'
Text Size
Po Pi?te SEDNO KWESTJI SPO?ECZNEJ

 

Dr. Rudolf Steiner
Zada?, wysuni?tych przez nowoczesne ?ycie spo?eczne, nie zdo?a pozna? cz?owiek, który przyst?puje do nich z my?l? o jakiejkolwiek utopji. Wychodz?c z pewnych pogl?dów i uczu?, mo?emy wierzy?, ?e takie czy inne urz?dzenia, które sobie obmy?lili?my, uszcz??liwi? ludzko??. Wiara ta mo?e nawet nabra? bojowej si?y przekonywuj?cej. A jednak z wiar? tego rodzaju mo?na ?atwo przeoczy? to, co stanowi dzi? istot? “kwestji” spo?ecznej.
Twierdzenie powy?sze nie trudno doprowadzi? dzi? do pozornego absurdu, wszak?e pozostaje ono s?usznem. Przypu??my, ?e kto? posiad? teoretycznie doskona?e “rozwi?zanie” kwestji spo?ecznej. Pomimo to wierzy?by on w co? ca?kiem nierealnego, gdyby chcia? narzuci? ludzko?ci to wymy?lone przez siebie “rozwi?zanie”. Nie ?yjemy ju? bowiem w czasach, kiedy mo?na mniema?, ?e w ten sposób da si? co?kolwiek zdzia?a? w ?yciu publicznem. Uk?ad duszy ludzkiej nie jest taki, ?eby?my w stosunku do ?ycia spo?ecznego mogli powiedzie?: oto macie cz?owieka, który wie, jakie urz?dzenia spo?eczne s? potrzebne; uczy?my wi?c tak, jak on s?dzi.
W taki sposób ludzie nie chc? wcale przyjmowa? idej spo?ecznych. Z faktem tym liczy si? niniejsza praca, która znalaz?a ju? do?? szerokie rozpowszechnienie. Ci z po?ród czytelników, którzy przypisali jej charakter utopijny, zgo?a nie zrozumieli jej podstawowych zamierze?. A najg?o?niej twierdzili to ci, którzy sami nie umiej? my?le? inaczej, ni? utopijnie. U innych dopatruj? si? tego, co stanowi najbardziej istotn? cech? ich w?asnych przyzwyczaje? my?lowych.
Dla cz?owieka my?l?cego realnie nale?y ju? do do?wiadcze? w dziedzinie spo?ecznej, ?e jakakolwiek idea utopijna, cho?by najbardziej przekonywuj?ca, nie prowadzi do niczego. Jednak wielu ludziom wydaje si?, ?e np. w dziedzinie gospodarczej powinni szerzy? w?ród swych bli?nich takie idee. Musz? si? jednak przekona?, ?e trudz? si? napró?no. To, co g?osz?, bli?nim na nic przyda? si? nie mo?e.
Fakt ten nale?a?oby traktowa? jako nabyte do?wiadczenie, wskazuje on bowiem na wa?ny objaw wspó?czesnego ?ycia publicznego, mianowicie na to, ?e my?li nasze s? obce wymaganiom rzeczywisto?ci gospodarczej. Czy? mo?na spodziewa? si?, ?e zdo?amy opanowa? zawi?e stosunki ?ycia spo?ecznego, je?li przyst?pujemy do? z my?leniem, które jest obce temu ?yciu?
Zagadnienie to bynajmniej nie mo?e liczy? na popularno??. Wymaga bowiem przyznania si?, ?e my?limy w sposób obcy ?yciu. A jednak, je?eli tego nie uczynimy, pozostaniemy równie? dalecy od “kwestji spo?ecznej”. Jedynie bowiem pod warunkiem, ?e zagadnienie to traktowa? b?dziemy jako wa?n? spraw? ca?ej wspó?czesnej cywilizacji, uzyskamy jasn? ?wiadomo?? potrzeb ?ycia spo?ecznego.
Kwestja ta wskazuje na sposób, w jaki ukszta?towa?o si? wspó?czesne ?ycie duchowe. Ludzko?? nowoczesna rozwin??a w taki sposób ?ycie duchowe, ?e jest ono w wysokim stopniu uzale?nione od urz?dze? pa?stwowych i si? gospodarczych. Cz?owiek ju? od dzieci?stwa otrzymuje wychowanie i nauczanie pa?stwowe. Mo?e on korzysta? z takiego tylko wychowania, na jakie pozwalaj? warunki gospodarcze otoczenia, w?ród którego wyrasta.
Mo?naby mniema?, ?e dzi?ki temu wszyscy powinni by? dobrze przystosowani do obecnych warunków ?yciowych. Pa?stwo bowiem ma mo?no?? kszta?towania urz?dze?, po?wi?conych wychowaniu i nauczaniu, które stanowi? podstawowy czynnik ?ycia duchowego spo?ecze?stwa, tak, aby jak najlepiej s?u?y?y ogó?owi. I równie? ?atwo mo?naby s?dzi?, ?e cz?owiek stanie si? mo?liwie najlepszym cz?onkiem spo?eczno?ci ludzkiej, je?eli otrzyma wychowanie zgodnie z mo?liwo?ciami gospodarczemi, z których wyrós?, oraz je?eli wychowanie postawi go na to stanowisko, które mu wyznaczaj? owe mo?liwo?ci gospodarcze.
Praca niniejsza podj?? musi niepopularne dzi? zadanie wykazania, ?e przyczyn? zam?tu naszego ?ycia publicznego jest uzale?nienie ?ycia duchowego od pa?stwa i si? gospodarczych. Ma ona dowie??, ?e wyzwolenie ?ycia duchowego z tej zale?no?ci stanowi cz??? rozwi?zania pal?cej kwestji spo?ecznej.
Ksi??ka niniejsza wyst?puje zatem przeciw szeroko rozpowszechnionym b??dom. Przej?cie przez pa?stwo dzia?u wychowania i nauczania uwa?ane jest oddawna za co? zbawiennego dla post?pu ludzko?ci. A ludzie my?l?cy socjalistycznie nie mog? sobie nawet tej sprawy wyobrazi? inaczej, ni? w ten sposób, ?e spo?ecze?stwo ma wychowywa? jednostk? na swoj? mod?? tak, aby mu s?u?y?a.
Nie ?atwo godzimy si? na pogl?d, który jest w tej dziedzinie bezwarunkowo konieczny, mianowicie, ?e w dziejowym rozwoju ludzko?ci w epokach pó?niejszych b??dem sta? si? mo?e to, co we wcze?niejszych by?o s?uszne. Na to, aby ?ycie ludzko?ci mog?o ukszta?towa? si? nowocze?nie, konieczne by?o odebranie kierownictwa wychowania, a co zatem i kierownictwa duchowego ?ycia publicznego tym sferom, które zajmowa?y si? tem w ?redniowieczu, oraz powierzenie tego? pa?stwu. Ale dalsze utrzymywanie tego stanu rzeczy jest ju? ci??kim b??dem spo?ecznym.
Wyja?ni to pierwsza cz??? niniejszej pracy. W ramach pa?stwowych ?ycie duchowe doros?o do wolno?ci; nie b?dzie jednak w stanie z niej korzysta? we w?a?ciwy sposób, o ile nie nada mu si? ca?kowitego samorz?du, ?ycie duchowe w swej obecnej postaci wymaga, aby stanowi?o ca?kiem samodzielny sk?adnik organizmu spo?ecznego. Zarz?d dziedziny wychowania i nauczania, z czego przecie? wyrasta ca?e ?ycie duchowe, przej?? musi w r?ce ludzi, którzy sami wychowuj? i nauczaj?. Czynniki pa?stwowe lub gospodarcze nie powinny miesza? si? do spraw tego kierownictwa s?owem lub czynem. Nauczaniu pedagog winien po?wi?ca? tylko tak? cz??? swego czasu, aby równocze?nie móg? tak?e zarz?dza? w swej dziedzinie pracy. Dzi?ki temu sam nauczyciel za?atwia? b?dzie sprawy zwi?zane z zarz?dzaniem tak samo, jak sam naucza i wychowuje. Rozporz?dze? nie b?dzie wydawa? nikt, kto równocze?nie nie jest sam czynny w ?ywem nauczaniu i wychowywaniu. ?aden parlament, ?aden dostojnik, który kiedy?, by? mo?e, by? nauczycielem, ale obecnie ju? nim nie jest, nie b?d? tu mieli g?osu. To co w nauczaniu zdobywa si? drog? bezpo?redniego do?wiadczenia, b?dzie wywiera?o wp?yw tak?e na sposób zarz?dzania. Wynika st?d naturalnie, ?e warunki tego rodzaju sprzyja? b?d? rozwojowi rzeczowo?ci i t??yzny zawodowej w mo?liwie najwy?szym stopniu.
Mo?na zapewne zauwa?y?, ?e i przy takim samorz?dzie ?ycia duchowego tak?e nie wszystko b?dzie doskona?e. Ale w ?yciu rzeczywistem nie mo?na ??da? doskona?o?ci. D??y? trzeba tylko do realizowania rzeczy mo?liwie najlepszych. Zdolno?ci, rozwijaj?ce si? w cz?owieku-dziecku, b?d? dopiero wówczas wzbogaca?y spo?ecze?stwo, gdy piecz? nad niemi obejm? jednostki, które potrafi? opiera? swe decyzje na motywach duchowych. Pogl?d na to, jak dalece rozwija? nale?y dane dziecko w tym czy owym kierunku, powstawa? mo?e jedynie w niezale?nym zespole duchowym. I on tylko jest powo?any do decydowania o sposobie urzeczywistniania tych zamierze?. Od tego samorz?du ?ycie pa?stwowe jakote? i ?ycie gospodarcze czerpa? b?d? si?y, których same nie s? w stanie wytworzy?, gdy na podstawie swych za?o?e? kszta?tuj? tak?e i ?ycie duchowe.
Zgodnie z pogl?dem, wy?o?onym w tej ksi??ce, sprawa urz?dze? i programów uczelni, które s?u?? potrzebom pa?stwa i ?ycia gospodarczego, równie? winna spoczywa? w r?kach kierownictwa niezale?nego ?ycia duchowego. Szko?y dla przysz?ych prawników, handlowców, przemys?owców, rolników te? kszta?towa? winno niezale?ne ?ycie duchowe. Praca niniejsza musi z konieczno?ci wywo?a? wiele zastrze?e?, gdy z jej za?o?e? wyprowadzi si? t? s?uszn? konsekwencj?. Ale z czego to wyp?ywaj? owe zastrze?enia? Rozpoznamy ich ducha antyspo?ecznego, gdy zdamy sobie spraw? z tego, ?e, w gruncie rzeczy, wynikaj? one z nieu?wiadomionej wiary w niepraktyczno?? ?yciow? wychowawców. Niepodobna tedy oczekiwa? po nich, ?e powo?aj? do ?ycia urz?dzenia, które we w?a?ciwy sposób b?d? s?u?y?y praktycznym dziedzinom bytu. Takie urz?dzenia musz? pono tworzy? ludzie, którzy sami bior? udzia? w ?yciu praktycznem; wychowawcy za? maj? tylko post?powa? wed?ug linij wytycznych, które im zgóry narzucono.
Ten, kto tak my?li, nie spostrzega, ?e wychowawcy, którzy nie potrafi? sami nadawa? sobie linij wytycznych, poczynaj?c od najdrobniejszych szczegó?ów, a ko?cz?c na rzeczach najwa?niejszych, w?a?nie skutkiem tego staj? si? obcy ?yciu i niepraktyczni. Mo?na narzuci? im zasady, pochodz?ce nawet od jednostek pozornie najbardziej zwi?zanych z ?yciem praktycznem, a jednak nigdy nie wychowaj? oni ludzi ?yciowo prawdziwie praktycznych. Antyspo?eczne stosunki powstaj? st?d, ?e w ?yciu zbiorowem brak ludzi, którzyby, dzi?ki otrzymanemu wychowaniu, nauczyli si? odczuwa? spo?ecznie. Ludzi uspo?ecznionych wychowywa? mog? jedynie pedagodzy, którzy sami posiadaj? zmys? spo?eczny. Nigdy nie dotrzemy do sedna kwestji spo?ecznej, je?li nie uznamy spraw wychowawczych i duchowych, jako jednego z jej najwa?niejszych sk?adników. Stosunki antyspo?eczne powstaj? nietylko z winy urz?dze? gospodarczych, ale tak?e skutkiem tego, ?e ludzie w ramach tych urz?dze? post?puj? antyspo?ecznie. I powierzanie wychowania tudzie? nauczania m?odzie?y ludziom, których czyni si? obcymi ?yciu, wskutek narzucania im zzewn?trz kierunku i tre?ci ich dzia?ania - jest rzecz? antyspo?eczn?.
Pa?stwo otwiera wydzia?y prawne. Wymaga, aby wyk?adano tam zasady tego prawodawstwa, na którem ono, ze swego punktu widzenia, opar?o sw? konstytucj? i administracj?. Instytucje za?, które powstan? ca?kowicie na gruncie niezale?nego ?ycia duchowego, czerpa? b?d? tre?? prawodawstwa w?a?nie z tego ?ycia. Pa?stwo zasilane b?dzie tem, co mu to niezale?ne ?ycie duchowe przeka?e; b?d? je zap?adnia?y ?ywe idee, które jedynie z takiego ?ród?a duchowego mog? wyp?ywa?.
Ale w samej tej dziedzinie duchowej b?d? ludzie, którzy, ka?dy ze swego punktu widzenia, oddadz? si? ?yciu praktycznemu. ?yciowo praktycznem nie mo?e sta? si? to, co pochodzi z urz?dze? szkolnych wprowadzonych przez “praktyków”, i gdzie nauczaj? ludzie obcy ?yciu, ale wy??cznie to, co daj? wychowawcy, którzy rozumiej? ?ycie i praktyczno?? ze swego punktu widzenia. O tem, jak zarz?dzanie niezale?nem ?yciem duchowym winno kszta?towa? si? w szczegó?ach, pomówimy w niniejszej pracy, przynajmniej w ogólnych zarysach.
W?ród ludzi, sk?onnych do utopij, ksi??ka ta obudzi rozmaite w?tpliwo?ci. Zaniepokojeni arty?ci i inni pracownicy umys?owi powiedz?: dobrze, ale czy talenty b?d? mog?y rozwija? si? lepiej w?ród tego niezale?nego ?ycia duchowego, ni? w obecnych warunkach, kiedy znajduj? si? pod opiek? pa?stwa i pot?g gospodarczych? Tacy oponenci pami?ta? winni, ?e praca niniejsza nie ma nic wspólnego z utopj?. Dlatego nigdzie nie znajdziemy w niej twierdze? teoretycznych: to powinno by? tak urz?dzone, czy inaczej. Natomiast znale?? w niej mo?na pobudk? do tworzenia takich spo?eczno?ci ludzkich, któreby by?y zdolne we w?asnem wspó??yciu wytwarza? po??dane warunki spo?eczne. Kto s?dzi ?ycie nie wed?ug teoretycznych uprzedze?, lecz z w?asnych do?wiadcze?, ten powie sobie: cz?owiek, który tworzy na podstawie swych niczem nieskr?powanych uzdolnie?, b?dzie wówczas móg? liczy? na w?a?ciw? ocen? swej dzia?alno?ci, kiedy powstanie niezale?na spo?eczno?? duchowa, która b?dzie wywiera?a wp?yw na ?ycie, kieruj?c si? wy??cznie w?asnemi za?o?eniami.
“Kwestja spo?eczna” nie jest czem?, co w naszych czasach wy?oni?o si? z ?ycia ludzkiego i co grupka ludzi, czy te? parlamenty b?d? mog?y rozwi?za? i wreszcie rozwi???. Jest ona cz??ci? sk?adow? ca?ej nowoczesnej cywilizacji i skoro ju? powsta?a, tak? pozostanie. W ka?dym momencie rozwoju dziejowego musi j? ludzko?? na nowo rozwi?zywa?. ?ycie cz?owieka bowiem wesz?o w ostatnich czasach w tak? faz?, kiedy same urz?dzenia socjalne rodz? stale tendencje antyspo?eczne. Trzeba je nieustannie opanowywa? na nowo. Podobnie jak organizm po pewnym czasie po nasyceniu, znów powraca do stanu g?odu, tak samo organizm spo?eczny z uporz?dkowanych stosunków wpada w bez?ad. Na uporz?dkowanie stosunków spo?ecznych niema uniwersalnego lekarstwa podobnie, jak niema takiego pokarmu, któryby nasyci? organizm raz na zawsze. Ale ludzie tworzy? mog? takie spólnoty, których wspó?dzia?anie stale dawa? b?dzie ?yciu nowe impulsy w kierunku socjalnym. Tak? spólnot? jest samorz?dny cz?on duchowy organizmu spo?ecznego.
Podobnie jak dla ?ycia duchowego z do?wiadcze? tera?niejszo?ci wy?ania si? wymaganie autonomji spo?ecznej, tak samo dla ?ycia gospodarczego wyp?ywa postulat pracy zrzeszeniowej. Gospodarka spo?eczna sk?ada si? dzi? z produkcji, obiegu i spo?ycia dóbr, które zaspakajaj? potrzeby ludzkie. Ka?dego wi??? z ?yciem gospodarczem jego interesy; ka?dy musi si? z niem sprz?gn?? zapomoc? takiego udzia?u w pracy, jaki jest dla? dost?pny. Tylko sam cz?owiek mo?e wiedzie? i odczuwa?, czego naprawd? potrzebuje; sam te?, na zasadzie w?asnego zrozumienia warunków ?ycia spo?ecze?stwa, musi rozstrzyga? o tem, co powinien spe?nia?. Nie zawsze tak by?o i jeszcze nie wsz?dzie tak jest, ale w?ród cywilizowanych ludów ?wiata zasadniczo panuj? takie stosunki.
Z biegiem rozwoju ludzko?ci zasi?g dzia?ania jednostek gospodarczych rozszerzy? si?. Z zamkni?tej gospodarki domowej rozwin??a si? gospodarka miast, a z niej gospodarka narodowa. Dzi? stoimy wobec gospodarki ?wiatowej. Wprawdzie ze starego porz?dku wiele jeszcze pozosta?o w nowym ustroju; w dawnem ?yciu natomiast tkwi?o ju? w zarodku du?o elementów przysz?o?ci. Ale losy ludzko?ci zale?ne s? od tego, ?e ta kolejno?? rozwojowowa w pewnych warunkach ?yciowych uzyska?a wp?yw decyduj?cy.
Nonsensem jest chcie? organizowa? si?y gospodarcze jako abstrakcyjn? spólnot? ?wiatow?. Poszczególne jednostki gospodarcze z biegiem rozwoju wytworzy?y w szerokim zakresie gospodarki pa?stwowe. Wszak?e twory pa?stwowe powsta?y z dzia?ania innych jeszcze si?, nietylko gospodarczych. W?a?nie ch?? przekszta?cenia pa?stw w spo?eczno?ci gospodarcze spowodowa?a chaos czasów najnowszych. ?ycie gospodarcze d??y do kszta?towania si? na podstawie w?asnych si?, niezale?nie od urz?dze? pa?stwowych oraz od politycznego sposobu my?lenia pa?stwowego. Ale w taki sposób b?dzie ono mog?o ukszta?towa? si? tylko wtedy, gdy na czysto-gospodarczem pod?o?u powstan? zrzeszenia, obejmuj?ce przedstawicieli spo?ycia, obiegu i produkcji. Warunki ?yciowe, same przez si?, regulowa? b?d? rozmiary tych zrzesze?. Za ma?e zrzeszenia by?yby zbyt kosztowne, za du?e za? - nie do?? przejrzyste w pracy gospodarczej. Ka?demu zrzeszeniu ?yciowe potrzeby wska?? ?atwo drog? do sta?ych stosunków z innemi zrzeszeniami. Nieuzasadnion? by?aby obawa, ?e owe zrzeszenia b?d? kr?powa?y tych cz?onków, których warunki ?ycia zmuszaj? do cz?stych zmian miejsca zamieszkania. Znajd? oni ?atwo drog? od jednego zrzeszenia do drugiego, je?eli takie przej?cia powodowa? b?d? interesy gospodarcze, a nie przepisy pa?stwowe. W organizacji zrzeszeniowej dadz? si? pomy?le? urz?dzenia, które dzia?a? b?d? z ?atwo?ci? obiegu pieni??nego.
Dzi?ki fachowo?ci i rzeczowemu traktowaniu, w takiem zrzeszeniu panowa? mo?e daleko id?ca harmonja interesów.
Nie prawa maj? regulowa? produkcj?, obieg i spo?ycie dóbr, ale sami ludzie, na podstawie w?asnego, bezpo?redniego orjentowania si? w tem oraz w?asnych interesów. Udzia? w ?yciu zrzeszeniowem umo?liwi im zdobywanie w tym kierunku niezb?dnego zrozumienia. Skutkiem tego, ?e, drog? uk?adów wzajemnych, poszczególne interesy musz? si? wzajemnie wyrównywa?, towary uzyskaj? w obiegu swoje odpowiednie warto?ci. Taka wspó?praca z motywów gospodarczych b?dzie czem? zupe?nie innem, ni? to, co odbywa si? n. p. w nowoczesnych zwi?zkach zawodowych. Zwi?zki te rozwijaj? sw? dzia?alno?? w ?yciu gospodarczem, ale nie powstaj? z przes?anek gospodarczych. S? one na?ladownictwem zasad, które ukszta?towa?y si? w nowych czasach, pod wp?ywem racyj pa?stwowych i politycznych. A wi?c politykuje si? w tych zwi?zkach, zamiast rozwa?a? z punktu widzenia gospodarczego, jakie ?wiadczenia jeden cz?owiek czyni? winien drugiemu. W owych zrzeszeniach za? nie b?d? zasiada? “najemnicy”, którzy, z tytu?u swej si?y, ??daj? od przedsi?biorcy mo?liwie wysokich p?ac. B?d? natomiast tu wspó?dzia?ali pracownicy fizyczni z duchowymi kierownikami produkcji oraz ze spo?ywcami, zainteresowanymi dan? ga??zi? wytwórczo?ci, aby kszta?towa? odpowiednio wzajemn? wymian? ?wiadcze?, przy pomocy regulowania cen. Tego osi?gn?? si? nie da, parlamentuj?c na zgromadzeniach. Od tej gadaniny nale?a?oby spo?ecze?stwo uwolni?. Któ? bowiem mia?by pracowa?, je?liby niezliczone zast?py ludzi traci?y czas na rozprawianiu o pracy? Drog? umów cz?owieka z cz?owiekiem, zrzeszenia ze zrzeszeniem, wszystko to za?atwia? si? b?dzie obok pracy. Na to potrzeba jedynie, aby takie porozumienie odpowiada?o pogl?dom pracuj?cych oraz interesom spo?ywców.
Nakre?lony tu obraz nie jest utopj?. Nie twierdzimy bowiem bynajmniej, ?e co? ma by? urz?dzone tak, czy inaczej. Wskazujemy jedynie na to, jak ludzie w?asne sprawy sami za?atwia? b?d?, dzia?aj?c przy pomocy zrzesze?, odpowiadaj?cych ich zapatrywaniom i interesom.
O to, aby ludzie ??czyli si? w takie zespo?y, troszczy si? sama natura ludzka, o ile ingerencja pa?stwa nie stawia jej w tem przeszkód - natura bowiem budzi potrzeby. Prócz tego troszczy? si? o to b?dzie niezale?ne ?ycie duchowe, poniewa? za jego spraw? powstawa? b?d? takie w?a?nie pogl?dy, jakie powinny dzia?a? w spo?ecze?stwie. Cz?owiek, my?l?cy na podstawie do?wiadczenia ?yciowego, musi przyzna?, ?e istnieje mo?liwo??, by omawiane tu zrzeszenia powsta?y w ka?dej chwili, ?e niema w tem nic utopijnego. Ich powstaniu nic nie stoi na przeszkodzie prócz tego, ?e cz?owiek wspó?czesny usi?uje “organizowa?” ?ycie gospodarcze z zewn?trz, zasugestjowany ide? “organizacji”. Od takiego organizowania, które z zewn?trz d??y do ??czenia ludzi w celu produkcji, ró?ni si? biegunowo organizacja gospodarcza, oparta na niezale?nych zrzeszeniach. Na drodze asocjacji cz?owiek ??czy si? z cz?owiekiem, a planowo?? ca?o?ci wynika, dzi?ki zdrowemu rozs?dkowi jednostki.
Mo?naby powiedzie?: na co si? zda, ?e jaki? biedak zrzeszy si? z cz?owiekiem maj?tnym? Mo?na uwa?a? za lepsze “sprawiedliwe” regulowanie z zewn?trz ca?ej produkcji i spo?ycia. Ale taka zorganizowana regulacja kr?powa?aby si?y twórcze jednostki i pozbawia?aby ?ycie gospodarcze tego, czego dostarcza? mu mog? te twórcze si?y. Niechajby ludzie, mimo wszelkich uprzedze?, uczynili raz prób? zrzeszenia si? nawet w dzisiejszych czasach biedaków z bogaczami! Je?eli nie wmieszaj? si? do tego ?adne inne si?y prócz gospodarczych, to z konieczno?ci posiadaj?cy z nieposiadaj?cymi b?d? musieli wyrównywa? wzajemne ?wiadczenia. Dzi? mówi si? o tych rzeczach nie na podstawie instynktów ?yciowych, które wyp?ywaj? z do?wiadczenia, lecz pod wp?ywem nastrojów i to powstaj?cych nie z potrzeb gospodarczych, lecz z interesów klasowych i innych. Nastroje te za? rozwija? si? mog?y dlatego, ?e, wobec coraz wi?kszej z?o?ono?ci ?ycia gospodarczego, niepodobna by?o w ostatnich czasach nad??y? za niem przy pomocy idej czysto-gospodarczych. Sta?o temu na przeszkodzie skr?powanie ?ycia duchowego. Ludzie, czynni w ?yciu gospodarczem, zakrzepli w rutynie; si?y, kszta?tuj?ce to ?ycie, nie s? dla nich przejrzyste. Pracuj?, nie orjentuj?c si? w ca?okszta?cie ?ycia ludzkiego. W zrzeszeniach za? jeden od drugiego dowie si? tego, co niezb?dnie musi wiedzie?. Ludzie ci zdob?d? do?wiadczenie o tem, co jest gospodarczo mo?liwe dzi?ki temu, ?e ka?dy z nich przyniesie znajomo?? rzeczy i do?wiadczenie ze swego odcinka pracy; decydowa? za? b?d? wspólnie.
Podobnie jak w niezale?nem ?yciu duchowem czynne s? wy??cznie si?y, które znajduj? si? w niem samem, tak te? i w systemie gospodarczym, opartym na zrzeszeniach, wyst?powa? b?d? wy??cznie warto?ci gospodarcze, które powstaj? dzi?ki tym zrzeszeniom. Ka?dy u?wiadomi sobie zadania, jakie przypadaj? na? w dziedzinie gospodarczej, dzi?ki jego wspó??yciu z lud?mi, z którymi jest zrzeszony gospodarczo. Skutkiem tego osi?gnie on na sprawy ogólno-gospodarcze ?ci?le taki wp?yw, do jakiego b?d? go uprawnia?y jego ?wiadczenia. W dalszych rozdzia?ach wyja?nimy, w jaki sposób ludzie niezdolni do pracy zostan? w??czeni do ?ycia gospodarczego. Chroni? s?abych od przemocy pot??nych mo?e jedynie taki ustrój gospodarczy, który ukszta?towa? si? wy??cznie w oparciu o swoje w?asne si?y.
W ten sposób organizm spo?eczny roz?o?y si? na dwa samodzielne cz?ony, które si? wzajem wspieraj?, dzi?ki temu, ?e ka?dy z nich posiada swój w?asny samorz?d, oparty na w?a?ciwych sobie si?ach twórczych. Ale pomi?dzy temi dwoma cz?onami dzia?a? musi jeszcze trzeci. Jest nim w?a?ciwy dzia? pa?stwowy organizmu spo?ecznego. W nim przychodzi do g?osu wszystko to, co powinno zale?e? od s?du i odczucia ka?dego pe?noletniego obywatela. W niezale?nem ?yciu duchowem ka?dy bierze udzia? w miar? swych specjalnych uzdolnie?, w ?yciu gospodarczem winien zajmowa? takie stanowisko, jakie wynika z jego roli w zrzeszeniu. W prawno-politycznem za? ?yciu pa?stwa dochodzi do g?osu jego czysto ludzka istota, niezale?nie od uzdolnie?, które ma on mo?no?? rozwija? w ?yciu duchowem, i niezale?nie od warto?ci, jak? dobra, przez niego wytwarzane, uzyskuj? w ?yciu gospodarczem opartem na zrzeszeniach.
W niniejszej ksi??ce wykazujemy, ?e zagadnienie pracy, jej czasu i rodzaju nale?y do kompetencji dzia?u prawno-politycznego. Tutaj wszyscy obywatele s? równi, gdy? dzia? ten obejmuje sprawy, co do których ka?dy cz?owiek posiada jednakow? zdolno?? s?du. W tym cz?onie organizmu spo?ecznego regulowane b?d? prawa i obowi?zki obywateli.
Jedno?? tego organizmu jako ca?o?ci powstanie z samodzielnego rozwoju jego trzech cz?onów. Praca niniejsza wykazuje jak drog? wspó?dzia?ania powy?szych trzech cz?onów mo?e si? ukszta?towa? dzia?alno?? kapita?u ruchomego, ?rodków produkcji, prawa u?ytkowania ziemi. Kto chcia?by “rozwi?za?” kwestj? spo?eczn? zapomoc? wymy?lonego lub powsta?ego w jaki inny sposób systemu gospodarowania, ten ksi??ki tej nie uzna za praktyczn?. Ale kto pragnie na zasadzie do?wiadczenia ?yciowego pobudzi? ludzi do takiego wspó??ycia, które najlepiej pozwoli pozna? zagadnienia spo?eczne i odda? si? im, ten, by? mo?e, nie zaprzeczy, ?e d??enia autora s? naprawd? ?yciowe.
Ksi??ka ta po raz pierwszy ukaza?a si? w druku w kwietniu 1919 r. Uzupe?nieniem jej by? szereg artyku?ów, publikowanych w czasopi?mie “Dreigliederung des sozialen Organismus”, które nast?pnie zosta?y wydane w ksi??ce p. t. “In Ausführung der Dreigliederung des sozialen Organismus”.
?atwo zauwa?y?, ?e w obu tych pracach mniej si? mówi o “celach” ruchu spo?ecznego, ni? o drogach, po których kroczy? nale?y w ?yciu spo?ecznem. Kto my?li na podstawie do?wiadczenia ?yciowego, ten wie, ?e jeden i ten sam cel wyst?powa? mo?e w ró?nych postaciach. Tylko cz?owiekowi ?yj?cemu w abstrakcjach my?lowych wszystko przedstawia si? w formie ?ci?le zarysowanej. Gani on cz?sto to, co jest ?yciowe, gdy? uwa?a, ?e nie jest dostatecznie wyra?ne i dostatecznie “jasno” wy?o?one. Wielu w?ród nas, maj?cych si? za ludzi praktycznych, my?li takiemi w?a?nie abstrakcjami. Nie licz? si? oni z tem, ?e ?ycie przybiera? mo?e najró?norodniejsze formy, ?e jest ono elementem p?ynnym. I kto chce za niem nad??y?, musi w my?lach swoich i odczuciach przystosowa? si? do tej jego cechy p?ynno?ci. Tylko taki sposób my?lenia pozwala ujmowa? zadania spo?eczne.
Z obserwacyj ?ycia zdobyte zosta?y idee pracy niniejszej - oby te? z tego stanowiska znalaz?y zrozumienie!
 
UWAGI O ZAMIERZENIACH NINIEJSZEJ PRACY.
 
Dzisiejsze ?ycie spo?eczne stawia przed nami powa?ne i rozleg?e zadania. Wy?aniaj? si? ??dania nowego ukszta?towania tego ?ycia, wskazuj?ce na konieczno?? szukania do rozwi?zania tych zagadnie? nowych dróg, o jakich dotychczas nie my?lano. Dzi? znajdzie ju?, by? mo?e, pos?uch ten, kto na zasadzie do?wiadcze? ?yciowych, popartych przez obecny stan rzeczy, doszed? do przekonania, ?e ów brak my?lenia o koniecznych nowych drogach doprowadzi? do obecnego zam?tu spo?ecznego. Na tem za?o?eniu opieraj? si? wywody niniejszej pracy. Ma ona mówi? o tem, co powinno nast?pi?, aby ??dania, jakie stawia dzi? wi?ksza cz??? ludzko?ci, sprowadzi? do sfery ?wiadomej celu woli spo?ecznej. Czy wymagania te podobaj? si? albo nie poszczególnej jednostce, nie ma to wielkiego wp?ywu na tworzenie si? takiej woli. One istniej? i trzeba si? z niemi liczy?, jak z faktami ?ycia spo?ecznego. Powinni wzi?? to pod uwag? ludzie, którym, z punktu widzenia osobistej sytuacji ?yciowej, nie podoba si? sposób, w jaki autor niniejszej pracy w swych wywodach traktuje ??dania proletarjatu, gdy?, zdaniem ich, zbyt jednostronnie wskazuje on na nie, jako na co?, z czem wola spo?eczna musi si? liczy?. Autor wszak?e pragn??by mówi? na podstawie pe?nej rzeczywisto?ci ?ycia tera?niejszego, o ile jest ona dost?pna jego poznaniu. Stoj? mu przed oczami fatalne nast?pstwa w razie, gdyby cz?owiek nie zechcia? dostrzec faktów, które wy?oni?y si? z ?ycia nowoczesnej ludzko?ci, i gdyby ignorowa?, licz?c? si? z temi faktami, wol? spo?eczn?.
Ma?o zadowolone z wywodów autora b?d? przedewszystkiem te osoby, które uwa?aj? si? za praktyków ?yciowych w sensie, w jakim rozumiane jest dzi? to poj?cie pod wp?ywem pewnych ulubionych przyzwyczaje? my?lowych. Powiedz? one, ?e z kart tych przemawia cz?owiek ?yciowo niepraktyczny. Tymczasem autor mniema, ?e to one w?a?nie musz? przekszta?ci? gruntownie swój sposób my?lenia. S?dzi on bowiem, ?e o b??dnej praktyce ?yciowej tych ludzi ?wiadcz? bezsprzeczne fakty, jakie obecnie ludzko?? musi prze?ywa?. Te w?a?nie b??dy poprowadzi?y do fatalnych nast?pstw. Zmuszeni oni b?d? uzna? za praktyczne to, co wydawa?o im si? fa?szywym idealizmem. Punkt wyj?cia tej ksi??ki wydawa? im si? mo?e chybiony z tego wzgl?du, ?e w pierwszej jej cz??ci wi?cej jest mowa o ?yciu duchowem, ani?eli o ?yciu gospodarczem nowoczesnej ludzko?ci. Na zasadzie poznania ?ycia, zdobytego przez autora, musia? on doj?? do przekonania, ?e do pope?nionych b??dów dojd? niezliczone nowe, je?li ludzie nie zdecyduj? si? kierowa? swej uwagi w?a?nie na ?ycie duchowe.
Ale i ci, którzy w przeró?nych formach g?osz? frazesy o konieczno?ci wyrzeczenia si? przez ludzko?? zainteresowa? czysto-materjalnych i wkroczenia na drog? “ducha”, “idealizmu”, nie b?d? zadowoleni z niniejszej pracy. Autor bowiem nie przywi?zuje wagi do samego tylko wskazywania na “duchowo??” i nie prawi mglisto o ?wiecie duchowym. Uznawa? on mo?e jedynie tak? duchowo??, która staje si? w?asn? tre?ci? ?yciow? cz?owieka i skuteczno?? sw? okazuje zarówno w opanowywaniu praktycznych zada? codziennych, jak i w tworzeniu pogl?du na ?wiat i ?ycie, zaspakajaj?cego potrzeby duszy. Nie to bowiem jest wa?ne, aby?my o duchowo?ci co? wiedzieli, lub ?udzili si?, ?e co? wiemy, ale to, aby ta duchowo?? przejawia?a si? tak?e w praktyce, przy ujmowaniu zagadnie? rzeczywisto?ci. Wówczas towarzyszy?aby ona tej rzeczywisto?ci nie tylko jako co? dodatkowego, przeznaczonego wy??cznie dla wewn?trznego ?ycia duszy.
Wywody tej pracy wydadz? si? przeto ludziom “uduchowionym” bezduszne, “praktykom” za? - obce ?yciu. Autor natomiast jest prze?wiadczony, ?e wspó?czesnemu ?yciu s?u?y? mo?e na swój sposób, dzi?ki w?a?nie temu, ?e nie przytakuje ludziom obcym rzeczywisto?ci, uwa?aj?cym si? dzi? za “praktyków”, a tak?e, ?e nie mo?e uzna? deklamacji o duchowo?ci, stwarzaj?cej iluzje ?yciowe.
“Kwestj? spo?eczn?” rozpatruje niniejsza praca jako zagadnienie gospodarcze, prawne i duchowe. Autor s?dzi, ?e pozna?, jak z potrzeb ?ycia gospodarczego, prawnego i duchowego wy?ania si? jej “prawdziwa posta?”. Jedynie z tego rodzaju poznania wyp?yn?? mog? impulsy dla zdrowego ukszta?towania si? tych trzech dziedzin ?adu spo?ecznego.
W dawnych czasach rozwoju ludzko?ci same instynkty spo?eczne troszczy?y si? o to, aby w ca?okszta?cie ?ycia zbiorowego rozcz?onowa? te trzy dziedziny w sposób, jaki odpowiada? ówczesnej naturze ludzkiej. Obecnie do tego rozcz?onowania d??y? musi koniecznie celowo skierowana wola spo?eczna. W czasach, dziel?cych ow? dawn? epok? od chwili obecnej, w krajach, które pod tym wzgl?dem wchodz? przedewszystkiem w rachub?, dzia?a?y w sposób pogmatwany, stare instynkty wraz z now? ?wiadomo?ci?, a to ju? zupe?nie nie odpowiada potrzebom wspó?czesnej ludzko?ci. W niejednym objawie, który uwa?a si? dzi? za celow? my?l spo?eczna, ?yj? jeszcze w dalszym ci?gu dawne instynkty i to jest przyczyn? s?abo?ci tego my?lenia wobec ??da? rzeczywisto?ci. Wszystko co nie jest ju? dzi? zdolne do ?ycia, cz?owiek musi odrzuci? i zrobi? to gruntowniej, ni? niejeden z nas to sobie wyobra?a.
Jak ?ycie gospodarcze, prawne i duchowe powinno kszta?towa? si? wed?ug nowych wymaga? zdrowego ustroju spo?ecznego, mo?e - zdaniem autora - u?wiadomi? sobie jedynie cz?owiek, który zdob?dzie si? na dobr? wol? uznania donios?o?ci wyra?onych tu pogl?dów. Autor pragn??by w tej pracy podda? pod s?d ogó?u to, co uwa?a za potrzebne powiedzie? o tem niezb?dnem przekszta?ceniu. Pragnie on da? podniet? do znalezienia drogi, wiod?cej ku celom spo?ecznym, zgodnym z obecn? rzeczywisto?ci? i konieczno?ciami ?ycia, mniema bowiem, ?e jedynie we wskazanym kierunku mo?liwe jest przezwyci??enie fantastyki i utopizmu w dziedzinie woli spo?ecznej.
Kto jednak w tej pracy doszuka si? czego? utopijnego, tego autor chcia?by prosi?, aby rozwa?y?, jak bardzo - dzi?ki pewnym wyobra?eniom, które urabiamy sobie o mo?liwo?ciach rozwojowych ustroju spo?ecznego - oddalamy si? dzi? od rzeczywisto?ci i popadamy w fantazjowanie. I to jest powodem, ?e za utopj? bywaj? brane koncepcje pracy niniejszej, które wywodz? si? z rzeczywisto?ci i do?wiadczenia ?yciowego. Niejeden dopatrzy si? w tych wywodach czego? “abstrakcyjnego”, gdy? konkretne jest dla niego wy??cznie to, o czem przywyk? my?le?, za abstrakcyjne za? uwa?a wszystko, o czem dot?d nie my?la?, chocia?by by?o konkretne.
Autor wie, ?e ludzie, trzymaj?cy si? ?lepo programów partyjnych, nie b?d? narazie zadowoleni z jego wywodów. A jednak wierzy, ?e niebawem wielu z tych, co nale?? do stronnictw politycznych, dojdzie do przekonania, ?e obecne fakty rozwojowe daleko ju? wyros?y ponad programy partyjne i ?e wytworzenie sobie niezale?nego od tych programów s?du o najbli?szych celach woli spo?ecznej jest pal?c? konieczno?ci?.
 
Rudolf Steiner.
W pocz?tkach kwietnia 1919 roku.
 
I.
PRAWDZIWA POSTA? KWESTJI SPO?ECZNEJ
W ?YCIU NOWOCZESNEJ LUDZKO?CI.
 
Czy? katastrofa wojny ?wiatowej nie ujawnia w faktach nowoczesnego ruchu spo?ecznego, jak bardzo niedostateczne by?y za?o?enia my?lowe, któremi ludzie ?udzili si? w ci?gu dziesi?cioleci, ?e rozumiej? wol? proletarjatu?
Do postawienia tego zagadnienia zmusza nas to, co z t?umionych dotychczas ??da? proletarjatu i w zwi?zku z niemi, wydobywa si? na powierzchni? ?ycia. Si?y, które zwalcza?y te ??dania, pocz??ci zosta?y zniszczone. I jedynie cz?owiek, nie zdaj?cy sobie sprawy z tego, jak niezmo?one s? tego rodzaju d??enia natury ludzkiej, móg?by pragn?? utrzymania nadal tego samego ustosunkowania si? owych si? do impulsów spo?ecznych, ujawniaj?cych si? w znacznej cz??ci ludzko?ci.
Wiele osób, którym stanowisko ?yciowe dawa?o mo?no?? wp?ywania s?owami czy to rad? na si?y ?ycia europejskiego, pr?ce w r. 1914 ku katastrofie wojennej, ulega?o co do tych si? najwi?kszym z?udzeniom. Wierzy?y, ?e zwyci?ztwo or??ne ich kraju zdo?a uspokoi? wrzenia spo?eczne. Musia?y jednak pó?niej stwierdzi?, ?e w?a?nie skutkiem ich takiego stanowiska pop?dy spo?eczne mia?y mo?no?? ujawnienia si? w ca?ej pe?ni. Istotnie, ostatnia katastrofa ?wiatowa okaza?a si? tem wydarzeniem dziejowem, dzi?ki któremu owe sk?onno?ci nabra?y pe?ni si?y bojowej. W ostatnich latach ci??kich przeciwno?ci losu zarówno jednostki, stoj?ce u steru rz?dów, jak i sfery kierownicze by?y zmuszone uzale?nia? swe post?powanie od nastrojów socjalistycznych, nurtuj?cych w szerokich ko?ach ludno?ci. Nieraz ch?tnie post?pionoby inaczej, gdyby mo?na by?o si? z tem nie liczy?. W postaci, jak? przybra?y wspó?czesne wydarzenia, ?yj? nadal skutki tego wszystkiego.
A teraz, gdy to, co przez dziesi?tki lat przygotowywa?o si? w rozwoju ludzko?ci, wchodzi w faz? rozstrzygaj?c?, okazuje si? tragicznem zrz?dzeniem losu, ?e my?li ludzkie, towarzysz?ce powstawaniu tych faktów, do nich nie doros?y. Wielu ludzi, którzy pogl?dy swe kszta?towali na rozwoju tych faktów, by s?u?y? ?yj?cemu w nich celowi spo?ecznemu, stoj? dzi? zupe?nie, albo prawie zupe?nie, bezsilni wobec zagadnie? losowych, jakie stawia im faktyczny stan rzeczy.
Wprawdzie niejeden z nich jeszcze wierzy, ?e to, co oddawna uwa?a? za konieczne, w celu przekszta?cenia ?ycia ludzkiego, urzeczywistni si? i oka?e do?? silne, aby faktom, które domagaj? si? rozwi?zania, nada? ?yciowo mo?liwy kierunek. Pomin?? za? mo?na zupe?nie tych, którzy jeszcze teraz mniemaj?, ?e, naprzekór ??daniom powa?nej cz??ci ludzko?ci, stary porz?dek da si? utrzyma?. Wystarczy wzi?? pod uwag? ludzi, przekonanych o konieczno?ci nowego ukszta?towania ?ycia. Niepodobna wszak?e zaprzeczy?, ?e dawne pogl?dy partyjne b??kaj? si? w?ród nas, jakby mumje, które odtr?ca bieg wydarze?. Ten stan rzeczy wymaga rozstrzygni??, do jakich postarza?e partje nie s? przygotowane. Rozwija?y si? one wprawdzie równocze?nie z faktami, ale nie nad??y?y za niemi ze swemi przyzwyczajeniami my?lowemi. Prze?wiadczenie, ?e to, co powy?ej zaznaczyli?my, wynika z obecnego biegu wydarze? ?wiatowych, nie b?dzie chyba zarozumia?o?ci? autora wobec pogl?dów, które dzi? jeszcze s? miarodajne. Wolno z tego wyci?gn?? wniosek, ?e w?a?nie nasza tera?niejszo?? b?dzie wra?liwa na prób? podkre?lenia w ?yciu spo?ecznem nowoczesnej ludzko?ci tego, co dzi?ki swemu swoistemu charakterowi, pozostaje obce przyzwyczajeniom my?lowym nawet ludzi zorjentowanych spo?ecznie, a tak?e kierunków partyjnych. Mog?oby bowiem okaza? si?, ?e tragizm, ujawniaj?cy si? w próbach rozwi?zania kwestji spo?ecznej, pochodzi w?a?nie z niezrozumienia istotnych d??e? proletarjatu. Z takiem niezrozumieniem spotykamy si? nawet u ludzi, których pogl?dy wyros?y z tych d??e?. Cz?owiek bowiem nie zawsze wyrabia sobie w?a?ciwy s?d o swoich zamierzeniach.
Dlatego te? uzasadnione oka?e si? pytanie: czego w istocie ??da wspó?czesny ruch proletarjacki? Czy d??enia jego s? zgodne z tem, co zwykle mniemaj? zarówno proletarjusze, jak i nieproletarjusze? Czy prawdziwa posta? “kwestji socjalnej” objawia si? w tem, co wielu ludzi o niej my?li? Czy te? mo?e jest rzecz? niezb?dn? zupe?nie inaczej skierowa? my?lenie? Wobec tego zagadnienia niepodobna zaj?? postawy bezstronnej, o ile los nie da? nam sposobno?ci wnikni?cia w ?ycie duchowe nowoczesnego proletarjatu, a zw?aszcza tego jego od?amu, który bierze naj?ywszy udzia? w kszta?towaniu obecnego ruchu spo?ecznego.
Rozprawiano wiele o rozwoju wspó?czesnej techniki i wspó?czesnego kapitalizmu. Pytano, jak w ?onie tego rozwoju powsta? dzisiejszy proletariat i jak, drog? post?pu nowoczesnego ?ycia gospodarczego, doszed? on do swoich postulatów. Jest du?o s?uszno?ci w tem wszystkiem, co mówiono. ?e to jednak nie rozstrzyga istoty rzeczy, jasno wynika dla ka?dego, kto nie da? si? zahypnotyzowa? pogl?dowi, jakoby warunki zewn?trzne nadawa?y ?yciu cz?owieka swoiste pi?tno. Istota rzeczy objawia si? temu, kto zachowa? nieuprzedzony wgl?d w impulsy duszy, dzia?aj?ce z g??bi wewn?trznych. Zapewne, ??dania proletarjatu rozwin??y si? w epoce techniki i kapitalizmu nowoczesnego, ale zrozumienie tego faktu nie wyja?nia jeszcze, co w tych d??eniach ?yje jako w?a?ciwe czysto-ludzkie impulsy. Dopóki za? nie wnikniemy w ?ycie tych impulsów, dopóty nie zdo?amy zbli?y? si? do istotnej postaci “kwestji spo?ecznej”.
Pewien termin, cz?sto powtarzany w ?wiecie proletarjackim, mo?e wywiera? silne wra?enie na ka?dym, kto umie wnika? w g??bsze pobudki woli ludzkiej. Jest to powiedzenie, ?e wspó?czesny najemnik doszed? do “u?wiadomienia klasowego”. Ju? si? on nie poddaje poniek?d instynktownie nie?wiadomie impulsom innych klas; wie, ?e nale?y do odr?bnej klasy i chce kszta?towa? stosunek tej swojej klasy do innych klas w ?yciu publicznem w sposób zgodny z jej interesami. Je?li potrafimy ujmowa? g??bsze pr?dy duszy, to wyra?enie “u?wiadomiony klasowo”, tak, jak go u?ywa wspó?czesny proletarjusz, wska?e nam najwa?niejsze fakty w spo?ecznem rozumieniu ?ycia tych klas pracuj?cych, które zros?y si? z rozwojem nowoczesnej techniki i nowoczesnego kapitalizmu. Musimy zwróci? uwag? przedewszystkiem na to, jak teorje naukowe o ?yciu gospodarczem i jego stosunku do przeznacze? ludzkich rozpali?y dusz? proletarjatu. Tu w?a?nie dotykamy faktu, o którym wiele osób, umiej?cych tylko my?le? o proletarjacie, ale nie razem z nim, posiada pogl?d bardzo mglisty, a wobec powagi ostatnich wydarze? - szkodliwy. Mniemanie, ?e marksizm a w nast?pstwie pisarze proletarjaccy przewrócili w g?owie “nieo?wieconemu” robotnikowi, oraz tym podobne cz?sto powtarzane frazesy, nie doprowadz? do tak dzi? niezb?dnego zrozumienia dziejowej sytuacji ?wiata. Podobne twierdzenie dowodzi braku woli do skierowania uwagi na momenty istotne we wspó?czesnym ruchu spo?ecznym. A takim istotnym momentem jest przesnucie ?wiadomo?ci klasowej proletarjatu poj?ciami, których charakter zapo?yczono z nowoczesnego rozwoju naukowego. W tej ?wiadomo?ci dzia?a w dalszym ci?gu nastrój, który o?ywia? mow? Lassala, na temat “Nauka i Robotnicy”. Niejednemu z tych, co si? uwa?aj? za “ludzi praktycznych”, takie sprawy wydawa? si? mog? nieistotne. Wszak?e ten, kto pragnie zdoby? rzeczywi?cie owocny pogl?d na wspó?czesny ruch robotniczy, musi skierowa? na to sw? uwag?. W ??daniach, jakie stawiaj? dzi? umiarkowane i radykalne ko?a proletarjackie, nie odzwierciadla si? bynajmniej ?ycie gospodarcze, przekszta?cone w impulsy ludzkie, jak to sobie wielu wyobra?a, lecz ?yje w nich wiedza gospodarcza, która opanowa?a ?wiadomo?? proletarjatu. Wyst?puje to nader wyra?nie w literaturze ruchu robotniczego, zarówno w pracach naukowych jak i w dziennikarstwie. Zaprzecza? temu - znaczy?oby zamyka? oczy na fakty rzeczywiste. A faktem podstawowym, który warunkuje obecn? sytuacj? spo?eczn?, jest to, ?e tre?? ?wiadomo?ci klasowej proletarjatu okre?laj? poj?cia naukowe. Cho?by robotnik, pracuj?cy przy maszynie, by? najbardziej daleki od “nauki”, s?ucha on wyja?nie? o swem po?o?eniu socjalnem od ludzi, którzy argumenty czerpi? z tej “nauki”.
Wszelkie te rozwa?ania o nowoczesnem ?yciu gospodarczem, o epoce maszynizmu, o kapitali?mie jakkolwiek przekonywaj?co przedstawiaj? pod?o?e ruchu robotniczego, to jednak rozstrzygaj?ce wyja?nienie obecnej sytuacji spo?ecznej nie wynika bezpo?rednio z faktu, ?e robotnika postawiono przy maszynie i wprz?gni?to w ustrój kapitalistyczny. Wyp?ywa to st?d mianowicie, ?e pewne zupe?nie okre?lone my?li rozwin??y si? w jego ?wiadomo?ci klasowej, w zwi?zku z maszynizmem i uzale?nieniem od gospodarki kapitalistycznej. Wspó?czesne przyzwyczajenia my?lowe nie pozwalaj?, by? mo?e, wielu ludziom uzna? w ca?ej pe?ni donios?o?ci tego faktu, a w jego podkre?laniu dopatruj? si? oni jedynie djalektycznej gry poj??. Na to jest jedna tylko odpowied?: ludzie, którzy nie s? w stanie dostrzega? rzeczy istotnych, nie maj? ?adnych danych do twórczego udzia?u w ?yciu spo?ecznem. Kto chce rozumie? ruch robotniczy, musi przedewszystkiem wiedzie?, jak proletarjat my?li. Ruch proletarjacki bowiem, poczynaj?c od jego umiarkowanych d??e? reformatorskich, a ko?cz?c na najbardziej niebezpiecznych zboczeniach, tworz? nie “si?y poza-ludzkie”, ani nie “impulsy gospodarcze”, lecz ludzie z ich wyobra?eniami i impulsami woli.
Idee kierownicze i si?y woli wspó?czesnego ruchu spo?ecznego le?? nie w tem, co maszyny i kapitalizm wpoi?y w ?wiadomo?? proletarjatu. Ruch ten szuka? swych ?róde? my?lowych w nowych kierunkach naukowych, gdy? maszyna i kapitalizm nie by?y w stanie da? mu nic takiego, coby mog?o wla? w jego dusz? tre?? godn? cz?owieka. Tak? tre?? rzemie?lnik ?redniowieczny czerpa? ze swego zawodu. Dzi?ki temu, ?e jako cz?owiek swoje ?yciowe konsekwencje. Epoka techniki i kapitalizmu dotkn??a go inaczej, ni? przedstawiciela klas przoduj?cych. Ten pozostawa? jeszcze w ustroju ?yciowym, ukszta?towanym przez impulsy, które daj? duszy oparcie. Le?a?o w jego interesie, aby wszelkie nowoczesne zdobycze w??czy? w ramy owego ustroju. Z tego za? porz?dku ?yciowego dusza proletarjacka zosta?a wyrwana. Ten porz?dek rzeczy nie by? w stanie obudzi? w niej poczucia, któreby ?ycie jej mog?o prze?wietla? tre?ci? godn? cz?owieka. Odczucie tego, kim jest on jako cz?owiek, móg? da? proletarjuszowi jedynie pogl?d na ?ycie, pe?en si?y budz?cej wiar? i powsta?y, jak si? zdawa?o, ze starego porz?dku ?wiata. By? nim naukowy sposób my?lenia.
Ta “naukowo??” pogl?dów proletariatu, wywo?a zapewne u niejednego czytelnika ironiczny u?miech. Kto pod “naukowo?ci?” nie umie wyobrazi? sobie nic innego, jak uczono??, zdobywan? w ci?gu d?ugoletniego przesiadywania w “zak?adach naukowych”, i kto tak? “uczono??” przeciwstawia u?wiadomieniu najemnika, który “niczego si? nie uczy?”, mo?e si? u?miecha?. U?miechem zbywa on fakty, które decyduj? o losach wspó?czesnego ?ycia. A fakty te ?wiadcz? o tem, ?e niejeden z wysoce wykszta?conych ludzi ?yje pomimo to w sposób nienaukowy, gdy tymczasem nieuczony proletarjusz swój pogl?d na ?ycie opiera w?a?nie na nauce, której, by? mo?e, wcale nie posiada. Cz?owiek wykszta?cony zdoby? wiedz? i zamkn?? j? w jednej z przegródek wn?trza swej duszy. Ale tkwi on w?ród stosunków ?yciowych i wed?ug nich, a nie wed?ug nauki, orjentuje swoje uczucia. Warunki za? ?yciowe proletarjatu narzucaj? mu takie pojmowanie bytu, jakie odpowiada sposobowi my?lenia tej nauki. Od tego, co inne klasy nazywaj? “naukowo?ci?” mo?e on by? bardzo daleki; jednak jej kierunek poj?ciowy nadaje orjentacj? jego ?yciu. Dla innych klas decyduj?ce znaczenie maj? podstawy religijne, estetyczne, czy ogólno-duchowe; dla niego za? wiar? ?yciow? staje si? nauka, i to cz?sto w jej ostatecznych wynikach my?lowych. Niejeden z przedstawicieli klas “przoduj?cych" uwa?a si? za cz?owieka “o?wieconego” i “wolnomy?liciela". Niew?tpliwie w wyobra?eniach jego ?yj? przekonania naukowe; w jego uczuciach jednak pulsuj?, w sposób dla? niedostrze?ony, pozosta?o?ci tradycyjnej wiary.
Naukowy sposób my?lenia nie przej?? ze starego porz?dku ?wiata ?wiadomo?ci, ?e my?l, b?d?c natury duchowej, ?ród?o swe posiada w ?wiecie duchowym. Tego charakteru naukowo?ci wspó?czesnej przedstawiciel klas przoduj?cych móg? nie bra? w rachub?, ?ycie jego bowiem przepe?niaj? stare tradycje. Dla proletariusza za? nie by?o to mo?liwe; jego bowiem nowa sytuacja ?yciowa wykorzeni?a mu dawne tradycje z jego duszy. Jako spu?cizn? po klasach panuj?cych przej?? on naukowy pogl?d na ?wiat. Dziedzictwo to sta?o si? podstaw? jego pogl?dów na istot? cz?owieka. Ale nie wiedzia? ?e ta “tre?? duchowa” jego duszy pochodzi z prawdziwego ?ycia duchowego. To, co proletarjat móg? przej?? od klas panuj?cych, jako ?ycie duchowe, wyrzeka?o si? swego pochodzenia z dziedziny ducha.
Wiem dobrze jakie wra?enie wywr? powy?sze my?li na przedstawicielach proletarjatu, jak równie? i na nieproletarjuszach, którzy, uwa?aj?c si? za “praktycznie” obeznanych z ?yciem, traktuj? wszystko, o czem tu mowa, jako pogl?dy obce ?yciu. Fakty, które w obecnym stanie rzeczy przychodz? na ?wiecie do g?osu, b?d? coraz bardziej wykazywa?y z?ud? tych zapatrywa?. Kto potrafi bezstronnie obserwowa? te fakty, musi spostrzec, ?e pogl?dowi na ?ycie, który liczy si? jedynie z ich zewn?trzn? stron?, dost?pne s? w ko?cu tylko takie wyobra?enia, które z rzeczywisto?ci? nie maj? ju? nic wspólnego. Panuj?ce idee tak d?ugo trzyma?y si? “praktycznie” faktów, a? wreszcie zatraci?y wszelkie do nich podobie?stwo. Pod tym wzgl?dem katastrofa wojny ?wiatowej mog?aby mie? na wiele osób wp?yw wychowawczy. Jak bowiem wyobra?ano sobie dalszy bieg wydarze?? A co nast?pi?o? Czy? ma sta? si? co? podobnego z my?leniem spo?ecznem?
Podobnie ze strony wyznawcy pogl?du proletarjackiego s?ysz? w duchu zarzut, wyp?ywaj?cy z jego psychicznego nastawienia: oto wi?c mamy jeszcze jednego, który w?a?ciwie chcia?by sedno kwestji spo?ecznej zwekslowa? na tory wygodniejsze dla umys?u bur?uazyjnego. Otó? taki krytyk nie dostrzega, w jaki sposób los zgotowa? mu jego dol? najmity, ani, jak usi?uje porusza? si? w ramach ?ycia proletarjackiego ze swojem my?leniem odziedziczonem po klasach “panuj?cych”. ?yje po proletarjacku, ale my?li, jak przedstawiciel bur?uazji. Nowe czasy wymagaj? bezwarunkowo, aby nie tylko orjentowa? si? w nowem ?yciu, ale równie? w nowych my?lach. Naukowa metoda wyobra?ania sobie rzeczy wówczas dopiero zdo?a sta? si? oparciem dla duszy, kiedy w swoisty sposób rozwinie podobn? si?? rozp?dow? przy kszta?towaniu pe?nego ludzkiej tre?ci ?ycia, jak to na swój sposób czyni?y dawne pogl?dy na ?wiat.
Tak tedy wskazan? zostaje droga, która prowadzi do znalezienia prawdziwej postaci jednej z cz??ci sk?adowych nowoczesnego ruchu robotniczego. U kresu tej drogi z duszy proletarjackiej rozbrzmiewa przekonanie: d??? do ?ycia duchowego. Ale to ?ycie duchowe jest ideologj?, jest tylko odbiciem w ludziach zewn?trznych wydarze? ?wiata; nie wyp?ywa z odr?bnej dziedziny duchowej. ?wiatopogl?d proletarjacki odczuwa jako ideologj? to, w co przekszta?ci?o si? dawne ?ycie duchowe, przechodz?c do czasów nowo?ytnych. ?eby móc zrozumie? nastroje duszy proletarjackiej, trzeba zdawa? sobie spraw? z tego, jaki wp?yw mo?e wywrze? pogl?d, jakoby ?ycie duchowe by?o “ideologj?”. Mo?na na to zauwa?y?: ale co przeci?tny robotnik wie o tych pogl?dach, które ko?acz? si? m?tnie po g?owach jego przywódców, mniej lub wi?cej wykszta?conych? Kto tak mówi, ten w s?owach i czynach przechodzi mimo prawdziwego ?ycia. Nie wie, co zasz?o w ?yciu proletarjatu w ostatnich dziesi?cioleciach, nie wie, jakie nici snuj? si? pomi?dzy pogl?dem na ?ycie duchowe jako na ideologi?, a ??daniami i czynami radykalnych socjalistów - których uwa?a za nieo?wieconych - jak równie? post?powaniem tych, którzy, id?c za g?uchym pop?dem ?yciowym “robi? rewolucj?”.
W tem w?a?nie le?y tragizm ujmowania wspó?czesnych wymaga? spo?ecznych, ?e w wielu ko?ach brak jest zupe?nie zrozumienia tego, co z nastrojów duszy szerokich mas wydostaje si? ma powierzchni? ?ycia; ?e nie widzimy tego, co naprawd? si? dzieje w duszach ludzkich. Przedstawiciel bur?uazji z przera?eniem s?ucha ??da? proletarjatu; dowiaduje si?, ?e jedynie przez uspo?ecznienie ?rodków produkcji robotnik mo?e uzyska? warunki bytu godne cz?owieka. Ale nie umie wyobrazi? sobie, jak to klasa spo?eczna, do której sam si? zalicza, w okresie przej?cia z dawnej epoki do nowej nie tylko wprz?g?a robotnika do pracy przy pomocy ?rodków produkcji, nie b?d?cych jego w?asno?ci?, ale nadto pracy tej nie potrafi?a nada? tre?ci duchowej, krzepi?cej dusz?. Ludzie, których pogl?dy i post?powanie w powy?szy sposób mijaj? si? z ?yciem, mog? zapewne utrzymywa?, ?e przecie? robotnik pragnie tylko poprostu takich samych warunków bytu, jakiemi ciesz? si? klasy posiadaj?ce. Jak?? wi?c rol? odgrywa tu tre?? duszy? Gdyby nawet sam robotnik twierdzi?, ?e nic nie ??da od innych klas dla swej duszy, prócz tego, by go nie mog?y nadal wyzyskiwa?; by tylko usta?y ró?nice klasowe - by?oby to jednak dalekie od istoty kwestji spo?ecznej. Nie ods?ania?oby wcale jej prawdziwego oblicza. Je?liby bowiem sfery pracuj?ce by?y ?wiadome tego, ?e odziedziczy?y po klasach panuj?cych prawdziw? tre?? duchow?, to stawia?yby swe ??dania spo?eczne w ca?kiem inny sposób, ni? to czyni wspó?czesny proletarjusz, nie widz?cy w przekazanem mu ?yciu duchowem nic innego, jak tylko ideologj?. Proletarjat ten jest przekonany o ideologicznym charakterze ?ycia duchowego, co powoduje, ?e staje si? on coraz bardziej nieszcz??liwy. A skutki tego nieszcz??cia, których on sobie nie u?wiadamia, pomimo ?e je intensywnie prze?ywa, maj? bez porównania wi?ksz? donios?o?? w obecnem ?yciu spo?ecznem, ni? wszelkie, sk?din?d uprawnione, ??dania, zmierzaj?ce ku polepszeniu zewn?trznych warunków bytu.
Klasy panuj?ce nie poczuwaj? si? do tego, ?e sta?y si? przyczyn? powstania tej orjentacji ?yciowej, która obecnie im si? przeciwstawia w bojowych nastrojach proletarjatu. A jednak one s? sprawcami tego; przekaza?y bowiem proletarjatowi ze swego ?ycia duchowego tylko to, co musi by? przeze? odczuwane jako ideologja.
Nowoczesnemu ruchowi spo?ecznemu nadaj? istotn? cech? nie ??dania zmiany po?o?enia jednej klasy spo?ecznej - jakkolwiek wydawa?by si? to mog?o naturalne - lecz sposób, w jaki ??dania tej zmiany z impulsów my?lowych tej klasy przekszta?caj? si? w rzeczywisto??. Spójrzmy cho? raz bez uprzedze? na fakty z tego punktu widzenia. Dostrze?emy wówczas, jak osoby, zorjentowane po-proletarjacku, u?miechaj? si? drwi?co, gdy jest mowa o tych, którzy tem, czy owem d??eniem duchowem, pragn? przyczyni? si? do rozwi?zania kwestji spo?ecznej. Wy?miewaj? to, jako ideologj?, czy te? ja?ow? teorj?. Gdy wychodzi si? ze ?wiata my?li, z ?ycia wy??cznie duchowego, niepodobna - wed?ug ich mniemania - przyczyni? si? w czemkolwiek do rozwi?zania pal?cych zagadnie? spo?ecznych doby obecnej. Ale je?eli przyjrzymy si? sprawie bli?ej, to narzuci si? nam fakt, ?e w?a?ciwy nerw, w?a?ciwy impuls podstawowy wspó?czesnego ruchu robotniczego bynajmniej nie le?y w tem, co dzisiejszy proletarjusz mówi, lecz w tem, co my?li.
Nowoczesny ruch robotniczy, jak, by? mo?e, ?aden z pokrewnych mu ruchów na ?wiecie, pocz?ty zosta? z my?li. Wyst?puje to nadzwyczajnie jasno, gdy bli?ej si? temu przypatrywa?. Nie jest to tylko moim pogl?dem, zdobytym drog? rozmy?la? o ruchu spo?ecznym. Je?li wolno mi doda? uwag? o charakterze osobistym, musz? zaznaczy?, ?e przez d?ugie lata wyk?ada?em ró?ne przedmioty w robotniczej ogólno-kszta?c?cej szkole. Pozna?em tam, jak s?dz?, to, co ?yje w duszy robotnika i ku czemu on d??y. Da?o mi to tak?e sposobno?? poznania impulsów, dzia?aj?cych w zwi?zkach robotniczych ró?nych zawodów i kierunków. Chc? przeto stwierdzi?, ?e nie wychodz? wy??cznie ze stanowiska teoretycznego, lecz wypowiadam to, co jak mniemam, zdoby?em na drodze prawdziwego do?wiadczenia ?yciowego.
Kto pozna? wspó?czesny ruch proletarjacki tam, gdzie on wyrasta ze ?rodowiska robotniczego - co w?ród przoduj?cych si? intelektualnych zdarza si? niestety bardzo rzadko, - ten zrozumie donios?o?? tego zjawiska, ?e pewien kierunek my?lowy zaw?adn?? w sposób niezmiernie intensywny duszami wielkich mas ludzkich. Dzisiejsza, tak minimalna mo?liwo?? wzajemnego zrozumienia si? klas spo?ecznych utrudnia zaj?cie postawy w?a?ciwej wobec problemów spo?ecznych. Klasom bur?uazyjnym sprawia wielk? trudno?? wnikni?cie w dusz? proletarjatu i zrozumienie jak do jego jeszcze m?odego intelektu mo?e mie? dost?p taka koncepcja, jak Karola Marxa, która - niezale?nie od ustosunkowania si? do jej tre?ci - stawia my?leniu ludzkiemu najwy?sze wymagania.
System my?lowy K. Marxa jedni mog? oczywi?cie przyj??, a inni odrzuci? z przyczyn, które wydaj? si? jednakowo s?uszne. Móg? on ulec rewizji przez tych, którzy, po zgonie K. Marxa i jego przyjaciela F. Engelsa, ujmowali ?ycie spo?eczne z innego punktu widzenia, ni? ci przywódcy. Nie zamierzam wcale zajmowa? si? tu tre?ci? marksizmu. Nie wydaje mi si? to bynajmniej rzecz? najwa?niejsz? we wspó?czesnym ruchu robotniczym. Najbardziej donios?y jest, zdaniem mojem, fakt, ?e najpot??niejszym impulsem w?ród klasy robotniczej okaza? si? system my?lowy wogóle. Mo?na powiedzie?, ?e nigdy jeszcze ruch o charakterze praktycznym, ruch nawskro? ?yciowy, zwi?zany z najcodzienniejszemi ??daniami ludzkiemi, nie opiera? si? na podstawie czysto-my?lowej tak, jak wspó?czesny ruch proletarjacki. Jest to nawet poniek?d pierwszy na ?wiecie ruch tego rodzaju, który opar? si? na podstawie czysto-naukowej. Ale na ten fakt nale?y zapatrywa? si? we w?a?ciwy sposób. O ile uwzgl?dnia si? wszystko, co robotnik wspó?czesny mo?e ?wiadomie powiedzie? o swoich my?lach, woli i uczuciach, to to, co zosta?o wyra?one w programach, przy przenikliwej obserwacji ?ycia, bynajmniej nie oka?e si? rzecz? najwa?niejsz?.
Natomiast za moment istotnie wa?ny przyj?? nale?y to, ?e podstawy my?lowe pogl?du na ?ycie, które u innych klas spo?ecznych wi??? si? z jednym tylko cz?onem ich psychiki, w odczuwaniu proletarjatu sta?y si? rozstrzygaj?ce dla ca?ej istoty ludzkiej. Lecz proletarjusz nie mo?e ?wiadomie uzna? tego, co ?yje w nim w ten sposób, za wewn?trzn? rzeczywisto??. Powstrzymuje go od tego przekonanie, ?e ?ycie my?lowe zosta?o mu przekazane jako ideologja. Buduje w rzeczywisto?ci swe ?ycie na my?lach, jednak my?li te odczuwa jako nierzeczywist? ideologj?. Niepodobna zrozumie? pogl?du robotniczego na ?ycie i realizacji tego? w post?powaniu jego przedstawicieli, je?li nie we?miemy pod uwag? tego faktu w ca?ej jego donios?o?ci dla nowoczesnego rozwoju ludzkiego.
Ze sposobu, w jaki przedstawili?my powy?ej obecne duchowe ?ycie robotnika, wynika jasno, ?e jego charakterystyka zajmowa? musi pierwsze miejsce w obrazie prawdziwego oblicza ruchu proletarjackiego. Jest bowiem rzecz? istotn?, aby robotnik odczuwa? przyczyn? swej niezadowalaj?cej sytuacji ?yciowej, tudzie? usi?owa? j? usun?? w taki sposób, aby ?ycie duchowe nadawa?o kierunek zarówno temu odczuwaniu, jak i tym d??eniom. A jednak dzi? nie potrafi on jeszcze reagowa? bez drwin lub gniewu na pogl?d, ?e w tych duchowych podstawach ruchu spo?ecznego kryje si? pot??na si?a rozp?dowa. Jak?e jednak móg?by on odczuwa? ?ycie duchowe w tej roli, skoro musi traktowa? je jako ideologj?? Nie mo?na oczekiwa? od ?ycia duchowego, tak odczuwanego, aby znalaz?o ono wyj?cie z sytuacji spo?ecznej, która nadal pozostaje nie do zniesienia. Nie tylko nauka, ale tak?e sztuka i religja, moralno?? i prawo sta?y si? dla wspó?czesnego robotnika ideologj?, skutkiem jego naukowego sposobu my?lenia. W tych ga??ziach ?ycia duchowego nie widzi on nic z rzeczywisto?ci, sk?adaj?cej si? na jego byt, która mog?aby zawa?y? na jego ?yciu materjalnem i co?kolwiek do? doda?. S? one dla? jedynie odb?yskiem, czy odbiciem ?ycia materjalnego. Wprawdzie skoro ju? powsta?y, mog? w drodze okólnej oddzia?ywa? znowu na ?ycie materjalne jako wyobra?enia lub impulsy woli, ale pierwotnie powstaj? w?a?nie z tego ?ycia jako twory ideologiczne. Nie mog? one nic da? z siebie, coby prowadzi?o do usuwania trudno?ci spo?ecznych. To, co wiedzie do celu, powsta? mo?e jedynie w obr?bie faktów materjalnych.
Kierownicze klasy ludzko?ci przekaza?y proletarjatowi nowoczesne ?ycie duchowe w formie, która pozbawi?a je mocy w ?wiadomo?ci tej klasy. Gdy szuka si? si?, które mog? przynie?? rozwi?zanie kwestji spo?ecznej, trzeba przedewszystkiem zrozumie? powy?szy fakt. Gdyby obecny stan rzeczy trwa? mia? nadal, ?ycie duchowe skazane by?oby na bezradno?? wobec postulatów spo?ecznych tera?niejszo?ci i przysz?o?ci. Wi?ksza cz??? wspó?czesnego proletarjatu jest istotnie prze?wiadczona o tej bezradno?ci; znalaz?o to swój wyraz w koncepcjach marksowskich i im podobnych. Powiadaj?, ?e nowoczesne ?ycie gospodarcze z dawniejszych form wy?oni?o obecn? - kapitalistyczn?. Rozwój ten wtr?ci? proletarjat w po?o?enie nie do zniesienia. l rozwój ten ma post?powa? dalej; zapomoc? si? dzia?aj?cych w samym kapitali?mie ma zada? mu cios ?miertelny, a z tego upadku wyniknie pono wyzwolenie proletarjatu. Temu prze?wiadczeniu nowsi my?liciele socjalistyczni odj?li charakter fatalistyczny, jakiego nabra? by? dla pewnej grupy marksistów. Istota rzeczy wszak?e pozosta?a i tutaj bez zmiany. Wyra?a si? to w tem, jakoby dla cz?owieka, który pragnie my?le? prawdziwie socjalistycznie, niepodobie?stwem by?oby zgodzi? si?, ?e gdyby gdziekolwiek z impulsów chwili bie??cej, ze ?róde? rzeczywisto?ci duchowej ujawni?o si? mocne ?ycie duszy, stanowi?ce dla niej podpor?, promieniowa?aby ze? si?a, któraby nada?a w?a?ciw? podniet? tak?e i ruchowi spo?ecznemu.
W?a?nie ta niemo?no?? pok?adania tego rodzaju nadzieji w obecnem ?yciu duchowem nadaje podstawowy nastrój duszy cz?owiekowi wspó?czesnemu, zmuszonemu do proletarjackich warunków ?ycia. Potrzeba mu wi?c ?ycia duchowego, z któregoby promieniowa?a si?a, daj?ca jego duszy poczucie godno?ci ludzkiej. Wówczas bowiem, gdy wci?gni?ty zosta? do ustroju kapitalistycznego, najg??bsze potrzeby jego duszy wskazywa?y mu na takie ?ycie duchowe. Ale warto?ci duchowe, przekazane mu przez klasy kierownicze jako ideologja, spustoszy?y jego dusz?. Dzia?aj?ca w ??daniach wspó?czesnego proletarjatu t?sknota za innym stosunkiem do ?ycia duchowego, ni? mo?liwy jest w obecnym ustroju, nadaje wspó?czesnemu ruchowi spo?ecznemu jego si?? kierownicz?. Ale ani bur?uazja, ani proletarjat nie zrozumia?y tego faktu we w?a?ciwy sposób. Albowiem nieproletarjacka cz??? ludzko?ci nie cierpi z powodu ideologicznego charakteru ?ycia duchowego, który sama spowodowa?a. Proletarjat za? cierpi skutkiem tego. ?ycie duchowe o charakterze ideologicznym, które odziedziczy?, pozbawi?o go wiary w krzepi?c? si?? warto?ci duchowych, jako takich. Od zrozumienia tego faktu zale?y mo?no?? znalezienia drogi, która wyprowadzi ludzko?? z obecnego chaosu spo?ecznego. Dost?p do niej zosta? zamkni?ty z winy ustroju spo?ecznego, który powsta? pod wp?ywem klas panuj?cych w zaraniu nowo?ytnych form gospodarczych. Musi by? zdobyta si?a, aby dost?p ten znów umo?liwi?.
Skoro ludzie potrafi? odczu? we w?a?ciwy sposób donios?o?? faktu, ?e tam, gdzie ?ycie duchowe dzia?a jako ideologja, spo?eczno?? ludzka pozbawiona zostaje si?y, nadaj?cej organizmowi zbiorowemu zdolno?? do ?ycia, b?d? zmuszeni przemy?le? na nowo to, co my?leli dotychczas w tej dziedzinie. Organizm obecny choruje skutkiem bezsilno?ci ?ycia duchowego. A choroba zaostrza si? w miar? tego, jak wzbraniamy si? przyzna? jej istnienie. Dzi?ki za? przyznaniu tego faktu, zdob?dziemy odpowiednie pod?o?e do rozwini?cia my?lenia, zdolnego do uj?cia ruchu spo?ecznego.
Robotnik wspó?czesny mniema, ?e dotyka jednej z podstawowych si? swej duszy, gdy mówi o swem u?wiadomieniu klasowem. W istocie jednak od chwili, kiedy go wprz?gni?to do ustroju kapitalistycznego, poszukuje on ?ycia duchowego, któreby dawa?o mu pokrzepienie duszy oraz ?wiadomo?? godno?ci ludzkiej. ?wiadomo?ci tej da? mu nie mo?e ?ycie duchowe, odczuwane jako ideologja. Poszukiwa? on takiej ?wiadomo?ci, wreszcie zast?pi? to, czego nie móg? znale??, ?wiadomo?ci? klasow?, zrodzon? z ?ycia gospodarczego.
Jak gdyby jaka? pot??na si?a sugestyjna skierowa?a wzrok proletarjusza wy??cznie na ?ycie gospodarcze. I odt?d nie jest ju? zdolny wierzy?, aby poza niem w dziedzinie ducha, czy duszy móg? powsta? impuls do tego, co z konieczno?ci nast?pi? musi w dziedzinie spo?ecznej. Wierzy on, ?e jedynie przez rozwój ?ycia gospodarczego, pozbawionego wspó?dzia?ania ducha i duszy, da si? osi?gn?? taki stan, jaki on odczuwa za godny cz?owieka. W ten sposób zmuszony zosta? do szukania ratunku dla siebie w przekszta?ceniu wy??cznie ?ycia gospodarczego. Narzucono mu pogl?d, ?e jedynie skutkiem reformy ?ycia gospodarczego zaniknie wszelkie z?o, które wyrz?dza dzia?alno?? przedsi?biorstw prywatnych, egoizm kapitalistów i niemo?no?? dla poszczególnego przedsi?biorcy zaspokojenia wymaga? godno?ci ludzkiej, jakie ?yj? w duszy robotnika. W ten sposób najemnik wspó?czesny przyszed? do przekonania, ?e jedynem zbawieniem dla organizmu wspó?czesnego by?oby powierzenie prywatnych ?rodków produkcji przedsi?biorstwom spo?ecznym, a nawet oddanie ich na w?asno?? spo?eczn?. Taki pogl?d powsta? skutkiem odwrócenia uwagi od wszystkiego, co dotyczy duszy i ducha, oraz skierowania jej wy??cznie na procesy czysto-gospodarcze.
St?d powsta?y te wszelkie sprzeczno?ci, jakie znajdujemy we wspó?czesnym ruchu robotniczym. Najemnik wspó?czesny mniema, ?e z gospodarstwa, z samego ?ycia gospodarczego rozwin?? si? musi to wszystko, co wreszcie zapewni mu pe?ni? jego praw, jako cz?owieka. A o t? pe?ni? praw walczy. W?ród jego d??e? wyst?puje jednak co? takiego, co w ka?dym razie nie mo?e by? wynikiem wy??cznie samego gospodarowania. Jest to rzecz donios?a, pe?na wymowy, ?e w?a?nie w samym o?rodku zagadnie? spo?ecznych, powsta?ych z konieczno?ci rozwojowych doby obecnej, wyst?puje zjawisko, o którem si? mniema, ?e jest wynikiem ?ycia gospodarczego; lecz ono nigdy nie mog?o wy??cznie z niego wyp?ywa?. Le?y to raczej na linji rozwojowej, wiod?cej poprzez niewolnictwo staro?ytne i podda?stwo feodalne do nowoczesnego proletarjatu. Podobnie, jak w ostatnich czasach ukszta?towa? si? obieg towarów i pieni?dzy, kapita?, w?asno??, sprawa agrarna itp., w ramach ?ycia gospodarczego powsta?o równie? to zjawisko, o którem nie mówi si? wyra?nie, ani którego proletarjat nie mo?e odczu? ?wiadomie, a jednak stanowi ono w?a?ciwy podstawowy impuls jego woli spo?ecznej. Chodzi, mianowicie, o to, ?e dzisiejszy ustrój kapitalistyczny w swej dziedzinie zna, w gruncie rzeczy, wy??cznie towary. Ma do czynienia z kszta?towaniem si? ich warto?ci w organizmie gospodarczym. A w nowoczesnym ustroju kapitalistycznym towarem sta?o si? co?, co robotnik odczuwa, ?e towarem by? nie powinno.
Trzeba sobie wreszcie u?wiadomi?, ?e jednym z podstawowych i mocnych czynników ca?ego ruchu robotniczego jest, ?yj?ca w instynktach, w pod?wiadomych odczuciach najemnika, odraza do sprzedawania przedsi?biorcy swej si?y roboczej tak samo, jak na rynku sprzedaje si? wszelkie towary. Odczuwa on odraz? do tego, ?e prac? jego na rynku rz?dzi prawo poda?y i popytu podobnie, jak prawu temu podlega wszelki towar. Gdy wi?c zrozumiemy, jakie znaczenie w nowoczesnym ruchu spo?ecznym ma ów wstr?t do traktowania pracy, jako towaru, je?eli bez uprzedze? zdamy sobie spraw? z tego, ?e moment, który tu dzia?a, nie jest uwzgl?dniany do?? dobitnie i radykalnie nawet w teorjach socjalistycznych - wówczas obok pierwszego impulsu: ?ycia duchowego, odczuwanego jako ideologja, odkryjemy drugi, o którym powiedzie? nale?y, ?e on to w?a?nie czyni dzi? kwestj? spo?eczn? tak nagl?c?, a nawet pal?c?.
W staro?ytno?ci istnieli niewolnicy. Ca?y cz?owiek by? sprzedawany jako towar. Nieco mniej, ale w ka?dym razie cz??? istoty ludzkiej, by?a równie? w??czana do procesów gospodarczych przez podda?stwo. Kapitalizm sta? si? pot?g?, która jeszcze w dalszym ci?gu narzuca charakter towaru pewnej cz??ci istoty ludzkiej, mianowicie, jej sile roboczej. Bynajmniej nie twierdz?, ?e faktu tego dot?d nie dostrze?ono. Przeciwnie, w tera?niejszem ?yciu zbiorowem odczucie to stanowi fakt podstawowy i jest niezmiernie wa?kim czynnikiem ruchu spo?ecznego. Ale rozpatruje si? go wy??cznie z punktu widzenia gospodarczego. Spraw? traktowania pracy, jako towaru, stawia si? wy??cznie na p?aszczy?nie gospodarczej. Mniema si?, ?e z samego ?ycia gospodarczego musz? wy?oni? si? si?y i one to wywo?aj? taki stan rzeczy, dzi?ki któremu proletarjat nie b?dzie odczuwa? w??czenia swej si?y roboczej do organizmu spo?ecznego, jako co? poni?aj?cego. Widzimy jak wspó?czesna forma gospodarki wy?oni?a si? w nowej fazie rozwoju ludzko?ci i jak nada?a ona pracy ludzkiej charakter towaru. Ale nie dostrzegamy tej w?a?ciwo?ci ?ycia gospodarczego, ?e wszystko, co zostaje do? w??czone, musi z konieczno?ci nabiera? cech towaru. ?ycie gospodarcze polega na wytwarzaniu i celowem zu?ywaniu towarów. Niepodobna wi?c si?y roboczej cz?owieka pozbawi? charakteru towaru, je?li si? nie znajdzie sposobu oderwania jej od procesu gospodarczego. Wysi?ek ku przekszta?ceniu procesu gospodarczego winien pój?? nie w kierunku doprowadzenia w nim pracy do korzystania z jej w?asnych praw, ale ku temu jak znale?? sposób, aby wy??czy? j? z tego procesu i odda? pod kierownictwo si?, któreby nie uto?samia?y jej z towarem. Proletarjat t?skni do takiego ustroju gospodarczego, w którym praca jego zajmie nale?ne jej stanowisko. T?skni do? dlatego, bo nie dostrzega, ?e charakter towaru, narzucony jego pracy, pochodzi skutkiem jej ca?kowitego wprz?gni?cia w proces gospodarczy. Skutkiem tego, ?e procesowi temu musi dostarcza? sw? si?? robocz?, pogr??a si? we? ca?? sw? istot? ludzk?. Proces gospodarczy za? na mocy swoistego mu charakteru, b?dzie zawsze d??y? do wykorzystania w najbardziej celowy sposób si?y roboczej tak samo, jak zu?ywa kr???ce w nim towary, dopóki regulowanie warunków pracy nale?e? b?dzie do jego w?asnej dziedziny. Mamy wi?c wzrok skierowany wy??cznie na si?y gospodarcze. Pot?ga nowoczesnego ?ycia ekonomicznego hypnotyzuje nas. T? drog? nie znajdzie si? nigdy sposobu na to, aby si?a robocza przesta?a by? towarem. Albowiem wszelkie inne formy gospodarki tak?e nadawa?yby pracy charakter towaru, z t? tylko ró?nic?, ?e w zmienionej formie. Zagadnienia pracy w jej prawdziwej postaci niepodobna uczyni? cz??ci? kwestji socjalnej, dopóki nie zrozumie si?, ?e w ?yciu gospodarczem wytwarzanie, wymiana i spo?ycie towarów odbywa si? wed?ug praw, ustanawianych z punktu widzenia interesów, których w?adza nie powinna rozci?ga? si? na si?? robocz?.
My?l wspó?czesna nie nauczy?a si? jeszcze rozró?nia? zupe?nie odmiennych sposobów w??czania si? do ?ycia gospodarczego dwóch rzeczy: z jednej strony tego, co jest zwi?zane z cz?owiekiem, jako jego si?a pracy, z drugiej za? - tego, co, zgodnie ze swem pochodzeniem, niezwi?zane z cz?owiekiem, porusza si? po drogach, po jakich musi kr??y? towar od swego powstania a? do spo?ycia. Je?eli, dzi?ki zdrowemu my?leniu dzia?aj?cemu w tym kierunku, ujawni si? prawdziwa posta? zagadnienia pracy - to równocze?nie wyja?ni si? te?, jakie stanowisko w zdrowym organizmie spo?ecznym zaj?? winno ?ycie gospodarcze.
Ju? z tego wida?, ?e “kwestja spo?eczna” rozpada si? na trzy odr?bne kwestje. Zadaniem pierwszej jest wskazanie zdrowej postaci ?ycia duchowego w organizmie spo?ecznym; przedmiot drugiej stanowi stosunek do pracy i w??czenie jej do ?ycia spo?ecznego we w?a?ciwy sposób, trzecia za? ma na celu wyja?nienie, jak czynnik gospodarczy winien dzia?a? w tem ?yciu zbiorowem.
 
II.
PRÓBY ROZWI?ZANIA PROBLEMÓW I KONIECZNO?CI SPO?ECZNYCH,
W MY?L WYMAGA? ?YCIA.
 
To, co w nowych czasach doprowadzi?o spraw? spo?eczn? do jej szczególnej postaci, mo?na scharakteryzowa? w ten sposób: ?ycie gospodarcze, d?wigni?te przez technik? oraz wspó?czesny kapitalizm dzia?a?y z pewn? naturaln? konieczno?ci?, wnosz?c do dzisiejszej spo?eczno?ci pewien ?ad wewn?trzny. Te zdobycze techniki i kapitalizmu nie tylko poch?on??y uwag? ludzi, lecz równocze?nie odwróci?y j? od innych dziedzin, od innych cz?onów organizmu spo?ecznego. O ile ten organizm ma by? zdrów, ?wiadomo?? spo?eczna koniecznie musi wyznaczy? i tym cz?onom prawid?ow? dzia?alno??.
Niechaj mi b?dzie wolno wzi?? za punkt wyj?cia porównanie, aby jasno wyrazi? to, co mam tu w?a?nie scharakteryzowa?, jako pobudk? do wyczerpuj?cego i wszechstronnego zbadania kwestji spo?ecznej. Zastrzegam si? jednak, ?e nie nale?y nadawa? temu porównaniu ?adnego innego znaczenia; ma ono by? tylko porównaniem. Taka analogja mo?e dopomóc my?li ludzkiej, nadaj?c jej nale?yty kierunek, do wyrobienia sobie pogl?du na spraw? uzdrowienia organizmu spo?ecznego. Rozpatruj?c z obranego tu punktu widzenia najbardziej skomplikowany organizm naturalny - organizm ludzki, musimy zwróci? uwag? na to, ?e w istocie, wykazuje on istnienie trzech systemów, dzia?aj?cych obok siebie, z których ka?dy posiada pewn? samodzielno??. Systemy te okre?li? mo?na, jak nast?puje: pierwszy z nich obejmuje ?ycie nerwów i zmys?ów. Mo?naby go te? nazwa? systemem g?owy od najwa?niejszej cz??ci cia?a, w której ?ycie nerwów i zmys?ów jest do pewnego stopnia scentralizowane.
Za drugi cz?on organizmu ludzkiego nale?y przyj??, o ile chcemy zdoby? prawdziwe jego zrozumienie, to, co nazwa?bym systemem rytmicznym. Sk?ada si? on z oddychania i obiegu krwi, a wi?c ze wszystkiego, co wyra?a si? w procesach rytmicznych tego organizmu.
Trzecim systemem b?dzie wreszcie to wszystko, co jako organa i funkcje ma zwi?zek z w?a?ciw? przemian? materji.
W tych trzech systemach zawarte jest wszystko, co w zdrowy sposób utrzymuje ogólny proces ?yciowy cz?owieka, o ile ich wzajemny stosunek jest nale?ycie skoordynowany. 
W mojej ksi??ce p. t. “Von Seelenrätzeln”, usi?owa?em w pe?nej zgodno?ci z tem, co badania przyrodnicze maj? ju? w tej sprawie do powiedzenia, przedstawi?, na razie przynajmniej szkicowo, t? trójcz?onno?? organizmu cz?owieka. ?wiadom jestem, ?e w najbli?szej przysz?o?ci biologja, fizjologja i ca?a wiedza przyrodnicza zmierza? b?d? do tego rodzaju bada? organizmu ludzkiego, które pozwol? przejrze? jak te trzy cz??ci sk?adowe: system g?owy, system kr??enia albo klatki piersiowej oraz system przemiany materji, utrzymuj? w równowadze ogólne procesy w organizmie ludzkim. A wszystko to dzi?ki temu, ?e dzia?aj? z pewn? samodzielno?ci?, ?e nie ma w tym organizmie absolutnej centralizacji i ?e ka?dy system posiada odr?bny, swoisty stosunek do ?wiata zewn?trznego. System g?owy - przez zmys?y, system kr??enia, czyli rytmiczny, - przez oddychanie, za? system przemiany materji - przez organa od?ywiania oraz ruchu.
Metody przyrodoznawstwa nie stoj? jeszcze dzi? na takim poziomie, aby to, co tu zaznaczy?em, a co z za?o?e? wiedzy duchowej stosowa? próbuj? do nauk przyrodniczych, mog?o ju? teraz liczy? na ogólne uznanie w?ród przyrodników, jakby to z punktu widzenia post?pu poznania by?o po??dane. To znaczy, ?e nasze przyzwyczajenia my?lowe, nasz ca?y sposób przedstawiania sobie ?wiata nie s? jeszcze ca?kowicie dostosowane do tego, co np. w organizmie ludzkim ujawnia si? jako wewn?trzna istota dzia?ania przyrody. Mo?naby na to zauwa?y?: poczekajmy, a nauki przyrodnicze zczasem osi?gn? swój idea?, dojd? zapewne kiedy? do podobnego sposobu patrzenia na rzeczy. Ale, gdy chodzi o rozwa?ania, dotycz?ce organizmu spo?ecznego, a zw?aszcza jego funkcjonowania - to z tem nie mo?na czeka?. ?wiadomo?? conajmniej instynktown? tego, co jest potrzebne, musz? mie? nie tylko fachowcy, ale wszystkie dusze ludzkie, albowiem ka?da z nich bierze udzia? w ?yciu organizmu spo?ecznego. Zdrowy sposób my?lenia i odczuwania, zdrowa wola i pragnienie kszta?towania organizmu spo?ecznego mog? rozwin?? si? jedynie wówczas, gdy zdawa? sobie b?dziemy spraw? cho?by mniej lub wi?cej instynktownie, ?e, o ile organizm spo?eczny ma by? zdrów, musi by?, podobnie jak organizm naturalny, równie? trójcz?onowy.
Od czasu kiedy Schäffle napisa? sw? ksi??k? o budowie organizmu spo?ecznego, próbowano doszukiwa? si? analogji pomi?dzy organizacj? istoty ?ywej - powiedzmy organizacj? cz?owieka - a spo?ecze?stwem ludzkiem, jako takiem. Usi?owano wykaza? czem s? w organizmie komórki, kompleksy komórek, czy tkanki! Jeszcze niedawno wysz?a ksi??ka Merey'a pod tyt. “Weltmutation”, w której pewne fakty i prawa przyrodnicze zosta?y poprostu przeniesione na domniemany organizm spo?ecze?stwa ludzkiego. Otó? z tem wszystkiem, z t? ca?? gr? analogij, nie ma absolutnie nic wspólnego to, o co tu chodzi. A ktoby mniema?, ?e i w naszych rozwa?aniach nadu?ywa si? analogij pomi?dzy organizmem naturalnym a spo?ecznym, da jedynie dowód, ?e nie wnikn?? w ducha tych rozwa?a?. Nie d??ymy bowiem tutaj do przeflancowania jakiej? prawdy z dziedziny faktów przyrodniczych do organizmu spo?ecznego, ale chodzi o co? ca?kiem innego. Chodzi, mianowicie, o to, aby cz?owiek, rozpatruj?c organizm naturalny, nauczy? si? my?le? o mo?liwo?ciach ?ycia i odczuwa? je, a nast?pnie, aby ten sposób odczuwania stosowa? do organizmu spo?ecznego. Je?eli, jak si? to cz?sto zdarza, przenosimy poprostu na spo?ecze?stwo to, co, wed?ug naszego mniemania, nauczyli?my si? z obserwacji organizmu naturalnego, - okazujemy tem tylko brak ch?ci do przyswojenia sobie zdolno?ci badania organizmu spo?ecznego, na podstawie swoistych jego praw z samodzielno?ci?, jaka jest niezb?dna dla zrozumienia przyrody. Zajmijmy tylko wzgl?dem organizmu spo?ecznego, jako czego? samodzielnego, postaw? objektywn?, w celu odczucia jego w?asnych praw; postaw?, jak? przyrodnik zajmuje wzgl?dem organizmu naturalnego - a wówczas, wobec wagi zadania, zaniechamy wszelkiej taniej analogji.
Mniema?by te? mo?na, ?e wywody niniejsze opieraj? si? na wierze, ?e organizm spo?eczny winni?my “budowa?” wed?ug jakiej? “suchej” teorji, zapo?yczonej od przyrodoznawstwa. Taka my?l jednak jest od autora daleka, jak tylko by? mo?e. Chodzi mu o zwrócenie uwagi na co? zupe?nie innego. Wspó?czesny kryzys dziejowy ludzko?ci wymaga, aby w duszy ka?dego cz?owieka powstawa?y pewne odczucia, by wychowanie i szko?a pobudza?y go do tych uczu? tak samo, jak dzi? szko?a daje mu mo?no?? opanowania czterech dzia?a? arytmetycznych. To, z czego wynika?y stare formy organizmu spo?ecznego bez ?wiadomego udzia?u si? duchowych cz?owieka, w przysz?o?ci ju? nie b?dzie dzia?a?o. Nowe impulsy rozwojowe, których wprowadzenia do ?ycia ludzkiego domaga si? tera?niejszo??, cechuje wymaganie, aby wspomniane odczucia obowi?zywa?y ka?d? jednostk?, podobnie, jak ju? oddawna obowi?zuje j? pewne wykszta?cenie szkolne. Cz?owiek, zgodnie z wymaganiem czasów obecnych, musi nauczy? si? odczuwa?, w jaki sposób si?y organizmu spo?ecznego musz? dzia?a?, aby uczyni? go zdolnym do ?ycia. Niezb?dn? staje si? ?wiadomo??, ?e bez takiego nastawienia duszy, udzia? w tym organizmie by?by czem? niezdrowem, antyspo?ecznem.
S?yszy si? dzi? o “socjalizacji”, jako o konieczno?ci naszych czasów. Socjalizacja ta nie uzdrowi organizmu spo?ecznego, lecz przeciwnie sta? si? mo?e nawet, jako fuszerski zabieg leczniczy, procesem zniszczenia, je?eli do serc ludzkich, do dusz ludzkich nie dotrze cho?by instynktowne poznanie konieczno?ci rozcz?onowania organizmu spo?ecznego na trzy dziedziny. Organizm ten, je?li ma funkcjonowa? w sposób zdrowy, musi rozwin?? prawid?owo takie trzy cz?ony.
Jeden z tych cz?onów - to ?ycie gospodarcze. Od niego rozpoczynamy nasze rozwa?ania, a to dlatego, ?e, dzi?ki nowoczesnej technice i kapitalizmowi, ukszta?towa?o si? ono wyra?nie w organizmie spo?ecznym jako panuj?ce nad wszelkiemi innemi dziedzinami. ?ycie gospodarcze musi by? w organizmie spo?ecznym cz?onem samodzielnym, w?a?ciwie wzgl?dnie samodzielnym tak, jak wzgl?dnie samodzielny jest system nerwowo-zmys?owy w organizmie ludzkim. Ma ono do czynienia z tem wszystkiem, co dotyczy wytwórczo?ci, obiegu i spo?ycia towarów.
Za drugi cz?on organizmu spo?ecznego uwa?a? nale?y ?ycie publiczno-prawne, czyli w?a?ciwe ?ycie polityczne. Nale?y do? wszystko, co, w sensie dawnych koncepcyj prawnych, okre?li?by mo?na, jako w?a?ciwe ?ycie pa?stwowe. Podczas gdy ?ycie gospodarcze obejmuje to wszystko, co cz?owiek czerpie z przyrody i z w?asnej swej wytwórczo?ci, a zatem towary, ich kr??enie i spo?ycie, to ten drugi cz?on organizmu spo?ecznego s?u?y? mo?e tylko temu, co, wyp?ywaj?c z pra-g??bi czysto-ludzkich, odnosi si? do stosunków cz?owieka do cz?owieka. Dla poznania cz??ci sk?adowych organizmu spo?ecznego jest rzecz? istotn? u?wiadomi? sobie ró?nic?, jaka istnieje pomi?dzy systemem prawa publicznego, który ma do czynienia wy??cznie ze stosunkami, zachodz?cemi pomi?dzy lud?mi, a systemem gospodarczym, gdzie odbywa si? wy??cznie wytwarzanie, obieg i spo?ycie towarów. Trzeba t? ró?nic? w ?yciu odczuwa?, aby na skutek tego ?ycie gospodarcze wyodr?bnia?o si? od ?ycia prawnego, tak, jak w organizmie ludzkim czynno?? p?uc, w celu przetwarzania zewn?trznego powietrza, wyodr?bnia si? od procesów ?ycia nerwowo-zmys?owego.
Jako trzeci cz?on, który narówni z dwoma poprzedniemi zaj?? winien stanowisko samodzielne, uwa?a? nale?y to wszystko, co odnosi si? do ?ycia duchowego. Poniewa? okre?lenie “kultura duchowa”, albo wszystko to, co odnosi si? do ?ycia duchowego, nie jest bynajmniej dok?adne, powiedzie?by mo?na ?ci?lej: wszystko, co pochodzi z przyrodzonych uzdolnie? indywidualnych i co zasila? musi organizm spo?eczny na podstawie tych naturalnych uzdolnie? indywidualnych, zarówno duchowych jak i fizycznych.
Pierwszy system, gospodarczy, ma do czynienia ze wszystkiem tem, co istnie? musi, aby cz?owiek móg? regulowa? swój stosunek materjalny do ?wiata zewn?trznego. Drugi dotyczy tego, co organizm spo?eczny musi koniecznie w sobie zawiera? ze wzgl?du na stosunki mi?dzy lud?mi. Trzeci za? obejmuje wszystko, co wytryska z poszczególnych indywidualno?ci i powinno w??cza? si? do organizmu spo?ecznego.
Jest rzecz? niew?tpliw?, ?e nowoczesna technika i nowoczesny kapitalizm nada?y swoiste pi?tno ?yciu spo?ecznemu, zw?aszcza w nowszych czasach. Niemniejsz? prawd? i konieczno?ci? jest równie?, aby rany, które ten stan rzeczy zada? organizmowi spo?ecznemu, zagoi?o w?a?ciwe ustosunkowanie si? ludzi, ich zbiorowego ?ycia do trzech cz?onów tego organizmu. ?ycie gospodarcze, poprostu samo z siebie, wytworzy?o w ostatnich czasach ca?kiem okre?lone formy. Skutkiem tego, ?e dzia?alno?ci jego nie przeciwstawia?a si? ?adna inna, zaj??o ono w ?yciu ludzkiem szczególnie pot??n? pozycj?. Oba pozosta?e cz?ony organizmu spo?ecznego nie by?y dotychczas zdolne z tak? sam? ?atwo?ci? wprz?c si? do? w odpowiedni sposób, zgodnie ze swemi w?asnemi prawami. Sta?o si? wi?c konieczne, aby ka?dy cz?owiek, id?c za swem odczuwaniem rzeczy, przyst?pi? do pracy nad rozcz?onowaniem spo?ecznem, ka?dy na swojem stanowisku, gdziekolwiek si? w danym czasie znajduje. W my?l bowiem omawianej tu próby rozwi?zania kwestji spo?ecznej, ka?dy ma pewne zadanie do spe?nienia dzi? i w najbli?szej przysz?o?ci.
Pierwszy cz?on organizmu spo?ecznego, ?ycie gospodarcze, opiera si? przedewszystkiem na pod?o?u przyrody, podobnie, jak punktem wyj?cia dla rozwoju cz?owieka s? fizyczne i duchowe zdolno?ci jego organizmu, od których uzale?nione jest to, do czego zdo?a on doj?? przy pomocy wychowania i wykszta?cenia. To pod?o?e naturalne wyciska poprostu swoje pi?tno na ?yciu gospodarczem, a tem samem na ca?ym organizmie spo?ecznym. Te warunki materjalne s? dane i niepodobna, aby uleg?y one zasadniczej zmianie, skutkiem takiej czy innej organizacji spo?ecznej, lub socjalizacji. Trzeba przyj?? je za podstaw? ?ycia spo?ecznego tak, jak wychowanie ka?dego cz?owieka opiera? si? musi na jego ró?norodnych zdolno?ciach, na jego przyrodzonej t??yznie fizycznej i duchowej. Wszelkie próby socjalizacji, wszelkie wysi?ki, zmierzaj?ce do nadania wspó??yciu ludzi ukszta?towania gospodarczego, liczy? si? musz? z pod?o?em naturalnem. U podstawy bowiem wszelkiego obiegu dóbr, wszelkiej pracy, jak równie? ka?dego przejawu ?ycia duchowego znajduje si? to, co, jako elementarny pra-czynnik, wi??e cz?owieka z okre?lon? pi?dzi? ziemi. Zale?no?? organizmu spo?ecznego od pod?o?a naturalnego nale?y uwzgl?dni? tak samo, jak w dziedzinie nauczania liczy? si? trzeba z uzdolnieniami jednostki. Naj?atwiej uprzytomni? to nam kra?cowe wypadki. Wystarczy n. p. zwróci? uwag? na to, ?e w pewnych krajach, gdzie banany stanowi? g?ówne po?ywienie cz?owieka, niezb?dna praca gospodarcza ogranicza si? do transportu tych owoców z miejsc pochodzenia do punktów przeznaczenia, aby uczyni? je artyku?em gotowym do spo?ycia. Je?eli porównamy ilo?? pracy ludzkiej, któr? po?wi?ci? trzeba, aby banany dostarczy? spo?ywcy, z t? ilo?ci? pracy, jak? poch?ania uprawa pszenicy n. p. w naszych warunkach ?rodkowo-europejskich, oka?e si?, ?e banany wymagaj? conajmniej trzysta razy mniej pracy, ni? pszenica.
Niew?tpliwie jest to przyk?ad kra?cowy. Jednak ró?nice w ilo?ciach niezb?dnej pracy, zale?nie od warunków pod?o?a naturalnego, wyst?puj? we wszelkich ga??ziach produkcji, spotykanych w ró?nych krajach Europy. Ró?nice te wprawdzie nie ujawniaj? si? w sposób tak jaskrawy, jak w wypadku bananów i pszenicy, niemniej jednak istniej?. Tak tedy z samej istoty organizmu gospodarczego wyp?ywa, ?e ilo?? pracy ludzkiej, której wymaga proces gospodarczy, zale?y od pod?o?a naturalnego. Wystarczy nast?puj?ce porównanie: w Niemczech na gruntach ?rednio-urodzajnych zbiory pszenicy daj? plon siedmio-o?miokrotny, w Chile - dwunastokrotny, w pó?nocnym Meksyku - siedemnastokrotny, w Peru - dwudziestokrotny (Jentsch. “Volkswirtschaftslehre”, str. 64).
Ca?y ten kompleks ?ci?le ze sob? zwi?zanych zjawisk, obejmuj?cy wszystko to, co zaczyna si? od stosunku cz?owieka do przyrody i ujawnia si? dalej w tem, co musi on czyni?, aby przetworzy? dar przyrody w produkt gotowy do spo?ycia - i to wy??cznie tylko te procesy - tworz? w zdrowym organizmie spo?ecznym jego cz?on gospodarczy. Zajmuje on w nim takie stanowisko, jakie w organizmie ludzkim g?owa, od której uwarunkowane s? uzdolnienia indywidualne. Podobnie jak system g?owy zale?ny jest od dzia?ania klatki piersiowej, tak samo system gospodarczy zale?ny jest od pracy ludzkiej. Ale tak, jak g?owa nie jest w stanie samodzielnie regulowa? oddychania, tak samo si?y czynne w ?yciu gospodarczem nie powinny regulowa? organizacji pracy ludzkiej.
Cz?owieka z ?yciem gospodarczem wi??e jego interes osobisty, którego pod?o?e stanowi? potrzeby jego ducha i duszy. Jak zado??uczyni? temu w sposób najbardziej celowy, aby organizm gospodarczy mo?liwie najlepiej zaspokaja? potrzeby wszystkich, a równocze?nie, aby ka?dy zajmowa? w ?yciu gospodarczem stanowisko najbardziej u?yteczne? Zagadnienie to musi zosta? rozwi?zane praktycznie w urz?dzeniach gospodarczych. Rozwi?zanie to jest mo?liwe tylko pod warunkiem, ?e potrzeby b?d? mog?y ujawnia? si? naprawd? swobodnie oraz, ?e obudzi si? wola i mo?no?? czynienia tego, co jest niezb?dne dla ich zaspokajania. Budzenie si? za? potrzeb le?y poza obr?bem dziedziny gospodarczej. Powstaj? one wraz z rozwojem duszy i cia?a istoty ludzkiej. Zadaniem ?ycia gospodarczego jest organizowanie urz?dze?, celem zaspokajania tych potrzeb. Urz?dzenia te nie powinny mie? do czynienia z niczem innem, jak tylko z wytwarzaniem i wymian? towarów, to znaczy dóbr, które nabieraj? warto?ci dzi?ki potrzebom ludzkim. Towar ma warto?? dzi?ki temu, kto go zu?ywa. Skutkiem tego, i? towarowi warto?? nadaj? spo?ywcy, zajmuje on w organizmie spo?ecznym zupe?nie odr?bn? pozycj?, ni? wszystko inne, co ma warto?? dla cz?owieka, jako cz?onka tego organizmu. Nale?y bezstronnie przypatrze? si? ?yciu gospodarczemu, w którego sk?ad wchodzi produkcja, wymiana i konsumcja towarów. Wówczas nie ograniczymy si? tylko do zaobserwowania istotnej ró?nicy, jaka istnieje mi?dzy stosunkiem cz?owieka do cz?owieka, gdy jeden dla drugiego wytwarza towary, a tem wszystkiem, co opiera? si? musi na gruncie prawnym. Od obserwacji przejdziemy do ??da? praktycznych, do ca?kowitego wyodr?bnienia w organizmie spo?ecznym ?ycia prawnego od gospodarczego. Z dzia?alno?ci w ramach jedynie urz?dze?, s?u??cych wytwarzaniu i wymianie dóbr, nie mog? bezpo?rednio rodzi? si? mo?liwie najlepsze impulsy dla stosunków prawnych, jakie winny panowa? mi?dzy lud?mi. W obr?bie urz?dze? gospodarczych zwraca si? cz?owiek do cz?owieka, gdy? jeden s?u?y potrzebom drugiego; na gruncie za? prawnym stosunki pomi?dzy lud?mi s? zasadniczo odmienne.
Mniema?by mo?na, ?e temu wyodr?bnieniu, którego wymaga ?ycie, sta?oby si? zado??, gdyby w ramach urz?dze? gospodarczych troszczono si? równie? o prawa, jakie winny obowi?zywa? mi?dzy lud?mi, obj?tymi sfer? gospodarcz? w ich wzajemnych stosunkach. Takie mniemanie mija si? jednak z rzeczywisto?ci? ?ycia. Stosunki prawne, jakie powinny istnie? pomi?dzy lud?mi, mog? uk?ada? si? we w?a?ciwy sposób jedynie w sferze nie-gospodarczej, na gruncie ca?kowicie od niej wyodr?bnionym. Dlatego to w zdrowym organizmie spo?ecznym obok dziedziny gospodarczej rozwija? si? musi w zupe?nej samodzielno?ci inna dziedzina, gdzie powstaj? i s? regulowane prawa jednego cz?owieka w stosunku do drugiego. A to ?ycie prawne stanowi w?a?ciw? sfer? polityczn? pa?stwa. Gdy za? z prawodawstwem i zarz?dzeniami pa?stwa ludzie mieszaj? swe osobiste interesy, którym s?u?y? musz? w sferze gospodarczej, to prawa, które w tych warunkach powstaj?, s? jedynie odbiciem tych interesów gospodarczych. Pa?stwo, które samo gospodaruje, zatraca zdolno?? do regulowania ?ycia prawnego. Albowiem jego zarz?dzenia i instytucje musz? s?u?y? zapotrzebowaniu na towary, a w ten sposób spychaj? na dalszy plan impulsy, organizuj?ce ?ycie prawne.
Obok ?ycia gospodarczego zdrowy organizm spo?eczny wymaga, jako drugiego cz?onu, samodzielnego ?ycia prawno-politycznego. W samodzielnym organie gospodarczym ludzie przy pomocy si? gospodarczych stworz? urz?dzenia, które s?u?y? b?d?, mo?liwie jak najlepiej, wytwarzaniu i wymianie towarów. W organie za? polityczno-pa?stwowym powstan? instytucje, w celu regulowania wzajemnego stosunku pomi?dzy lud?mi i ich grupami w sposób odpowiadaj?cy poczuciu prawnemu cz?owieka.
?eby doj?? do postulatu ca?kowitego wyodr?bnienia pa?stwa od dziedziny gospodarczej, spojrze? musimy na t? spraw? z g??bi prawdziwego ?ycia ludzkiego. Takiego punktu widzenia nie zajmie cz?owiek, który chce zwi?za? ?ycie gospodarcze z ?yciem prawnem. Ludzie, czynni w dziedzinie gospodarczej, posiadaj?, oczywi?cie, poczucie prawa, ale wówczas jedynie b?d? mogli kierowa? si? w sprawach ustawodawczych i administracyjnych wy??cznie tem poczuciem, nie za? osobistym interesem gospodarczym, gdy temi sprawami zajmowa? si? b?d? na gruncie pa?stwa, jako organu prawnego. Ten dzia? za?, jako taki, nie b?dzie bra? bezpo?rednio udzia?u w ?yciu gospodarczem. Posiada? on b?dzie w?asne cia?o ustawodawcze i administracyjne, dzia?aj?ce na zasadach nowoczesnej ?wiadomo?ci prawnej, a wi?c opieraj?c si? na impulsach, które zwiemy dzi? demokratycznemi. Dziedzina gospodarcza, na podstawie impulsów, wyp?ywaj?cych z ?ycia gospodarczego, wytworzy w?asne korporacje ustawodawcze i administracyjne. Niezb?dne stosunki pomi?dzy zarz?dami obu dziedzin: pa?stwa i gospodarki b?d? mia?y mniej wi?cej taki charakter, jaki obecnie istnieje pomi?dzy rz?dami pa?stw suwerennych. Dzi?ki takiemu rozcz?onowaniu, organa te b?d? mog?y wzajemnie na siebie oddzia?ywa? we w?a?ciwy sposób. Oddzia?ywanie za? to jest zahamowane, o ile ka?da dziedzina sama usi?uje rozwija? u siebie to, co powinna otrzymywa? od drugiej.
Z jednej strony wi?c ?ycie gospodarcze jest uzale?nione od warunków pod?o?a naturalnego (klimatu, po?o?enia geograficznego, bogactw naturalnych i t. d.) z drugiej za? warunkuj? je stosunki prawne, które ustanawia pa?stwo pomi?dzy gospodaruj?cymi lud?mi i ich grupami. W ten sposób zakre?lone s? granice tego, co mo?e i powinna obejmowa? dzia?alno?? gospodarcza. Podobnie, jak przyroda stwarza pra-warunki, które cz?owiek musi przyj?? jako rzecz dan? i na nich budowa? sw? gospodark?, tak samo w zdrowym organizmie spo?ecznym to wszystko, co w dziedzinie gospodarczej stanowi stosunek prawny cz?owieka do cz?owieka, winien regulowa? dzia? prawmy, który, na równi z pod?o?em naturalnem, przeciwstawia si? ?yciu gospodarczemu, jako czynnik samodzielny.
W organizmie spo?ecznym, który ukszta?towa? si? w dotychczasowym rozwoju historycznym ludzko?ci i sta? si?, na skutek rozkwitu techniki i nowoczesnego kapitalizmu, czynnikiem nadaj?cym charakterystyczne znami? ruchowi spo?ecznemu, ?ycie gospodarcze zajmuje znacznie wi?cej miejsca, ni? w zdrowych warunkach zajmowa?by winno. W obrocie gospodarczym, gdzie powinny znajdowa? si? wy??cznie towary, obiega dzi? tak?e si?a pracy ludzkiej, obiega równie? prawo. To te? w gospodarce, opartej na podziale pracy mo?na dzi? wymienia? nie tylko towar na towar, ale tak?e towar na prac? ludzk?, tudzie? towar na prawo. (Towarem nazywam ka?d? rzecz, która, dzi?ki pracy ludzkiej, sta?a si? zdatn? do u?ytku tam, dok?d cz?owiek j? dostarczy?. Okre?lenie to niejednemu ekonomi?cie wyda? si? mo?e ra??co niedostateczne, niemniej jednak jest po?yteczne w celu porozumienia si? co do zakresu ?ycia gospodarczego). Gdy kto? drog? kupna staje si? posiadaczem kawa?ka gruntu, to w tym akcie widzie? musimy wymian? ziemi na towar, zamiast którego wyst?puje tu pieni?dz kupuj?cego. Ziemia sama w sobie nie odgrywa jednak w ?yciu gospodarczem roli towaru. Wchodzi ona do organizmu spo?ecznego na mocy prawa, które pozwala cz?owiekowi u?ytkowa? grunt. Prawo to jest czem? zasadniczo ro?nem od stosunku producenta do wytworu jego pracy. Ten stosunek bowiem, zgodnie ze sw? istot?, nie wkracza bynajmniej do sfery zale?no?ci pomi?dzy lud?mi, która powstaje, gdy komu? przys?uguje wy??czne prawo u?ytkowania kawa?ka gruntu. W?a?ciciel ziemi uzale?nia od siebie ludzi, którzy musz? w pracy na roli szuka? ?rodków utrzymania lub te? tam zamieszkiwa?. Przy wymianie wzajemnej rzeczywistych towarów, które wytwarzamy, czy te? spo?ywamy, nie powstaje pomi?dzy lud?mi zale?no?? tego rodzaju.
Dla umys?u nieuprzedzonego stanie si? jasnem, ?e ten fakt ?yciowy musi znale?? odpowiedni wyraz w urz?dzeniach zdrowego organizmu spo?ecznego. Dopóki w ?yciu gospodarczem wymienia si? tylko towar na towar, warto?? ich kszta?tuje si? niezale?nie od stosunków prawnych, jakie istniej? pomi?dzy jednostkami i grupami. Skoro jednak towar wymieniam na prawo, sam stosunek prawny pomi?dzy lud?mi zostaje tem dotkni?ty. Nie chodzi tu o wymian? sam? w sobie. Jest ona niezb?dnym elementem ?yciowym obecnego, opartego na podziale pracy, organizmu spo?ecznego. Lecz wa?ne jest to, ?e przy wymianie prawa na towar samo prawo, o ile powstaje w obr?bie ?ycia gospodarczego, staje si? skutkiem tego towarem. Zapobiec temu mo?e jedynie powstanie w organizmie spo?ecznym urz?dze?, maj?cych wy??cznie na celu, jak najbardziej celowy obieg towarów, a ponadto - urz?dze? reguluj?cych prawa wytwórców, po?redników i spo?ywców, które powstaj? przy wymianie towarów. Te prawa w istocie swej nie ró?ni? si? wcale od innych praw, niezb?dnych w stosunkach pomi?dzy lud?mi, które s? zupe?nie niezale?ne od wymiany towarów. Gdy skutkiem sprzeda?y jakiego? towaru nara?am mego bli?niego na strat?, lub te? oddaj? mu przys?ug?, to nale?y to do tej samej dziedziny ?ycia spo?ecznego, co szkodzenie mu czy dopomaganie jakimkolwiek innym czynem lub zaniechaniem tego?, nie wyra?aj?cym si? bezpo?rednio w wymianie towarów.
W ?yciu jednostki zbiegaj? si? dzia?ania urz?dze? prawnych oraz gospodarki. W zdrowym organizmie spo?ecznym musz? one p?yn?? z dwóch ró?nych ?róde?. Kierownicy organizacyj gospodarczych zdobywa? b?d? potrzebn? orjentacj? drog? specjalnego wykszta?cenia tudzie? praktycznych do?wiadcze? w danej ga??zi gospodarczej. W organizacji prawnej za? za pomoc? prawa i administracji urzeczywistnia? si? b?dzie w stosunkach pomi?dzy jednostkami i zespo?ami to, czego domaga si? poczucie sprawiedliwo?ci. Organizacja gospodarcza pobudzi jednostki, maj?ce podobne interesy zawodowe, spo?ywcze, czy te? jakiekolwiek inne do zawi?zywania zrzesze?, których wzajemne stosunki wytworz? ca?o?? ?ycia gospodarczego. B?dzie ona oparta na zasadach zrzeszeniowych oraz na stosunkach zrzesze? pomi?dzy sob?. Zrzeszenia te zajm? si? wy??cznie dzia?alno?ci? gospodarcz?. Podstawy prawne dla swej dzia?alno?ci otrzymaj? od organizacji prawnej. Je?eli zrzeszenia gospodarcze mie? b?d? mo?no?? obrony swych interesów gospodarczych za pomoc? w?asnych organów przedstawicielskich i kierowniczych, nie b?d? odczuwa?y potrzeby wywalczania sobie wp?ywu na prawodawstwo i zarz?dzenia pa?stwowe (n. p. jako zwi?zek rolników, partja przemys?owców, lub gospodarczo nastawiona partja socjaldemokratyczna), aby zdobywa? tam to, czego nie mog? osi?gn?? w ramach ?ycia gospodarczego. A gdy pa?stwo, jako organ prawny, nie b?dzie czynne w ?adnym dziale gospodarki spo?ecznej, zajmie si? wy??cznie tworzeniem urz?dze? ugruntowanych na poczuciu prawnem swych obywateli. I nawet je?li w organie przedstawicielskim pa?stwa zasiada? b?d? ci sami ludzie, którzy s? czynni w ?yciu gospodarzem - co jest ?atwo zrozumia?e - to, dzi?ki rozcz?onowaniu, dzia? gospodarczy nie b?dzie wywiera? na dzia? prawny wp?ywu, podkopuj?cego zdrowie organizmu spo?ecznego. A tak w?a?nie dzieje si? wówczas, kiedy organizacja prawna zawiaduje sama ga??ziami gospodarstwa i kiedy przedstawiciele ?ycia gospodarczego w izbach ustawodawczych uchwalaj? prawa z pobudek ekonomicznych.
Typowym przyk?adem pomieszania ?ycia gospodarczego z prawnem mo?e s?u?y? pa?stwo austryjackie w latach sze??dziesi?tych XIX-go stulecia. Cz?onkowie parlamentu tego kraju byli wybierani z czterech dzia?ów gospodarczych: wielkiej w?asno?ci rolnej, izb handlowych, miast, osad i o?rodków fabrycznych oraz gmin wiejskich. Wida? st?d, jak przy ustanawianiu takiego sk?adu cia? przedstawicielskich kierowano si? zasad?, ?e ?ycie prawne winno wynika? z istniej?cych stosunków gospodarczych. Zapewne, ?e do rozpadu Austrji przyczyni?y si? walnie si?y od?rodkowe jej ró?nych narodowo?ci. Jest jednak rzecz? niew?tpliw?, ?e gdyby organizacja prawna mia?a mo?no?? rozwini?cia swego dzia?ania obok organizacji gospodarczej, doprowadzi?aby do nowego ukszta?towania organizmu spo?ecznego na podstawie poczucia prawnego, coby umo?liwi?o wspó??ycie owych narodowo?ci.
Cz?owiek wspó?czesny, interesuj?cy si? ?yciem publicznem, zwraca zazwyczaj sw? uwag? na sprawy o drugorz?dnem znaczeniu spo?ecznem; na mocy bowiem przyzwyczaje? my?lowych traktuje on organizm spo?eczny jako twór jednolity. Dla takiego tworu niepodobna wynale?? wogóle odpowiedniego systemu wyborczego, gdy? przy ka?dym systemie interesy gospodarcze musz? si? k?óci? w izbach ustawodawczych z impulsami prawnemi. A w konsekwencji tarcia te prowadzi? musz? do wstrz?sów organizmu spo?ecznego. Obecnie, jako niezb?dny cel ?ycia publicznego nale?y postawi? w pierwszym rz?dzie d??enie do gruntownego wyodr?bnienia ?ycia gospodarczego i organizacji prawnej. Skoro ta reforma wejdzie w ?ycie, wyodr?bnione organizacje potrafi? znale?? ze swych w?asnych za?o?e? najlepszy sposób wybierania swych ustawodawców i administratorów. Problem systemu wyborczego, aczkolwiek posiada zasadnicze znaczenie, to jednak wobec zagadnie?, domagaj?cych si? dzi? rozstrzygni?cia, schodzi na drugi plan. Tam, gdzie dawne stosunki jeszcze si? utrzymuj?, nale?a?oby d??y? do ich przekszta?cenia w my?l omawianego rozcz?onowania. Tam za?, gdzie si? ju? rozpad?y lub znajduj? si? w trakcie rozk?adu, jednostki i grupy ludzi powinny podj?? inicjatyw? nowego ich kszta?towania we wspomnianym kierunku. Przekszta?cenie ?ycia publicznego z dnia na dzie? nawet rozs?dni socjali?ci uwa?aj? za mrzonk?. Spodziewaj? si? oni, ?e uzdrowienie spo?eczne, do którego d???, nast?pi drog? stopniowych rzeczowych przekszta?ce?. ?e jednak dziejowe si?y rozwoju ludzko?ci domagaj? si? skierowania ca?ej rozumnej woli ku stworzeniu nowego porz?dku spo?ecznego, o tem ucz? ka?dego nieuprzedzonego cz?owieka niezmiernie wymowne fakty.
Ten, kto za “praktycznie wykonalne” uwa?a jedynie to, do czego przywyk? w swym ciasnym widnokr?gu my?lowym, zaliczy wy?o?one tu pogl?dy do rzeczy “niepraktycznych”. O ile taki cz?owiek, maj?c mo?no?? wywierania wp?ywu na jak?b?d? dziedzin? ?ycia, nie zmieni swoich pogl?dów, to b?dzie dzia?a? nie ku uzdrowieniu organizmu spo?ecznego, ale przeciwnie w kierunku dalszego pog??biania jego choroby tak samo, jak ludzie tego? pokroju my?lowego przyczynili si? do wytworzenia obecnego stanu rzeczy.
D??enie kierowniczych sfer ludzko?ci do upa?stwowienia pewnych ga??zi gospodarczych (poczta, koleje ?elazne itp.) musz? ust?pi? koncepcji wprost przeciwnej: wy??czenia z dziedziny polityczno-pa?stwowej wszystkiego, co dotyczy gospodarowania. Ludzie o?ywieni dobr? wol?, którzy wierz?, ?e zmierzaj? ku uzdrowieniu organizmu spo?ecznego wyci?gaj? z tych d??e? do upa?stwowienia najdalej id?ce wnioski. W dziedzinie gospodarczej ??daj? oni uspo?ecznienia wszelkich ?rodków produkcji. Zdrowy rozwój, ich zdaniem, nada ?yciu gospodarczemu samodzielno??, pa?stwu politycznemu za? - zdolno?? oddzia?ywania za pomoc? aparatu prawnego na organizm gospodarczy w taki sposób, ?eby poszczególna jednostka nie odczuwa?a swego w??czenia do organizmu spo?ecznego, jako sprzecznego z jej poczuciem prawa.
Mo?emy si? przekona? o ile przedstawione tu my?li znajduj? grunt w rzeczywistem ?yciu ludzkiem, je?li skierujemy uwag? na prac?, któr? cz?owiek przy pomocy si? fizycznych wykonywa dla organizmu spo?ecznego. W ustroju kapitalistycznym do organizmu spo?ecznego w??czono prac? w taki sposób, ?e przedsi?biorca nabywa j? od robotnika, jak towar. Odbywa si? wymiana pieni?dza (reprezentuj?cego towary) na prac?. Ale w rzeczywisto?ci wymiana tego rodzaju nie jest mo?liwa. Rzecz odbywa si? tylko pozornie. W rzeczywisto?ci przedsi?biorca nabywa od robotnika towary, których powstanie wymaga jego pracy. Z równowarto?ci tego towaru robotnik otrzymuje jedn? cz???, przedsi?biorca za? drug?. Wytwarzanie towarów jest wynikiem wspó?dzia?ania przedsi?biorcy z robotnikiem. Dopiero produkt tego wspólnego dzia?ania wchodzi do obiegu gospodarczego. Przy wytwarzaniu niezb?dny jest stosunek prawny pomi?dzy przedsi?biorc? a robotnikiem. W ustroju kapitalistycznym jednak stosunek ten przybra? mo?e posta?, która jest wyrazem przewagi gospodarczej przedsi?biorcy nad robotnikiem. W zdrowym organizmie spo?ecznym stanie si? rzecz? jasn?, ?e praca nie mo?e by? przedmiotem kupna. Praca bowiem nie mo?e uzyska? w porównaniu z towarem warto?ci gospodarczej. Warto?ci takiej nabiera dopiero wytworzony dzi?ki pracy towar w stosunku do innych towarów. Spraw? jako?ci i ilo?ci pracy, która obowi?zywa? winna ka?dego obywatela na rzecz organizmu spo?ecznego, nale?y regulowa? na podstawie jego uzdolnie? oraz warunków, odpowiadaj?cych godno?ci cz?owieka. Postulat ten b?dzie móg? by? spe?niony jedynie wówczas, gdy normowanie pracy znajdowa? si? b?dzie w r?kach pa?stwowych, niezale?nie od kierownictwa organizacyj gospodarczych.
Dzi?ki temu normowaniu, towar otrzyma podstaw? swej warto?ci, która daje si? porówna? z inn? podstaw?, wynikaj?c? z warunków naturalnych. Podobnie jak warto?? jakiegob?d? towaru wzrasta w porównaniu z innemi na skutek wi?kszych trudno?ci wydobywania surowca, tak samo warto?? ta zale?e? winna od rodzaju i ilo?ci pracy, któr? b?dzie wolno po?wi?ca?, na jego wytworzenie zgodnie z przepisami prawnemi.
W ten sposób z dwóch stron ?ycie gospodarcze poddane jest niezb?dnym warunkom: od pod?o?a naturalnego, które cz?owiek musi przyj?? jako rzecz dan?, tudzie? od podstawy prawnej, która winna powstawa? z poczucia prawa na gruncie polityczno-pa?stwowym, niezale?nym od ?ycia gospodarczego.
Nie trudno dostrzec, ?e przy takim kierunku organizacji spo?ecznej dobrobyt gospodarczy b?dzie wzrasta? lub mala?, zale?nie od normowanej przez ?wiadomo?? prawn? ilo?ci wykonywanej pracy. Tylko takie uzale?nienie zamo?no?ci jest niezb?dne w zdrowym organizmie spo?ecznym i ono jedynie mo?e zapobiec, by ?ycie gospodarcze nie wyzyskiwa?o cz?owieka, inaczej odczuwa on swój byt jako niegodny istoty ludzkiej. A taki stan rzeczy jest istotn? przyczyn? wszelkich wstrz?sów w organizmie spo?ecznym.
Na wypadek za? zbytniego ograniczenia dobrobytu spo?ecznego ze strony prawnej, b?dzie mo?na stosowa? podobne ?rodki, jak celem ulepszenia pod?o?a naturalnego. Wydajno?? gruntu ma?o urodzajnego podnie?? mo?na przy pomocy ?rodków technicznych - podobnie w razie zbyt silnego spadku dobrobytu mo?na b?dzie wprowadzi? zmiany w systemie pracy i jej normach. Zmian tych jednak nie powinien dyktowa? bezpo?rednio obieg gospodarczy, lecz musz? one wynika? z rozwa?a? na gruncie prawnym, niezale?nym od ?ycia gospodarczego.
Na wszystko, co w organizmie spo?ecznym powstaje pod wp?ywem ?ycia gospodarczego oraz ?wiadomo?ci prawnej, oddzia?ywuj? si?y, pochodz?ce z trzeciego ?ród?a, mianowicie, z indywidualnych uzdolnie? jednostki. Ta dziedzina obejmuje wszystko: od najwy?szych poczyna? duchowych a? do mniejszej czy wi?kszej zdolno?ci cz?owieka do ?wiadcze?, które s?u?? spo?ecze?stwu. To, co pochodzi z tego ?ród?a, musi przenika? do organizmu spo?ecznego w ca?kiem inny sposób, ni? to, co si? przejawia w wymianie towarów, lub te? powstaje z ?ycia pa?stwowego. Istnieje jedna tylko mo?liwo??, aby to przenikanie odbywa?o si? w sposób zdrowy: pozostawienie tego swobodnej wra?liwo?ci cz?owieka oraz impulsom, pochodz?cym z samych zdolno?ci indywidualnych. Je?eli na dzia?alno?? ludzk? wynik?? z tych uzdolnie? sztucznie oddzia?ywa dziedzina gospodarcza, lub organizacja pa?stwowa, to pozbawiaj? one j? w znacznym stopniu prawdziwej podstawy jej w?asnego ?ycia. Tak? podstaw? tworzy? mo?e wy??cznie si?a, któr? dzia?alno?? ludzka musi rozwija? samorzutnie. Je?eli zapotrzebowanie na ?wiadczenia tego rodzaju b?dzie uzale?nione bezpo?rednio od ?ycia gospodarczego lub te? zorganizowane pa?stwowo, to swobodna wra?liwo?? cz?owieka zostanie skr?powana. Tymczasem jedynie ona potrafi wprowadza? warto?ci duchowe w zdrowej formie do organizmu spo?ecznego. Dla ?ycia duchowego, w którym niezliczonemi ni?mi zwi?zany jest rozwój innych indywidualnych uzdolnie? ludzkich, istnieje jedna tylko mo?liwo?? zdrowego rozwoju, mianowicie, pozostawienie jego twórczo?ci w?asnym impulsom; ci wszyscy za?, którzy korzystaj? z owoców tej twórczo?ci, winni okazywa? dla niej pe?ne zrozumienie.
Wskazanych tu warunków zdrowego rozwoju duchowego obecnie nie dostrzega si?, gdy? jasny wgl?d w te sprawy m?ci spojenie si? znacznej cz??ci ?ycia duchowego z pa?stwowem ?yciem politycznem. Nast?pi?o to w ci?gu ostatnich stuleci i przywykli?my ju? do tego. Mówi si? wprawdzie o “niezale?no?ci wiedzy i nauczania”, ale uwa?a si? za rzecz zrozumia?? samo przez si?, ?e pa?stwo zarz?dza t? “niezale?n? wiedz?” i tem “niezale?nem nauczaniem”. Nie wyczuwa si? wcale, jak skutkiem tego pa?stwo uzale?nia ?ycie duchowe od swych potrzeb. Panuje przekonanie, ?e pa?stwo stwarza tylko uczelnie, a ci, którzy obejmuj? katedry, maj? mo?no?? rozwijania niezale?nego ?ycia duchowego. Przywyk?szy do takiego pogl?du, nie bierze si? pod uwag?, jak ?ci?le tre?? ?ycia duchowego wi??e si? z najwewn?trzniejsz? istot? cz?owieka i jak rozwój tego ?ycia jedynie wówczas mo?e by? niezale?ny, gdy nie ??czy si? ono z organizmem spo?ecznym za pomoc? ?adnych innych impulsów prócz tych, które pochodz? z niego samego. Wspomniane stopienie si? jego z ?yciem pa?stwowem wycisn??o w ostatnich stuleciach swe znami? nie tylko na sposobie zarz?dzania nauk? oraz na zwi?zanem z ni? ?yciu duchowem, ale równie? i na samej ich tre?ci. Na twórczo?? w zakresie matematyki lub fizyki, pa?stwo nie mo?e oczywi?cie wywiera? bezpo?rednio wp?ywu. Ale pomy?lmy o historji, o innych naukach humanistycznych. Czy? nie sta?y si? one odbiciem tego, co powsta?o ze zwi?zania si? ich przedstawicieli z ?yciem pa?stwa i jego potrzebami? W?a?nie skutkiem tego narzuconego im charakteru proletarjat odczu? wspó?czesne pogl?dy nauki na ?ycie duchowe jako ideologj?. Dostrzeg? on, ?e potrzeby pa?stwa, które uwzgl?dniaj? interesy klas wy?szych, narzucaj? my?li ludzkiej pewien charakter. My?l?ce rzesze proletarjackie widzia?y w niej odzwierciadlenie interesów materjalnych i walk tych interesów. To zrodzi?o w nich odczucie jakoby ca?e ?ycie duchowe by?o jedynie ideologj?, odbiciem gospodarczej organizacji spo?ecze?stwa.
Taki pogl?d, pustosz?cy ?ycie duchowe, ust?puje z chwil?, kiedy cz?owiek mo?e odczu?, ?e w dziedzinie duchowej panuje rzeczywisto??, zawieraj?ca sw? w?asn? tre??, wyrastaj?c? ponad zewn?trzne ?ycie materjalne. Niepodobna tego odczu?, gdy ?ycie duchowe nie ma swobodnego rozwoju i mo?no?ci rz?dzenia si? z w?asnych pobudek w organizacji spo?ecznej. Tylko pod warunkiem wolno?ci i samorz?du ?ycia duchowego, przedstawiciele jego mie? b?d? si?? nadania mu odpowiedniej wagi w spo?ecze?stwie. Sztuka, nauka, pogl?d na ?wiat i wszystko, z tem zwi?zane, wymaga takiego samodzielnego stanowiska w spo?eczno?ci ludzkiej. W ?yciu duchowem bowiem wszystko jest ze sob? powi?zane. Wolno?? poszczególnej jednostki nie jest mo?liwa bez wolno?ci innych. I jakkolwiek potrzeby pa?stwa nie wywieraj? bezpo?rednio wp?ywu na tre?? matematyki lub fizyki, to jednak, o ile pa?stwo zarz?dza dziedzinami ?ycia duchowego, rozstrzyganie kwestyj, dotycz?cych tego, co w nich nale?y rozwija?, co ludzie s?dz? o ich warto?ci, jaki wp?yw wywiera ich piel?gnowanie na ogóln? kultur? duchow? i wiele innych spraw zale?e? b?dzie od tych potrzeb. Inaczej ma si? rzecz, gdy nauczyciel szko?y pocz?tkowej podlega wp?ywom ?ycia pa?stwowego, a inaczej gdy otrzymuje impulsy od samoistnej organizacji duchowej. Socjaldemokracja i w tej dziedzinie prz?j??a jedynie spu?cizn? przyzwyczaje? i szablonów my?lowych po sferach kierowniczych. Uwa?a ona za idea? podporz?dkowanie ?ycia duchowego organizmowi spo?ecznemu, zbudowanemu na pod?o?u gospodarczem. Gdyby ten cel osi?gn??a, mog?aby kroczy? dalej jedynie po drodze, na której ?ycie duchowe zatraca sw? warto??. ??daj?c, by religia by?a spraw? wy??cznie osobist? jednostki, socjaldemokracja zbyt jednostronnie uj??a to s?uszne poczucie. Ca?e bowiem ?ycie duchowe w zdrowym organizmie spo?ecznym winno by? w stosunku do pa?stwa i gospodarki “spraw? osobist?” w powy?szem znaczeniu. Ale, wysuwaj?c ów postulat, partja ta nie wychodzi bynajmniej z za?o?enia, ?e t? drog? warto?ciom duchowym zapewni si? w organizmie spo?ecznym pozycj?, umo?liwiaj?c? im po??dany wy?szy rozwój, ni? to jest mo?liwe pod opiek? pa?stwa. Organizm spo?eczny, wed?ug jej przekonania, powinien w?asnemi ?rodkami piel?gnowa? jedynie to, co stanowi dla niego potrzeb? ?yciow?. A tak? potrzeb? owa religijna tre?? duchowa jakoby wcale nie jest. W ten sposób jednostronnie usuni?ta z ?ycia publicznego jedna, dziedzina duchowa nie mo?e rozwija? si? pomy?lnie, o ile inne dziedziny ?ycia duchowego pozostaj? skr?powane. Religijno?? nowoczesnej ludzko?ci, ??cznie z ca?em wyzwolonem ?yciem duchowem, rozwinie si??, daj?c? pokrzepienie duszy.
Nie tylko sama twórczo?? duchowa, ale tak?e i sposób, w jaki ludzko?? z niej korzysta, opiera? si? musi na nieskr?powanej potrzebie duszy. Nauczyciele, arty?ci i t. d., b?d?cy na swych stanowiskach w bezpo?rednim kontakcie z prawodawstwem i zarz?dzeniami, które wyp?ywaj? wy??cznie z samego ?ycia duchowego i jego impulsów, potrafi? sw? twórczo?ci? rozbudzi? u ludzi zainteresowanie. Pa?stwo za?, dzia?aj?ce ze swych w?asnych za?o?e?, chroni? b?dzie ka?dego obywatela od przymusu nadmiernej pracy, zapewniaj?c mu prawo do korzystania z wolnego czasu, co obudzi w nim zrozumienie dla warto?ci duchowych. Ludzie, którzy uwa?aj? si? za “praktyków ?yciowych” powiedz?, mo?e, ?e je?eli pa?stwo b?dzie troszczy?o si? o wolny czas dla swych obywateli, a ucz?szczanie do szko?y pozostawi ich uznaniu, to po?wi?c? oni te godziny wolne od pracy na pija?stwo i nast?pi powrót do analfabetyzmu. Mo?naby tym pesymistom poradzi?, aby poczekali na to, co si? b?dzie dzia?o, kiedy ?wiat wyzwoli si? z pod ich wp?ywu. Zbyt cz?sto kieruj? si? oni pewnem uczuciem, które im podszeptuje my?l, jak to oni sami sp?dzaj? swe wolne chwile i czemu zawdzi?czaj?, ?e zdobyli “nieco wykszta?cenia”. Nie mog? oni liczy? si? z t? p?omienn? si??, rozpalaj?c? dusze, jakiej udziela organizmowi spo?ecznemu ?ycie duchowe naprawd? samodzielne, albowiem ta skr?powana my?l, jak? znaj?, nigdy nie mog?a oddzia?ywa? ma nich w podobny sposób.
Zarówno pa?stwo polityczne, jak i ?ycie gospodarcze otrzymywa? b?d? niezb?dny dla nich dop?yw warto?ci duchowych od autonomicznej dziedziny duchowej. Praktyczne wykszta?cenie w zakresie gospodarczym, równie? dopiero przy swobodnym wspó?udziale organizacji duchowej, b?dzie zdolne rozwin?? pe?ni? swych si?. Ludzie odpowiednio wykszta?ceni mie? b?d? mo?no?? o?ywienia zdobytych do?wiadcze? na polu gospodarczem, dzi?ki sile p?yn?cej z wyzwolonych warto?ci duchowych. Pracownicy o bogatem do?wiadczeniu gospodarczem znajd? dost?p do organizacji duchowej i b?d? w niej oddzia?ywali twórczo na wszystko, co takiego zap?odnienia wymaga.
Dzi?ki takiemu swobodnemu oddzia?ywaniu warto?ci duchowych na pa?stwo, powstan? w nim niezb?dne, zdrowe pogl?dy. Pod wp?ywem tych warto?ci przedstawiciel pracy fizycznej u?wiadomi sobie z zadowoleniem rol?, jak? jego praca odgrywa w organizmie spo?ecznym. Dojdzie do przekonania, ?e spo?ecze?stwo nie mog?oby go utrzyma?, gdyby nie istnia?o kierownictwo, organizuj?ce w sposób celowy prac? fizyczn?. Potrafi on odczu? istniej?c? wspó?zale?no?? pomi?dzy sw? w?asn? prac? a si?ami organizuj?cemi, maj?cemi swe ?ród?o w zdolno?ciach indywidualnych. Na gruncie pa?stwowym b?dzie kszta?towa? prawa, które zapewni? mu udzia? w dochodzie z wytworów jego pracy, tudzie? dobrowolnie dostarcza? b?dzie organizacjom duchowym ?rodków w celu umo?liwienia powstawania warto?ci duchowych, z jakich korzysta. W dziedzinie ?ycia duchowego twórcy jego warto?ci b?d? mieli mo?no?? utrzymywania si? ze swych ?wiadcze?. To, co w sferze duchowej cz?owiek uprawia sam dla siebie, pozostaje jego spraw? naj?ci?lej prywatn?, za to za?, co wytwarza dla spo?ecze?stwa, b?dzie otrzymywa? dobrowolne wynagrodzenie od tych, którzy odczuwaj? potrzeb? tych warto?ci duchowych. O ile wynagrodzenie z tego ?ród?a oka?e si? dla kogo? niedostateczne, b?dzie on musia? szuka? zatrudnienia b?d? w dziedzinie pa?stwowej, b?d? te? gospodarczej.
Idee, zasilaj?ce ?ycie gospodarcze w zakresie techniki, maj? swe ?ród?o w dziedzinie ducha. Pochodz? one stamt?d równie? i wtedy, gdy bezpo?rednio powstaj? w g?owach przedstawicieli ?ycia pa?stwowego lub gospodarczego. Stamt?d te? p?yn? wszelkie idee organizacyjne i si?y, które zap?adniaj? ?ycie gospodarcze i pa?stwowe. Kompensata za ten dop?yw do obu dziedzin spo?ecznych odbywa? si? b?dzie równie? drog? dobrowolnego wynagradzania ze strony konsumentów tych warto?ci, b?d? te? wed?ug postanowie? prawa, wydawanych przez pa?stwo. ?rodki finansowe, niezb?dne pa?stwu na pokrycie kosztów jego utrzymania, pobiera? ono b?dzie na zasadzie prawa podatkowego. Prawo to wyniknie ze sharmonizowania wymaga? ?wiadomo?ci prawnej z mo?liwo?ciami ?ycia gospodarczego.
W zdrowym ustroju spo?ecznym obok organizacji politycznej i gospodarczej dzia?a? musi samoistna organizacja duchowa. Na trójcz?onowo?? ca?o?ci organizmu spo?ecznego wskazuje kierunek rozwojowy si? nowoczesnej ludzko?ci. Dopóki do kierowania ?yciem spo?ecznem wystarcza?y si?y instynktowne znacznej cz??ci ludzko?ci, d??enie do takiego niew?tpliwego rozcz?onowania jeszcze nie wyst?powa?o. W stanie pewnego przyt?umienia ?ycia spo?ecznego wspó?dzia?a?o ze sob? wszystko to, co, w gruncie rzeczy, zawsze pochodzi?o z trzech ?róde?. Czasy nowe wymagaj? od cz?owieka, aby zaj?? ?wiadome stanowisko w organizmie spo?ecznym. ?wiadomo?? ta wówczas jedynie b?dzie mog?a zdrowo kszta?towa? post?powanie i ca?e ?ycie ludzkie, je?li zda sobie spraw? z tych trzech kierunków. Ku tej orjentacji d??y wspó?czesna ludzko?? z pod?wiadomych g??bi swej duszy, a to, co wy?ywa si? w ruchu spo?ecznym, jest tylko m?tnym odblaskiem tego d??enia.
Z innych za?o?e?, ni? te, w?ród których ?yjemy, z g??bokich pok?adów natury ludzkiej rozleg? si? u schy?ku XVIII-go stulecia g?os, domagaj?cy si? nowego ukszta?towania organizmu spo?ecznego. Has?em tych przemian by?y trzy s?owa: Braterstwo, Równo??, Wolno??! Otó?, kto bezstronnie i ze zdrowem poczuciem cz?owiecze?stwa wniknie w rzeczywisto?? rozwoju ludzkiego, ten, oczywi?cie, musi ustosunkowa? si? z pe?nem zrozumieniem do wszystkiego, co wyra?aj? te s?owa. A jednak znale?li si? w XIX-em stuleciu wnikliwi my?liciele, którzy zadali sobie trud, by dowie??, ?e urzeczywistnienie idej Braterstwa, Równo?ci i Wolno?ci w jednolitem spo?ecze?stwie nie jest mo?liwe. Twierdzili, ?e, gdyby te trzy impulsy mia?y urzeczywistni? si? w organizmie spo?ecznym, musia?yby znale?? si? ze sob? w sprzeczno?ci. Z wielk? przenikliwo?ci? dowiedli oni np. ?e przy realizacji równo?ci niepodobna by?oby zapewni? niemniej koniecznej, przyrodzonej ka?dej istocie ludzkiej wolno?ci. Trzeba przyzna? racj? tym, którzy podnosz? t? sprzeczno??, a jednak równocze?nie, o ile czujemy po ludzku, niepodobna nie mie? sympatji dla ka?dego z tych trzech idea?ów.
Sprzeczno?? ta pochodzi st?d, ?e prawdziwe znaczenie spo?eczne tych trzech idea?ów wyst?puje dopiero po zrozumieniu konieczno?ci rozcz?onowania organizmu spo?ecznego. Owe trzy cz?ony nie powinny by? ze sob? spojone i scentralizowane w jakim? teoretycznym, abstrakcyjnym parlamencie lub innem ciele zbiorowem. Maj? one by? ?yw? rzeczywisto?ci?. Ka?dy z tych trzech dzia?ów nale?y scentralizowa? w nim samym, a z ich ?ywej, wspólnej i równoleg?ej dzia?alno?ci powsta? mo?e dopiero jedno?? organizmu spo?ecznego, jako ca?o?ci. W rzeczywistem ?yciu bowiem pozorne przeciwie?stwa sk?adaj? si? w?a?nie na jedno??. Dlatego te? dopiero wówczas b?dziemy mogli doj?? do prawdziwego uj?cia ?ycia organizmu spo?ecznego, gdy zdo?amy przenikn?? rzeczywiste jego ukszta?towanie pod wzgl?dem braterstwa, równo?ci i wolno?ci. Przekonamy si? wówczas, ?e wspó?dzia?anie ludzi w ?yciu gospodarczem opiera? si? winno na braterstwie, które powstaje dzi?ki zrzeszaniu si?. W drugim cz?onie, w systemie prawa publicznego, gdzie mamy do czynienia z czysto ludzkiemi stosunkami cz?owieka do cz?owieka, d??y? nale?y do urzeczywistniania idei równo?ci. A w dziedzinie duchowej, która w organizmie spo?ecznym zachowuje wzgl?dn? niezale?no??, chodzi o realizacj? impulsu wolno?ci. W takim uj?ciu ukazuje si? rzeczywista warto?? tych trzech idea?ów. Nie mog? one jednak zrealizowa? si? w chaotycznem ?yciu zbiorowem, gdy? odpowiednim gruntem jest dla nich jedynie zdrowy, trójcz?onowy organizm spo?eczny, ?aden abstrakcyjnie scentralizowany twór narodowy nie mo?e urzeczywistni? w swoim nie?adzie idea?ów wolno?ci, równo?ci i braterstwa; ka?dy natomiast z trzech cz?onów organizmu spo?ecznego mo?e czerpa? swe si?y z jednego z tych impulsów i wówczas b?dzie móg? wspó?dzia?a? w sposób owocny z pozosta?emi cz?onami.
Ludzie, którzy przy ko?cu XVIII-go wieku rozwin?li sztandar Wolno?ci, Równo?ci i Braterstwa, tak?e ci, którzy pó?niej poszli ich ?ladami, odczuwali niewyra?nie tendencje rozwojowe nowych czasów. Jednak nie potrafili przezwyci??y? w sobie wiary w jednolite pa?stwo. Z punktu widzenia takiego pa?stwa te ich trzy idee s? pe?ne sprzeczno?ci. Pomimo to nie wyrzekli si? ich, gdy? w pod?wiadomych g??biach ich dusz dzia?a? p?d ku trójcz?onowo?ci organizmu spo?ecznego, gdzie ta troisto?? ideowa mo?e dopiero utworzy? wy?sz? jedno??. ?ycie wspó?czesne wymow? swych faktów domaga si?, aby si?y rozwojowe nowo?ytnej ludzko?ci, pr?ce ku rozcz?onowaniu organizmu spo?ecznego, sta?y si? ?wiadom? wol? spo?eczn?.
 
III.
KAPITALIZM I IDEE SPO?ECZNE.
(Kapita? i praca ludzka).
 
Niepodobna wyrobi? sobie w?a?ciwego s?du o tem, co nale?y przedsi?wzi?? w ?yciu zbiorowem wobec alarmuj?cych nas wydarze?, o ile brak nam woli oparcia tego s?du na wnikni?ciu w podstawowe si?y organizmu spo?ecznego. Usi?owali?my uczyni? to w poprzednich rozdzia?ach niniejszej pracy. Opieraj?c si? na pogl?dzie, zdobytym w w?skim kr?gu obserwacyj, niepodobna znale?? ju? dzi? ?rodków do owocnego dzia?ania. Wszystko to, co ujawnia ruch spo?eczny, dowodzi, ?e zaburzenia dotkn??y podstaw tego organizmu, a bynajmniej nie tylko jego powierzchni. To te? koniecznem jest zdobycie takich pogl?dów, któreby równie? dociera?y do podstaw.
Gdy mowa dzi? o kapitale i kapitali?mie, dotyka si? tego, co proletarjat wspó?czesny uwa?a za przyczyn? swego pogn?bienia. Do owocnego pogl?du na sposób, w jaki kapita? dzia?a dodatnio, czy te? hamuj?co w procesach organizmu spo?ecznego, doj?? b?dziemy mogli dopiero wówczas, gdy uwzgl?dnimy, jak indywidualne zdolno?ci ludzkie, system prawny oraz si?y gospodarcze tworz? i zu?ywaj? kapita?.
Gdy za? mowa o pracy ludzkiej, ma si? na my?li to, co, ??cznie z pod?o?em naturalnem ?ycia gospodarczego tudzie? z kapita?em, tworzy warto?ci gospodarcze oraz zapomoc? czego robotnik u?wiadamia sobie swe po?o?enie spo?eczne. Pogl?d na to, jakie miejsce nale?y si? pracy w organizmie spo?ecznym, aby poczucie ludzkiej godno?ci u robotnika by?o szanowane, wy?oni? si? mo?e jedynie pod warunkiem, ?e we?miemy pod uwag? stosunek, w jakim znajduje si? praca cz?owieka; po pierwsze, do rozwoju zdolno?ci indywidualnych, po wtóre za? - do poczucia prawnego.
Ca?kiem s?usznie stawiamy pytanie: co jest dzi? najbardziej pal?ce do zrobienia, aby zaspokoi? ??dania ruchu spo?ecznego, ale i tych najpilniejszych zada? nie potrafimy wype?ni? owocnie, je?eli nie b?dziemy wiedzieli, w jakim stosunku to, co ma by? wykonane, znajdowa? si? winno do podstaw zdrowego organizmu spo?ecznego. Wiedz?c za? to, potrafimy dostrzec zadania, które wyp?ywaj? z rzeczywisto?ci, na ka?dem stanowisku, na jakiem zostali?my postawieni, lub które zdo?ali?my zaj??. Zdobyciu pogl?du tego rodzaju, o jakim tu mowa, przeciwstawia si?, wprowadzaj?c w b??d my?l nieuprzedzon?, to, co w ci?gu d?ugiego czasu przesz?o z woli ludzkiej do urz?dze? spo?ecznych. Ludzie z?yli si? do tego stopnia z temi urz?dzeniami, ?e na ich podstawie wyrabiaj? sobie pogl?d na to, co w nich zachowa?, a co zmieni? nale?y. My?l nasz?, dostosowujemy do tych faktów, gdy tymczasem ona przecie? w?a?nie winna je opanowa?. Dzi? jednak ju? koniecznie musimy zrozumie?, ?e niepodobna w inny sposób zdoby? pogl?du, któryby dorós? do rzeczywisto?ci, jak przez powrót do pra-my?li (Urgedanken), stanowi?cych podstaw? wszelkich urz?dze? spo?ecznych.
Je?eli nam brak w?a?ciwych ?róde?, sk?d do organizmu spo?ecznego stale przyp?ywa?yby si?y, wytryskuj?ce z tych twórczych idej, to urz?dzenia spo?eczne przybieraj? formy, które nie sprzyjaj? rozwojowi ?ycia, lecz przeciwnie hamuj? to ?ycie. Ale te idee spo?eczne ?yj? stale w impulsach instynktownych cz?owieka w stanie mniej lub wi?cej pod?wiadomym, nawet wówczas, gdy nasze zupe?nie ?wiadome my?li b??dz? i stwarzaj?, lub ju? stworzy?y fakty, b?d?ce zaporami dla ?ycia. I w?a?nie te pra-my?li, które przejawiaj? si? w sposób chaotyczny w stosunku do ?wiata faktów, hamuj?cych ?ycie, s? tem, co w sposób jawny lub zamaskowany dochodzi do g?osu w zaburzeniach rewolucyjnych organizmu spo?ecznego. Te wstrz?sy dadz? si? unikn?? jedynie wtedy, gdy organizm spo?eczny ukszta?tuje si? tak, ?e b?dzie zawsze zdolny do stwierdzenia, gdyby gdziekolwiek zachodzi?y odchylenia od urz?dze? wskazanych przez owe pra-my?li, i gdy jednocze?nie posiada? b?dzie mo?liwo?? przeciwdzia?ania tym odchyleniom, zanim nie stan? si? fataln? moc?.
W naszych czasach odchylenia od wymaga? owych zasadniczych idej spo?ecznych w szerokim zakresie ?ycia ludzkiego osi?gn??y powa?ne rozmiary. A ?ycie impulsów, zrodzonych przez te idee, ujawnia si? w duszy ludzkiej w formie krytyki pe?nych wymowy faktów, zachodz?cych w organizmie spo?ecznym w ostatnich stuleciach. Niezb?dn? jest przeto dobra wola, by powróci? w sposób zdecydowany do tych spo?ecznych pra-my?li oraz zrozumie?, jak dzi? w?a?nie szkodliwe jest pomijanie ich w ?yciu ludzkiem, jako “niepraktycznych” ogólników. ?ycie i postulaty proletarjatu s? ?yw? krytyk? tego, co w ostatnich czasach uczyniono z organizmu spo?ecznego. Zadaniem tedy naszych czasów jest przeciwdzia?anie jednostronnej krytyce przez to, ?e w spo?ecznej pra-my?li odnajdziemy kierunek, w którym mamy ?wiadomie zwraca? fakty. Min?? ju? bowiem ten okres, kiedy ludzko?ci starczy? mog?o to, co dot?d osi?ga?a przy pomocy kierownictwa instynktownego.
Jednym z kardynalnych zagadnie? wy?aniaj?cych si? ze wspó?czesnej krytyki jest to, w jaki sposób by?oby mo?liwe usuni?cie wyzysku proletarjatu przez kapita? prywatny. Posiadacz lub zarz?dzaj?cy kapita?em ma mo?no?? u?ycia pracy fizycznej robotnika by s?u?y?a temu, co zamy?la produkowa?. W stosunkach spo?ecznych, powstaj?cych ze wspó?dzia?ania kapita?u i pracy ludzkiej, rozró?nia? nale?y trzy ogniwa: dzia?alno?? przedsi?biorcy, która opiera? si? winna na pod?o?u zdolno?ci indywidualnych jednostki, lub ich zespo?ów; stosunek przedsi?biorcy do robotnika, który koniecznie powinien by? stosunkiem prawnym; wreszcie samo wytwarzanie dóbr, które w obrocie gospodarczym uzyskuj? warto?? towarów. Dzia?alno?? przedsi?biorcy w organizmie spo?ecznym mo?e odbywa? si? w zdrowy sposób jedynie wówczas, gdy w ?yciu tego organizmu czynne s? si?y, które pozwalaj? uzdolnieniom indywidualnym przejawia? si? w mo?liwie najpe?niejszy sposób. Aby mog?o to nast?pi?, musi istnie? w organizmie spo?ecznym dziedzina, która jednostce obdarzonej zdolno?ciami pozostawia swobodn? inicjatyw? czynienia z nich u?ytku, innym za? ludziom, rozumiej?cym rzecz, pozwala zdolno?ci te swobodnie ocenia?. Widzimy zatem, ?e ta dzia?alno?? spo?eczna cz?owieka, gdzie zachodzi u?ycie kapita?u, nale?y do dziedziny organizmu spo?ecznego, w której ?ycie duchowe troszczy si? o prawodawstwo i zarz?d. Je?li do tej dziedziny wtr?ca si? pa?stwo ze swoj? polityk?, to z konieczno?ci musi ono wykazywa? brak zrozumienia dla zdolno?ci indywidualnych. Pa?stwo bowiem musi opiera? si? na za?o?eniu, ?e ka?dy cz?owiek ma jednakowe prawo do ?ycia i musi ono za?o?enie to realizowa?. Winno ono równie? dawa? ka?demu obywatelowi mo?no?? wypowiadania si?. Dla zada?, jakie spe?nia pa?stwo polityczne, jest bez znaczenia czy odnosi si? ono ze zrozumieniem do zdolno?ci indywidualnych obywatela, czy te? nie. Z tego te? powodu to wszystko, co odbywa si? w jego obr?bie, nie powinno wywiera? jakiegokolwiek wp?ywu na dzia?anie indywidualnych uzdolnie? ludzkich.
Równie? i widoki na korzy?ci gospodarcze nie powinny decydowa? tam, gdzie dzia?aj? zdolno?ci indywidualne przy pomocy kapita?u. Niejeden z obro?ców kapitalizmu przypisuje korzy?ciom tym ogromne znaczenie, mniemaj?c, ?e jedynie one mog? by? motorem do uruchomienia tych zdolno?ci. Jako ludzie “praktyczni” powo?uj? si? oni na “niedoskona?o??” natury ludzkiej, któr?, jak s?dz?, znaj? dobrze. Rzeczywi?cie w ustroju, który doprowadzi? do stanu obecnego, bodziec korzy?ci materjalnych niew?tpliwie nabra? ogromnego znaczenia, ale w?a?nie ten fakt jest w nie ma?ym stopniu przyczyn? stosunków, jakie prze?ywamy obecnie. Stosunki te nagl? do rozwini?cia innego bod?ca pobudzaj?cego zdolno?ci indywidualne. Powinien on rodzi? si? ze zrozumienia idei spo?ecznej, pod wp?ywem zdrowego ?ycia duchowego. Wychowanie, szko?a, dzi?ki mocy, któr? czerpa? b?d? z niezale?nego ?ycia duchowego, udost?pni? cz?owiekowi, skutkiem w?a?nie wspomnianego zrozumienia, urzeczywistnienie tego, ku czemu pr? jego zdolno?ci indywidualne.
Takie mniemanie dalekie jest od marzycielstwa, które niew?tpliwie wyrz?dzi?o nieobliczalne szkody w dziedzinie woli spo?ecznej, jak równie? i w innych dziedzinach. Pogl?d bowiem, o którym mowa, nie polega, jak wida? z powy?szego, na z?udnej wierze w to, ?e “duch ludzki” zdzia?a? mo?e cuda, o ile ci, którzy mniemaj?, ?e s? nim obdarzeni, b?d? o nim jak najwi?cej rozprawiali, lecz wyp?ywa on z obserwacyj swobodnego wspó?dzia?ania ludzi w dziedzinie duchowej. Wspó?dzia?anie to z istoty swej nabiera cech spo?ecznych, o ile ma mo?no?? rozwijania si? naprawd? niezale?nie.
Te cechy spo?eczne nie mog?y si? dotychczas ujawni? jedynie skutkiem uzale?nienia ?ycia duchowego. Si?y duchowe ukszta?towa?y si? w taki sposób w?ród sfer kierowniczych, ?e dzia?anie ich zamyka?o si? antyspo?ecznie w obr?bie pewnych ograniczonych kó?. Owoce ich twórczo?ci mo?na by?o udost?pni? warstwom proletarjackim, jedynie w sposób sztuczny. Warstwy te nie mia?y mo?no?ci czerpania z ?ycia duchowego jakichkolwiek si?, które stanowi? pokrzepienie dla duszy, gdy? nie bra?y one rzeczywi?cie udzia?u w powstawaniu tych dóbr duchowych. Instytucje, maj?ce na celu “o?wiat? ludow?”, “udost?pnienie ludowi sztuki” i t. p., nie s? naprawd? ?rodkami rozpowszechniania warto?ci duchowych w?ród ludu, dopóki maj? one taki charakter, jaki przybra?y w czasach ostatnich. “Lud” bowiem nie bierze wewn?trznego udzia?u sw? istot? ludzk? w ?yciu tych warto?ci duchowych. Umo?liwia mu si? jedynie spogl?danie na nie jakby od zewn?trz.
A to, co dotyczy ?ycia duchowego w ?ci?lejszym sensie, ma równie? znaczenie w tych przejawach dzia?alno?ci duchowej, które przy pomocy kapita?u si?gaj? do dziedziny gospodarczej. W zdrowym organizmie spo?ecznym najemnik, pracuj?cy przy maszynie, nie powinien by? zaj?ty wy??cznie jej obs?ug?, podczas gdy sam tylko przedsi?biorca zna losy wyprodukowanych towarów w obiegu gospodarczym. Robotnik w pe?nem zrozumieniu u?wiadamia? sobie winien w?asny wspó?udzia? w ?yciu spo?ecznem, wynikaj?cy z tego, ?e pracuje przy wytwarzaniu dóbr. Przedsi?biorca powinien zwo?ywa? regularnie narady z pracownikami, któreby zaliczano do spraw równie? niezb?dnych dla fabryki, jak sam? prac?, a to w celu rozwijania kr?gu wspólnych wyobra?e?, zarówno u tych, którzy prac? organizuj?, jak i u tych, którzy jej dostarczaj?. Zdrowe oddzia?ywanie tego, rodzaju b?dzie budzi?o w robotniku zrozumienie, ?e nale?yte spe?niane funkcyj zawiadywania kapita?em jest rzecz? pomy?ln? dla organizmu spo?ecznego, a przez to i dla niego samego, jako jego cz?onka. Dla przedsi?biorcy taka dobrowolna jawno?? prowadzenia przedsi?biorstwa b?dzie bod?cem do wzorowego post?powania.
Nie docenia? tego mo?e jedynie cz?owiek, który nie rozumie donios?o?ci wspólnych prze?y? wewn?trznych przy zbiorowej pracy. Kto za? to rozumie, dostrze?e równie? jak bardzo sprzyjaj?cym dla wydajno?ci produkcji by?oby kierownictwo gospodarki opartej na kapitale, gdyby czerpa?o swe idee z niezale?nego ?ycia duchowego. Jedynie przy takiem za?o?eniu mo?liwe jest zast?pienie obecnego stosunku cz?owieka do kapita?u i wzrostu tego? - który to stosunek opiera si? wy??cznie na motywie zysku - rzeczowem zainteresowaniem si? sam? spraw? wytwarzania dóbr i ?wiadczenia us?ug.
Wspó?cze?ni socjali?ci d??? do przekazania spo?ecze?stwu zarz?du ?rodkami produkcji. To, co w tych d??eniach jest uzasadnione, da si? osi?gn?? jedynie drog? powierzenia tego zarz?du ludziom czynnym w dziedzinie niezale?nego ?ycia duchowego. Uniemo?liwi to przymus gospodarczy, odczuwany jako poni?aj?cy cz?owieka. Przymus ten wywiera kapita?, kiedy dzia?alno?? sw? rozwija z si? wy??cznie gospodarczych. I wówczas zdolno?ci cz?owieka nie b?d? paczy?y si?, co jest rzecz? nieuniknion?, gdy zarz?dza niemi pa?stwo polityczne.
Dochód z zatrudniania kapita?u i zdolno?ci indywidualnych, podobnie jak z wszelkich us?ug natury duchowej, musi by? w zdrowym organizmie spo?ecznym zarówno rezultatem swobodnej inicjatywy dzia?aj?cego cz?owieka, jak i dobrowolnego zainteresowania ludzi, którzy po??daj? tych ?wiadcze?. W tej dziedzinie pozostawi? nale?y swobodnej inicjatywie pracownika oznaczenie wynagrodzenia, jakiego ??da za sw? prac?, zale?nie od przygotowa?, kosztów i t. p., których ona wymaga. Zado??uczyni? tym ??daniom b?dzie mo?na jedynie o tyle, o ile jego ?wiadczenia obudz? dla siebie zrozumienie.
Dzi?ki urz?dzeniom spo?ecznym, zgodnym z powy?szemi wytycznemi, powstanie grunt dla istotnie niezale?nego uk?adu stosunków pomi?dzy kierownikiem a wykonawc? pracy. Stosunek ten nie b?dzie polega? na wynagrodzeniu towarem (wzgl?dnie pieni?dzmi) za prac?, ale na ustaleniu udzia?u nale?nego ka?dej z obu stron, wytwarzaj?cych wspólnie towar, w wynikach pracy.
To, co w organizmie spo?ecznym dokonywa si? za pomoc? kapita?u, zale?y w swej istocie od sposobu dzia?ania w nim zdolno?ci indywidualnych. W?a?ciwe impulsy rozwojowe tych uzdolnie? nie mog? pochodzi? sk?din?d, jak tylko z niezale?nego ?ycia duchowego. Nawet w takim organizmie spo?ecznym, gdzie rozwój uzdolnie? uzale?niony jest od pa?stwa lub si? gospodarczych, wszelk? prawdziw? twórcz? produkcyjno??, wymagaj?c? kapita?u, zawdzi?czamy tym indywidualnym, niezale?nym si?om, które zdo?a?y przebi? si? poprzez kr?puj?ce je urz?dzenia. Tylko, ?e w takich warunkach rozwój ich nie mo?e by? zdrowy. Stosunki, które sprawiaj?, ?e si?a pracy cz?owieka musi stawa? si? towarem, wynik?y nie skutkiem swobodnego rozwoju zdolno?ci indywidualnych, dzia?aj?cych przy pomocy kapita?u, lecz drog? ujarzmienia tych si? przez pa?stwo lub obieg gospodarczy. Bezstronne wnikni?cie w t? spraw? stanowi w obecnych czasach niezb?dne za?o?enie dla tego wszystkiego, czego nale?y dokona? w dziedzinie organizacji spo?ecznej. W ostatnich czasach bowiem powsta? przes?d, ?e reformy, maj?ce uzdrowi? organizm spo?eczny, musz? pochodzi? od pa?stwa, lub od ?ycia gospodarczego. Je?eli b?dziemy kroczyli dalej po drodze wytkni?tej przez ten przes?d, urz?dzenia, które powstan?, nie poprowadz? ludzko?ci ku celom, do jakich d??y, lecz przeciwnie - ku nieograniczonemu spot?gowaniu ucisku, od którego pragnie si? ona wyzwoli?.
O kapitalizmie nauczono si? my?le? w czasach, kiedy wtr?ci? on ju? organizm spo?eczny w chorob?. Prze?ywamy proces patologiczny; rozumiemy, ?e trzeba mu przeciwdzia?a?. Ale nale?y wiedzie? wi?cej. Koniecznem jest u?wiadomi? sobie, ?e ?ród?o choroby tkwi w tem, ?e obieg gospodarczy poch?ania si?y, czynne w kapitale. Jedynie cz?owiek, nie poddaj?cy si? z?udnemu pogl?dowi, jakoby my?l zarz?dzania kapita?em przez wyzwolone ?ycie duchowe mia?a by? “niepraktycznym idealizmem”, mo?e dzia?a? w kierunku, którego obecnie zaczynaj? si? energicznie domaga? si?y rozwojowe ludzko?ci.
Dzi? wprawdzie jeste?my s?abo przygotowani do tego, aby ide? spo?eczn?, która ma skierowa? kapitalizm na zdrowe tory, powi?za? bezpo?rednio z ?yciem duchowem. Nawi?zujemy do tego, co wchodzi w obr?b ?ycia gospodarczego. Widzimy, jak nowoczesna produkcja towarów doprowadzi?a do wielkiego przemys?u, a ten do obecnych form kapitalizmu. T? form? gospodarcz? winna zast?pi? spó?dzielczo??, pracuj?ca w celu zaspakajania potrzeb wytwórców. Ale poniewa?, oczywi?cie, pragnie si? utrzyma? przytem nowoczesn? technik? produkcji, ??da si? po??czenia wszystkich placówek przemys?owych w jedno wielkie stowarzyszenie. Panuje mniemanie, ?e w takiem zrzeszeniu, gdzie ka?dy produkowa? b?dzie na zlecenie spo?eczno?ci, nie b?dzie wyzysku, niepodobna bowiem, aby spo?ecze?stwo wyzyskiwa?o samo siebie. A poniewa? pragniemy, czy te? jeste?my zmuszeni nawi?zywa? do tego, co ju? istnieje, zwracamy si? ku wspó?czesnemu pa?stwu z my?l? przekszta?cenia go w tak? wszystko obejmuj?c? organizacj?.
Nie dostrzega si? przytem, ?e rezultaty oczekiwane od zrzeszenia tego rodzaju, tem trudniej dadz? si? osi?gn??, im wi?ksze b?d? jego rozmiary. O ile zdolno?ci indywidualne nie odegraj? w organizacji zrzeszeniowej tej roli, jak? tu wskazali?my, to wspólne zarz?dzanie prac? nie doprowadzi do uzdrowienia organizmu spo?ecznego.
Brak zdrowego pogl?du na udzia? ?ycia duchowego w organizmie spo?ecznym, pochodzi st?d, ?e obecnie ludzie przywykli wyobra?a? sobie pierwiastek duchowy jako co? niezmiernie dalekiego od wszystkiego, co materjalne i praktyczne. Wy?o?ony tu pogl?d, ?e w dzia?aniu kapita?u na terenie gospodarczym widzie? musimy przejaw pewnej dziedziny ?ycia duchowego, niejednemu wyda si? wr?cz ?mieszny. B?dzie to dziwaczne zarówno dla przedstawicieli dotychczasowych klas kierowniczych, jak i dla my?licieli socjalistycznych. Aby zrozumie? znaczenie dla uzdrowienia organizmu spo?ecznego tego, co si? w ten sposób o?miesza, nale?y zwróci? uwag? na pewne wspó?czesne pr?dy my?lowe, które, jakkolwiek wyp?ywaj? z rzetelnych w swoim rodzaju impulsów duszy, niemniej jednak hamuj? powstawanie prawdziwie spo?ecznego sposobu my?lenia wsz?dzie, dok?d docieraj?.
Te pr?dy my?lowe stroni?, mniej lub wi?cej nie?wiadomie, od tego, co daje w?a?ciw? si?? rozp?dow? prze?yciom wewn?trznym. D??? one do zdobycia pogl?du na ?wiat, do ?ycia duszy, do my?lenia, poznania naukowego, ale w taki sposób, ?e to wszystko stanowi jakby wysepk? w ca?okszta?cie ?ycia cz?owieka. Skutkiem tego nie s? one w stanie przerzuci? pomostu pomi?dzy tem wszystkiem a ?yciem, do którego wprz?ga cz?owieka codzienno??. Widzimy, jak w mniemaniu wielu wspó?czesnych, nale?y do “wewn?trznej dystynkcji” rozmy?lanie, cho?by nawet w sposób abstrakcyjno-szkolny, o ró?nych problemach etyczno-religijnych na niebosi??nych wy?ynach marze?. Mo?emy obserwowa?, jak ludzie rozmy?laj? o sposobie doskonalenia si?, o tem, jak cz?owiek winien mi?owa? swych bli?nich, jak mo?e zdoby? ?ask? “wewn?trznej tre?ci ?ycia”. Ale stwierdzamy przytem ca?kowit? bezsilno?? urzeczywistniania wszystkiego tego, co si? uwa?a za dobre, pe?ne mi?o?ci, ?yczliwe, s?uszne, moralne w warunkach otaczaj?cych cz?owieka, a wi?c w jego ?yciu codziennem, w dzia?aniu kapita?u, p?acy roboczej, spo?yciu, produkcji, obiegu towarów, kredycie, bankach i gie?dzie.
Mo?na dostrzec, jak dwa pr?dy ?wiatowe p?yn? obok siebie tak?e w przyzwyczajeniach my?lowych cz?owieka. Jeden z nich usi?uje trzyma? si? jak gdyby na wy?ynach bosko-duchowych i nie pragnie wcale budowa? pomostu pomi?dzy impulsami duchowemi a ?yciem codziennem. Drugi za? pr?d - ?yje bezmy?lnie w codzienno?ci. Ale ?ycie - to nierozdzielna jedno??. Pomy?lnie rozwija? si? b?dzie mog?o dopiero wówczas, gdy poruszaj?ce je si?y natury etyczno-religijnej b?d? oddzia?ywa?y na najcodzienniejsze pospolite sprawy, te w?a?nie, które wielu ludziom wydaj? si? mniej podnios?e. Je?eli bowiem zaniedbujemy po??czenia tych dwu dziedzin, to w ?yciu religijnem, moralnem oraz w my?leniu spo?ecznem wpadamy w czyste marzycielstwo, ca?kiem obce rzeczywisto?ci codziennej. I wówczas ta rzeczywisto?? m?ci si? w pewien sposób. Cz?owiek bowiem wtedy pod wp?ywem impulsu “duchowego” d??y do wszelkich mo?liwych idea?ów, do wszystkiego, co nazywa “dobrem”. Natomiast jako pozbawionym “ducha” oddaje si? instynktom, przeciwstawiaj?cym si? tym “idea?om”, a które stanowi? podstaw? zwyk?ych codziennych potrzeb ?yciowych, zaspokajanych w dziedzinie gospodarczej. Nieznan? mu jest jakakolwiek droga realna, wiod?ca od poj?cia duchowo?ci do spraw dnia powszedniego. Skutkiem tego to ?ycie codzienne przybiera posta?, nie maj?c? nic wspólnego z impulsami etycznemi wznios?ych wy?yn duszy i ducha. Ale wtedy codzienno?? m?ci si? w ten sposób, ?e ?ycie etyczno-religijne staje si? k?amstwem wewn?trznem w ?yciu cz?owieka, gdy? niepostrze?enie stroni od powszednio?ci, od bezpo?redniej praktyki ?yciowej.
Jak liczni s? dzi? ludzie, którzy z motywów pewnego etyczno-religijnego dostoje?stwa, wykazuj? najlepsz? wol? ku dobremu wspó??yciu z bli?nimi i pragn? okaza? to jak najlepszemi uczynkami. Zaniedbuj? oni jednak kszta?cenia w sobie wra?liwo?ci, któraby to naprawd? umo?liwia?a, gdy? nie potrafi? przyswoi? sobie wyobra?e? spo?ecznych, urabiaj?cych praktyczne przyzwyczajenia ?yciowe.
Do tej kategorji nale?? ci, co w tym dla ?wiata historycznym momencie, kiedy problemy spo?eczne sta?y si? tak pal?ce, przeciwstawiaj? si? hamuj?co prawdziwej praktyce ?yciowej, s? bowiem marzycielami, mimo, i? uwa?aj? si? za ludzi praktycznych. Szerz? oni taki np. pogl?d: ludzie musz? si? wznie?? ponad materjalizm, ponad zewn?trzny ?wiat fizyczny, które wtr?ci?y ich w katastrof? wojny ?wiatowej i w ca?e to nieszcz??cie; musz? wi?c zwróci? si? ku duchowemu ujmowaniu ?ycia. Wskazuj?c w ten sposób drogi ku ?yciu duchowemu, nie przestaj? powo?ywa? si? na jednostki, które w przesz?o?ci otaczano czci? z racji ich uduchowionego sposobu my?lenia. Ale cz?owiek, który w?a?nie usi?uje wskazywa?, ?e to, co duch ludzki musi dokona? w ?yciu naprawd? praktycznem, jest niezb?dne w niemniejszym stopniu, jak wytwarzanie chleba powszedniego, spotka si? z uwag?, ?e obecnie najwa?niejsz? rzecz? jest znów doprowadzi? ogó? do uznania czynnika duchowego. Dzi? jednak chodzi o to, aby przy pomocy si? duchowych odnale?? linje wytyczne uzdrowienia organizmu spo?ecznego. A do tego nie wystarcza zajmowa? si? tylko od?wi?tnie sprawami duchowemi. ?wiat?o duchowe musi koniecznie przenika? ca?y byt codzienny. Sk?onno?? do szukania dla ?ycia “duchowego” dróg pobocznych doprowadzi?a do tego, ?e sfery, dzier??ce dotychczas w swych r?kach ster rz?dów, s? zadowolone z warunków spo?ecznych, które wywo?a?y obecny stan rzeczy.
Obecnie w ?yciu spo?ecznem ?ci?le zwi?zane s? ze sob? dwie rzeczy: zarz?dzanie kapita?em w produkcji towarów oraz w?asno?? ?rodków produkcji, czyli tak?e kapita?u. A jednak stosunek cz?owieka do kapita?u w obu tych formach jest ca?kiem ró?ny pod wzgl?dem dzia?ania, jakie to wywiera na organizm spo?eczny. Zarz?dzanie kapita?em na podstawie zdolno?ci indywidualnych, zastosowane celowo, wzmaga dobrobyt organizmu spo?ecznego, co jest zgodne z interesem wszystkich, nale??cych do tego organizmu. W jakiemkolwiek po?o?eniu znajduje si? cz?owiek, jest on zawsze zainteresowany w tem, aby wyp?ywaj?ce z natury ludzkiej indywidualne zdolno?ci, które celowo wspó?dzia?aj? przy powstawaniu dóbr niezb?dnych w ?yciu ludzkiem, nie marnowa?y si?. Ale rozwój tych zdolno?ci wymaga, aby obdarzeni niemi ludzie z w?asnej swobodnej inicjatywy pobudzali je do dzia?ania. To, co z tych ?róde? nie ma mo?no?ci wyp?ywa? swobodnie, zostaje jakby odj?te pomy?lno?ci ogó?u, a przynajmniej do pewnego stopnia. Kapita? jednak jest ?rodkiem, umo?liwiaj?cym aktywizacj? takich zdolno?ci w rozleg?ych dziedzinach ?ycia spo?ecznego. Najistotniejszy interes ka?dego cz?owieka w ramach organizmu spo?ecznego wymaga, aby w pewnym kierunku uzdolnione jednostki, lub szczególnie nadaj?ce si? do okre?lonych prac zespo?y mia?y mo?no?? rozporz?dzania kapita?em wed?ug w?asnej inicjatywy. Ka?dy obywatel, od pracownika umys?owego do r?kodzielnika, o ile bez uprzedze? rozumie w?asny interes, musi sobie powiedzie?: chcia?bym, ?eby dostateczna liczba, zdolnych jednostek lub zespo?ów mog?a nie tylko swobodnie dysponowa? kapita?em, ale aby tak?e mia?a mo?no?? doj?cia z w?asnej inicjatywy do posiadania kapita?u. Jedynie bowiem oni mog? s?dzi? o tem, jak przy pomocy kapita?u, ich indywidualne zdolno?ci potrafi? celowo wytwarza? dobra dla organizmu spo?ecznego.
W ramach niniejszej ksi??ki nie ma potrzeby przedstawia?, jak z biegiem rozwoju ludzko?ci, w zwi?zku z dzia?aniem indywidualnych uzdolnie? ludzkich, w?asno?? prywatna wy?oni?a si? z po?ród innych form posiadania w organizmie spo?ecznym. W?asno?? ta kszta?towa?a si? a? do ostatnich czasów pod wp?ywem podzia?u pracy. Omówimy tutaj obecny stan rzeczy tudzie? jego nieodzowny dalszy rozwój.
Jakkolwiek w?asno?? prywatna powsta?a drog? przemocy, podbojów itp., jest ona równie? wynikiem twórczo?ci spo?ecznej, zwi?zanej z indywidualnemi zdolno?ciami ludzi. Wszak?e, zdaniem my?licieli socjalistycznych, usuni?cie ucisku, wywieranego przez w?asno?? prywatn?, jest mo?liwe jedynie drog? przekszta?cenia jej we w?asno?? spo?eczn?. Przyczem stawiaj? oni spraw? w sposób nast?puj?cy: jak mo?na przeszkodzi? powstawaniu prywatnej w?asno?ci ?rodków produkcji, aby po?o?y? kres uciskowi, który ona wywiera na klasy nieposiadaj?ce? Kto tak stawia spraw?, nie uwzgl?dnia faktu, ?e organizm spo?eczny znajduje si? w stanie nieprzerwanego powstawania i rozrostu. W stosunku do czego?, co si? rozwija, nie nale?y pyta?, jak je najlepiej urz?dzi? mamy, aby dzi?ki temu pozosta?o na przysz?o?? w takim stanie, jaki uznali?my za doskona?y? My?le? w taki sposób mo?na jedynie o rzeczy, która, poczynaj?c od pewnego momentu, dzia?a dalej zasadniczo w niezmienny sposób. Nie stosuje si? to do organizmu spo?ecznego. Wszystko, co w nim powstaje, podlega ci?g?ym zmianom w procesie samego ?ycia. Je?eli tedy chcemy nada? mu najlepsz?, wed?ug naszego mniemania, form?, w którejby mia? nadal trwa?, podkopujemy warunki jego istnienia.
Jednym z warunków rozwoju organizmu spo?ecznego jest, aby jednostki, mog?cej s?u?y? ogó?owi swemi zdolno?ciami, nie pozbawia? mo?no?ci czynienia tego z jej w?asnej, niezale?nej inicjatywy. Tam, gdzie taka dzia?alno?? wymaga rozporz?dzania ?rodkami produkcji, zapory, stawiane tej inicjatywie, przynios?yby szkod? dobru ogólnemu. Zazwyczaj wysuwany w tej sprawie argument, ?e przedsi?biorca musi mie?, jako bodziec dla swej dzia?alno?ci, widoki na zysk, zwi?zany z w?asno?ci? ?rodków produkcji, nie ma tu znaczenia. Kierunek bowiem my?li, z którego wyp?ywa wy?o?ony w tej ksi??ce pogl?d na dalszy rozwój stosunków spo?ecznych, widzi mo?liwo?? usuni?cia tego rodzaju pobudek drog? wyzwolenia ?ycia duchowego z zale?no?ci politycznej i gospodarczej. Wyzwolone ?ycie duchowe samo z siebie rozwija? b?dzie zrozumienie spo?eczne, st?d za? wynikn? bod?ce zupe?nie innej natury, ni? te, które opieraj? si? na widokach korzy?ci materjalnych. Ale nie o to jedynie chodzi, z jakich powodów ludzie s? przywi?zani do prywatnego w?adania ?rodkami produkcji, ale o to, co lepiej odpowiada warunkom ?yciowym organizmu spo?ecznego: rozporz?dzanie ?rodkami produkcji w sposób nieskr?powany, czy te? regulowany przez spo?ecze?stwo. Przytem nale?y zawsze pami?ta?, ?e przy rozwa?aniach warunków ?yciowych obecnego organizmu spo?ecznego, nie nale?y bra? pod uwag? tego, co istnia?o, wed?ug naszego mniemania, w spo?ecze?stwach pierwotnych, ale wy??cznie to, co odpowiada obecnemu szczeblowi rozwoju ludzko?ci.
Na dzisiejszym stopniu rozwojowym zdolno?ci indywidualne nie mog? dzia?a? owocnie przy pomocy kapita?u, o ile nie maj? mo?no?ci swobodnego rozporz?dzania nim w obiegu gospodarczym. P?odna dzia?alno?? w zakresie produkcji wymaga zapewnienia jej nieskr?powanej dyspozycji kapita?em, nie z racji korzy?ci, jakie to przynosi poszczególnej jednostce lub zespo?owi, ale dlatego, ?e w ten sposób najlepiej s?u?y? ona mo?e ogó?owi, o ile zmys? spo?eczny towarzyszy temu w sposób celowy.
Cz?owiek zwi?zany jest poniek?d z tem, co produkuje sam, lub razem z innymi lud?mi w podobny sposób, jak ze sprawno?ci? organów w?asnego cia?a. Ograniczenie wolno?ci rozporz?dzania ?rodkami produkcji porówna? mo?na do kr?powania cz?owieka w swobodnem pos?ugiwaniu si? cz?onkami jego cia?a.
Otó? w?asno?? prywatna nie jest niczem innem, jak po?rednikiem takiego w?a?nie swobodnego rozporz?dzania. Przy rozpatrywaniu w?asno?ci prywatnej wa?ne jest dla organizmu spo?ecznego to tylko, ?eby w?a?ciciel posiada? prawo rozporz?dzania ni? wed?ug w?asnej inicjatywy. W ?yciu spo?ecznem po??czone s? ze sob?, jak widzimy, dwie rzeczy, które maj? ca?kiem odmienne dla? znaczenie: swobodne rozporz?dzanie kapita?em, jako podstaw? wytwarzania spo?ecznego, oraz stosunek prawny cz?owieka, rozporz?dzaj?cego kapita?em wzgl?dem wszystkich pozosta?ych ludzi, którzy skutkiem tego pozbawieni s? mo?no?ci korzystania z tego kapita?u.
Do szkodliwych nast?pstw spo?ecznych prowadzi nie pierwotne prawo swobodnego rozporz?dzania kapita?em, lecz jedynie dalsze trwanie w mocy tego prawa tak?e i wówczas, kiedy ju? przesta?y istnie? warunki wi???ce w sposób celowy to prawo ze zdolno?ciami ludzkiemi. Kto w organizmie spo?ecznym widzi twór ?ywy, rozwijaj?cy si?, zrozumie, o co tu chodzi. B?dzie szuka? mo?liwo?ci takiego zarz?dzania tem, co z jednej strony s?u?y ?yciu, aby z drugiej strony nie stawa?o si? to dla? szkodliwe. Wszystko, co ?yje, ?adn? miar? nie mo?e by? urz?dzone w sposób, któryby zapobiega? powstawaniu tak?e pewnych szkodliwych przejawów w procesie swego rozwoju. I je?eli sami mamy wspó?pracowa? z czem?, znajduj?cem si? w procesie powstawania, tak, jak nas do tego zmusza organizm spo?eczny, to nasze zadanie nie mo?e bynajmniej polega? na niedopuszczaniu do wytworzenia si? jakiego? koniecznego urz?dzenia z obawy przed jego ujemnemi nast?pstwami. Tem bowiem podkopuje si? mo?liwo?ci rozwojowe organizmu spo?ecznego. Chodzi jedynie o to, aby interwenjowa? we w?a?ciwym momencie, kiedy celowe urz?dzenia przekszta?c? si? w szkodliwe.
Zdolno?ciom indywidualnym nale?y pozostawi? mo?no?? swobodnego rozporz?dzania kapita?em; lecz zwi?zane z nim prawo w?asno?ci trzeba móc zmienia? w chwili, kiedy staje si? ?rodkiem bezprawnej przemocy. W naszych czasach urz?dzenia, uwzgl?dniaj?ce ten postulat, istniej? jedynie w stosunku do t. zw. prawa autorskiego. Po pewnym czasie po zgonie autora przechodzi ono na w?asno?? spo?ecze?stwa. Urz?dzenie to opiera si? na zasadzie zgodnej w istot? wspó??ycia ludzkiego. Jakkolwiek bowiem powstanie jakiej? warto?ci czysto duchowej wi??e si? ?ci?le z indywidualnemi zdolno?ciami cz?owieka, to jednak warto?? ta stanowi rezultat wspó??ycia spo?ecznego i w odpowiednim momencie powinna do? powróci?. Nie inaczej rzecz si? ma z innemi rodzajami w?asno?ci. Nieodzownym warunkiem tego, aby jednostka przy pomocy w?asno?ci, mog?a wytwarza? co? dla ogó?u, jest wspó?dzia?anie tego? ogó?u. Prawo swobodnego rozporz?dzania w?asno?ci? nie mo?e by? przeto oddzielone od interesu spo?ecze?stwa. Nie chodzi wi?c o znalezienie sposobu zniesienia prawa posiadania kapita?u, ale o to, aby zarz?dzanie nim odbywa?o si? w sposób dla spo?ecze?stwa najbardziej po?yteczny.
Otó? taki sposób znale?? mo?na w trójcz?onowym organizmie spo?ecznym. Z??czeni w tym organizmie ludzie dzia?aj? jako ca?o??, zapomoc? cz?onu prawno-pa?stwowego. Aktywizacja zdolno?ci indywidualnych nale?y do organizacji duchowej.
Dla ka?dego, kto jest obdarzony zmys?em rzeczywisto?ci i nie pozwala, opanowa? si? subjektywnym s?dom, teorjom, ?yczeniom itp., wszystko w organizmie spo?ecznym wykazuje konieczno?? uk?adu trójcz?onowego. Przedewszystkiem jednak konieczno?? t? ujawnia zagadnienie, dotycz?ce stosunku zdolno?ci ludzkich do kapita?u, jako podstawy gospodarczej, tudzie? do prawa w?asno?ci tego kapita?u. Pa?stwo nie powinno stawia? przeszkód powstawaniu w?asno?ci prywatnej i zawiadywaniu ni? dopóty, dopóki zdolno?ci indywidualne pozostaj? zwi?zane z kapita?em w sposób pomy?lny dla ca?o?ci organizmu spo?ecznego. W stosunku do w?asno?ci prywatnej pa?stwo spe?nia? b?dzie rol? ?ci?le prawn?. Nigdy nie b?dzie przejmowa?o jej w swoje posiadanie, ograniczaj?c si? do wydawania zarz?dze?, aby w odpowiednim momencie nast?pi?o przekazanie danego objektu takiej jednostce lub zespo?owi, które, dzi?ki swym w?a?ciwo?ciom indywidualnym, ustosunkuj? si? do? w sposób po??dany. B?dzie to korzystne dla organizmu spo?ecznego z dwóch ca?kiem ró?nych wzgl?dów. Pa?stwo, maj?ce do czynienia z tem, co wszystkich ludzi jednakowo dotyczy, dzi?ki swym demokratycznym zasadom, potrafi czuwa? nad tem, aby prawo w?asno?ci nie sta?o si? z biegiem czasu bezprawiem. Skutkiem tego, ?e pa?stwo nie b?dzie samo zarz?dza?o w?asno?ci?, lecz troszczy? si? b?dzie jedynie o przekazywanie jej indywidualnym zdolno?ciom ludzkim, zdo?aj? one rozwin?? w pe?ni swe owocne si?y na po?ytek ca?o?ci organizmu spo?ecznego. Przy takiej organizacji prawa w?asno?ci oraz zawiadywania ni?, pozostawa? ona b?dzie w jednym r?ku tylko tak d?ugo, jak to oka?e si? celowe. Przypuszczalnie zarz?dzenia pa?stwowe co do przechodzenia w?asno?ci z r?k do r?k b?d? ulega?y z biegiem czasu du?ym zmianom. Dzi?, kiedy w szerokich ko?ach zapanowa?a g??boka nieufno?? do wszelkiej w?asno?ci prywatnej, my?li si? o radykalnem przekszta?ceniu jej we w?asno?? kolektywn?. Ale gdyby?my na tej drodze poszli do?? daleko, przekonaliby?my si?, jak skr?powa?oby to mo?liwo?ci rozwojowe organizmu spo?ecznego. Nauczeni do?wiadczeniem ludzie obraliby pó?niej inn? drog?. By?oby jednak bezsprzecznie lepiej wprowadzi? ju? obecnie urz?dzenia, któreby, w duchu powy?szych wywodów, zapewni?y zdrowie organizmowi spo?ecznemu.
Dopóki jednostka, oddzielnie lub w zespole, kieruje dzia?alno?ci? produkcyjn? przy pomocy zgromadzonego przez ni? kapita?u, dopóty mie? powinna prawo rozporz?dzania przyrostem pierwotnego kapita?u zak?adowego, o ile ten przyrost przeznacza si? na dalszy rozwój produkcji. Skoro tylko jednostka ta przestanie spe?nia? swe funkcje kierownicze, kapita? winien przej?? do r?k innej osoby, czy zespo?u, aby umo?liwi? prowadzenie podobnej lub innej placówki wytwórczej, s?u??cej organizmowi spo?ecznemu. Równie? i kwoty uzyskane z produkcji, a nie przeznaczone na jej rozbudow?, winny by? odrazu kierowane na t? drog?. Za w?asno?? osobist? zarz?dzaj?cego uwa?a? nale?y to tylko, co przypada mu na zasadzie warunków, jakie, ze wzgl?du na swe zdolno?ci indywidualne, uzna? za w?a?ciwe postawi? przy obejmowaniu tego stanowiska. Uzasadnienie tych ??da? opiera si? na tem, ?e dzi?ki zaufaniu, jakiem si? cieszy, powierzano mu zarz?dzanie pewnym kapita?em. Je?eli zarz?dzaj?cy sw? dzia?alno?ci? przyczyni? si? do powi?kszenia, kapita?u, to na jego korzy?? powinna przypa?? taka cz??? tego przyrostu, aby jego pierwotne dochody powi?kszy?y si? procentowo w tym samym stopniu, w jakim powi?kszy? si? kapita?.
Kapita? zak?adowy przedsi?biorstwa, zgodnie z wol? pierwotnych jego w?a?cicieli, mo?e przej?? w r?ce nowego zarz?dzaj?cego wraz z wszelkiemi ci???cemi na? zobowi?zaniami, albo tak?e do nich powróci? wówczas, gdy pierwszy kierownik nie b?dzie móg?, albo te? nie b?dzie chcia? spe?nia? nadal tych zada?.
Przy takiem urz?dzeniu mamy do czynienia z przekazywaniem praw. Ustalanie form prawnych tego przekazywania b?dzie zadaniem organizacji prawno-pa?stwowej. Równie? nale?e? do? b?dzie czuwanie nad ich wykonywaniem, oraz zarz?dzanie temi sprawami. Przewidywa? mo?na, ?e rozporz?dzenia, normuj?ce przekazywanie w?asno?ci, przybiera? b?d? ró?ne formy, zale?nie od poczucia ?wiadomo?ci prawnej. Sposób wyobra?ania sobie rzeczy jaki tu wy?o?yli?my, musi by? zgodny z rzeczywisto?ci?, nie mo?e wi?c wskazywa? nic wi?cej ponad kierunek, w jakim wspomniane urz?dzenia mog?yby si? rozwija?. Je?eli w tym duchu post?powa? b?dziemy ze zrozumieniem rzeczy, to zawsze w ka?dym konkretnym wypadku znajdziemy celowy sposób dzia?ania. Przy poszukiwaniu tedy w?a?ciwego rozwi?zania w ?yciu praktycznem nale?y zawsze uwzgl?dnia? szczególne warunki i ducha samej rzeczy. Im bardziej czyj? sposób my?lenia odpowiada rzeczywisto?ci, tem mniej sk?onny on b?dzie w poszczególnym wypadku do narzucania jakichkolwiek zgóry powzi?tych przepisów i regu?. I takie, czy inne rozwi?zanie wy?oni si? samo w sposób wyra?ny, w?a?nie jako konieczno?? z samego ducha tego rodzaju my?lenia. St?d te? wyniknie prze?wiadczenie, ?e pa?stwo, zawiaduj?c przekazywaniem praw w?asno?ci, nigdy nie powinno samo przejmowa? funkcji rozporz?dzania kapita?em. Ma si? ono troszczy? wy??cznie o to, aby wybór jednostki lub grupy, w których r?ce zostaje przekazany kapita?, uzasadnia?y zdolno?ci indywidualne wybranych. Z tego za?o?enia wychodz?c, obowi?zywa? winna przedewszystkiem ogólna zasada, ?e ka?dy, kto z powy?szych wzgl?dów chce przekaza? swój kapita?, ma prawo sam decydowa? o swoim nast?pcy. B?dzie mu pozostawiona mo?no?? wyznaczenia osoby, czy te? grupy osób, albo przekazania owego prawa jakiej? korporacji, nale??cej do organizacji ?ycia duchowego. Kto bowiem odda? organizmowi spo?ecznemu us?ugi celowem zarz?dzaniem kapita?ami, ten równie?, dzi?ki swym indywidualnym zdolno?ciom, potrafi ze zrozumieniem spo?ecznem zadecydowa? o dalszych losach tych kapita?ów. Poszanowanie tej zasady b?dzie dla organizmu spo?ecznego bardziej po?yteczne, ni? jej ignorowanie i pozostawianie regulowania tych spraw osobom, które nie s? z niemi w bezpo?rednim zwi?zku.
Takie regulowanie praw w?asno?ci b?dzie stosowane do kapita?ów, przekraczaj?cych pewn? sum?, a zgromadzonych przy pomocy ?rodków produkcji, ??cznie z ziemi?, przez jednostk? czy grup? osób, które to kapita?y nie przesz?y we w?asno?? prywatn? z tytu?u pierwotnego wynagrodzenia indywidualnych uzdolnie?.
Dochody z tego ?ród?a oraz wszelkie oszcz?dno?ci, pochodz?ce z w?asnej pracy, do chwili zgonu ich w?a?ciciela, lub do pewnego pó?niejszego terminu, pozostaj? w jego osobistem posiadaniu, wzgl?dnie jego potomków. Do tego te? czasu ciu?acz, o ile przekaza? swe oszcz?dno?ci na cele produkcyjne, otrzymywa? b?dzie oprocentowanie pewnej wysoko?ci, wynikaj?ce z poczucia prawnego, wed?ug stopy ustalanej przez pa?stwo. W ustroju spo?ecznym, opartym na powy?szych zasadach, mo?liwe b?dzie ?cis?e rozgraniczenie dochodów, które zawdzi?cza si? dzia?alno?ci przy pomocy ?rodków produkcji, od tych, których ?ród?em s? zaoszcz?dzone kwoty, zdobyte prac? osobist? (fizyczn? i duchow?). Takie rozgraniczenie zgodne jest z poczuciem prawnem oraz z interesem spo?ecze?stwa. Oszcz?dno?ci osobiste, przekazane celom wytwórczo?ci, s?u?? dobru powszechnemu. To bowiem jedynie umo?liwia zdolno?ciom indywidualnym kierowanie produkcj?. Przyrost, jakiego doznaje kapita? dzi?ki ?rodkom produkcji - po potr?ceniu uprawnionego oprocentowania - zawdzi?cza swe powstanie wspó?dzia?aniu ca?ego organizmu spo?ecznego. Powinien wi?c do? powróci? w opisany sposób. Zadanie cz?onu prawnego ograniczy si? do wydawania zarz?dze?, aby przekazywanie kapita?ów odbywa?o si? w powy?szy sposób, ale nie b?dzie nale?a?o do jego kompetencyj rozstrzyganie do jakiej ga??zi produkcji natury materjalnej, czy duchowej przekazany, czy te? pochodz?cy z oszcz?dno?ci kapita? ma by? u?yty. Prowadzi?oby to bowiem do tyranji pa?stwa nad dziedzin? produkcji duchowej i materialnej. Indywidualne zdolno?ci ludzkie b?d? kierowa?y temi sprawami w sposób najbardziej korzystny dla organizmu spo?ecznego. W razie za?, je?li kto? nie zechce sam wybra? swego nast?pcy w zawiadywaniu kapita?em, który powsta? dzi?ki jego dzia?alno?ci, b?dzie móg? przekaza? to prawo którejb?d? korporacji, nale??cej do dziedziny duchowej.
Równie? i maj?tek, pochodz?cy z oszcz?dno?ci wraz z odsetkami, przejdzie po ?mierci jego w?a?ciciela lub nieco pó?niej, na mocy jego ostatniej woli, wy??cznie w r?ce takiej jednostki lub grupy osób, które s? czynne w wytwórczo?ci natury duchowej lub materjalnej; nie otrzyma za? go nigdy cz?owiek nieprodukcyjny, u którego kapita? przekszta?ci?by si? w rent?. Je?eli w?a?ciciel nie ma mo?no?ci dokonania wyboru bezpo?rednio, b?dzie uprawniony tak?e i w tym wypadku do przekazania prawa rozporz?dzania tym maj?tkiem korporacji z dziedziny duchowej. Jedynie wówczas, gdy w?a?ciciel nie pozostawi pod tym wzgl?dem ?adnych dyspozycyj, wyr?czy go pa?stwo, które powierzy dokonanie wyboru organizacji duchowej.
Przy takiem unormowaniu ustroju spo?ecznego uwzgl?dniona b?dzie zarówno swobodna inicjatywa jednostki, jak i interes ogó?u, który uzyska pe?ne zado??uczynienie w?a?nie skutkiem tego, ?e inicjatywa ta b?dzie mu s?u?y?a. Ka?dy, kto prac? sw? powierzy kierownictwu innego cz?owieka, przy takiem urz?dzeniu b?dzie mia? prze?wiadczenie, ?e to, co wspólnie z nim wytwarza, zostaje u?yte w sposób najbardziej owocny dla organizmu spo?ecznego, a zatem tak?e i dla niego samego. W tak pomy?lanym porz?dku spo?ecznym powstanie: po pierwsze, zgodny ze zdrowem poczuciem cz?owieka stosunek pomi?dzy sprawiedliwie regulowanem prawem rozporz?dzania kapita?em, uciele?nionym w ?rodkach produkcji, a prac? ludzk?; po wtóre za?, - zdrowy stosunek pomi?dzy cenami towarów wytwarzanych przez oba te czynniki.
W tem przedstawieniu rzeczy niejeden znajdzie zapewne niedoskona?o?ci. Mniejsza o nie! My?lenie zgodne z rzeczywisto?ci? nie kusi si? o kre?lenie “programów”, któreby by?y doskona?e raz na zawsze. Ono wyznacza tylko kierunek, w jakim nale?y pracowa?. Podane tu zarysy s?u?y? maj? jedynie za przyk?ad, o?wietlaj?cy bli?ej ten kierunek. Mo?naby przyk?ad ten udoskonala?. O ile tylko nast?pi to w zaznaczonym kierunku, b?dzie mo?na osi?gn?? cel owocny.
Przy pomocy takich urz?dze? dadz? si? sharmonizowa? uzasadnione impulsy osobiste, lub rodzinne ze wzgl?dami na dobro powszechne. Pokusa, aby swój maj?tek przekaza? jeszcze za ?ycia swemu potomstwu, niew?tpliwie dzia?a? b?dzie bardzo silnie. Potomstwo to mo?naby nawet wychowa? na jednostki pozornie produktywne, niedorównuj?ce jednak pod wzgl?dem dzielno?ci innym, któreby powinny w?a?nie zaj?? ich miejsce. Wszak?e w ustroju, gdzieby dzia?a?y wspomniane urz?dzenia, pokus? t? mo?naby os?abi? do minimum. Wystarczy?oby bowiem, aby pa?stwo wyda?o zarz?dzenie, w my?l którego maj?tek przekazany cz?onkowi rodziny, musia?by bezwarunkowo przej?? do rozporz?dzenia jakiej? korporacji duchowej po pewnym czasie od chwili zgonu jego pierwotnego w?a?ciciela. Albo te? w jaki? inny sposób prawo b?dzie mog?o zapobiec obchodzeniu powy?szej zasady. Pa?stwo b?dzie troszczy?o si? jedynie o to, ?eby takie przekazanie maj?tku nast?pi?o. Wybór za? obywatela, który przejmie spadek, dokona odpowiednia instytucja duchowa. Wprowadzenie w ?ycie takich za?o?e? rozbudzi w rodzicach zrozumienie potrzeby wychowywania i kszta?cenia swych dzieci na jednostki spo?ecznie po?yteczne. Przestan? oni wyrz?dza? spo?ecze?stwu szkod?, skutkiem pozostawiania kapita?ów jednostkom nieprodukcyjnym. Cz?owiek, o?ywiony prawdziwym zmys?em spo?ecznym, nie mo?e pragn??, aby kapita?, z którym zwi?za? swoj? prac?, dosta? si? nast?pnie w r?ce osób, lub grup, które nie usprawiedliwiaj? tego swemi uzdolnieniami.
Nikt nie zaliczy powy?szych wywodów do czystej utopji, o ile tylko ma poczucie tego, co jest naprawd? praktycznie wykonalne. Wskazujemy tu bowiem na urz?dzenia, które bezpo?rednio powsta? mog? z obecnie istniej?cych na ka?dem miejscu. Trzeba tylko pogodzi? si? z tem, ?e pa?stwo musi rezygnowa? stopniowo z zarz?dzania zarówno ?yciem duchowem jako te? i gospodarczem. Nie powinno wi?c ono przeciwdzia?a?, gdy zacznie si? urzeczywistnia? to, co sta? si? powinno, mianowicie, gdy powstawa? b?d? szko?y prywatne, a ?ycie gospodarcze oprze si? samorzutnie na w?asnych podstawach. Nie ma jednak potrzeby zamyka? z dnia na dzie? szkó? pa?stwowych, ani likwidowa? pa?stwowych urz?dze? gospodarczych. W miar? urzeczywistniania skromnych by? mo?e zacz?tków, dostrze?emy mo?liwo?ci stopniowej redukcji aparatu pa?stwowego w dziedzinie o?wiaty i gospodarki. Potrzeba jednak przedewszystkiem, aby jednostki, które s? prze?wiadczone o s?uszno?ci powy?szych lub pokrewnych idej, zaj??y si? ich rozpowszechnianiem. Je?eli idee te znajd? zrozumienie, to obudz? zaufanie do mo?liwo?ci zdrowego przekszta?cenia obecnych stosunków w taki sposób aby pozbawi? je ich cech ujemnych. Takie zaufanie jest jednak jedynem ?ród?em, z którego p?yn?? mo?e naprawd? zdrowy rozwój. Kto bowiem zdob?dzie to zaufanie, b?dzie musia? u?wiadomi? sobie sposób, w jaki nowe urz?dzenia dadz? si? praktycznie nawi?za? do dotychczasowych. Istotn? cech? idej, które tu rozwijamy, wydaje si? by? w?a?nie to, ?e ku lepszej przysz?o?ci nie d??ymy przez niszczenie rzeczy istniej?cych w stopniu jeszcze wi?kszym, ni? to ju? dzieje si? obecnie, ale realizujemy te idee, buduj?c dalej na tem, co ju? istnieje, w prze?wiadczeniu, ?e, buduj?c, burzymy wszystko, co niezdrowe. U?wiadamianie, któreby nie budzi?o zaufania w tym kierunku, nie osi?gn??oby celu, jaki bezwarunkowo osi?gn?? trzeba: taki dalszy rozwój, przy którym nie b?dzie si? marnowa?o, lecz troskliwie chroni?o warto?? dóbr, wytworzonych dotychczas przez ludzi, oraz nabytych zdolno?ci. Nawet cz?owiek my?l?cy radykalnie mo?e równie? nabra? zaufania do takiego przekszta?cenia spo?ecznego, które oszcz?dza odziedziczone warto?ci. Musi on tylko zapozna? si? z ideami, zdolnemi rzeczywi?cie zapocz?tkowa? zdrowy rozwój. B?dzie te? musia? zrozumie?, ?e ?adna klasa obywateli, któraby dosz?a do w?adzy, nie zdo?a usun?? z?a, o ile jej impulsów nie b?d? przenika?y idee, darz?ce organizm spo?eczny zdrowiem i zdolno?ciami do ?ycia. W?tpi? czy dostateczna liczba ludzi wyka?e zrozumienie dla takich idej, nawet w?ród obecnego chaosu - o ile tylko szerzeniu ich po?wi?ci si? dostateczn? energj? - znaczy?oby nie wierzy? we wra?liwo?? natury ludzkiej na impulsy zdrowe i spo?ecznie celowe. Nie nale?a?oby wogóle stawia? tego pytania o mo?liwo?ci zw?tpienia; trzeba natomiast postawi? pytanie inne; co czyni?, aby jak najpr?dzej spot?gowa? ?wiadomo?? idej, które budz? zaufanie.
Skutecznemu rozpowszechnianiu przedstawionych tu idej przeciwdzia?a? b?dzie na razie to, ?e wspó?czesne przyzwyczajenia my?lowe nie dojd? z niemi do ?adu z dwóch zasadniczych przyczyn: albo podniesiony b?dzie w jakiejkolwiek formie zarzut, ?e niepodobna wyobrazi? sobie mo?liwo?ci rozdarcia jednolitego ?ycia spo?ecznego, bo przecie? opisane tu trzy dziedziny s? zawsze ze sob? w rzeczywisto?ci z??czone; albo te? wysun? twierdzenie, ?e i w pa?stwie jednolitem ka?dy z tych trzech dzia?ów osi?gn?? mo?e równie? niezb?dne samodzielne znaczenie i ?e w?a?ciwie pogl?d powy?szy zawiera mrzonki ideowe, nie maj?ce nic wspólnego z rzeczywisto?ci?.
Pierwszy zarzut wynika z my?lenia niezgodnego z rzeczywisto?ci?. Przyjmuje si?, ?e ludzie, wspó??yj?cy ze sob?, s? zdolni wytworzy? jedno?? ?ycia dopiero wówczas, gdy zostanie ona wprowadzona drog? zarz?dze?. Czego? wr?cz przeciwnego wymaga jednak rzeczywisto?? ?yciowa. Jedno?? powsta? winna jako rezultat, musz? j? wko?cu wytworzy? dzia?ania, zbiegaj?ce si? z ró?nych stron. Ewolucja czasów ostatnich bieg?a naprzekór tej idei, zgodnej z rzeczywisto?ci?. Dlatego buntowa?o si? to, co w ludziach ?yje, przeciwko “porz?dkowi”, narzuconemu z zewn?trz i doprowadzi?o spo?ecze?stwo do obecnego stanu.
Drugi przes?d pochodzi z niemo?no?ci dostrze?enia radykalnej ró?nicy, istniej?cej w sposobie dzia?ania ka?dego z trzech cz?onów organizmu spo?ecznego. Nie widzi si? tego, jak cz?owiek ustosunkowuje si? w szczególny sposób do ka?dego z tych trzech dzia?ów, które jedynie wówczas maj? mo?no?? rozwijania swych w?a?ciwo?ci, gdy w rzeczywistem ?yciu znajd? dla siebie grunt, gdzie ka?dy z nich b?dzie móg? kszta?towa? si? odr?bnie od dwóch pozosta?ych, aby z nimi wspó?dzia?a?. Jeden z pogl?dów przesz?o?ci, pogl?d fizjokratów, g?osi?, ?e zarz?dzania gospodarcze pa?stwa, albo przeciwdzia?aj? samorzutnemu rozwojowi ?ycia ekonomicznego i wówczas s? szkodliwe, albo te? d??? one w tym samym kierunku, co samo ?ycie, gdy nie jest kr?powane, a wtedy s? zbyteczne. Teoretycznie pogl?d ten zosta? przezwyci??ony, ale jako przyzwyczajenie my?lowe b??ka si? jeszcze dotychczas, szerz?c spustoszenie w g?owach ludzkich. Panuje mniemanie, ?e je?eli jaki? dzia? ?ycia unormujemy wed?ug w?a?ciwych mu praw, to z dziedziny tej ju? wszystko powinno wynikn??, co jest niezb?dne dla ca?okszta?tu ?ycia. Je?liby np. zdo?ano uregulowa? ?ycie gospodarcze w taki sposób, aby ludzie normy te odczuwali jako zadowalaj?ce, to z tego uporz?dkowanego pod?o?a winny jakoby wynikn?? zdrowe warunki równie? i dla ?ycia prawnego oraz duchowego. Nie jest to jednak mo?liwe. Jedynie cz?owiek, który my?li w sposób obcy rzeczywisto?ci, mo?e uwa?a? to za ziszczalne. Obieg gospodarczy nie zawiera w sobie nic takiego, coby samorzutnie stanowi?o pobudk? do regulowania stosunku cz?owieka do cz?owieka, w sposób zgodny ze ?wiadomo?ci? prawn?. I je?eli stosunek ten zechcemy wyprowadzi? z motywów gospodarczych, to proces gospodarczy wch?onie ca?kowicie cz?owieka wraz z jego prac? i prawem rozporz?dzania ?rodkami produkcji. Staje si? on kó?kiem takiego ?ycia gospodarczego, które dzia?a jak mechanizm. ?ycie gospodarcze posiada tendencj? do poruszania si? stale w jednym kierunku, wymaga wi?c ono interwencji z innej strony. Nie wtedy zarz?dzenia prawne s? po?yteczne, kiedy id? w kierunku, który wytycza ?ycie gospodarcze, ani te? nie wtedy s? szkodliwe, gdy mu si? przeciwstawiaj?. I dopiero wówczas cz?owiek zajmie w ?yciu gospodarczem stanowisko, odpowiadaj?ce jego godno?ci, kiedy prawa, maj?ce na widoku wy??cznie cz?owieka, jako takiego, b?d? bezustannie modyfikowa?y samorzutny kierunek ?ycia gospodarczego. I tylko wtedy ?ycie gospodarcze mie? b?dzie mo?no?? rozwijania si? w sposób dla cz?owieka pomy?lny, gdy indywidualne zdolno?ci ludzkie wyrasta? b?d? ze swoistego pod?o?a i zapewni? temu ?yciu sta?y dop?yw si?, których ono samo z siebie nie jest zdolne wytworzy?.
Zdumiewaj?cy jest fakt, ?e tylko w dziedzinie ?ycia czysto zewn?trznego ?atwo dostrzega si? korzy?ci podzia?u pracy. Nikt nie zechce utrzymywa?, ?e krawiec, aby mie? mleko, powinien koniecznie sam hodowa? krow?. Gdy chodzi natomiast o bardziej rozleg?? dziedzin? ?ycia, ogó? s?dzi, ?e tylko jednolity ustrój mo?e by? dla niej zbawienny.
?  ?  ?
?e spo?eczny kierunek my?lowy, zgodny z rzeczywistem ?yciem, musi w?a?nie zewsz?d wywo?a? zarzuty - jest zrozumia?e samo przez si?. Rzeczywiste bowiem ?ycie wytwarza przeciwie?stwa. I kto nad??a my?l? za tem ?yciem, musi pragn?? wyrównywania jego sprzeczno?ci, tkwi?cych w wytworzonych przeze? urz?dzeniach, zapomoc? innych urz?dze?. Nie wolno mu ?udzi? si?, ?e jakie? urz?dzenie, które wyobra?a sobie jako “idealne”, w razie urzeczywistnienia, nie wyka?e ?adnych sprzeczno?ci. ??danie wspó?czesnego socjalizmu, aby nowoczesne urz?dzenia, s?u??ce do wytwarzania w celach osobistego zysku, zast?pi? innemi, któreby wytwarza?y dobra dla zaspakajania potrzeb ogó?u, jest ca?kowicie uzasadnione. Ale ten w?a?nie, kto ??danie to w zupe?no?ci uznaje, nie b?dzie móg? zgodzi? si? z ostatecznym wnioskiem tego socjalizmu, ?e zatem ?rodki produkcji musz? przej?? z r?k prywatnych we w?adanie wspólne. Przeciwnie, b?dzie on musia? doj?? do ca?kiem innego wniosku, mianowicie, ?e to, co wyprodukowano prywatnie, dzi?ki zdolno?ciom indywidualnym, musi we w?a?ciwy sposób by? oddane do u?ytku ogó?u.
Nowoczesna gospodarka ujawnia tendencj? do tworzenia zysków drog? masowej produkcji. W przysz?o?ci za? trzeba b?dzie d??y? do tego, aby przy pomocy zrzesze? i, wychodz?c z potrzeb spo?ywcy, znale?? najlepsze sposoby produkcji, tudzie? drogi wiod?ce od producenta do konsumenta. Urz?dzenia prawne sta? b?d? na stra?y tego, aby ka?da wytwórnia pozostawa?a dopóty tylko pod zarz?dem jakiej? osoby lub grupy osób, dopóki to usprawiedliwiaj? ich zdolno?ci indywidualne. Zamiast wspólnej w?asno?ci ?rodków produkcji, b?dziemy mieli obieg ich w organizmie spo?ecznym, doprowadzaj?cy je stale do ludzi, którzy, dzi?ki swym zdolno?ciom, potrafi? w najlepszy sposób czyni? z nich u?ytek dla dobra powszechnego. W ten sposób pomi?dzy jednostk? a ?rodkami produkcji powstawa? b?dzie na pewien czas taki stosunek, jaki dotychczas istnia? w warunkach prywatnej w?asno?ci. Albowiem tym to ?rodkom produkcji kierownik przedsi?biorstwa i jego zast?pcy zawdzi?cza? b?d?, ?e zdolno?ci ich przynios? im dochody, odpowiednie do ich wymaga?. Nie zaniedbaj? oni, o ile mo?no?ci, udoskonala? produkcj?, bo, aczkolwiek wzrost tej?e nie przyniesie im ca?kowitego przyrostu czystego dochodu, to jednak pewn? jego cz???. Zysk bowiem, w my?l tego co?my powiedzieli wy?ej, przechodzi na ogó? nie w ca?o?ci, lecz dopiero po odliczeniu na rzecz wytwórcy pewnego procentu z powodu zwi?kszonej produkcji. Z ducha poprzednich wywodów wynika równie?, ?e w razie kurczenia si? produkcji dochód wytwórcy ma si? zmniejsza? w takim samym stopniu, w jakim ulega powi?kszeniu przy jej wzro?cie. W ka?dym razie jednak dochody kierownika przedsi?biorstwa mie? b?d? swe ?ród?o w jego dzia?alno?ci duchowej, nie za? w zysku, wynikaj?cym ze wspó?dzia?ania si? ?ycia zbiorowego.
B?dzie mo?na przekona? si?, ?e skutkiem urzeczywistnienia takich idej spo?ecznych, urz?dzenia, które istniej? obecnie, nabior? zupe?nie nowego znaczenia, a w?asno?? przestanie by? tem, czem by?a dotychczas. Nie powróci ona te? do prze?ytej ju? formy w?asno?ci wspólnej, przybierze natomiast ca?kiem now? posta?. Objekty w?asno?ci dostan? si? w nurt ?ycia spo?ecznego. Jednostka nie b?dzie mog?a rozporz?dza? si? niemi do swych prywatnych celów ze szkod? dla ogó?u, ale te? i ogó? nie b?dzie móg? rz?dzi? si? biurokratycznie ze szkod? dla jednostki; natomiast odpowiedni cz?owiek znajdzie zawsze dost?p do w?asno?ci, aby przy jej pomocy s?u?y? ogó?owi.
Dzi?ki urzeczywistnieniu tych impulsów, które spraw? produkcji postawi? na zdrowych podstawach i uchroni? organizm spo?eczny od niebezpiecze?stw kryzysów, mo?e rozwija? si? zrozumienie dobra powszechnego. Zarz?d, maj?cy do czynienia wy??cznie z obiegiem gospodarczym, b?dzie mia? równie? mo?no?? niezb?dnego wyrównywania zak?óce?, powstaj?cych w tym obiegu. Je?eli np. jakie? przedsi?biorstwo, uznane za spo?ecznie po?yteczne, nie b?dzie w stanie wyp?aca? swym wierzycielom odsetek od ich wk?adów oszcz?dno?ciowych, pochodz?cych z pracy, b?dzie ono mog?o uzyska? pomoc od innych placówek gospodarczych, za zgod? wszystkich osób, bior?cych w nich udzia?. Zamkni?ty w sobie obieg gospodarczy, otrzymuj?cy zzewn?trz podstawy prawne oraz korzystaj?cy ze sta?ego dop?ywu ujawniaj?cych si? indywidualnych zdolno?ci ludzkich, b?dzie mia? do czynienia wy??cznie z gospodarowaniem. Pozwoli to na taki podzia? dóbr, który ka?demu zapewni to, co w miar? dobrobytu spo?ecznego sprawiedliwie mu si? nale?y. Je?li za? korzysta? b?dzie pozornie z wi?kszych dochodów, to jedynie dlatego, ?e to “wi?cej”, dzi?ki jego indywidualnym zdolno?ciom, przyniesie korzy?ci ogó?owi.
?  ?  ?
W organizmie spo?ecznym, ukszta?towanym zgodnie z przedstawionemi tu wyobra?eniami, ?rodki finansowe, niezb?dne na utrzymanie urz?dze? prawnych, b?d? normowane na podstawie porozumienia pomi?dzy zarz?dami organizmu prawnego i gospodarczego. Fundusze za? na potrzeby organizacji duchowej wp?ywa? b?d? od poszczególnych osób, bior?cych udzia? w organizmie spo?ecznym, na zasadzie dobrowolnego porozumienia. Ta organizacja duchowa opiera? si? b?dzie na zdrowych podstawach, dzi?ki temu, ?e indywidualna inicjatywa jednostek, zdolnych do pracy duchowej, dochodzi? b?dzie do g?osu w wolnem wspó?zawodnictwie.
Jedynie w takim organizmie spo?ecznym kierownictwo dzia?u prawnego znajdzie niezb?dne zrozumienie dla sprawiedliwego podzia?u dóbr. Organizm gospodarczy, który korzysta? b?dzie z pracy ludzkiej nie w zale?no?ci od potrzeb poszczególnych ga??zi produkcji, ale wy??cznie w granicach dopuszczalnych przez prawo, b?dzie wyznacza? warto?? dóbr wed?ug ?wiadcze? ludzi. Nie dopu?ci do tego, aby wytwarzano takie dobra, których warto?? powstaje bez liczenia si? z dobrobytem i godno?ci? cz?owieka. Taki organizm b?dzie ustanawia? prawa, wynikaj?ce z czysto ludzkich stosunków. Dzieciom przys?ugiwa? b?dzie prawo do nauki. Robotnik, ojciec rodziny, otrzymywa? b?dzie wy?sze wynagrodzenie, ni? robotnik samotny. To “wi?cej” otrzyma on przy pomocy urz?dze?, które powstan? na drodze porozumienia wszystkich trzech organizacyj spo?ecznych. Urz?dzenia te b?d? mog?y realizowa? prawo do nauki w ten sposób, ?e kierownictwo dzia?u gospodarczego oznaczy, na podstawie ogólnego po?o?enia gospodarczego, wysoko?? ?rodków, które b?dzie mo?na przeznaczy? na nauczanie; dzia? za? prawno-pa?stwowy, zgodnie z opinj? organizacji duchowej, ustanowi prawa poszczególnej jednostki.
Znów wypada zaznaczy?, ?e w duchu my?lenia zgodnego z rzeczywisto?ci?, uwagi tego rodzaju maj? wy??cznie na celu wskazanie, jakby na przyk?adzie, kierunku, w jakim takie urz?dzenia rozwija?by si? mog?y. Jest rzecz? bardzo mo?liw?, ?e w poszczególnych wypadkach zupe?nie inne urz?dzenia uznane b?d? za w?a?ciwe. Ale to “w?a?ciwe” da si? jedynie odnale?? na drodze celowego wspó?dzia?ania trzech samodzielnych cz?onów organizmu spo?ecznego. Sposób my?lenia, na którym opieraj? si? powy?sze rozwa?ania - w przeciwie?stwie do tego, co dzi? uchodzi za praktyczne, ale w istocie nim nie jest, - d??y do urz?dze? naprawd? praktycznych, mianowicie, do takiego rozcz?onowania organizmu spo?ecznego, któreby pobudza?o ?yj?cych w nim ludzi do post?powania celowego pod wzgl?dem spo?ecznym.
Podobnie jak dzieci korzystaj? z prawa do nauki, tak starcom, inwalidom, wdowom i chorym przys?uguje prawo do zaopatrzenia. ?rodki finansowe na te cele powinny dop?ywa? do obiegu w organizmie spo?ecznym w ten sam sposób, jak wspomniane fundusze na nauczanie tych, którzy jeszcze niezdolni s? do zarobkowania. Istotn? cech? tych wszystkich urz?dze? stanowi to, ?e ustalanie wysoko?ci dochodu osób, które same nie zarobkuj?, nie powinno wynika? ze stanu ?ycia gospodarczego, lecz naodwrót, ?ycie gospodarcze musi by? pod tym wzgl?dem uzale?nione od orzecze? ?wiadomo?ci prawnej. Pracuj?cy w danym organizmie gospodarczym korzysta? b?d? z tem mniejszej cz??ci dochodu z w?asnej pracy, im wi?cej przeznaczy si? ze? na rzecz niezarobkuj?cych. Ale to “mniej” obci??a? b?dzie równomiernie wszystkich, bior?cych udzia? w organizmie spo?ecznym, o ile omawiane tu impulsy spo?eczne zostan? zrealizowane. Dzi?ki wyodr?bnieniu spraw pa?stwowych z ?ycia gospodarczego, zagadnienie wychowania m?odzie?y oraz zaopatrzenia niezdolnych do pracy - co stanowi powszechny problem ludzko?ci - wejd? rzeczywi?cie do programu dzia?ania, poniewa? dziedzina prawna obejmie te sprawy, w których mog? zabiera? g?os wszyscy pe?noletni obywatele.
Organizm spo?eczny, ukszta?towany wed?ug rozwijanych tu wyobra?e?, b?dzie przekazywa? nadwy?k? wydajno?ci pracy jednostek szczególnie uzdolnionych na rzecz ogó?u, tak samo, jak od tego? ogó?u czerpa? b?dzie ?rodki na pokrycie niedoborów wydajno?ci pracowników mniej uzdolnionych, w celu zapewnienia im uprawnionego poziomu utrzymania. “Nadwarto??” nie b?dzie obracana na nieusprawiedliwione u?ywanie jednostek, lecz na wzmo?enie si?, które organizmowi spo?ecznemu przysporz? dóbr duchowych lub materjalnych, a tak?e na piel?gnowanie tego, co z ?ona tego organizmu powstaje, a nie mo?e mu odrazu bezpo?rednio s?u?y?.
Kto by?by sk?onny mniema?, ?e wyodr?bnienie trzech cz?onów organizmu spo?ecznego posiada jedynie warto?? ideow?, ?e mo?e wynikn?? “samo przez si?” w jednolicie ukszta?towanym organizmie pa?stwowym czy te? w pa?stwie, obejmuj?cem zrzeszenia gospodarcze, które s? oparte na wspólnej w?asno?ci ?rodków produkcji - ten powinien zwróci? uwag? na szczególny charakter urz?dze? spo?ecznych, jakie powsta? musz? przy urzeczywistnianiu trójcz?onowej organizacji. Ustanawianie pieni?dzy, jako prawnego ?rodka p?atniczego, naprzyk?ad, nie b?dzie nale?a?o do funkcji w?adz pa?stwowych. B?dzie to zadanie kierownictwa organizacji gospodarczej. Pieni?dz bowiem w zdrowym organizmie spo?ecznym nie mo?e by? niczem innem, jak przekazem na towary wytworzone przez innych ludzi, a które mamy prawo otrzyma? z ogólnego obrotu, dzi?ki temu, ?e sami wprowadzili?my do? dobra przez nas wyprodukowane. Dzi?ki obiegowi pieni??nemu obszar gospodarczy staje si? jednolitem gospodarstwem. Za po?rednictwem ca?o?ci ?ycia gospodarczego ka?dy wytwarza dla ka?dego. W dziedzinie gospodarczej mamy do czynienia wy??cznie z warto?ciami towarów. W tej dziedzinie charakteru towaru nabieraj? równie? ?wiadczenia, powstaj?ce w dziedzinie duchowej tudzie? w dziedzinie pa?stwowej. ?wiadczenia, których nauczyciel udziela swym uczniom, s? dla obiegu gospodarczego towarem. Nauczycielowi nie p?aci si? za jego zdolno?ci indywidualne, podobnie jak nie p?aci si? robotnikowi za si??, u?yt? do pracy. Obaj mog? otrzymywa? wynagrodzenie jedynie za to, co pochodzi od nich i w obiegu gospodarczym staje si? towarem. Jak musi dzia?a? swobodna, inicjatywa oraz prawo, aby powsta? towar, le?y to poza obr?bem obiegu gospodarczego tak samo, jak oddzia?ywanie si? przyrody na plony zbo?a przy zbiorach obfitych czy sk?pych. Zarówno organizacja duchowa, jak i pa?stwo s? z punktu widzenia swych ?wiadcze? producentami towarów. Tylko, ?e to, co one produkuj?, w ich w?asnych dziedzinach nie jest towarem; staje si? nim dopiero wówczas, gdy dostaje si? do obiegu gospodarczego. Organizacje te nie gospodaruj? we w?asnych dziedzinach, lecz ich ?wiadczeniami rozporz?dza kierownictwo organizacji gospodarczej.
Warto?? czysto-gospodarcza danego towaru (lub us?ugi), o ile wyra?a si? ona w pieni?dzach jako jej równowa?niku, zale?e? b?dzie od celowo?ci zarz?dze? organizacji gospodarczej. Od dzia?alno?ci jej zarz?du uzale?nione b?d? wyniki gospodarcze opieraj?ce si? na podstawach prawnej i duchowej, wytworzonych przez oba tamte cz?ony organizmu spo?ecznego. Wówczas warto?? pieni??na towaru b?dzie wyrazem tego, ?e w aparacie gospodarczym organizmu spo?ecznego wyprodukowano ten towar w ilo?ci, odpowiadaj?cej potrzebom. O ile za?o?enia przedstawione w tej pracy urzeczywistni? si?, to w organizmie gospodarczym decyduj?cym stanie si? nie impuls, d???cy wy??cznie do powi?kszania produkcji gwoli gromadzenia bogactw, lecz wytwarzanie stosowa? si? b?dzie do potrzeb ludzkich, dzi?ki wspó?pracy zrzesze? spó?dzielczych, które powstan? i ??czy? si? b?d? ze sob? w przeró?ny sposób. Skutkiem tego wytworzy si? w organizmie spo?ecznym odpowiadaj?cy tym potrzebom stosunek pomi?dzy warto?ci? pieni??n? a urz?dzeniami produkcyjnemi.
Pieni?dz w zdrowym organizmie spo?ecznym b?dzie istotnie tylko miernikiem warto?ci. Poza ka?d? bowiem monet?, czy banknotem ukrywa si? ?wiadczenie w postaci towaru, wzamian którego doj?? mo?na jedynie do otrzymania pieni?dza. Z samej istoty takich stosunków stan? si? konieczne urz?dzenia, które pozbawia? b?d? pieni?dze warto?ci dla ich posiadacza z chwil?, w której utrac? one wy?ej wymieniony charakter. Na urz?dzenia tego rodzaju ju? poprzednio zwrócili?my uwag?. Pieni?dze po pewnym okre?lonym czasie przechodzi? b?d? w odpowiedniej formie ma rzecz ogó?u. Aby za? pieni?dze, które nie s? zatrudnione w wytwórczo?ci, nie by?y przetrzymywane przez ich posiadaczy drog? obchodzenia zarz?dze? organizacji gospodarczej, wskazaniem b?dzie przeprowadza? od czasu do czasu nowe bicie monet, albo now? emisj? banknotów. Z takiego uk?adu stosunków bezw?tpienia wyniknie mi?dzy innemi równie? i to, ?e oprocentowanie kapita?u b?dzie z biegiem lat stale si? zmniejsza?o. Pieni?dz podlega? b?dzie zu?yciu tak samo, jak zu?ywaj? si? towary. Jednak takie zarz?dzenie b?dzie ca?kowicie usprawiedliwione.
“Procenty od procentów” nie b?d? dopuszczalne. Kto z?o?y? oszcz?dno?ci, musia? wprawdzie wykona? jak?? prac?, uprawniaj?c? go do ??dania w przysz?o?ci pewnego równowa?nika w towarach tak, jak jego tera?niejsze ?wiadczenia daj? mu prawo do wymiany na inne równowa?ne ?wiadczenia. Jednak roszczenia takie mog? by? uznane tylko do pewnych granic. Albowiem uprawnienia, pochodz?ce z przesz?o?ci, mo?na zaspakaja? jedynie ?wiadczeniami pracy tera?niejszej. Roszczeniom tego rodzaju nie wolno sta? si? ?rodkiem przemocy gospodarczej. Urzeczywistnienie powy?szych za?o?e? postawi spraw? walutow? na zdrowych podstawach. Niezale?nie bowiem od tego, jak skutkiem innych warunków kszta?tuje si? forma pieni?dza: waluta w r?kach kierownictwa ca?ego organizmu gospodarczego stanie si? rozs?dnem narz?dziem obrotu. Pa?stwo nie rozwi??e nigdy sprawy walutowej w sposób zadowalaj?cy zapomoc? ustaw. Pa?stwa wspó?czesne zdo?aj? spraw? t? rozwi?za? dopiero wówczas, gdy same zrezygnuj? z jej rozwi?zania i przeka?? j? wyodr?bnionemu organizmowi gospodarczemu.
?  ?  ?
Wiele si? rozprawia o nowoczesnym podziale pracy, o jego wp?ywie na ekonomj? czasu, podniesienie jako?ci towarów, ich wymian? i t. p., ale ma?o zwraca si? uwagi na wp?yw, jaki podzia? pracy wywar? na stosunek poszczególnego cz?owieka do wytworu jego pracy. Kto pracuje w spo?ecze?stwie, opartem na podziale pracy, ten w?a?ciwie nigdy sam nie zdobywa dla siebie ?rodków do ?ycia, ale je otrzymuje dzi?ki pracy ogó?u ludzi, czynnych w organizmie spo?ecznym. Krawiec, który sporz?dzi? ubranie dla w?asnego u?ytku, znajduje si? do? w ca?kiem innym stosunku, ni? cz?owiek pierwotny, który sam dla siebie wytwarza wszystko, czego potrzebuje. Krawiec szyje dla siebie ubranie w tym celu, aby móc robi? ubrania dla innych. Warto??, jak? jego w?asne ubranie dla? przedstawia, zale?y w zupe?no?ci od ?wiadcze? na jego korzy?? innych ludzi. Ubranie jest dla niego w?a?ciwie ?rodkiem produkcji. Niejeden powie, ?e s? to tylko finezje poj?ciowe. O ile jednak zwróci uwag? na kszta?towanie si? warto?ci towarów w obiegu gospodarczym, nie b?dzie móg? my?le? w ten sposób. Zrozumie bowiem wówczas, ?e w organizmie gospodarczym, opartym na podziale pracy, niepodobie?stwem jest pracowa? dla siebie. Ka?dy z nas mo?e pracowa? tylko dla innych, wszyscy za? ci inni - dla ka?dego z nas. Tak samo jak niepodobna samego siebie zje??, nie mo?na równie? pracowa? samemu dla siebie. Ale mo?na tworzy? urz?dzenia, które przecz? istocie podzia?u pracy. Dzieje si? to wówczas, gdy wytwarzanie dóbr skierowane jest wy??cznie w celu przekazywania na w?asno?? prywatn? poszczególnym jednostkom rezultatów ich dzia?alno?ci, które przecie? zawdzi?czaj? one wy??cznie stanowisku, jakie zajmuj? w organizmie spo?ecznym. Podzia? pracy wymaga takiej organizacji spo?ecze?stwa, aby ka?dy ?y? w niem zgodnie z ogólnemi warunkami tego organizmu jako ca?o?ci. Podzia? pracy zatem wy??cza gospodarczo egoizm. Je?eli pomimo to egoizm utrzymuje si? w postaci przywilejów klasowych itp., powoduje to stan pod wzgl?dem spo?ecznym nie do zniesienia, co musi doprowadza? do wstrz?sów. W takich stosunkach ?yjemy dzisiaj. Niejednemu wyda si?, by? mo?e, bez znaczenia ??danie, aby stosunki prawne i inne odpowiada?y podzia?owi pracy, wolnemu od egoizmu. Ale niech wyci?gnie konsekwencje ze swych za?o?e?: wówczas nic wogóle nie mo?naby zrobi?; ruch spo?eczny nie doprowadzi?by do niczego. Je?eli rzeczywisto?ci odmawia si? jej praw, niepodobie?stwem jest, aby ten ruch zdzia?a? co?kolwiek po?ytecznego. Kierunek my?lenia, przy?wiecaj?cy niniejszej pracy, d??y do u?o?enia dzia?alno?ci cz?owieka w organizmie spo?ecznym w sposób, wynikaj?cy z warunków ?yciowych tego organizmu.
?  ?  ?
Kto potrafi kszta?towa? swe pogl?dy jedynie na zasadzie takich urz?dze?, do których przywyk?, przerazi si?, s?ysz?c, ?e regulowanie stosunku pomi?dzy kierownikiem przedsi?biorstwa a robotnikiem ma by? wydzielone z organizmu gospodarczego. Wyda mu si? bowiem, ?e takie wyodr?bnienie prowadzi z konieczno?ci do dewaluacji pieni?dza i nawrotu do prymitywnych form gospodarczych. (Dr Rathenau w ksi??ce swej “Nach der Flut” broni tego pogl?du, który z jego punktu widzenia wydaje si? usprawiedliwiony). Lecz powy?szemu niebezpiecze?stwu przeciwdzia?a? b?dzie trójcz?onowy uk?ad organizmu spo?ecznego. Samodzielny organizm gospodarczy ??cznie z organizmem prawnym zupe?nie wyodr?bni? stosunki pieni??ne od stosunków, dotycz?cych pracy, które b?d? oparte na prawie. Stosunki prawne nie b?d? mog?y wywiera? bezpo?rednio wp?ywu na stosunki pieni??ne. Te ostatnie bowiem b?d? wynikiem zarz?dze? organizacji gospodarczej. Stosunek prawny pomi?dzy kierownikiem przedsi?biorstwa a robotnikiem nie b?dzie móg? wyra?a? si? jednostronnie w warto?ci pieni??nej, gdy? po usuni?ciu p?acy najemnej, która wyra?a stosunek wymienny pomi?dzy towarem a si?? pracy, ta warto?? pieni??na stanie si? wy??cznie miar? wzajemnej warto?ci towarów (i us?ug). Rozwa?aj?c skutki, jakie trójcz?onowy uk?ad poci?gnie za sob? w organizmie spo?ecznym, musimy doj?? do prze?wiadczenia, ?e takich urz?dze?, do jakich to doprowadzi, nie zna?y dotychczasowe formy ustrojów pa?stwowych.
Dzi?ki za? tym urz?dzeniom usuni?te zostanie to, co dzi? odczuwamy jako walk? klas. Walk? t? bowiem powoduje wt?oczenie p?acy roboczej w obrót gospodarczy. Praca niniejsza daje obraz takiego ukszta?towania organizmu spo?ecznego, w którym poj?cie p?acy roboczej ulegnie zmianom niemniejszym ni? dawne poj?cie w?asno?ci. Ale skutkiem tego przekszta?cenia, stosunki pomi?dzy lud?mi nabior? form bardziej zdolnych do ?ycia. Tylko dla powierzchownego s?du mo?e wydawa? si?, ?e zrealizowanie powy?szego nie poci?gnie innych zmian prócz tych, i? p?ac? za czas zast?pi p?aca od sztuki. Jednostronny pogl?d na t? spraw? prowadzi, by? mo?e, do takiego wniosku. Ale takiego jednostronnego pogl?du nie przedstawiamy tutaj. Rozpatrujemy natomiast konieczno?? zast?pienia dotychczasowych form wynagrodzenia za prac?, opartych na umowie, podzia?em wyników wspólnej dzia?alno?ci kierownika i robotników w zwi?zku z ca?okszta?tem urz?dze? organizmu spo?ecznego. Kto cz??? dochodu przedsi?biorstwa, przypadaj?c? na robotnika, uwa?a za p?ac? akordow?, nie dostrzega, ?e taka “p?aca akordowa” (która jednak w?a?ciwie nie jest p?ac?) wyra?a si? w warto?ci rezultatu pracy w taki sposób, ?e po?o?enie spo?eczne robotnika w stosunku do reszty spo?ecze?stwa uk?ada si? ca?kiem inaczej, ni? przy jednostronnie uwarunkowanej gospodarczo przewadze klasowej. W ten sposób spe?ni si? ??danie zaprzestania walki klas.
Kto za? jest wyznawc? pogl?du, ciesz?cego si? popularno?ci?, zw?aszcza w ko?ach socjalistycznych, jakoby sam rozwój przynie?? mia? rozwi?zanie kwestji spo?ecznej tudzie? jakoby nie nale?a?o narzuca? koncepcyj, które maj? by? urzeczywistnione, temu trzeba zwróci? uwag?, ?e zapewne rozwój musi przynie?? to, co jest konieczne, ale w organizmie spo?ecznym impulsy my?lowe cz?owieka s? rzeczywisto?ciami. A gdy z biegiem czasu urzeczywistni si? to, co dzi? mo?e by? jedynie przedmiotem rozmy?la?, wówczas takie ziszczenie b?dzie w?a?nie zawarte w rozwoju. A ci, którzy licz? si? jedynie z “rozwojem”, a nie z powstawaniem p?odnych idej, niechaj zaczekaj? ze swym s?dem a? do czasu, kiedy to, co dzi? jest my?l?, stanie si? “rozwojem”. Tylko, ?e wtedy b?dzie mo?e ju? zapó?no na dokonanie pewnych rzeczy, których ju? wymagaj? dzisiejsze warunki. Niepodobna obserwowa? objektywnie rozwoju spo?ecznego tak, jak obserwujemy przyrod?. Rozwój spo?eczny trzeba powodowa?. Z tego wzgl?du fataln? rzecz?, jest dla zdrowego my?lenia spo?ecznego, ?e przeciwstawia mu si? panuj?ce obecnie pogl?dy, które ??daj? “dowodów” dla wykazania tego, co jest spo?ecznie konieczne tak, jak w przyrodoznawstwie stosuje si? metod? “dowodzenia”. “Dowód” w spo?ecznem uj?ciu ?ycia ujawni? si? mo?e jedynie cz?owiekowi, który w pogl?dach swoich uwzgl?dnia nie tylko to, co istnieje, ale tak?e to, co tkwi w zarodku w impulsach ludzkich - cz?sto niedostrze?one - i co prze do realizacji.
?  ?  ?
Jednym z wyników trójcz?onowej organizacji spo?ecze?stwa, który wyka?e, jak jej za?o?enia wyp?ywaj? z samej istoty ?ycia spo?ecznego ludzko?ci, b?dzie oderwanie s?downictwa od urz?dze? pa?stwowych. Do kompetencji organów pa?stwowych nale?e? b?dzie ustanawianie praw, jakie maj? obowi?zywa? jednostki i grupy w ich wzajemnych stosunkach. Wydawanie natomiast wyroków s?dowych przypadnie urz?dzeniom organizacji duchowej. Orzekanie o winie jest w znacznym stopniu uzale?nione od tego, czy s?dzia ma mo?no?? odczucia i zrozumienia indywidualnego po?o?enia pods?dnego. Warunki te mog? by? spe?nione tylko wtedy, gdy zaufanie, jakim ludzie darz? urz?dzenia organizacji duchowej, b?dzie równie? istnia?o do ustanawianych s?dów. Prawdopodobnie zarz?d organizacji duchowej wyznacza? b?dzie s?dziów z ró?nych zawodów dziedziny duchowej, a po up?ywie pewnego czasu powróc? oni znowu do swych zaj?? zawodowych. Wówczas ka?dy obywatel mie? b?dzie, w pewnych granicach, mo?no?? wyboru z po?ród s?dziów, wyznaczonych na przeci?g pi?ciu czy dziesi?ciu lat, tego, do którego czuje dostateczne zaufanie, by podda? si? jego wyrokowi w sprawie karnej czy cywilnej. W okr?gu miejsca zamieszkania ka?dego obywatela b?dzie zawsze dostateczna liczba s?dziów, aby umo?liwi? taki swobodny wybór. Skar??cy wi?c zwraca?by si? zawsze do tego s?dziego, którego wybra? oskar?ony.
Pomy?lmy, jak donios?e by?oby takie urz?dzenie w dawnej monarchji Austro-W?gierskiej. W dzielnicach mieszanych pod wzgl?dem j?zykowym oskar?ony jakiejkolwiek narodowo?ci mia?by mo?no?? obrania na swego s?dziego - rodaka. Kto zna? dawne stosunki w Austrji, zrozumie, w jakim stopniu takie urz?dzenie przyczyni?oby si? do wyrównania tar?, wynikaj?cych ze wspó??ycia odr?bnych narodowo?ci. I nie tylko na sprawy narodo?ciowe, ale tak?e na inne rozleg?e dziedziny ?ycia wp?yw urz?dze? tego rodzaju by?by dodatni.
Do pomocy wybieranym w ten sposób s?dziom i s?dom delegowanoby urz?dników, specjalistów w dziedzinie prawnej. Oni równie? byliby wyznaczani przez organizacj? duchow?, lecz nie wykonywaliby sami czynno?ci s?dziowskich. Ta sama organizacja powo?ywa?aby do ?ycia s?dy apelacyjne.
Istotn? cech? ustroju opartego na powy?szych za?o?eniach stanowi? b?dzie to, ?e s?dzia potrafi g??biej wejrze? w przyzwyczajenia i uczucia oskar?onego, gdy? poza urz?dowaniem s?dziowskiem, któremu po?wi?ci tylko pewien okres czasu, b?dzie obeznany ze sfer? ?ycia obwinionego.
Zdrowy organizm spo?eczny we wszelkich swych urz?dzeniach rozwija? b?dzie u swych obywateli poczucie spo?eczne, a wi?c i s?downictwo nie b?dzie pozbawione tego wp?ywu. Wykonanie wyroków b?dzie nale?a?o do funkcyj dzia?u prawnego.
?  ?  ?
Na razie nie ma potrzeby omawiania innych urz?dze? poza wspomnianemi, które, w razie realizacji powy?szych zasad, sta?yby si? konieczne w innych dziedzinach ?ycia. Opisanie ich wymaga?oby tu, rzecz naturalna, o wiele wi?cej miejsca.
Z przedstawionych tu poszczególnych urz?dze? ?yciowych wynika, ?e ide?, z której zosta?y wyprowadzone, nie ma nic wspólnego - jak to mo?naby mniema? i jak to faktycznie przypuszczano tu i ówdzie na moich wyk?adach, po?wi?conych tej sprawie - ze wznowieniem trzech stanów: ?ywicieli, wojowników i m?drców (Nährstand, Wehrstand und Lehrstand). To, do czego si? tu zmierza, jest przeciwie?stwem ustroju stanowego. Ludzie nie b?d? podzieleni spo?ecznie ani na klasy, ani na stany; natomiast sam organizm spo?eczny zostanie rozcz?onowany. Dzi?ki temu w?a?nie cz?owiek b?dzie móg? by? naprawd? cz?owiekiem. Rozcz?onowanie to bowiem sprawi, ?e cz?owiek z ka?dym z trzech dzia?ów b?dzie ?yciowo zwi?zany. Z dzia?em organizmu spo?ecznego, w którym pracuje zawodowo, wi?za? go b?d? sprawy rzeczowe, z pozosta?emi za? utrzymywa? b?dzie ?ywe stosunki, gdy? ustrój ten b?dzie go do tego pobudza?. Trójcz?onowy zatem b?dzie organizm spo?eczny, tworz?cy wyodr?bnion? podstaw? ?ycia ludzkiego, ka?dy za? cz?owiek, jako taki, stanie si? ??cznikiem pomi?dzy jego trzema cz?onami.
 
IV.
MI?DZYNARODOWE STOSUNKI ORGANIZMÓW SPO?ECZNYCH.
 
Wewn?trzne rozcz?onowanie zdrowego organizmu spo?ecznego spowoduje równie? trójcz?onowo?? stosunków mi?dzynarodowych. Ka?da z trzech dziedzin ustosunkuje si? samodzielnie do odpowiednich dziedzin innych organizmów spo?ecznych. Na stosunki gospodarcze pomi?dzy dwoma krajami nie b?d? bezpo?rednio wywiera?y wp?ywu stosunki prawno-polityczne, istniej?ce pomi?dzy ich rz?dami. I odwrotnie, stosunki pomi?dzy temi rz?dami kszta?towa? si? b?d?, w pewnych granicach, ca?kiem niezale?nie od stosunków gospodarczych. Dzi?ki niezale?nemu powstawaniu tych stosunków, w razie konfliktów b?d? one zdolne dzia?a? wyrównuj?co. Pomi?dzy poszczególnemi organizmami gospodarczemi wytworz? si? skutkiem tego sploty interesów, które sprawi?, ?e dla wspó??ycia ludzi granice terytorjalne ju? nie b?d? mia?y wielkiego znaczenia.
Organizacje duchowe poszczególnych krajów zawi??? mi?dzy sob? stosunki, wynikaj?ce jedynie ze wspólnoty ?ycia duchowego ca?ej ludzko?ci. ?ycie duchowe, uniezale?nione od pa?stwa, oparte na sobie samem, wytworzy stosunki, które nie s? mo?liwe wówczas, gdy ocena dzia?alno?ci duchowej zale?y nie od kierownictwa instytucyj duchowych, ale od w?adz pa?stwowych. Pod tym wzgl?dem nie ma ?adnej ró?nicy pomi?dzy us?ugami, które wy?wiadcza nauka, maj?ca bezsprzecznie mi?dzynarodowy charakter, a tem co wytwarzaj? inne dziedziny duchowe. Do dziedziny duchowej nale?y tak?e mowa ojczysta narodu i wszystko, co jest z ni? bezpo?rednio zwi?zane. Sama ?wiadomo?? narodowa nale?y równie? do tej dziedziny. Ludno?? pewnego obszaru j?zykowego nie wpadnie w nienaturalne konflikty z innemi, o ile nie zechce wywiera? nacisku przez sw? organizacj? pa?stwow? lub pot?g? gospodarcz? w celu wzmo?enia wp?ywów swej kultury narodowej. Je?eli dana kultura narodowa w porównaniu z inn? posiada wi?ksz? si?? ekspansji i twórczo?ci duchowej - rozszerzanie si? jej b?dzie usprawiedliwione i mo?e odbywa? si? na drodze pokojowej, o ile urz?dzenia, s?u??ce temu celowi, zale?ne b?d? wy??cznie od organizacji duchowej.
Obecnie trójcz?onowo?? organizmu spo?ecznego dozna jeszcze silnego oporu ze strony skupie? ludzkich, które rozwin??y si? na pod?o?u wspólnej mowy i kultury narodowej. Opór ten jednak musi za?ama? si? wobec celu, jaki ludzko??, jako ca?o??, zmuszona b?dzie sobie stawia? coraz bardziej ?wiadomie. Ludzko?? odczuje, ?e ka?da jej cz?stka wówczas tylko zdo?a osi?gn?? byt naprawd? godny cz?owieka, gdy zwi??e si? w sposób ?ywotny z wszystkiemi pozosta?emi cz??ciami. Obok innych impulsów przyrodzonych skupienia narodowe stanowi? przyczyny ukszta?towania si? w dziejach zespo?ów prawnych i gospodarczych. Ale si?y, powoduj?ce wzrost kultury narodowej, powinny rozwija? si? we wzajemnem na siebie oddzia?ywaniu, niehamowane przez stosunki, jakie powstaj? pomi?dzy organizacjami pa?stwowemi i kompleksami gospodarczemi. Osi?gnie si? to wówczas, gdy skupienia narodowe przeprowadz? trójcz?onowo?? w ramach swych organizmów spo?ecznych w taki sposób, aby ka?dy z ich cz?onów móg? samodzielnie rozwija? swe stosunki z innemi organizmami spo?ecznemi.
Pomi?dzy narodami, pa?stwami i cia?ami gospodarczemi powstan? skutkiem tego wielokszta?tne powi?zania, które ka?d? cz?stk? ludzko?ci skojarz? z pozosta?emi w taki sposób, ?e ka?da z nich w swym w?asnym interesie odczuwa? b?dzie ?ycie innych. Z elementarnych impulsów, zgodnych z rzeczywisto?ci?, powstanie Zwi?zek Narodów. Nie b?dzie potrzeba “ustanawia?” go z góry, na podstawie jednostronnych pogl?dów prawnych.
Ka?dy, kto my?li realnie, musi przypisa? szczególne znaczenie okoliczno?ci, ?e aczkolwiek wy?o?one tu cele maj? znaczenie dla ca?ej ludzko?ci, to jednak ka?dy poszczególny organizm spo?eczny mo?e je realizowa? niezale?nie od tego, jak na razie ustosunkuj? si? do tej sprawy inne kraje. Je?eli którykolwiek organizm spo?eczny rozcz?onuje si? naturalnym porz?dkiem rzeczy na te trzy dziedziny, przedstawiciele ich, jako jednolite korporacje b?d? mieli mo?no?? nawi?zania stosunków mi?dzynarodowych z innemi organizmami nawet wówczas, je?eli trójcz?onowo?? nie zosta?a tam jeszcze wprowadzona. Kraj, który pod wzgl?dem trójcz?onowo?ci wyprzedzi inne, b?dzie dzia?a? dla wspólnego celu ca?ej ludzko?ci. To, co musi by? dokonane, dokona w znacznie wi?kszym stopniu si?a, która wykazuje w ?yciu cel, maj?cy swe ?ród?o w prawdziwych impulsach ludzko?ci, ani?eli wszelkie uchwa?y kongresów czy pertraktacje dyplomatyczne. Cel ten zosta? pomy?lany na podstawie rzeczywisto?ci i w ?yciu realnem da si? osi?gn?? w ka?dej zbiorowo?ci ludzkiej.
Kto ?ledzi? wydarzenia ostatnich dziesi?cioleci w ?yciu narodów i pa?stw z punktu widzenia, jaki tu obrali?my, móg? zda? sobie spraw? z tego, jak te w biegu dziejów wytworzone twory pa?stwowe z ich centralizacj? ?ycia duchowego, prawnego i gospodarczego doprowadzi?y do takich stosunków mi?dzynarodowych, które si?? rzeczy par?y ku katastrofie. Ale taki obserwator móg? równie? dostrzec, jak si?y przeciwstawne, pochodz?ce z nieu?wiadomionych impulsów ludzkich, wskazuj? na trójcz?onowo??. Stanie si? ona ?rodkiem leczniczym przeciwko wstrz?som, które spowodowa? fanatyzm jednolito?ci. Ale nastawienie ?yciowe “miarodajnych sfer kierowniczych ludzko?ci” nie pozwoli?o im dostrzec tego, co si? oddawna przygotowywa?o. Jeszcze na wiosn? i w pocz?tkach lata 1914 roku mo?na by?o s?ysze? o?wiadczenia “m??ów stanu”, ?e dzi?ki wysi?kom rz?dów, wed?ug przewidywa? ludzkich pokój w Europie jest zapewniony. “Dygnitarze” ci zupe?nie nie zdawali sobie sprawy z tego, ?e s?owa ich i czyny nie mia?y ju? nic wspólnego z biegiem rzeczywistych wydarze?. A jednak uchodzili oni za “praktyków”. Za “fantast?” natomiast uwa?any by? cz?owiek, który, jak autor niniejszej pracy, wbrew opinji “m??ów stanu” wyrobi? sobie w ci?gu ostatnich dziesi?cioleci odmienne zapatrywania i wypowiada? je jeszcze na wiele miesi?cy przed katastrof? wojenn? w?ród szczup?ego grona s?uchaczy w Wiedniu. (Szersze audytorjum by?oby go niezawodnie wy?mia?o). O gro??cem niebezpiecze?stwie mówi? on mniej wi?cej tak: Panuj?ce obecnie tendencje ?yciowe b?d? coraz bardziej wzmaga?y si? na si?ach, a? wreszcie same siebie zniszcz?. Kto wzrokiem duchowym przenika ?ycie spo?eczne, dostrzega, jak wsz?dzie powstaj? sk?onno?ci do tworzenia si? strasznych wrzodów spo?ecznych. Budzi si? w nim wielka troska o kultur? ludzko?ci. Jest to rzecz okropna, dzia?aj?ca tak przygn?biaj?co, ?e nawet gdyby?my potrafili st?umi? w sobie wszelki entuzjazm do poznawania zjawisk ?yciowych drog? wiedzy duchowej, musieliby?my uderzy? na alarm, wskazuj?c ca?emu ?wiatu ?rodki lecznicze. O ile organizm spo?eczny rozwija? si? b?dzie dalej tak, jak dotychczas, wywi??e si? stan chorobliwy kultury, podobny do tworzenia si? raka w organizmie ludzkim. Tymczasem pogl?d na ?wiat kó? panuj?cych wytworzy? ma tem pod?o?u ?ycia - którego one nie mog?y i nie chcia?y dostrzec - impulsy, prowadz?ce do niew?a?ciwych zarz?dze?, zamiast takich, któreby ugruntowa?y zaufanie w?ród ró?nych ugrupowa? ludzkich.
Kto mniema, ?e w?ród bezpo?rednich przyczyn obecnej katastrofy wojennej, spo?eczne konieczno?ci ?yciowe nie odegra?y ?adnej roli, zastanowi? si? winien nad tem, co wynik?oby z politycznych impulsów pa?stw, które par?y ku wojnie, gdyby ich “m??owie stanu” byli uwzgl?dnili te konieczno?ci spo?eczne w zakresie swej woli. Niech?e rozwa?y tak?e, czego da?oby si? unikn??, gdyby w swym czasie te osobisto?ci by?y skierowa?y sw? wol? na inny cel, ni? na gromadzenie materja?u palnego, który musia? wreszcie doprowadzi? do eksplozji.
Je?eli ow? chorob? raka, która w ci?gu ostatnich dziesi?cioleci toczy?a stosunki pomi?dzy pa?stwami, uwa?a? b?dziemy za konsekwencj? spo?ecznej postawy sfer kierowniczych ludzko?ci, zrozumiemy, jak pewien my?liciel, o?ywiony ogólno-ludzkiemi zainteresowaniami duchowemi, obserwuj?c przejawy woli tych sfer, ju? w r. 1888 móg? powiedzie?: “Cel ten - to uczyni? ca?? ludzko?? w jej ostatecznym rozwoju spo?eczno?ci? bratersk?, gdzie ludzie, powoduj?c si? jedynie najszlachetniejszemi pobudkami, kroczyliby wspólnie naprzód. Kto ?ledzi dzieje, chocia?by tylko na mapie Europy, mo?e doj?? do prze?wiadczenia, ?e w naszej najbli?szej przysz?o?ci musi doj?? do ogólnego mordowania si? wzajem narodów. Jedynie my?l o konieczno?ci odnalezienia drogi do prawdziwych warto?ci ?ycia ludzkiego, pozwoli zachowa? wiar? w godno?? cz?owieka. A my?li tej niepodobna pogodzi? z nies?ychanemi zbrojeniami u nas i u naszych s?siadów. Wierz? w ni? jednak i musi ona nam przy?wieca?, o ile nie uznamy za co? lepszego zako?czenia ?ycia ludzkiego zbiorowem samobójstwem, skutkiem powzi?tego wspólnie postanowienia w oficjalnie wyznaczonym dniu”. (Tak pisa? Hermann Grimm w r. 1888 w swej ksi??ce: “Aus den letzten fünf Jahren”, str. 46). Czem?e innem by?y “zbrojenia wojenne”, je?li nie d??eniem do utrzymania nadal pa?stw jako ustrojów jednolitych, mimo, ?e, wobec wspó?czesnego rozwoju, forma ta sta?a si? zaprzeczeniem istoty zdrowego wspó??ycia narodów? A takie zdrowe wspó??ycie mo?na osi?gn?? jedynie w organizmie spo?ecznym, który ukszta?tuje si? zgodnie z nowoczesnemi konieczno?ciami ?yciowemi.
Ju? zgór? od pó? wieku austrjacko-w?gierski kompleks pa?stwowy domaga? si? nowego ukszta?towania. Jego ?ycie duchowe, b?d?ce wyrazem mieszanego sk?adu pa?stwa pod wzgl?dem narodowo?ciowym, wymaga?o formy, dla której zapor? stanowi?o pa?stwo jednolite, ukszta?towane pod wp?ywem przestarza?ych impulsów. Konflikt serbsko-austrjacki, jako punkt wyj?cia katastrofy ?wiatowej, jest najlepszym dowodem, ?e granice polityczne tego jednolitego pa?stwa od pewnego momentu dziejów powinny by?y przesta? by? granicami kulturalnego ?ycia jego narodów. Gdyby ?ycie duchowe, oparte na sobie samem, niezale?ne od pa?stwa i jego granic, mia?o mo?no?? rozwijania si? poza te granice w sposób harmonijny z celami narodów - konflikt, który mia? swe ?ród?o w ?yciu duchowem, nie musia?by wy?adowa? si? koniecznie w katastrofie politycznej. Ale rozwój tego rodzaju wydawa? si? zupe?n? niemo?liwo?ci?, a nawet absurdem ka?demu, kto w Austro-W?grzech mniema?, ?e my?li zgodnie z “racj? stanu”. Przyzwyczajenia bowiem my?lowe tych ludzi nie dopuszcza?y innego pogl?du, jak tylko ten, ?e granice pa?stwowe musz? si? zlewa? z granicami spólnot narodowych. Uznanie mo?no?ci powstawania ponad granicami politycznemi organizacyj ?ycia duchowego, obejmuj?cych szkolnictwo i inne ga??zie dzia?alno?ci duchowej, by?o czem? niedopuszczalnem dla ich rutyny my?lowej. A przecie? w?a?nie to rozwi?zanie, uchodz?ce za co? “nie do pomy?lenia”, jest wymaganiem czasów nowych w ?yciu mi?dzynarodowem. Cz?owiek, my?l?cy praktycznie, nie powinien zniech?ca? si? pozorn? niemo?liwo?ci? i mniema?, ?e wprowadzanie urz?dze? w my?l tych wymaga?, natknie si? na niezwalczone trudno?ci - przeciwnie, trzeba w?a?nie, aby kierowa? swe wysi?ki do ich przezwyci??ania. Zamiast nadawania my?leniu “m??ów stanu” kierunku zgodnego z wymogami nowoczesnemi, usi?owano tworzy? urz?dzenia, które, naprzekór tym wymaganiom, mia?y utrzymywa? jednolit? posta? pa?stwa. Skutkiem tego takie pa?stwo stawa?o si? tworem coraz bardziej obcym ?yciu. I znalaz?o si? ono w drugiem dziesi?cioleciu XX-go wieku przed alternatyw?: albo oczekiwa? swego ko?ca, wobec niepodobie?stwa utrzymania nadal swej dawnej formy, albo te? powierzchownie ratowa? bankructwo ustroju wewn?trznego drog? przemocy, któr? dawa?o si? uzasadni? stanem wojennym. W 1914 r. austrjacko-w?gierscy “m??owie stanu” nie mieli innego wyboru: albo mogli skierowa? swe wysi?ki ku tworzeniu warunków realizacji zdrowego organizmu spo?ecznego i o?wiadczy? to ?wiatu jako sw? wol?, zdoln? wzbudzi? nowe zaufanie, albo te? zmuszeni byli rozp?ta? wojn? w celu utrzymania dawnego stanu rzeczy. My?le? wi?c sprawiedliwie o winie za to, co si? sta?o w roku 1914, mo?na tylko wówczas, gdy uwzgl?dnia si? to g??bsze pod?o?e wypadków. Wobec wielu narodowo?ci, jakie wchodzi?y w sk?ad monarchji austrjacko-w?gierskiej, jej przedewszystkiem postawione by?o dziejowe zadanie ukszta?towania zdrowego organizmu spo?ecznego. Zadania tego nie zrozumiano. Ten grzech przeciwko duchowi dziejów wp?dzi? Austro-W?gry w wojn?.
A Rzesza Niemiecka? Powsta?a ona w okresie, kiedy nowoczesne ??dania zdrowego organizmu spo?ecznego zmierza?y ku swemu urzeczywistnieniu. To urzeczywistnienie mog?o stanowi? dla niej racj? istnienia. Impulsy spo?eczne skupi?y si? w tem pa?stwie ?rodkowo-europejskiem, jakby w ?rodowisku przeznaczonem do tego pos?annictwa dziejowego. My?lenie spo?eczne wyst?powa?o tu i ówdzie; ale w pa?stwie niemieckiem przybra?o ono posta? szczególn?, która pozwala?a rozpozna? dok?d zmierza. To powinno by?o nada? temu pa?stwu cel pracy i przed jego przywódcami postawi? te problemy. Gdyby nowo za?o?one pa?stwo otrzyma?o tak? tre?? dla swej pracy, jakiej wymaga?y same si?y dziejowe, dowiod?oby ono racji bytu swego istnienia w nowoczesnem wspó??yciu narodów. Ale zamiast przyst?pi? z tem pos?annictwem do wielkich zagadnie?, zadowolono si? reformami spo?ecznemi, dostosowanemi do potrzeb dnia bie??cego i cieszono si?, gdy zagranica podziwia?a wzorowo?? tych reform. A obok tego opierano coraz wi?cej ?wiatow? moc narodu na formach, pochodz?cych z najbardziej przestarza?ych poj?? o pot?dze i splendorze pa?stwowym. Ukszta?towano pa?stwo, które podobnie jak austro-w?gierski twór, by?o w zasadniczej sprzeczno?ci z tem, co historycznie zapowiada?o si? w si?ach narodu. Si? tych nie dostrzegali wcale jego sternicy. Ustrój pa?stwowy wed?ug ich poj?cia móg? opiera? si? jedynie na sile militarnej. To za?, czego wymaga?y dzieje nowoczesne, musia?oby opiera? si? na urzeczywistnieniu impulsów, zmierzaj?cych do budowy zdrowego organizmu spo?ecznego. Gdyby go zrealizowano, pa?stwo niemieckie znalaz?oby si? w innej sytuacji w?ród narodów, ni? by?o w r. 1914. Polityka niemiecka, skutkiem niezrozumienia nowoczesnych wymaga? ?ycia narodowego, stan??a na martwym punkcie. Polityka ta w ci?gu ostatnich dziesi?cioleci nie dostrzeg?a nic z dojrzewaj?cych wydarze?. Zajmowa?a si? ona wszystkiem, co nie le?a?o w zakresie rozwoju si? nowoczesnych i co, skutkiem tego braku tre?ci, musia?o “run??, jak domek z kart”.
Gdyby zechciano ?ci?le zbada? i przedstawi? ?wiatu fakty, które zasz?y w miarodajnych ko?ach Berlina w ko?cu lipca i pierwszego sierpnia 1914, powsta?by wierny obraz tego, co jako tragiczny los pa?stwa niemieckiego wy?oni?o si? z biegu wydarze?. To, co si? wówczas dzia?o, ma?o jest jeszcze znane zarówno w kraju, jak i zagranic?. Kto to wszystko pozna?, wie, jak ówczesna polityka, niemiecka by?a podobna do domku z kart i jak, osi?gnowszy martwy punkt swej dzia?alno?ci, musia?a ca?kowicie przekaza? w?adzom wojskowym decyzj? w sprawie, czy i jak rozpocz?? wojn?. Czynniki, decyduj?ce w sferach wojskowych, nie mog?y, z militarnego punktu widzenia, post?pi? inaczej, ni? post?pi?y, gdy? z tego punktu widzenia sytuacja mog?a przedstawia? si? tylko tak, jak one j? widzia?y. Doprowadzono bowiem do takiej sytuacji, ?e jakakolwiek inicjatywa poza sferami wojskowemi nie by?a ju? mo?liwa. Wszystko to by?oby dzi? faktem historycznie ustalonym, gdyby znalaz? si? cz?owiek, któryby zag??bi? i wydoby? na ?wiat?o dzienne wydarzenia, zasz?e w Berlinie w ko?cu lipca i 1-go sierpnia, a zw?aszcza to wszystko, co si? wydarzy?o 31-go lipca i 1-go sierpnia. Wci?? jeszcze ulegamy z?udzeniu, ?e, o ile znamy wcze?niejsze fakty przygotowawcze, poznanie owych wydarze? nic da? nam nie mo?e. Nie wolno jednak ich pomija?, je?eli chcemy porusza? t. zw. obecnie “zagadnienie winy”. Zapewne, ?e te? i w inny sposób zapozna? si? mo?na z przyczynami, które istnia?y o wiele wcze?niej, ale poznanie ostatnich wydarze? wskazuje, w jaki sposób te przyczyny wywar?y dzia?anie.
Pogl?dy, które wówczas wci?gn??y sterników Niemiec do wojny, w dalszym ci?gu dzia?a?y zgubnie. Sta?y si? one opinj? publiczn?. Nie dopu?ci?y one, aby u ludzi, dzier??cych w swych r?kach w?adz?, rozwin??o si? nawet w tych strasznych latach po gorzkich do?wiadczeniach zrozumienie tego, co wtr?ci?o kraj w po?o?enie tragiczne. Licz?c na wra?liwo??, jak? wydarzenia wojenne powinny by?y obudzi?, autor niniejszych rozwa?a? usi?owa?, w momencie zdawa?o si? najbardziej odpowiednim, zapozna? z ide? zdrowego organizmu spo?ecznego te osobisto?ci w Niemczech i Austrji, których wp?yw móg? by? jeszcze spowodowa? uznanie tych impulsów. Jednostki, które odnosi?y si? uczciwie do losów narodu niemieckiego, bra?y wówczas udzia? w tej akcji. Ale wysi?ki te okaza?y si? daremne. Rutyna my?lowa wzbrania?a si? przed przyj?ciem impulsów, które dla wyobra?e?, zorjentowanych wy??cznie militarystycznie, wydawa?y si? niezdatne do niczego. Znajdowano w tem co najwy?ej oddzielenie szko?y od Ko?cio?a. Tak, to by?oby ju? co?. Po tym w?a?nie szlaku bieg?y ju? oddawna my?li ludzi nastawionych “pa?stwowo”, ale niepodobna by?o nada? im kierunku bardziej skutecznego. Ludzie ?yczliwi radzili mi, ?ebym my?li te “opublikowa?”. W owej chwili rada ta by?a najmniej celowa. Có?by to pomog?o, gdyby w dziedzinie “literatury” w?ród wielu innych zagadnie? poruszy? kto? spraw? tych impulsów i to jaki? szary cywil? Przecie?, zgodnie z natur? tych impulsów, znaczenie ich zale?a?o wówczas tylko od tego, sk?d zostan? wysuni?te. Gdyby by? wyst?pi? z niemi odpowiedni autorytet, narody ?rodkowo-europejskie dostrzeg?yby mo?liwo?? urzeczywistnienia zmian, odpowiadaj?cych ich sk?onno?ciom, mniej lub wi?cej u?wiadomionym. A narody rosyjskiego Wschodu w tym momencie napewno zorjentowa?yby si? w mo?no?ci zniesienie caratu w imi? tych nowych idej. W?tpi? w to móg?by jedynie ten, kto nie zna tej wra?liwo?ci na zdrowe idee spo?eczne, jak? posiada m?ody jeszcze intelekt Wschodu europejskiego. Zamiast deklaracji, w my?l tych idej, podyktowano pokój w Brze?ciu n/B.
Fakt, ?e my?lenie w duchu militarnym nie by?o w stanie odwróci? katastrofy Europy ?rodkowej i wschodniej, móg? ukry? si? w?a?nie tylko przed takiem my?leniem. Przyczyn? kl?ski narodu niemieckiego by?o to, ?e nie chciano uwierzy? w mo?liwo?? zapobie?enia katastrofie. Nikt nie chcia? widzie?, ?e ludzie, którzy mieli prawo rozstrzygania o wszystkiem, zupe?nie nie rozumieli konieczno?ci dziejowych. Kto je cho? troch? rozumia?, ten wiedzia? te?, ?e w?ród narodów anglo-saskich znajduj? si? jednostki, zdaj?ce sobie spraw? z tego, co nurtowa?o w si?ach ?rodkowej i wschodniej Europy. Mo?na by?o pozna? prze?wiadczenie tych osób, ?e w tych cz??ciach Europy dojrzewa co?, co musi wy?adowa? si? w pot??nych przewrotach spo?ecznych. Takie przewroty, jak mniemano, dla narodów anglo-saskich nie by?y ju? ani dziejowo-konieczne, ani mo?liwe. Zgodnie z tym pogl?dem kierowano w?asn? polityk?. Natomiast w ?rodkowej i wschodniej Europie nic nie wiedziano o tem wszystkiem i stosowano stare metody w ten sposób, ?e wreszcie wszystko run?? musia?o, jak “domek z kart”. Grunt pod nogami mog?a wówczas mie? jedynie polityka, uwzgl?dniaj?ca fakt, ?e w krajach anglo-saskich liczono si? z temi konieczno?ciami dziejowemi na wielk? skal? i w sposób samo przez si? zrozumia?y z angielskiego punktu widzenia. Zach?ta jednak do takiej zmiany polityki wydawa?a si?, zw?aszcza “dyplomatom”, czem? najzupe?niej zbytecznem.
Zamiast prowadzi? polityk?, któraby mog?a wp?yn?? dodatnio równie? i na Europ? ?rodkow? i wschodni? przed wybuchem wojny ?wiatowej, szachuj?c posuni?cia w wielkim stylu polityki angielskiej, kroczono dalej ?cie?k? udeptan? przez dyplomatów. Z gorzkiego do?wiadczenia okropno?ci wojennych nie potrafiono wyci?gn?? nauki o konieczno?ci przeciwstawienia zadaniu, które ?wiatu postawi?a Ameryka w swych politycznych enuncjacjach, innego problemu, w?asnego problemu Europy, zrodzonego z jej w?asnych si? ?yciowych. A koncepcj?, wysuni?t? przez Wilsona z ameryka?skiego punktu widzenia, mo?na by?oby pogodzi? z t?, która, jako impuls duchowy Europy, da?aby o sobie zna? w?ród huku armat. Wobec konieczno?ci dziejowych wszelkie inne pertraktacje by?y pust? gadanin?.
Ale ludziom, których fala wypadków wynios?a w Rzeszy niemieckiej na stanowiska naczelne, zbywa?o na zdolno?ciach do postawienia sobie zada?, uwzgl?dniaj?cych nowe pr?dy, budz?ce si? w ?yciu ludzko?ci. I dlatego to jesie? r. 1918 musia?a przynie?? to, co przynios?a. Za?amaniu si? si?y militarnej towarzyszy?a kapitulacja duchowa. Zamiast zdoby? si? wówczas przynajmniej na zamanifestowanie z woli Europy impulsów duchowych narodu niemieckiego, nie uczyniono nic poza podporz?dkowaniem si? czternastu punktom Wilsona. Wobec Wilsona znalaz?y si? Niemcy, które nie mia?y nic do powiedzenia od siebie. Jakkolwiek Wilson wyobra?a? sobie swoje czterna?cie punktów, móg? on by? Niemcom przyj?? z pomoc? jedynie w tem, ku czemu one same d??y?y. Musia? przeto czeka? na ujawnienie si? tej woli. Nico?? polityki niemieckiej na pocz?tku wojny uzupe?ni?a nico?? tej?e polityki w pa?dzierniku r. 1918 tudzie? okropna kapitulacja duchowa za spraw? cz?owieka, w którym wielu pok?ada?o w Niemczech ostatnie nadzieje.
Na sytuacj? w Europie ?rodkowej z?o?y?y si?: brak wiary w ?wiat?o kierownicze si? dziejowych, tudzie? odraza do uwzgl?dniania impulsów, p?yn?cych z poznania wspó?zale?no?ci duchowych. Obecnie na skutek katastrofy wojennej, wytworzy?a si? nowa sytuacja. Charakteryzuje j? istnienie idei impulsów spo?ecznych ludzko?ci, jak je przedstawili?my w pracy niniejszej. Te impulsy spo?eczne maj? sw? wymow?, która stawia przed ca?ym ?wiatem cywilizowanym swoje zadanie, Czy? my?l o tem, co si? musi sta?, ma dzi? znów wobec spo?ecznych zagadnie? doj?? do martwego punktu, tak samo, jak to uczyni?a w obliczu ówczesnych zada? polityka ?rodkowo-europejska w r. 1914? Kraje, które wobec aktualnych wówczas spraw mog?y si? by?y trzyma? na uboczu, nie powinny obecnie post?powa? w ten sam sposób wzgl?dem kwestji spo?ecznej. W stosunku do tego problemu nie powinno by? ani przeciwników politycznych, ani ludzi oboj?tnych; trzeba, aby ca?a ludzko?? zjednoczy?a si? w powszechnem dzia?aniu, czujna na ducha czasu i stosuj?ca do? swe post?powanie.
Z przedstawionych w tej pracy zamierze? czytelnik zrozumie dlaczego ju? nieco wcze?niej autor jej napisa? “Odezw? do Narodu Niemieckiego i ca?ego ?wiata Kulturalnego”, zamieszczon? w rozdziale nast?pnym. Odezw? t? og?osi? ?wiatu, a przedewszystkiem narodowi niemieckiemu komitet, który t? spraw? dobrze rozumia?. Dzi? mamy ju? odmienne warunki, ni? wówczas, kiedy rzeczy te mo?na by?o porusza? tylko w w??szych ko?ach. Wcze?niejsze opublikowanie uczyni?oby z nich niechybnie “literatur?”. Dzi? podanie tych rzeczy do powszechnej wiadomo?ci powinno spowodowa? to, co do niedawna nie by?o mo?liwe, mianowicie, zjednanie tej idei ludzi rozumnych, pragn?cych pracowa? w jej duchu, je?li uznaj?, ?e zas?uguje na zrozumienie i realizacj?. To bowiem, co obecnie powsta? winno, mo?e powsta? jedynie za spraw? takich ludzi.
 
ANEKS.
ODEZWA DO NARODU NIEMIECKIEGO I CA?EGO ?WIATA KULTURALNEGO.
 
Naród niemiecki by? prze?wiadczony, ?e jego, przed pó? wiekiem wyd?wigni?te, pa?stwo posiada budow? trwa?? po wsze czasy. W sierpniu 1914 r., stoj?c wobec rozp?tania katastrofy wojennej, mniema?, ?e pa?stwo to oka?e si? niezwyci??one. Dzi? stoi nad jego gruzami. Po takiem do?wiadczeniu musi nast?pi? opami?tanie. Do?wiadczenie to bowiem wykaza?o, ?e pogl?dy panuj?ce w ci?gu pó? wieku, a zw?aszcza powszechna opinja w latach wojennych by?y b??dem, którego nast?pstwa okaza?y si? tragiczne. Gdzie? szuka? przyczyn tego fatalnego b??du? Pytanie to powinno zmusi? cz?onków narodu niemieckiego do zastanowienia si? nad sob?. Mo?liwo?? jego zdolno?ci do ?ycia zale?y od tego, czy znajdzie si?? na takie zastanowienie si?. Przysz?o?? narodu niemieckiego zale?y od tego, czy potrafi on z ca?? powag? zada? sobie pytanie: w jaki sposób pope?ni?em ten b??d? Je?eli uczyni to dzi?, u?wiadomi sobie, ?e przed pó? wiekiem stworzy? wprawdzie swe pa?stwo, lecz zaniedba? postawi? przed nim zadania, wyp?ywaj?cego z istotnej tre?ci niemieckiego ducha narodowego.
Za?o?ono pa?stwo. W pierwszych czasach jego istnienia usi?owano regulowa? jego wewn?trzne mo?liwo?ci rozwojowe, zgodnie z wymogami, jakie ujawnia?y si? z roku na rok ze starych tradycyj i nowych potrzeb. Nast?pnie zabrano si? do umacniania i wzmagania jego zewn?trznej pot?gi, opartej na si?ach materjalnych. Po??czono z tem zarz?dzenia, maj?ce na celu zaspokajanie nowoczesnych ??da? socjalnych. Wprawdzie t? drog? uwzgl?dniono niejedno z tego, co doba obecna wykaza?a jako konieczno??, ale nie przy?wieca? temu wielki cel, jaki winien si? wy?oni? z poznania si? rozwojowych, ku którym wspó?czesna ludzko?? musi si? koniecznie zwróci?. W ten sposób pa?stwo niemieckie wesz?o do spólnoty ?wiatowej, nie posiadaj?c istotnego celu, usprawiedliwiaj?cego jego byt. Przebieg zawieruchy wojennej wykaza? to bardzo bole?nie. Do chwili jej wybuchu ca?y ?wiat poza-niemiecki nie móg? dostrzec w post?powaniu Rzeszy nic takiego, coby budzi?o przekonanie, ?e sternicy tego pa?stwa spe?niaj? pos?annictwo dziejowe, któremu nie godzi si? przeciwdzia?a?. Niezdolno?? tych przywódców do u?wiadomienia sobie podobnej misji musia?a doprowadzi? pa?stwa poza-niemieckie do pogl?du, który dla ludzi orjentuj?cych si? naprawd? w sytuacji, stanowi g??bsz? przyczyn? upadku Niemiec.
Otó?, bezstronne u?wiadomienie sobie tego stanu rzeczy by?oby niesko?czenie wa?ne dla narodu niemieckiego. W nieszcz??ciu powinno by?o powsta? to zrozumienie, którego nie wykazano w ostatniem pi??dziesi?cioleciu. Drobne troski, o najbli?szy dzie? powszedni powinien by? zast?pi? szeroki pogl?d na ?ycie, któryby pot?g? my?li d??y? do poznania si? rozwojowych wspó?czesnej ludzko?ci i po?wi?ci? im wol? pe?n? odwagi. Musia?oby usta? to ma?ostkowe d??enie do obezw?adniania, jako niepraktycznych idealistów, wszystkich tych, którzy kieruj? sw? uwag? na owe si?y rozwojowe. Musia?aby ust?pi? zarozumia?o?? i pycha osób, uwa?aj?cych si? za praktyków ?yciowych, które spowodowa?y jednak nieszcz??cie, zas?aniaj?c ciasnot? swych mózgów p?aszczykiem rzekomej praktyczno?ci. Nale?a?o tak?e uwzgl?dni? to wszystko, co ludzie, okrzyczani za idealistów, lecz my?l?cy, w gruncie rzeczy, naprawd? ?yciowo, mieli do powiedzenia o nowoczesnych potrzebach rozwojowych.
“Praktycy” wszelkich kierunków dostrzegali wprawdzie od dawna pojawienie si? ca?kiem nowych postulatów ludzko?ci. Ale ??daniom tym chcieli uczyni? zado?? w ramach przyzwyczaje? my?lowych i urz?dze?, przekazanych przez dawne czasy. ??dania te wysun??o nowoczesne ?ycie gospodarcze. Zaspokojenie ich na drodze inicjatywy prywatnej wydawa?o si? niemo?liwe. Zast?pienie przedsi?biorczo?ci prywatnej - spo?eczn? w poszczególnych dziedzinach narzuca?o si? jednej klasie spo?ecznej, jako konieczno??. Postulat ten urzeczywistniono tam, gdzie, zdaniem tej klasy, wydawa?o si? to korzystne. Radykalne przekszta?cenie wszelkiej inicjatywy prywatnej w spo?eczn? sta?o si? celem innej klasy, która, skutkiem rozwoju nowoczesnej gospodarki, nie widzi swego interesu w utrzymaniu dotychczasowej przedsi?biorczo?ci prywatnej.
Wszelkie d??enia, które zmierza?y dot?d do zaspokojenia nowoczesnych postulatów ludzko?ci, opieraj? si? na wspólnem pod?o?u. Pr? one ku uspo?ecznieniu prywatnej w?asno?ci i licz? na to, ?e przejm? j? cia?a publiczne (pa?stwo, gmina). Te cia?a jednak powsta?y z za?o?e?, nie maj?cych nic wspólnego z owemi postulatami. Lub te? bierze si? pod uwag? nowsze formy organizacyjne (np. spó?dzielnie), które utworzy?y si? niezupe?nie w sensie tych nowych ??da?, lecz wedle odziedziczonych przyzwyczaje? my?lowych, jako na?ladownictwo starych form.
W rzeczywisto?ci jednak ?adna organizacja, utworzona na mod?? takich starych przyzwyczaje? my?lenia, nie mo?e podj?? si? tego, czego si? po niej spodziewamy. Si?y czasu pr? ku takiej strukturze spo?ecznej, któraby mia?a na widoku zupe?nie co? innego, ni? ma obecna. Dotychczas formy wspó??ycia spo?ecznego powstawa?y po wi?kszej cz??ci z instynktów socjalnych ludzko?ci. Przenikni?cie ich si? pe?ni? ?wiadomo?ci - oto zadanie czasów naszych.
Organizm spo?eczny, tak samo jak naturalny, sk?ada si? z cz?onów. I podobnie jak organizm naturalny musi my?le? zapomoc? g?owy, nie za? p?uc, tak te? i organizm spo?eczny wymaga rozcz?onowania na uk?ady. ?aden z nich nie mo?e podejmowa? si? funkcji innego, natomiast ka?dy musi wspó?dzia?a? z pozosta?emi, utrzymuj?c w?asn? samodzielno??.
?ycie gospodarcze mo?e rozwija? si? pomy?lnie jedynie wówczas, gdy kszta?tuje si? wed?ug w?asnych si? i praw, jako samodzielny cz?on organizmu spo?ecznego i w swej dziedzinie nie dopuszcza zam?tu, który powstaje skutkiem tego, ?e pozwala si? w niem rz?dzi? si?om innego cz?onu tego? organizmu, mianowicie, politycznego. Dzia? pa?stwowo-polityczny za? powinien rozwija? si? w pe?nej samodzielno?ci, obok dzia?u gospodarczego tak, jak w organizmie naturalnym system oddychania obok systemu nerwowo-zmys?owego. Niepodobna osi?gn?? zdrowego wspó?dzia?ania obu tych cz?onów drog? regulowania ich z jednego centrum w?adzy prawodawczej i administracyjnej, lecz ka?dy z nich mie? musi w tym celu w?asne organa, które b?d? ze sob? ?ywo wspó?dzia?a?y. Albowiem system polityczny niszczy ?ycie gospodarcze, gdy chce przej?? jego funkcje. System gospodarczy za? traci swe si?y ?yciowe, gdy bierze si? do polityki.
Te dwa systemy organizmu spo?ecznego uzupe?ni? musi trzeci, ukszta?towany zupe?nie samodzielnie wed?ug w?asnych mo?liwo?ci ?yciowych - mianowicie, twórczo?? duchowa. Wchodzi ona równie? i do obu poprzednich systemów, które otrzymuj? jej podniety od organizacji duchowej, posiadaj?cej w?asne organa zarz?dzaj?ce. Trzeci ten dzia? nie mo?e by? przez oba tamte zarz?dzany, ani podlega? ich wp?ywom w inny sposób, ni? tak, jak oddzia?ywuj? na siebie poszczególne organa, dzia?aj?ce obok siebie w ca?okszta?cie organizmu naturalnego.
To, co powiedzieli?my tu o konieczno?ciach organizmu spo?ecznego, mo?na ju? dzi? uzasadni? naukowo i rozwin?? ze wszelkiemi szczegó?ami. W niniejszych rozwa?aniach mogli?my nakre?li? jedynie wytyczne dla wszystkich tych, którzy sk?aniaj? si? do uznania tych konieczno?ci.
Powstanie Rzeszy Niemieckiej przypad?o na okres, kiedy te konieczno?ci ju? si? ujawni?y wspó?czesnej ludzko?ci. Kierownicy pa?stwa nie potrafili postawi? przed niem zadania, wynikaj?cego ze zrozumienia tych konieczno?ci. Takie zrozumienie zapewni?oby pa?stwu nie tylko spoisto?? wewn?trzn?, lecz nada?oby równie? jego polityce zagranicznej uzasadniony kierunek. Dzi?ki takiej polityce naród niemiecki mia?by mo?no?? wspó??ycia z innemi narodami.
W nieszcz??ciu ludzie powinniby przecie? dorosn?? do poznania. Trzeba skierowa? wol? ku ukszta?towaniu organizmu spo?ecznego, zdolnego do ?ycia. Wobec ?wiata zewn?trznego nie powinnyby wyst?powa? te Niemcy, które ju? nie istnia?y, lecz przedstawiciele dziedziny duchowej, politycznej i gospodarczej, jako samodzielne delegacje. Im to nale?a?o pertraktowa? z tymi, co zwyci??yli te Niemcy, które, na skutek popl?tania trzech cz?onów swego organizmu, wyrodzi?y si? w twór spo?eczny, niezdolny do ?ycia.
Przeczuwamy ju? objekcje “praktyków”, którzy rozwodzi? si? b?d? nad z?o?ono?ci? tego, co tu by?o powiedziane. Dla nich samo ju? my?lenie o wspó?dzia?aniu tych trzech cz?onów by?oby uci??liwe, nie chc? bowiem nic wiedzie? o prawdziwych ??daniach ?ycia, lecz wszystko dostosowuj? sobie wygodnie wed?ug wymaga? w?asnego my?lenia. Powinni jednak zrozumie?, ?e albo b?d? musieli podporz?dkowa? swe my?lenie wymogom rzeczywisto?ci, albo te?, nie wyci?gn?wszy ?adnej nauki z nieszcz??cia, wzmaga? b?d? w niesko?czono?? sprowadzone ju? kl?ski dalszemi katastrofami.
 
Dr. Rudolf Steiner
 
UWAGI DO POLSKIEGO WYDANIA.
 
Kto w dziedzinie wydawniczej poszukuje przedewszystkiem nowo?ci, b?dzie zapewne niemile ?dziwiony, ?e praca, któr? w przek?adzie udost?pniamy spo?ecze?stwu polskiemu, w oryginale ukaza?a si? niemal przed dwudziestu laty (1919 r.).
Czynimy to w prze?wiadczeniu, ?e podstawowe my?li i impulsy, w tej pracy zawarte, nic nie straci?y na swem znaczeniu i aktualno?ci, bodaj raczej wr?cz odwrotnie. Albowiem minione dwa dziesi?tki lat przynios?y bogaty plon gorzkich rozczarowa? i smutnych do?wiadcze?, potwierdzaj?cych bezp?odno?? wszelkich utopijnych, nie opartych na g??bszej rzeczywisto?ci idealizmów i sztucznych programów. A tymczasem ogrom pi?trz?cych si? trudno?ci i zawi?o?? problemów, oczekuj?cych rozwi?zania, ci?gle si? dalej gro?nie pot?guje.
Czytelnikowi, któryby czu? potrzeb? pracowania dalej w kierunku niniejszej pracy, nale?y zwróci? uwag? na inne prace spo?eczno-ekonomiczne Dr. R. Steinera, a przedewszystkiem na “Kurs Ekonomji Spo?ecznej”, wydany w przek?adzie polskim w 1935 r., a tak?e na broszur? Dr. Emila Anderegga, dzia?acza samorz?du kantonalnego w St. Gallen, p. tyt. “Wirtschaftliche Verständigung”, która stanowi prób? praktycznego zastosowania za?o?e? uk?adu trójcz?onowego do ?ycia spo?eczno-gospodarczego Szwajcarji.
M. O.
Warszawa, 12 listopada 1938 r.
 

 

Share on Facebook
Dyskusja na temat artykułu na forum
Powinieneś się zalogować lub zarejestrować aby móc uczestniczyć w dyskusji.

Najnowsze na stronie

  1. (12-07-2013 00:51 - Micha?-Anio?)
  2. (23-04-2013 00:37 - Micha?-Anio?)
  3. Monsanto vs. konopie (22-04-2013 23:58 - Micha?-Anio?)
  4. Dr Bruce Lipton Birth (21-03-2013 11:09 - Micha?-Anio?)
  5. Gorzkie nasiona (13-03-2013 08:17 - Micha?-Anio?)
  6. Wizualizacje ?wi?tej Geometrii (10-03-2013 21:39 - Micha?-Anio?)
  7. Kymatica (17-12-2012 17:07 - Micha?-Anio?)
  8. Droga Rudolfa Steinera (16-12-2012 22:17 - Micha?-Anio?)
  9. Boska matematyka (06-12-2012 00:54 - Micha?-Anio?)
  10. (11-11-2012 13:50 - Micha?-Anio?)
  11. ?wi?ta Ekonomia (06-11-2012 19:16 - Micha?-Anio?)
  12. (05-11-2012 21:10 - Micha?-Anio?)
  13. ?yjemy w symulacji? (29-10-2012 20:26 - Micha?-Anio?)
  14. Dzien przed ujawnieniem (22-07-2012 19:28 - Micha?-Anio?)
  15. Dusza i fizyka kwantowa (16-07-2012 21:32 - Micha?-Anio?)
  16. Mechanika kwantowa a granice czasu i przestrzeni (16-07-2012 16:19 - Micha?-Anio?)
  17. (16-07-2012 16:12 - Micha?-Anio?)
  18. Natura rzeczywisto?ci (16-07-2012 16:06 - Micha?-Anio?)

Na forum

No posts to display.

Muzyka Online

Otwórz radio w okienku:
Ambient       wmplayer    wmplayer    wmplayer
Relaxation    wmplayer    wmplayer    wmplayer
Meditation    wmplayer    wmplayer    wmplayer

Login Form

Forum Imaginarium
Imaginarium -Facebook
ImaginariumPL - YouTube
RSS