze zdziwienia lub podziwu; idea której urzeczywistnienie jest tak upragnione, wype?nia ca?kowicie jego umys?, wy??czaj?c wszelkie inne. Jednak?e jasno?? konturów tego kszta?tu, odbijaj?cego si? na tle z?o?onym ca?kowicie z b?yszcz?cych promieni, jest dowodem wysokiego stopnia post?pu, osi?gni?tego przez jego autora.

34 – Logos objawione w cz?owieku. Oto doszli?my do szeregu my?li tego rodzaju, gdzie dusza ludzka ju? z trudno?ci? mo?e uformowa? wznio?lejsze od nich, gdy rozmy?la nad Boskim pochodzeniem, b?d?cym jej udzia?em. Gdy cz?owiek w stanie kontemplacji próbuje podnie?? swoj? my?l a? do Logosu naszego systemu s?onecznego, nie robi oczywi?cie ?adnego wysi?ku, aby sobie wyobrazi? Logos, i nie mo?e wytworzy? o Nim idei opartej na jakim? znanym kszta?cie. Mimo to ten rodzaj my?li mo?e nas interesowa?. Omawiany w?a?nie my?lokszta?t oddaje si? badaniu Logosu, objawionego w cz?owieku, podczas gdy my?liciel pragnie gor?co s?u?y? za przewodnik dla tego objawienia. To w?a?nie uczucie pobo?no?ci nadaje pi?cioramiennej gwie?dzie z my?lokszta?tu, odcie? b??kitny, sam kszta?t gwiazdy jest bardzo znacz?cy, gdy? jest on ju? od d?ugich lat symbolem Boga objawionego w cz?owieku.

Autor my?lokszta?tu by? zapewne wolnomularzem, ze wzgl?du na symbolizm tego towarzystwa, a gwiazda zdaje si? to potwierdza?. Promienie, które j? otaczaj?, wychodz? z ol?niewaj?cego ob?oku, co nie tylko oznacza pe?ne czci zrozumienie niesko?czonej chwa?y Boga, ale tak?e intensywny wysi?ek intelektualny, który jest po??czony lub po??czy si? z pobo?no?ci?.

35 – Logos przenikaj?ce wszystko. Mamy tu my?lokszta?t bardzo podnios?ego typu: usi?owanie przedstawienia sobie Logosu przenikaj?cego ca?? natur?. Tutaj równie?, jak w my?lokszta?cie 31, niemo?liwe jest osi?gn?? doskona?o?? opisu, wobec czego apelujemy do wyobra?ni naszych czytelników którzy zechc? sobie dope?ni? w miar? mo?no?ci wszystko, czego brakuje w naszym opisie. Musimy sobie wyobrazi? z?ocist? kul? wewn?trz innej kuli utworzonej z bladob??kitnych linii. K?ad?c jeden na drugim, na planie fizycznym oba kolory, o których mowa, otrzymamy tylko bezkszta?tn? mieszanin? zieleni, która ju? nie odpowiada charakterowi my?lokszta?tu, jaki mamy przedstawi?.

36 – Inna koncepcja tej samej idei, przedstawia my?lokszta?t innej osoby usi?uj?cy równie? wyobrazi? sobie Logos przenikaj?ce wszystko. Oddajemy t? sam? nadzwyczajn? z?o?ono?? b??kitnych linii, o zwracaj?cej uwag? delikatno?ci i znowu musimy odwo?a? si? do naszej wyobra?ni aby móc pod?o?y?, jako jego t?o, z?ocist? kule z my?lokszta?tu 35, w ten sposób, by jej promienie b?yszcza?y poprzez ca?y my?lokszta?t, z?ocisty odcie?, mo?na by porówna? do odcienia starej damasce?skiej broni, b?d? do jedwabiu zwanego “antyczna mora". Jest oczywiste, ?e my?liciel, który stworzy? ten my?lokszta?t, posiada? przede wszystkim wyobra?enia nast?puj?cych po sobie centrów, poprzez które ?ycie Boskie si? objawia.

37 – Logos w swojej siedmiorakiej manifestacji. W tradycyjnej przesz?o?ci ka?dej religii powiedziane jest, ?e Logos objawia si? przez siedem kana?ów, traktowanych cz?sto jako ni?sze Logos lub jako wielkie Duchy planetarne, Religia chrze?cija?ska nazywa je siedmioma Archanio?ami lub siedmioma Duchami przed tronem Boga. My?lokszta?t powsta? podczas medytacji nad t? postaci? objawienia. Mamy po?rodku b?yszcz?ce ?wiat?o, o którym ju? mówili?my, o?wietlaj?ce, wszystko, co je otacza. Zewn?trzna linia kszta?tu jest b??kitna i tworzy serie siedmiu wdzi?cznych skrzyde? grupuj?cych si? wko?o ?rodka; a w miar?, jak my?l t??eje skrzyd?a te staj? si? coraz bardziej fio?kowe, zbli?aj? si? wygl?dem do kwiatu i na koniec tworz? nieco mglist? ca?o??, ale daj?c? prze?liczny efekt. My?lokszta?t pokazuje nam w sposób niezwykle interesuj?cy kszta?towanie si? i rozwój tych farm, gdy ich materia jest bardzo subtelna.

ASPIRACJA INTELEKTUALNA

My?lokszta?t 38 przypomina nieco kszta?t 8, który by? ju? bardzo pi?kny, lecz ten, który nas obecnie zajmuje, zawdzi?czamy my?li wy?szej i silniejszej, pozwalaj?cej przypuszcza? u swojego twórcy o wiele znaczniejszy rozwój. Kszta?t jest bardzo wyra?ny o jasnej barwie fio?kowej, jest oznak? sta?ego d??enia do najwy?szego idea?u; jest ono spot?gowane przez wybitny rozwój najszlachetniejszej inteligencji. Istota, która mo?e my?le? w ten sposób, wesz?a ju? na ?cie?k? ?wi?to?ci i umie ju? z rzadka pos?ugiwa? si? pot?g? my?li. Zwró?my uwag?, ?e w dwóch wypadkach 36 i 8 ma miejsce silny nap?yw bia?ego ?wiat?a, co jest oznak? pot?gi duchowej.

Jest rzecz? pewn?, ?e badanie my?lokszta?tów b?dzie mia?o na nas najwi?kszy wp?yw spo?ród nauk, poniewa? tym sposobem b?dziemy mogli równocze?nie zobaczy?, czego nale?y unika?, a co winni?my w sobie wykszta?ci?; w ten sposób nauczmy si? poznawa?, jak powa?n? odpowiedzialno?? nak?ada na nas posiadanie tej pot??nej w?adzy my?li. Bez w?tpienia, jak to ju? powiedzieli?my na pocz?tku, jest rzecz? z gruntu prawid?ow?, ?e my?li s? istno?ciami; i nale?y o tym pami?ta?, ?e ka?dy z nas daje im nieustannie pocz?tek, we dnie i w nocy. Jakie? niezmierne szcz??cie przynosi nam ta pewno??, ?e mo?emy zu?ytkowa? t? w?adz?, gdy kto? cierpi lub p?acze. Bardzo cz?sto okoliczno?ci zewn?trzne nie pozwalaj? nam przyj?? innym z pomoc?, której chcieliby?my im udzieli?, ale nie by?o wypadku, w którym my?l nie mog?aby spe?ni? swojego dzie?a, i w którym by nie osi?gn??a zupe?nie okre?lonego skutku. Cz?sto mo?e si? zdarzy?, ?e w danej chwili nasz przyjaciel jest zbyt g??boko pogr??ony w swoim bólu, by? mo?e, zbyt podniecony, by odebra? i przyj?? zewn?trzne pocieszenie, lecz wkrótce mo?e nadej?? chwila, kiedy nasz my?lokszta?t b?dzie móg? dotrze? a? do niego i spe?ni? swoje dzie?o; wtedy z pewno?ci? nasza sympatia osi?gnie po??dane skutki.

Bez w?tpienia ogromna jest odpowiedzialno?? z korzystania, z tak olbrzymiej pot?gi, jak pot?ga my?li, ale nie powinni?my z tego powodu cofa? si? przed spe?nieniem naszego obowi?zku. Prawd? jest, na nieszcz??cie, ?e wielu ludzi korzysta z pot?gi my?li nie?wiadomie i cz?sto w z?ym celu; jest to jeden powód wi?cej, aby ci spo?ród nas, którzy zaczynaj? rozumie?, czym jest ?ycie, korzystali z niej ?wiadomie i w dobrych celach. Mamy na swoje rozkazy niezawodne kryterium i nigdy nie nadu?yjmy tej wielkiej pot?gi, jak? jest my?l, je?li b?dziemy jej zawsze u?ywali zgodnie z wielkim Boskim schematem ewolucji i ku pomocy naszym braciom.

MY?LI NIOS?CE POMOC

My?lokszta?ty te przedstawiaj? wyniki otrzymane przez systematyczne usi?owania, jakie czyni? mój przyjaciel, który dostarczy? mi danych. Aby wysy?a? my?li nios?ce pomoc dla kogo? innego, codziennie o ustalonej godzinie, po?wi?ca? pewien czas temu do?wiadczeniu. Kilka spo?ród kszta?tów, o których b?dzie mowa, by?o widzianych przez, tego, który je stworzy?, lecz wszystkie bez wyj?tku by?y zauwa?one przez tego, który je odbiera?. W tej samej chwili zosta? z nich zrobiony po?pieszny szkic i wysiany do twórcy tych kszta?tów. Twórca stwierdzi? i? ,,w my?lokszta?tach tych cz??ci b??kitne przedstawiaj? najbardziej uduchowiony element jego my?li”. Formy ?ó?te towarzysz? usi?owaniom wyjawienia prawd duchowych lub te? podniesienia odwagi i si?y mentalnej. Kolor ró?owy pojawia si? wtedy, gdy my?l miesza si? z serdeczn? sympati?. Je?eli ten, który je wys?a? “A”, móg? nada? swoim my?lom form? zdecydowan? o umówionej godzinie – ten, który je otrzyma? “B”, powinien by? spostrzec kszta?t jasny i wyra?ny. Ta ostatnia nie ust?powa?a przez kilka minut nachylaj?c niepowstrzymanie ku “B” swoje ?wietlane, z?ociste pos?annictwo. Je?eli jednak “A” by? zmuszony zrobi? to do?wiadczenie w z?ych warunkach (na dworze np. chodz?c) ujrza?by, jak jego my?lokszta?ty dziel? si? na mniejsze kule, “B” w swoim raporcie opowiada?, ?e otrzyma? je podzielone w ten sposób. Mo?na by zacytowa? liczne przyk?ady takich zgodno?ci. Np. pewnego razu “A” by? roztargniony w swoich usi?owaniach, aby wys?a? my?l b??kitno-ró?ow?, przez obaw?, ?e ró?owy nie b?dzie absolutnie dok?adny; “B” skonstruowa? najpierw pojawienie si? kuli najzupe?niej wyra?nej, zast?pionej potem przez wybuch ma?ych trójk?tów, ?wiec?cych zielono.

Te kilka opisów nie mog? da? pe?nego wyobra?enia o rozmaito?ci form podobnych do kwiatów i figur geometrycznych; ?aden p?dzel, ani ?aden o?ówek nie mo?e odtworzy? promienistej pi?kno?ci ich ?ywych barw.

FORMY STWORZONE PRZEZ MUZYK?

Przed uko?czeniem tego ma?ego traktatu, b?dzie, jak s?dzimy interesuj?ce dla naszych czytelników otrzyma? kilka przyk?adów innego typu form, nieznanych tym, którzy posiadaj? tylko zmys?y fizyczne jako ?rodki obserwacji. Wiele osób zauwa?y?o, ?e d?wi?k jest zawsze kojarzony z barw?, ?e nutom muzycznym odpowiadaj? kolorowe ?wiat?a, mog?ce by? spostrze?one przez ludzi, których bardziej subtelne zmys?y osi?gn??y ju? wysoki stopie? rozwoju. Nie jest rzecz? ogólnie znan?, ?e d?wi?k wytwarza zarówno barwy, jak i kszta?ty; co wi?cej – ka?dy wykonany utwór muzyczny, zostawia poza sob? wra?enie tej natury, ?e nie ust?puje w ci?gu pewnego czasu i mo?e by? widziany przez tych, którzy maj? t? zdolno??. Forma tego rodzaju nie jest, by? mo?e ?ci?le mówi?c, my?lokszta?tem, chyba, ?e we?miemy j? – jak to mo?emy uczyni? – jako rezultat my?li kompozytora, my?li, wyra?onej za po?rednictwem muzyki wykonawcy i przy pomocy jego instrumentu.

Kszta?ty te s? porywaj?ce, a rozmaito?? ich jest oczywi?cie niesko?czona. Ka?da kategoria muzyki ma swój specjalny typ kszta?tów i styl autora objawia si? tak jasno w kszta?tach, które konstruuje jego muzyka, jak charakter cz?owieka pokazuje si? w jego pi?mie. Inny czynnik odmiany wprowadzony jest przez instrument, na którym si? gra. Ten sam fragment muzyczny, je?eli jest wykonany dok?adnie, skonstruuje zawsze t? sam? form?, lecz kszta?t ten b?dzie o wiele wi?kszy, gdy fragment ów b?dzie wykonany na organach ko?cielnych lub przez orkiestr? wojskow?, ni? gdyby by? wykonany na fortepianie. Zmodyfikowane by?yby wówczas nie tylko rozmiary, ale i uk?ad tego kszta?tu; wypadek ten b?dzie mia? miejsce np. je?li odegramy jaki? ust?p najpierw na skrzypcach, a potem na flecie. Doskona?o?? wykonania równie? powoduje ró?nice, a ró?nica ta jest ogromna pomi?dzy promienist? pi?kno?ci? kszta?tu, skonstruowanego przez prac? prawdziwego artysty (doskona?a jako ekspresja i jako wykonanie), a kszta?tem, smutnym i niewyra?nym, zbudowanym przez niezdarny i jedynie mechaniczny wysi?ek niezr?cznego wykonawcy. Ca?y brak dok?adno?ci w wykonaniu, odbija si? w formie do?? wyra?nie, tak, ?e daje jasnowidz?cemu dok?adn? miar? talentu, tak, jak audycja daje j? uwa?nemu s?uchaczowi.

Jest oczywiste, ?e setki tomów mog?yby by? wype?nione, gdyby czas i ?rodki na to pozwoli?y, szkicami – oczywi?cie do?? niedok?adnymi – kszta?tów skonstruowanych przez rozmaite utwory muzyczne, wykonane w danych warunkach. Mo?emy tutaj da? tylko kilka przyk?adów gotowych typów. Postanowi?am wiec ograniczy? si? do trzech typów muzycznych, przedstawiaj?cych kontrasty ?atwe do pochwycenia i aby jeszcze upro?ci? spraw? przedstawi? je tak, jak si? ukazuj? wykonane na tym samym instrumencie – b?dzie to rodzaj organów ko?cielnych.

Ka?dy z naszych kszta?tów d?wi?kowych, wznosi si?, jak wie?a ku niebu, ale nale?y pami?ta?, ?e pomimo ró?nych rozmiarów powsta?ych kszta?tów, ko?ció?, w którym by?a grana muzyka, we wszystkich trzech wypadkach jest ten sam, co modyfikuje nieuchronnie przestrze? zaj?t? przez kszta?t d?wi?kowy; ró?nice mog? by? z ?atwo?ci? usuni?te. Wysoko?? wie?y ko?cielnej wynosi oko?o 30 m, zwró?my uwag? jakie wielko?ci mo?e osi?gn?? kszta?t d?wi?kowy, wytworzony przez pot??ne organy. Kszta?ty te pozostaj? niezmienione niekiedy przez do?? znaczny okres czasu – jedna lub dwie godziny co najmniej; i przez ca?y czas emanuj? dooko?a siebie swoje charakterystyczne wibracje we wszystkich kierunkach, zupe?nie tak samo, jak to czyni? my?lokszta?ty. Je?eli muzyka jest pi?kna, skutki tych wibracji b?d? dobrodziejstwem dla ka?dego cz?owieka, który je otrzyma poprzez swoje przewodniki. Nie ma cz?owieka, któryby nie zaci?gn?? d?ugu wdzi?czno?ci wzgl?dem muzyka, który da? pocz?tek si?om tak dobroczynnym. Genialny kompozytor mo?e wywiera? wp?yw na setki osób, których nigdy nie widzia?, i których nigdy zna? nie b?dzie na planie fizycznym.

MENDELSOHN

Pierwszy z tych my?lokszta?tów jest wzgl?dnie ma?y i prosty. Mamy tu rodzaj balonu, którego z?bkowany brzeg jest obrysowany podwójnie fioletow? lini?; za? mozaika z?o?ona z wielobarwnych kresek towarzyszy i przenika te barwne linie. Te dwie kombinacje linii wychodz? z organów ko?cielnych, a zatem w samym swoim biegu przenikaj? dach, gdy? materia fizyczna nie stanowi przeszkody dla ich formowania si?. W ?rodku tego kszta?tu buja pewna liczba ma?ych pó?ksi??yców, rozmieszczonych pozornie bez?adnie w czterech prostopad?ych Uniach.

Kieruj?c si? teraz my?l? przewodnia, która by nas pokierowa?a w badaniu znaczenia tej ca?o?ci, mog?cej obudzi? uczucie zmieszania w uczniu poku?my si? o wyt?umaczenie, w jaki sposób ów kszta?t narodzi? si? do ?ycia. Przypomnijmy sobie ?e chodzi tu o melodie o charakterze prostym, odegran? od pocz?tku do ko?ca, i ?e wobec tego mo?emy przeanalizowa? jej kszta?t w sposób, który by?by niemo?liwy do zastosowania przy ust?pie muzycznym wi?kszej wagi i bardziej skomplikowanym. Jednak?e, nawet w niniejszym wypadku, b?dzie niemo?liwe, jak to wkrótce zobaczymy, poda? wszystkie szczegó?y.

Nie zatrzymuj?c si? ani na chwil? na z?bkowanym obrze?u, spójrzmy na inn? cz??? my?lokszta?tu, zawieraj?c? cztery linie w ró?nych kolorach: b??kitn?, czerwon?, ?ó?t? i zielon?. Ca?o?? tych linii przedstawia widok nieregularny i kr?ty; w istocie ka?da linia jest z?o?ona z niezliczonej ilo?ci elementów o ró?nej wielko?ci i po??czonych jeden z drugim przez cieniutkie linie. Wydaje si?, ?e ka?da z tych linii przedstawia jedn? nut? muzyczn?, i ?e nieregularno?? ich wzajemnego po?o?enia wskazuje na nast?pstwo granych po sobie nut. W ten sposób ka?da z czterech linii przedstawia rozwój jednej z cz??ci melodii: alt, tenor i bas w ruchu niemal równoczesnym, i który jednak nie jest regu??, gdy? chodzi o centralne przedstawienie nut. Jest tu jeszcze konieczne wtr?ci? ma?e wyja?nienie. Nawet w wypadku, gdy melodia jest tak prosta, jak ta, która nas obecnie zajmuje, odcienie s? zbyt delikatne, aby mog?y by? opisane cho?by w przybli?ony sposób; ka?da z ma?ych linii przedstawiaj?cych jedn? nut? ma wi?c swoj? w?a?ciw? barw? i jakkolwiek w ca?o?ci cztery linie maj? kolor: b??kitny, czerwony, zielony i ?ó?ty, to ka?da z nich sk?ada si? z niezliczonej ilo?ci elementów, z których ka?dy posiada swoj? odr?bn? barw?.

Dwie pary linii, które wydaj? si? nawzajem przecina?, wyra?aj? dwie cz??ci melodii; podczas gdy odosobnione pó?ksi??yce, które unosz? si? w centrum, przedstawiaj? akordy lub grupy pojedynczych nut. Wielko?? kszta?tu ponad wie?? ko?cio?a wynosi oko?o 30 m, ale je?li we?miemy pod uwag?, ?e znajduje si? on tak?e wewn?trz ko?cio?a, mo?e mie? nawet jakie? 50 metrów ?rednicy. Cech? charakterystyczn? tego kszta?tu, który zawdzi?czamy interpretacji jednej z “Pie?ni bez s?ów” Mendelsohna, jest subtelno?? jego poszczególnych cz??ci; jest to prawdziwy majstersztyk artystyczny, który mo?na porówna? z wi?kszo?ci? kompozycji tego kompozytora.

Ca?o?? my?lokszta?tu odbija si? na tle iskrz?cych si? barw, ale w rzeczywisto?ci jest to ob?ok, który go otacza ze wszystkich stron, i który jest wytworzony przez wibracje, towarzysz?ce mu we wszystkich kierunkach.

CHÓR GOUNODA

Poniewa? ko?ció? jest tej samej wielko?ci, co w poprzednim przypadku, ?atwo si? przekona?, ?e najwy?szy punkt my?lokszta?tu unosi si? na dobre 200 m ponad wie??; ?rednica tego kszta?tu jest nieco mniejsza, poniewa? organista sko?czy? gra? ju? przed kilku minutami, a ca?o??, w swojej doskona?o?ci buja w powietrzu – kszta?t prawie kulisty, jakkolwiek sp?aszczony na dwóch biegunach. Sferoid ten jest wydr??ony – jak wszystkie podobne kszta?ty – i powi?ksza si? woko?o swojego ?rodka, staj?c si? równocze?nie mniej b?yszcz?ca i mniej eteryczna. Traci on poma?u swoj? pierwotn? konsystencje i ostatecznie znika jak ob?ok dymu. Z?ociste promieniowanie, które otacza my?lokszta?t ze wszystkich stron, wskazuje, jak w poprzednim przypadku, sum? wibracji którym da? pocz?tek, w niniejszym wypadku dominuje barwa ?ó?ta, co nie ma miejsca w ogóle w s?odkiej muzyce Mendelsohna.

W typie, który nas obecnie zajmuje, barwy s? o wiele wspanialsze i bardziej zg?szczone, ni? w poprzednim, gdy? ta muzyka nie jest ju? jedynie ?a?cuchem melodii, ale wspania?ym szeregiem harmonii, daj?cych w swojej ca?o?ci raczej elekt akordów, ni? oddzielnych nut, z których si? sk?adaj?, co rzadko jest mo?liwe w tak ma?ej skali. A zatem trudniej jest bada? w naszym przyk?adzie rozwój formy d?wi?kowej, gdy? w tym kawa?ku muzycznym, linie krzy?uj? si? i przenikaj? wzajemnie do tego stopnia, ?e mamy przed oczami iskrz?cy si? ogólny efekt i to w?a?nie musia?o by? zamiarem kompozytora; to by?o jego pragnieniem, aby?my tak w?a?nie odczuwali i widzieli, gdyby?my wszyscy byli zdolni widzie?. Niemniej jednak mo?liwe jest rozró?ni? co? w sposobie, w jaki kszta?t ten zosta? skonstruowany i przyjdzie nam to ?atwiej, je?eli zaczniemy bada? od strony lewej i zewn?trznej cz??ci.

Wielka masa fioletu, któr? przede wszystkim zauwa?ymy, przedstawia oczywi?cie akord zaczynaj?cy kompozycje muzyczn? i je?eli b?dziemy uwa?nie ?ledzi? lini? zewn?trzn? obwodu, otrzymamy wyobra?enie o charakterze tej frazy w jej ca?o?ci. Pog??bione studium poka?e nam istnienie dwóch innych linii biegn?cych równolegle do tej pierwszej linii zewn?trznej i zauwa?ymy, ?e w mniejszym stopniu przedstawiaj? to samo kolejne nast?pstwo barw. Ten uk?ad wskazuje nam, ?e fraza muzyczna powtarza si?, ale w sposób ?agodniejszy. Staranna analiza ca?o?ci kszta?tu pozwoli nam rozpozna? rzeczywisty porz?dek w tym pozornym chaosie i przekonamy si?, ?e aby by?o mo?liwe odtworzy? dok?adnie ten iskrz?cy si?, pe?en chwa?y obraz, musieliby?my by? zdolni przedstawi? dok?adnie najdrobniejsze jego szczegó?y. Wtedy tylko by?oby mo?liwe rozwik?a? cierpliwie t? zagmatwan? ca?o?? i doszliby?my w ko?cu do ustalenia zwi?zku, jaki istnieje pomi?dzy ka?dym wyszukanym tonem iskrz?cej si? barwy i nut?, która mu da?a pocz?tek.

Nie nale?y zapomina?, ?e wskazali?my o wiele mniej szczegó?ów na tym my?lokszta?cie ni? na poprzednim, np. ka?da z odosobnionych cz??ci w my?lokszta?cie, która nas zajmuje, posiada w?a?ciwe sobie szczegó?y, jak cztery linie ró?nych kolorów, przedstawione oddzielnie jedna od drugiej na przyk?adzie Mendelsohna. Przy chórze Gounoda ??cz? si? one w jeden odcie? i oddany jest tylko ca?kowity efekt akordu.

WAGNER

Nikt spo?ród tych, którzy studiowali my?lokszta?ty muzyczne nie zawaha si? przed przypisaniem cudownych my?lokszta?tów, geniuszowi Ryszarda Wagnera. ?aden kompozytor nie stworzy? dotychczas my?lokszta?tu muzycznego tak pot??nego i zarazem tak wyrazistego.

W przypadku, który omówimy obecnie, mamy obszern? konstrukcj? w kszta?cie dzwonu, co najmniej 300 m wysoko?ci i prawie tyle? samo u podstawy; wisi ona w powietrzu ponad ko?cio?em, sk?d si? wydosta?a. Tak samo, jak w wypadku Gounoda, jest to forma pusta w ?rodku, która od poprzedniej ró?ni si? tym, ?e jest otwarta u podstawy; podobie?stwo, jakie istnieje pomi?dzy tym my?lokszta?tem, a górskimi szczytami jest niemal doskona?e; jest ono jeszcze podkre?lone przez masy faluj?cych ob?oków, które przesuwaj? si? miedzy wierzcho?kami i daj? ca?o?ci perspektyw?. Efekt pojedynczych nut lub pojedynczych chórów tu nie istnieje; ka?dy ?a?cuch tych fantastycznych gór przedstawia w rozmiarach, kszta?cie i barwie efekt ogólny, wywo?any przez t? lub inn? partie utworu muzycznego, widzianego z oddali.

Nale?y jasno zda? sobie spraw?, ?e w rzeczywisto?ci zarówno w tym kszta?cie, jak i przy chórze, znajduje si? tyle? samo drobnych szczegó?ów, co przy my?lokszta?cie Mendelsohna, i ?e wszystkie te wspaniale barwne masy s? skonstruowane z kolorowych bardzo w?skich pasm, które nie mog? by? widziane oddzielnie, w szarym tonie ca?o?ci.

Bardzo wyra?nym rezultatem jest to, ?e ka?dy górski wierzcho?ek ma swój w?asny b?yszcz?cy odcie?; wspania?a ?wietno?? jaskrawych barw, b?yszcz?cych chwa?? w?asnego, ?ywego ?wiat?a, rozpo?ciera swoje ol?niewaj?ce promieniowanie na ca?? otaczaj?c? okolice. Jednak?e na ka?dej z tych barwnych mas mieni? si? inne kolory, szybkie, podobne do tych, jakie wida? na stopach metali. Iskrzenie si? tych cudownych astralnych form przechodzi wszelkie opisy, jakie mog?yby da? s?owa. Bardzo interesuj?ca cecha, charakterystyczna dla tej d?wi?cznej formy zawiera si? w niezwyk?ej ró?nicy dwóch typów muzycznych, z których si? sk?ada. Jeden wytwarza my?lokszta?ty skaliste o ostrych kraw?dziach, drugi tworzy ob?oki o formach zaokr?glonych, które je oddzielaj?.

Innych motywów dostarczaj? szerokie pasma – b??kitne, czerwone i zielone, ukazuj?ce si? u podstawy kszta?tu w kszta?cie dzwonu; linie bia?e i ?ó?te, wij?ce si? w??owo poprzez te trzy pasy zawdzi?czamy prawdopodobnie akompaniamentowi. W tych samych trzech przypadkach przedstawiono tylko kszta?t, stworzony wprost przez wibracj? d?wi?ku, jakkolwiek jasnowidz?cy odró?niaj? równocze?nie wiele innych mniejszych kszta?tów. Kszta?ty te pochodz? z osobistego uczucia wykonawcy lub te? z wra?e? ró?nej natury, doznawanych przez s?uchaczy.

Wró?my pokrótce do ka?dego z tych my?lokszta?tów. W pierwszym przypadku mamy reprodukcj? kszta?tu ma?ego i wzgl?dnie prostego, ale odtworzonego bardzo szczegó?owo, poniewa?, je?li si? tak mo?na wyrazi?, jest tam przedstawiona ka?da nuta; dalej, przedstawili?my form? bardziej skomplikowan? o charakterze zupe?nie odmiennym, ale mniej szczegó?owo, w ca?o?ci, gdy? nie tylko, ?e nie odtwarza ka?dej nuty oddzielnie, lecz przeciwnie, oddaje efekt wywo?any na barw? i kszta?t przez akordy; i w trzecim przypadku, my?lokszta?t jest wyrazem formy wi?kszej i bogatszej, w opisie, której pomini?to wszelkie szczegó?y, aby w ten sposób zrealizowa? mo?liwie dok?adnie wra?enie ca?o?ci.

Wszystkie d?wi?ki poruszaj? oczywi?cie materie astraln? i mentaln?, i nie tylko w nast?pstwie kolejnych wibracji harmonijnych, które nazywamy muzyk?. By? mo?e kiedy? kszta?ty jakie zawdzi?czamy tym innym d?wi?kom, b?d? opisane stosownie do naszych mo?liwo?ci, jakkolwiek przekraczaj? teraz zakres tego ma?ego traktatu; niemniej jednak osoby, które interesuj? si? kwesti? d?wi?ków, mog? znale?? po?yteczne obja?nienia w ksi??ce Leadbeatera pt. “Ukryta strona rzeczy”. Jest dla nas rzecz? konieczn? pami?ta?, ?e ?ycie ma ukryt? stron?, ?e ka?dy z naszych czynów, ka?de z naszych s?ów, ma swój odd?wi?k w ?wiecie niewidzialnym, który jest zawsze tak blisko nas. W ogóle te niewidzialne rezultaty maj? znaczenie niesko?czenie wi?ksze, ni? widzialne fenomeny planu fizycznego. M?drzec, który posiada znajomo?? tych rzeczy urz?dza swoje ?ycie stosownie do tego i zajmuje si? ca?o?ci? ?wiata, na którym ?yje, a nie tylko jego pow?ok? zewn?trzn?. Oszcz?dza sobie w ten sposób wielu cierpie? i czyni swoje ?ycie nie tylko szcz??liwe, lecz tak?e o wiele u?yteczniejsze. Ale, aby post?powa? w ten sposób, trzeba posiada? wiedz?, która sama przez si? jest pot?g?.

Otó? w naszym zachodnim ?wiecie, wiedz? tak? mo?na otrzyma? praktycznie tylko przez nauki teozoficzne.

?y? – to nie wszystko; trzeba ?y? w sposób rozumny, ale aby tak ?y?, musimy wiedzie?, a ?eby wiedzie? – trzeba si? uczy?. Rozci?ga si? przed nami szerokie pole.

Je?eli na nie wejdziemy, zbierzemy tam bogate ?niwo ?wiat?a. Nie marnotrawmy wi?cej naszego czasu w ponurych ciemno?ciach nieuctwa, lecz rzu?my si? m??nie ku pe?nemu chwa?y s?o?cu tej Boskiej M?dro?ci, któr? ludzie naszych czasów nazywaj?: TEOZOFIA.

 

 

Share on Facebook
Dyskusja na temat artykułu na forum
Powinieneś się zalogować lub zarejestrować aby móc uczestniczyć w dyskusji.

Najnowsze na stronie

  1. (12-07-2013 00:51 - Micha?-Anio?)
  2. (23-04-2013 00:37 - Micha?-Anio?)
  3. Monsanto vs. konopie (22-04-2013 23:58 - Micha?-Anio?)
  4. Dr Bruce Lipton Birth (21-03-2013 11:09 - Micha?-Anio?)
  5. Gorzkie nasiona (13-03-2013 08:17 - Micha?-Anio?)
  6. Wizualizacje ?wi?tej Geometrii (10-03-2013 21:39 - Micha?-Anio?)
  7. Kymatica (17-12-2012 17:07 - Micha?-Anio?)
  8. Droga Rudolfa Steinera (16-12-2012 22:17 - Micha?-Anio?)
  9. Boska matematyka (06-12-2012 00:54 - Micha?-Anio?)
  10. (11-11-2012 13:50 - Micha?-Anio?)
  11. ?wi?ta Ekonomia (06-11-2012 19:16 - Micha?-Anio?)
  12. (05-11-2012 21:10 - Micha?-Anio?)
  13. ?yjemy w symulacji? (29-10-2012 20:26 - Micha?-Anio?)
  14. Dzien przed ujawnieniem (22-07-2012 19:28 - Micha?-Anio?)
  15. Dusza i fizyka kwantowa (16-07-2012 21:32 - Micha?-Anio?)
  16. Mechanika kwantowa a granice czasu i przestrzeni (16-07-2012 16:19 - Micha?-Anio?)
  17. (16-07-2012 16:12 - Micha?-Anio?)
  18. Natura rzeczywisto?ci (16-07-2012 16:06 - Micha?-Anio?)

Na forum

No posts to display.

Muzyka Online

Otwórz radio w okienku:
Ambient       wmplayer    wmplayer    wmplayer
Relaxation    wmplayer    wmplayer    wmplayer
Meditation    wmplayer    wmplayer    wmplayer

Login Form

Forum Imaginarium
Imaginarium -Facebook
ImaginariumPL - YouTube
RSS